Powstrzymywanie się od wykonywania pracy w niedzielę wynika z 4. przykazania: „Pamiętaj o dniu sobotnim abyś go święcił: sześć dni pracuj i wykonasz w nich wszystkie twoje prace, zaś dzień siódmy – sobota – Panu Bogu twemu.” (więcej o tym przykazaniu m.in. https://cerkiew.pl/zapytaj/?p=347). W związku z tym, niedzielne lenistwo bez pamięci o Bogu jest złamaniem tego przykazania. Natomiast, kiedy musimy wykonać pewne niezbędne czynności (ugotować, sprzątnąć, uprać, przygotować się do lekcji, wykładu czy też pójść do pracy zmianowej), pamiętając o Bogu, to moim zdaniem nie naruszamy tego przykazania. Proszę więc odkurzać i zmywać, dziękując Bogu za dar rodzicielstwa i mając nadzieję, że wkrótce dzieci wyrosną:)
Oczywiście, że należy iść. Uczestnictwo w pogrzebie jest okazaniem naszego szacunku i miłości do zmarłej osoby. W takim przypadku to, gdzie odbywa się pogrzeb ma drugorzędne znaczenie. Jedyne, o czym należy pamiętać, to brak możliwości przyjmowania sakramentów poza Cerkwią dla osoby prawosławnej.
Co skłania człowieka ku konwersji na inną wiarę?
Użyłem tu kiedyś porównania nauczania Cerkwi/Kościoła do lornetki, która pokazuje wiernym drogę ku zbawieniu, ku królestwu Bożemu. Rzymscy katolicy i protestanci wprowadzili różne (nawet daleko posunięte) zmiany w nauczaniu, przez co pokrętło ostrości w ich lornetkach uległo przesunięciu u jednych w lewo, u drugich w prawo i obraz przestał być tak wyraźny, jak w przypadku lornetki u prawosławnych, którzy zmian w nauczaniu nie popełnili. Konwersje na prawosławie tłumaczyłbym zatem odkrywaniem prawidłowej ostrości obrazu/widzenia i słusznym wyborem nienaruszonego nauczania. Konwersje z prawosławia na inne wyznanie/a chrześcijańskie tłumaczyłbym natomiast brakiem podstawowej wiedzy odstępców o prawosławnym chrześcijaństwie… Analogicznie tłumaczyłbym wspomnianą konwersję Polaka na islam (ale to już nie konwersja na inne wyznanie, lecz na inną religię). Można by tu dopatrywać się innych, dla każdego konwertyty indywidualnych czynników – to może być np. ciekawość, bunt albo moda, ale też poszukiwanie głębszej relacji z Bogiem, której dotychczas z jakichś względów brakowało
Jaki czynnik może być kluczowy w tych kwestiach?
W obliczu wzmożonego ostatnimi laty zainteresowania prawosławnym chrześcijaństwem w USA (i szerzej na Zachodzie) można stwierdzić, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia zaistniała znacząca zmiana dotycząca „kluczowych czynników”. Wcześniej konwertytami byli przeważnie biali „poszukiwacze” (ang. „seekers”), którzy byli głęboko osadzeni w swoich chrześcijańskich tradycjach/środowiskach, ale czegoś im brakowało i przez to „rozglądali się”/szukali i odkrywali to „coś” w prawosławiu. Dla wielu było to bogactwo prawosławnego nabożeństwa z jego „poczuciem obecności” (jak ujął to bp Kallistos), połączenie nabożeństwa z wykładem wiary/teologią albo „wielopłaszczyznowe” życie duchowe. Wszystkie wielogodzinne rozmowy z konwertytami, studentami Seminarium św. Włodzimierza (na przełomie lat 1980/90. była to niemal połowa około setki ówczesnych studentów, a kilkanaście lat później to już ponad 80%) wskazywały, że „kluczowym czynnikiem” była Boska Liturgia. Wszyscy podkreślali, jak ważne było dla nich pragnienie pełnego uczestnictwa w misterium Eucharystii, w Boskiej Liturgii. Długo bywali obecni w cerkwi na tym nabożeństwie, ale nie byli jego uczestnikami. Przez cały ten czas narastało w nich to pragnienie stawania się i bycia częścią wspólnoty. Myślę, że trzeba tu też wspomnieć o potrzebie i spełnieniu poczucia przynależności.
