Kanonizacja jest oficjalnym uznaniem danej osoby za świętą, której przynależy kult (proskinisi) [zob. https://sptp.uwb.edu.pl/words/1688]. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zwracać się w modlitwie o pomoc do np. zmarłych przodków, o których wiemy, że żyli pobożnie i wierzymy, że mogą się za nas wstawiać przed Bogiem. To samo dotyczy świętych, którzy nie są oficjalnie kanonizowani.
W historii znajdziemy wiele osób, których życie może być dla nas inspiracją do wzrostu duchowego. W przypadku wyżej wymienionych postaci problemem w uznaniu za świętych prawosławnych jest brak oficjalnej kanonizacji przez Cerkiew (lub wpisania do dyptychów). Brak kanonizacji nie jest jednak wykluczeniem z chóru świętych, jeśli dana osoba została do niego zaliczona przez Boga.
1) Każdy może (i powinien) składać pokłony podczas modlitwy, zarówno osobistej, jak i wspólnej, liturgicznej. Trzeba tu jednak postępować zgodnie z ustalonym porządkiem. Np. nawet w Wielkim Poście nie składamy pokłonów w soboty i niedziele. W cerkwi nie klękamy i nie składamy pokłonów podczas Boskiej Liturgii. W kościelnej ławce nie da się zrobić pokłonu…
2) Pokłony do ziemi, „metania” (od gr. metanoia?, cs. pokajanie) mogą kojarzyć się z pokorą, ale mają bardziej złożone i głębsze znaczenie. Metanoia/pokajanie błędnie tłumaczone są na polski jako „pokuta”, która kojarzy się z karą. To również nawrócenie albo opamiętanie, ale najbardziej odpowiednie tłumaczenie tych słów to „głębokie zrozumienie” – tego jakim się stałem, przez to, że zgrzeszyłem i jednocześnie tego, jakim powinienem się sta(wa)ć, przez to, że zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Osób!
W cerkiewnych nabożeństwach w modlitwę wiernych angażowane są wszystkie zmysły: ikonografia, szaty liturgiczne – wzrok, śpiewy i melorecytacja – słuch, woskowe świece i kadzidlany dym – węch, Eucharystia, antydor, koliwo – smak, całowanie ikon, stawianie świec – dotyk. Pokłony są sprawdzonym sposobem na angażowanie w modlitwę całego ciała. Mają też bardzo głębokie teologiczne znaczenie. Padając na kolana i pochylając głowę do ziemi, uznajemy/ukazujemy swą grzeszność, przyznajemy się do grzechu. Powstając na nogi, wyprostowując się, dajemy świadectwo wiary w zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa – zostaliśmy zbawieni, Syn Boży stał się Synem Człowieczym, zstąpił z nieba nie tylko na ziemię, ale również do otchłani, skąd wyprowadził dusze zmarłych (por. ikona Zmartwychwstania/Zstąpienia do otchłani. Pochylamy się twarzą do ziemi i natychmiast podnosimy się, podobnie jak za każdym razem, gdy w modlitwie pojawia się wspomnienie o Ukrzyżowaniu Jezusa, zawsze niezwłocznie, w tym samym wersecie towarzyszy mu wspomnienie o Zmartwychwstaniu.
3) Islam to połączenie różnych elementów judaizmu i chrześcijaństwa z propozycjami Mahometa. Pokłony to zapożyczenie z chrześcijaństwa. Wyjaśnienia w 2) sugerują, że podobieństwa są raczej „zewnętrzne”…
„Krzyżowi Twemu kłaniamy się, Panie, i święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy!”
Kult świętych można podzielić na lokalny i powszechny. Wielu świętych zachodnich (np. św. Hubert, św. Oliwia, św. Alina, św. Genowefa) otoczonych jest kultem lokalnym w Cerkwi prawosławnej.
Rosyjska Cerkiew Prawosławna powołała w 2014 r. komisję ds. opracowania kalendarza (wspomnień świętych). Z informacji, do których dotarłem, ta komisja sporządziła listę świętych, którzy działali w Europie Środkowej i Zachodniej przed 1054 rokiem. W swoich pracach komisja kierowała się następującymi kryteriami:
- nieskazitelnym wyznaniem wiary prawosławnej,
- okolicznościami, w jakich nastąpiła kanonizacja,
- brakiem wzmianki o imieniu świętego w dziełach polemicznych zwalczających Cerkiew prawosławną (w tym obrządek wschodni)
- oraz współczesnym kultem w zagranicznych diecezjach Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i lokalnych Cerkwiach prawosławnych.
