Zostań przyjacielem cerkiew.pl
MARCELI z Apamei, ihumen monasteru Akoimetoi ("Nieśpiących") (Prepodobnyj Markiełł Apamiejskij, ihumien obitieli "Nieusypajuszczich"), 29 grudnia/11 stycznia, zm. 485.
Pochodził z miasta Apamea w Syrii. Wcześnie stracił rodziców, którzy byli chrześcijanami. Wykształcenie otrzymał wpierw w Antiochii, następnie w Efezie. Cały majątek, który dostał w spadku po rodzicach rozdał ubogim, zrywając kontakt ze światem. W Efezie pod kierunkiem doświadczonego starca Marceli wstąpił na drogę ascezy, by przedostać się do Bizancjum i mnicha Aleksandra, ihumena klasztoru Akoimetoi ("Nieśpiących"). Monaster otrzymał swą nazwę od faktu, iż śpiew psalmów odbywał się tam nieustannie - w dzień i w nocy.
Abba przyjął Marcelego i udzielił mu mniszych postrzyżyn. Gorliwie ćwicząc się w czuwaniu, postach i modlitwie, święty dostąpił wielu duchowych darów oraz zdolności przewidywania przyszłości. Przewidział dzień śmierci swego nauczyciela oraz swój wybór na ihumena, ale będąc jeszcze młodym, nie chciał mieć podwładnych, więc na jakiś czas oddalił się z monasteru, a odwiedzając klasztory otrzymywał pouczenia od starców.
Po śmierci abby Aleksandra, gdy na ihumena wybrano abbę Jana, Marceli powrócił ku wielkiej radości braci. Nowy ihumen uczynił ze świętego swoim najbliższym pomocnikiem. Po jego śmierci Marceli wbrew swojej woli został wybrany na ihumena monasteru i z tą godnością żył przez następne 60 lat. Sława o świętym życiu Marcelego rozprzestrzeniła się po okolicy. Przychodzili do niego z daleka ludzie wybitni i prości, bogaci i biedni. Otaczający świętego wielokrotnie widzieli aniołów mu towarzyszących i chroniących go.
Z pomocą Bożą monaster "Nieśpiących" był dobrze gospodarowany. Marceli, otrzymując od wiernych środki na rozbudowę i upiększenie klasztoru, zbudował wspaniały duży kościół, szpital i dom pielgrzyma. Swoją modlitwą święty leczył choroby, wypędzał demony i czynił cuda.
Pewnego razu jeden z mnichów został wysłany do Ankary i tam zachorował. Będąc bliski śmierci, w myśli przywołał swego abbę. W tej samej godzinie święty Marceli duchowym słuchem usłyszał krzyk ucznia, wstał na modlitwę, a chory natychmiast wyzdrowiał. Kiedy statek, na którym znajdowali się mnisi znajdował się w niebezpieczeństwie, święty mnich modlitwą uciszył morską burzę. Gdy powiedziano mu o buszującym w Bizancjum pożarze, ze łzami modlił się za niszczejące w ogniu miasto i pożar ucichł, niby zgaszony łzami świętego.
Inna historia wspomina o służącym pewnego możnowładcy imieniem Ardaburiusz, który niesłusznie oskarżony, ukrył się w klasztorze od gniewu pana. Dwa razy domagał się od Marcelego wydania mu Jana, ale ten za każdym razem odmawiał. Wtedy Ardaburiusz przysłał oddział żołnierzy, którzy otoczyli monaster. Upadający na duchu bracia przyszli do abby, prosząc o wybawienie.
Święty jako jedyny wyszedł bez strachu za bramę klasztoru do rycerzy trzymając krzyż. Marcelego otaczał blask, od krzyża schodziły błyskawice. Słyszalne były grzmoty. Wtedy oddział wykonał odwrót. Ardaburiusz, gdy dowiedział się od żołnierzy o tym co się wydarzyło, wpadł w przerażenie i, wobec jawnej świętości Marcela, darował swemu słudze.
Święty w pokoju odszedł do Pana w 485 roku. Jego wierny uczeń Łucjan mocno ubolewał nad nim, ale na piąty dzień po śmierci święty Marceli zjawił mu się i pocieszył, przewidując zgon.
Marceli to imię pochodzenia łacińskiego. Wywodzi się od nazwy jednej z gałęzi rzymskiego rodu Klaudiuszów.
opr. Tomasz Sulima