Jak stwierdza o. Matthew Brown, ostatnimi laty nastąpił „bezprecedensowy wzrost zainteresowania prawosławiem. Parafie z 10, 20, a nawet 30 katechumenami nie są już wyjątkiem – stanowią normę. Ta fala konwersji jest nowością nie tylko ze względu na ilość, ale też strukturę. Przed pandemią COVID-19, zainteresowanie prawosławiem przejawiały zazwyczaj pobożni wierni z innych tradycji religijnych, doświadczający kryzysu wiary – co obecnie w anglojęzycznej terminologii określa się zwykle mianem „dekonstrukcji” – lub osoby z małżeństw mieszanych wyznaniowo. Konwertytami byli zazwyczaj biali. Dziś są to ludzie wywodzący się z niemal wszystkich środowisk, a większość z nich otrzymało bardzo nikłe wychowanie religijne, albo nie ma go wcale. Nie są tak dobrze obeznani i pobożni jak typowy <poszukiwacz> z poprzednich dekad. Podkreślić też trzeba, że różnorodność rasowa i etniczna nowych konwertytów jest znacznie większa od tej, którą można było zaobserwować wcześniej”.
Jakie są duchowe przyczyny konwersji? Co może zachodzić w duszy i umyśle człowieka? Oraz co może go przyciągać do innej wiary?
Trudno odpowiedzieć na te pytania – nie znam wszystkich przyczyn konwersji, wymieniłem tylko niektóre, moim zdaniem najważniejsze. Mogę się tylko domyślać, co może zachodzić w duszy i umyśle człowieka i przyciągać go do innej wiary. Mogę natomiast dodać kilka zdań wyjaśnienia, co może przyciągać ludzi do prawosławia. Myślę, że to może być również odpowiedź na postawione pytania. Posłużę się dłuższym cytatem z książki bp Kallistosa „Kościół prawosławny”. W rozdziale „Nauczanie i nabożeństwo” czytamy:
W ruskiej Powieści minionych lat znajduje się opowieść o tym, jak Włodzimierz, książę Kijowa, będąc jeszcze poganinem zapragnął dowiedzieć się, która religia jest prawdziwa i w tym celu rozesłał swych posłów, aby po kolei odwiedzali różne kraje świata. Wysłańcy udali się najpierw do muzułmańskich Bułgarów na Powołżu, lecz widząc jak podczas modlitwy w meczecie rozglądają się jak opętani, rozczarowani Rusini ruszyli w dalszą drogę. „Nie ma wesela w nich” – powiedzieli później Włodzimierzowi – „jeno smutek i smród wielki. Nie jest dobry zakon ich”. Gdy przybyli do Niemiec i Rzymu, ich nabożeństwo wydało im się bardziej zadowalające, ale narzekali, że „piękności nie widzieli tam żadnej”. Wreszcie dotarli do Konstantynopola i w końcu podczas Boskiej Liturgii w wielkiej świątyni Mądrości Bożej odkryli to, czego szukali: „Nie wiedzieliśmy, w niebie li byliśmy, czy na ziemi. Nie ma bowiem na ziemi takiego widowiska ni piękna takiego, i nie wiemy jak opowiedzieć o tym, tylko to wiemy, że tam Bóg z ludźmi przebywa i nabożeństwo ich najlepsze ze wszystkich krajów. My zaś nie możemy zapomnieć tego piękna”.
W tej opowieści można dopatrzyć się kilku osobliwości charakterystycznych dla prawosławnego chrześcijaństwa. Przede wszystkim pojawia się tu nacisk kładziony na Boskie piękno – nie możemy zapomnieć tego piękna. Wielu ludzi miało wrażenie, iż szczególnym darem prawosławnych narodów – zwłaszcza w Bizancjum i na Rusi – jest właśnie zdolność dostrzegania piękna świata duchowego i wyrażania tego niebiańskiego piękna w ich nabożeństwie. Po drugie, znamienne jest tu stwierdzenie Rusinów – nie wiedzieliśmy, w niebie li byliśmy, czy na ziemi. Nabożeństwo jest dla Kościoła prawosławnego niczym innym jak „niebem na ziemi”. Boska Liturgia jest czymś, co ogarnia oba te światy jednocześnie, bowiem zarówno w niebie, jak i na ziemi jest ona jedna i ta sama – jeden ołtarz, jedna ofiara, jedna obecność. W każdym miejscu sprawowania nabożeństwa, bez względu na to jak skromna może być jej oprawa zewnętrzna, gdy wierni gromadzą się, aby sprawować Eucharystię, wznoszeni są do wysokości „niebios”; wszędzie, gdzie przynoszona jest Najświętsza Ofiara, obecna jest nie tylko lokalna wspólnota, ale cały Kościół powszechny – święci, aniołowie, Bogarodzica i Sam Chrystus. „Oto moce niebiańskie niewidzialnie służą teraz z nami”. Wiemy, że tam Bóg z ludźmi przebywa.
Jak odnosimy się do ludzi, którzy odchodzą z Cerkwi? Czy mogą do Niej powrócić?