Ponadto w pracy komisji uwzględniono informacje zawarte w „Kompletnym menologionie Wschodu” (Полном месяцеслове Востока) arcybiskupa Sergiusza (Spasskiego) (1830-1904), sprawozdaniu św. Jana (Maksymowicza) na Synodzie Biskupów Rosyjskiej Cerkwi Zagranicznej w 1952 r., artykułach w „Encyklopedii prawosławnej”, a także w Synaksarionie sporządzonym przez hieromnicha Makarego z athoskiego monasteru Simonopetra (dostępne jest także polskie wydanie Synaksarionu).
Moim zdaniem, powyższe informacje mogą być dobrymi wskazówkami określającymi czy dany święty może być przez nas czczony.
Odsyłam także do odpowiedzi udzielonej przez o. Andrzeja Kuźmę: „Przyczyną takiego stanu rzeczy (chodzi o brak rozpowszechnionego kultu świętych zachodniej Europy – przyp. PM) jest chyba to, że jego kult w starożytności nie był rozpropagowany we wschodniej części cesarstwa. Po zaistnieniu rozłamu w XI w. jeszcze mniej interesowano się na wschodzie kultem świętych, którzy żyli w starożytności w zachodniej części. Taki stan rzeczy pozostał do dzisiaj. Wielu jest zresztą zachodnich świętych z okresu przed rozłamem, którzy formalnie powinni istnieć w dyptychach prawosławnych. Być może właściwym byłoby pewne uzupełnienie dyptychów, ale kto to mógłby zrobić? Potrzebna byłaby może jakaś komisja ogólnoprawosławna?”
Czas poświęciłbym nie tylko przemyśleniom, ale również lekturze i rozmowom, które pomogłyby w podjęciu ostatecznej decyzji.
Głębsza, szersza, dokładniejsza wiedza o wschodnim chrześcijaństwie, żywe doświadczenie piękna i głębi treści prawosławnego nabożeństwa (w polskiej wersji językowej?) pomogłoby również udowodnić narzeczonej, że pomimo wielu zewnętrznych różnic, wschodnia i zachodnia tradycja chrześcijańska mają wiele wspólnego. Ewentualna konwersja nie oznacza odstępstwa od chrześcijaństwa, lecz próbę jeszcze bardziej wzmożonego podążania chrześcijańską drogą życia ku zbawieniu.
Ewentualne wychowywanie „jednego dziecka w wierze katolickiej, a drugiego w wierze prawosławnej” uważam za niewłaściwe, bowiem dodatkowo pogłębiałoby brak jedności wiary w rodzinie. Lepiej byłoby, gdyby cała rodzina „osadzona” w jednej z tradycji, korzystała z bogactwa obu i z czasem wspólnie zdecydowała, którą wybiera.
Z moich informacji wynika, że nie ma opublikowanej pełnej listy świętych zatwierdzonych przez naszą Cerkiew. Pewnym wyznacznikiem jest coroczny Kalendarz PAKP, ale z racji ograniczeń związanych z objętością nie są tam uwzględnieni wszyscy święci uznani przez naszą Cerkiew.
O sposobach (ponownego) przyjmowania do Cerkwi bardzo obszernie, wyczerpująco i przekonywująco wypowiedział się o. Mariusz Synak w swoim artykule „Chrzest łacinników – od Boga czy od ludzi?” http://cerkiew.info/pl/biblioteka/artykuly/f/8/150,0
Zachęcam do jego wnikliwej lektury, wyciągnięcia zasadnych wniosków i podjęcia słusznej decyzji.
W związku z pragnieniem „bycia przyjętym do Prawosławia <jak należy>, tj. poprzez chrzest” chciałbym zauważyć, że w Cerkwi w Polsce i w innych lokalnych Cerkwiach przyjmowanie rzymskich katolików „jak należy”, zgodnie z kanonami, następuje poprzez przystąpienie do spowiedzi i Eucharystii, a jeśli przystępujący nie był bierzmowany, to również po uprzednim miropomazaniu. Twierdzenie, że przyjmowanie poprzez chrzest możliwe jest „w monasterach Grecji, Rosji czy Białorusi” to poważne uogólnienie, bo w rzeczywistości to jedynie bardzo nieliczne monastery. Pojawia się przy tym pytanie, czy po przyjęciu „jak należy” w którymś z tych monasterów będzie Pan członkiem Cerkwi w Gruzji, Rosji, Białorusi czy jednak w Polsce? Znam też „przypadki” przyjęcia poprzez chrzest również w Polsce, ale zdecydowały o tym szczególne okoliczności, które uwzględnił diecezjalny biskup. W odniesieniu do przytoczonego opisu „konkretnej sytuacji” dopuszcza on możliwość, że wskazana osoba w ogóle nie była wcześniej ochrzczona… Poza tym jest to raczej „jednostkowy przypadek”, a konwertytów w Ameryce są już dziesiątki, a nawet setki tysięcy.
