> » rodzina












Nie potrafię rozstrzygnąć pewnej kwestii. Mam 2 rodzeństwa, wszyscy jesteśmy dorośli grubo po 40, ale rodzice tylko mnie proszą o pomoc przy różnych pracach. Każde z nas dostało od rodziców kawałek kąta, więc nie jest tak, że ja jestem jakoś wyróżniony bo dostałem wszystko i z tej racji na mnie spoczywać mają wszystkie obowiązki. W duchu sprawiedliwości ludzkiej jest mi to łatwo rozstrzygnąć. Jest 3 dzieci, każde ma pomagać. Wiadomo w granicach rozsądku, siostra nie będzie rąbać drzewa, ale może kosić trawnik. Rodzice nie chcą poprosić siostry, bo ma ciężki charakter, z bratem ojciec jest pokłócony, to też nie. Ale mi się nie widzi robić wszystkiego bo to jest po ludzku niesprawiedliwe. Od ojca na takie stwierdzenie usłyszałem, że jakby miał kogo wynająć to nie prosiłby NAS o pomoc. Co mnie osobiście dotknęło i uraziło, bo tylko mnie bo nią proszą. I teraz przechodzimy do najważniejszego. Jak pogodzić to z życiem w duchu prawosławia? Nie potrafię tego ogarnąć. Bo z 1 strony miłość, pomoc bliźniemu, szacunek do rodziców. A z 2 chyba sam też na jakiś szacunek zasługuję (czy takie myślenie jest błędne i grzeszne) i nie muszę być jedynym koniem pociągowym. Proszę o radę, lub chociaż jakaś literaturę. Dodam tylko, że od małego nie potrafiłem stawiać granic, byłem osobą lękliwą, ugodową. Z wiekiem zacząłem stawiać granice, ale jak je stawiać po chrześcijańsku, o ile tak w ogóle się da?

Sugerowałbym, aby spotkać się, „po ludzku” porozmawiać z rodzeństwem i po ludzku podzielić się swymi rozterkami i „czysto ludzkimi” oczekiwaniami współdziałania. Skoro ma Pan najwięcej do czynienia z okazywaniem doraźnej pomocy, jest Pan w stanie przedstawić zakres potrzeb i zapytać o możliwości wsparcia ze strony rodzeństwa. To okazja do wskazania/wytyczenia granic swoich możliwości – skoro ma Pan z tym trudności, jest to okazja do „przełamania się” – nie chodzi tu o „postawienie na swoim” ale próbę ustalenia jakichś „granic”. Ta umiejętność na pewno przyda się na drodze życia, ale trzeba ją (wy)kształcić i „trenować”. To spotkanie i ewentualny podział obowiązków, ustalenie co kto może/woli robić, mogłoby być pretekstem do podjęcia próby pogodzenia brata z ojcem… Czy gdyby siostra z „ciężkim charakterem” zaproponowała Rodzicom pomoc, to by ją odrzucili? Widzę tu potencjał do wykorzystania. Myślę, że warto spróbować. Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, wyraźnie okaże się „na czym stoję” i wtedy łatwiej ze sobą będzie ustalić co mogę (z)robić na pewno, a co w miarę możliwości.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Co zrobić gdy jest się nieszczęśliwym w małżeństwie? Mój mąż jest leniwy. Nie robi nic w domu, ciężko mu się szuka pracy, nie chce ze mną praktykować wiary…. Anonim