Bolejemy z powodu ich odejścia, żałujemy, że nie skorzystali z wielu nowych możliwości, by dowiedzieć się więcej o wierze swych przodków i w niej pozostać… Podejście Cerkwi opisałbym ewangeliczną przypowieścią o synu, który zbłądził. Nazywa się go zwykle „synem marnotrawnym”, ale w grece i cerkiewnosłowiańskim mowa o synu nierządnym (cs. błudnyj; błud – nierząd). Odszedł z domu Ojca, zerwał z nim więź, zbłądził, ale z czasem opamiętał się, nawrócił się, pokajał się, tj. dostąpił „głębokiego zrozumienia” jakim się stał w dalekiej krainie i co zostawił w domu ojca, i wrócił. Ojciec wypatrywał go, zauważył go z daleka i wybiegł mu na spotkanie. Choć syn prosił, by przyjął go jak sługę, ojciec nałożył mu pierścień na palec i przejął go jak syna. Cerkiew czeka z utęsknieniem i z nadzieją, że ci, którzy odeszli, z czasem również zrozumieją…
Rzeczywiście dziewczynki są pozbawione możliwości zaangażowania się w czasie nabożeństw w pomoc liturgiczną w takiej mierze jak chłopcy. Kilkanaście lat temu widziałem w jednaj z parafii w Libanie dziewczynki, które były ubrane w stichary i chodziły ze świeczkami przed niesioną Ewangelią lub Darami na Małym i Wielkim Wejściu w czasie św. Liturgii. Nie wchodziły one do części ołtarzowej, ale towarzyszyły procesji od jednych drzwi diakońskich do drugich. Należy jednak dodać, że w tradycji greckiej jak i arabskiej procesja Małego i Wielkiego Wejście odbywa się przez całą cerkiew. Wówczas ta procesja jest wyraźnie zaznaczona i udział w niej dzieci jest bardzo widoczny. W naszej tradycji te obydwa Wejścia mają znacznie skróconą drogę. Nad większym zaangażowaniem dziewczynek należało by się zastanowić, ale dotyczyłoby to działań poza częścią ołtarzową. W jednaj z parafii widziałbym jak dziewczynki kroiły prosforki i potem rozdawały je nalewając jednocześnie tzw. zapiwkę podawaną po Priczastii. Święceń diakonis w dzisiejszej Cerkwi prawosławnej nie ma. Niemniej jednak dyskusja zaistniała środowisku prawosławnym na ten temat i nawet słyszymy, że w Patriarchacie Aleksandrii miały miejsce takie święcenia. Jest to jednak zdarzenie epizodyczne.
Wyrażenia św. Atanazego jak wskazuje autor pytania znajdują się w jego traktacie „Mowy przeciwko arianom”. Cały ten tekst jest poświęcony właściwemu rozumieniu aktu wcielenia Syna Bożego i odkupieniu człowieka, które to zdarzenia arianie rozumieli wg św. Atanazego w sposób niewłaściwy. W tym też kontekście należy odnieść się do słów mówiących o bezgrzeszności proroka Jeremiasza i św. Jana Chrzciciela (jak też wielu innych świętych jak mówi w tym tekście Atanazy), którzy nie popełnili grzechu Adama tj. nie sprzeciwili się woli Bożej. Pomimo tego, że żyli oni bez grzechu (tj. nie sprzeciwili się woli Bożej), to oni również oczekiwali przyjścia w ciele samego Boga. Akt odkupienia, przekonuje św. Atanazy był potrzebny zarówno tym, którzy zgrzeszyli (większości ludzi) jak też tym, którzy wiedli życie święte (nie zgrzeszyli), jak wspomniani dwaj prorocy. Odnosząc się ogólnie do grzeszności człowieka, Cerkiew naucza, że każdy człowiek popełnia grzechy w życiu. W modlitwach związanych z nabożeństwami za zmarłych mowa jest o tym, że „nie ma człowieka, który by żył i nie zgrzeszył”. W tekście św. Atanazego mowa jest o nie popełnieniu grzechu adamowego tj. nieposłuszeństwa.
Euchologion (księga posług religijnych) zawiera kilka modlitw (i obrzędów) związanych z opętaniem, m.in.:
„Obrzęd modlitewny za słabych, dręczonych przez duchy nieczyste”,
„Modlitwy nad dręczonymi przez demonów”,
„Modlitwa nad domem, dręczonym przez duchy nieczyste”.Nie widzę więc problemu, żeby duchowny pomodlił się indywidualnie. Sugeruję jednak zacząć od rozmowy/spowiedzi z doświadczonym duchownym. Czasami problem nie leży tam, gdzie myślimy.