W odniesieniu do monastycznej drogi chrześcijańskiego życia trzeba stwierdzić, że w latach 1980. mieliśmy jedynie dwa monastery: w Jabłecznej (2 mnichów) i na św. Górze Grabarce (4 mniszki). Obecnie, po ok. 40 latach, mamy 12 wspólnot monastycznych z niemal setką mnichów i mniszek. Absolutna większość to ludzie młodzi. Choć 40 lat minęło, w monastycyzmie to ciągle jeszcze okres „dojrzewania”. A tak w ogóle, mała schima to również „wzór anielski”…
W prawie kanonicznym brak jest przepisu na prosforę. Wypiek prosfor odnosi się do starotestamentowej tradycji przynoszenia na ofiarę chleba kwaszonego (np. Kpł 7,13: „Oprócz tych placków złoży jako ofiarę chleb zakwaszony wraz z ofiarą dziękczynną ze swoich ofiar pojednawczych.”). W związku z tym, przepis na prosforę, to przepis na chleb. Najprostszy zestaw składników to: mąka (do prosfor używana jest jedynie czysta pszeniczna), zakwas (u nas w większości drożdże) oraz czysta woda (niektórzy zaparzają mąkę, co daje lekko słodkawy smak). Wg wikipedii (to jedyne źródło z taką informacją) sól została dodana później (do tej pory nie dodaje się jej w Patriarchacie Jerozolimskim). W Patriarchacie Antiocheńskim do prosfor dodaje się sól, ale też wodę różaną (oprócz prosfory, z której wycina się Ahniec – Baranka – informacja za D. Kovačević-Younes). W niektórych przepisach, które znalazłem w internecie występuje także dodatek wody święconej. Moim zdaniem, ta różnorodność wynika z pobożności i lokalnych tradycji.
Należy powyższe problemy przedstawić duchowemu z miłością i otwartością na jego stanowisko. Być może ktoś tak zrobił wcześniej i dlatego zmieniły się proporcje językowe w nabożeństwach?
Odnośnie języka modlitwy: Należy pamiętać, że możemy modlić się w każdym języku i nie ma tutaj lepszych i gorszych. Oczywiście, mamy swoje ulubione tradycje i przyzwyczajenia modlitewne – jest to zrozumiałe i powinno być szanowane, ale nie musi być uwzględniane w modlitwie wspólnotowej. Czasami silniejsi (w modlitwie i wierze) powinni umieć ustąpić, by słabsi nie czuli się wykluczeni.
Miło słyszeć/czytać o Twej fascynacji Bizancjum, regionem Bałkanów, historią wschodniej Europy i prawosławnym chrześcijaństwem z jego mistycyzmem, chórami, liturgią i ikonografią oraz o Twoim poczuciu duchowej bliskości do tradycji prawosławnej. Cieszy również Twe rozsądne podejście do kwestii ewentualnej konwersji. Słusznie odczuwasz potrzebę uprzedniego głębszego poznania i wiedzy na ten temat. Poprawnie domyślasz się, że powinieneś najpierw skontaktować się z duchownym wybranej przez Ciebie prawosławnej wspólnoty, opowiedz o Swoich przemyśleniach i poproś go o radę/wsparcie/duchową opieką w przygotowywaniu się i utwierdzaniu w Twej decyzji.
Aby lepiej poznać prawosławie nie tylko od strony duchowej czy kulturowej, spróbuj poczytać nieco więcej o prawosławiu. Najlepszym moim zdaniem wprowadzeniem jest „Kościół prawosławny” bp Kallistosa Ware. Warto też sięgnąć po „Królestwo wnętrza” i „Tam skarb twój, gdzie serce twoje” tegoż Autora. Pomocne będzie też „Misterium wiary” metr. Hilariona Ałfiejewa. Po lekturze tych tekstów na pewno pojawią się pytania, z którymi będziesz mógł zwrócić się do duchownego, albo szukać odpowiedzi w dalszej lekturze obszernej już prawosławnej literatury. Zaglądaj również do Słownika polskiej terminologii prawosławnej – https://sptp.uwb.edu.pl/
W miarę możliwości warto regularnie uczęszczać na nabożeństwa (w pełni uczestniczyć w Boskiej Liturgii można będzie dopiero po konwersji…). W Cerkwi w Polsce konwertyci z rzymskiego katolicyzmu przyjmowani są zwykle przez misterium spowiedzi i Eucharystii. Gdy zainteresowany nie był bierzmowany, wówczas najpierw sprawowane jest nad nim misterium miropomazania.