Odpowiedź na część pytania już została udzielona: https://cerkiew.pl/zapytaj/?p=4375
Na drugą cześć pytania można znaleźć odpowiedź w Dziejach Apostolskich: „Co Bóg oczyścił, ty nie miej za skalane!” (Dz 10,9-16).
W naszej słowiańskiej tradycji Matka Boża jest traktowana w sposób wyjątkowy i jej imię jako patronki nie jest nadawane na chrzcie. W tradycji greckiej ta sprawa jest postrzegana inaczej, dziewczynkom często na chrzcie nadaje się imię w cześć św. Bogurodzicy. W naszej tradycji najpopularniejsze Marie to św. Maria Magdalena, św. Maria Egipcjanka, św. Maria z Betanii (siostra św. Łazarza) i inne. Można sprawdzić w prawosławnym spisie imion. Dość często patronkę wybiera się spośród tych, których pamięć jest obchodzona najbliżej daty urodzenia dziecka (dziewczynki). Nie jest to jednak twarda zasada.
W odpowiedzi posłużę się cytatem z ostatniego rozdziału „Królestwa wnętrza” – pierwszego tomu dzieł zebranych biskupa Kallistosa Ware. Ten rozdział zaczyna się mottem autorstwa św. Izaaka Syryjczyka – „Bóg nie karze zła, ale je naprawia”, dużo wyjaśnia i „daje do myślenia”… Polecam lekturę całego rozdziału i całej książki.
Szczególnie zastanawiające jest u Izaaka jego pojmowanie piekła. Utrzymuje bowiem, że nowotestamentowe teksty mówiące o ogniu, robactwie, zewnętrznej ciemności i zgrzytaniu zębów nie powinny być pojmowane dosłownie, w ich fizycznym znaczeniu. Piekło czy Gehennę określa jako „intelektualne” lub „rozumowe”. Piekło to „skutek”, a nie „istota”, podczas gdy „ciemności zewnętrzne” to nie miejsce, lecz „stan braku rozkoszy prawdziwej wiedzy i komunii z Bogiem”. „Dojdzie do psychicznego płaczu i zgrzytania zębów, które są udręką o wiele trudniejszą do zniesienia niż ogień”. Tak więc ten odmienny od fizycznego i materialnego zgrzyt zębów oznacza wewnętrzną i duchową udrękę. […] Zdaniem Izaaka rzeczywiste katusze piekielne nie polegają na przypalaniu materialnym ogniem ani też na fizycznym bólu, lecz sprowadzają się do cierpień powodowanych wyrzutami sumienia, które u danej osoby pobudza świadomość, że odtrąciła miłość Boga:
„Twierdzę również, że nawet ci, którzy przechodzą piekielne męczarnie, zadręczani są biczami miłości. Cięgi zadawane biczem miłości – są to bowiem cierpienia tych, którzy uświadomili sobie, że przeciw niej zgrzeszyli – są większe i bardziej dotkliwe od męczarni powodowanych strachem. Ból nękający serce, które zawiniło wobec miłości, jest ostrzejszy niż każde inne cierpienie. Błędne są wyobrażenia, że grzesznicy w piekle pozbawieni są miłości Boga […] (albowiem) moc miłości operuje na dwa różne sposoby: tak samo jak w przypadku przyjaciół tutaj na ziemi, dręczy tych, którzy zgrzeszyli, a tych, którzy przestrzegali swych powinności, obdarza rozkoszą. Tak też jest i w piekle: wypływająca z miłości skrucha jest surową udręką.”
[…] Tak więc to, co święci odbierają jako niekończącą się radość, ci którzy są w piekle odczuwają jako rozdzierający ból. Bóg nie zsyła na nich cierpień, albowiem oni sami zadają sobie cierpienia przez to, że świadomie unikają odpowiedzi na Jego miłość. Jak zauważył Georges Bernanos: „Piekło zaczyna się kiedy przestajemy kochać”. „Dla tych, którzy nie osiągnęli jej we własnym wnętrzu, miłość Boża stanie się udręką”, pisze Włodzimierz Łosski. Wynika z tego, iż ci, którzy przebywają w piekle, zniewoleni są i uwięzieni przez siebie samych. Jak mówi C. S. Lewis,
Ostatecznie są tylko dwa rodzaje ludzi […] ci, którzy mówią Bogu „bądź wola Twoja” i ci, do których Bóg w końcu mówi: „Bądź wola twoja„. Był to wybór wszystkich tych, którzy są w piekle. Bez tego własnego wyboru nie byłoby żadnego piekła [… ] Wrota otchłani zamknięte są od wewnątrz„.
W spisie imion prawosławnych dostępnych mi nie występuje imię Kacper. Imię jest pochodzenia perskiego i brzmi Gathaspar. Podobnie brzmiąca wersja Gaspar również nie występuje.