„Fundament” małżeństwa to miłość… Jeśli pojawiła się i spowodowała, że jesteście małżeństwem i jeśli dalej trwa, niech teraz pomoże troskliwie zapytać, czym to rozleniwienie, „nieróbstwo” w domu, trudności w poszukiwaniu pracy i „praktykowaniu” wiary mogą być spowodowane. Czy to tymczasowe „załamanie” czy też głębszy problem? Jaki(e)? Może potrzebuje jakiegoś wsparcia/pomocy? A może jakiegoś dodatkowego(?) bodźca? Czy mąż w tym stanie jest szczęśliwy? (Wątpię, „bo do tanga trzeba dwojga”…) Czy rozmawiacie o tych kwestiach? Jeśli jest „coś na rzeczy” i sami nie jesteście w stanie z tym sobie poradzić, czy nie wypadałoby szukać jakiejś pomocy „z zewnątrz”? Małżeństwo, jak pisze apostoł Paweł w Liście do Efezjan to „wielkie misterium/tajemnica” i porównuje je do relacji pomiędzy Chrystusem i Cerkwią.  Warto o to misterium walczyć…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Jestem osobą prawosławną. Jestem osobą wierzącą, obchodzę święta Bożego Narodzenia, Święta Wielkanocne oraz inne święta. U mnie jest bardzo ważne aby pójść do spowiedzi i do Pryczastia. Nie dawno miałam ślub cerkiewny z osobą prawosławną, która nie jest do końca wierząca w Boga. U Mojego męża nie ma świąt, nie obchodzi ich. Ogólnie myślę iż mąż nie lubi osób prawosławnych. Nie mamy dzieci. Nie wiem jak rozmawiać. Dla mnie taki związek jest bardzo ciężki. Zostałam wychowana inaczej. Chciałam zapytać się jeśli chodzi o rozwód jak to wygląda z punktu cerkiewnego. Anonim

Pani opowieść  wywołała moje niemal natychmiastowe skojarzenie z wypowiedzią apostoła Pawła na temat małżeństw chrześcijan z poganami. W swym Liście do Koryntian św. Paweł stwierdza: „Albowiem mąż poganin uświęcony jest przez żonę, a żona poganka uświęcona jest przez wierzącego męża; inaczej dzieci wasze byłyby nieczyste, a tak są święte” (1 Kor 7,14). Pani liturgiczne i sakramentalne życie, które pomaga na co dzień żyć dobrym, przykładnym chrześcijańskim życiem jest dla męża dobrym przykładem do naśladowania. Jeśli sam wcześniej nie był zaangażowany w życie Cerkwi, ma jakieś zaległości, wypadałoby je teraz „nadrobić”. Sugerowałbym, aby Pani porozmawiał z mężem o swych rozterkach, wyjaśniła, jak bardzo to dla Pani (dla Was) ważne i spróbowała dowiedzieć się więcej o przyczynach jego postępowania/nastawienia. Jeśli spowodowane jest brakiem wychowania religijnego w domu rodzinnym i „obojętność religijna” w jego dorosłym życiu, można zaproponować pomoc w uzupełnieniu wiedzy o prawosławnym chrześcijaństwie i bogactwie jego liturgicznej Tradycji. Dostępna jest obszerna literatura, która może okazać się pomocna. Ta sama literatura może też pomóc, jeśli powodem jego zachowań jest kryzys wiary. W tym jednak przypadku niezbędna też będzie usilna modlitwa o jego nawrócenie. Aby ziarenko wiary, które Bóg zasiewa w ogrodzie sercu każdego człowieka, mogło zakiełkować, rosnąc i owocować, trzeba je należycie pielęgnować – podlewać i nawozić, pielić chwasty grzechów i pomnażać cnoty.

Skoro pyta Pani o możliwości rozwodu, wnioskuję, że sytuacja jest bardzo trudna, dlatego sugeruję, aby najpierw porozmawiać i „ponegocjować”. Skoro mąż nie uczestniczy w tym, co dla Pani jest aż tak bardzo ważne, że myśli Pani o zerwaniu tego związku, niech to będzie dla niego co najmniej „sygnał ostrzegawczy”. Jak „do tanga trzeba dwojga”, tak i w małżeństwie niezbędna jest synergia, współpraca, wspólna troska i działanie o wspólne życie. (Po)rozmawiajcie – spróbujcie najpierw ustalić przyczyny, a później szukajcie rozwiązań. Literatura może okazać się pomocna, ale warto też zgłosić się do duchownego (albo bardziej zorientowanego znajomego?), aby nie tylko podpowiedział, co czytać, ale pomógł w procesie ratowania/umacniania Waszego małżeństwa.

Proszę nie oczekiwać, że radykalna zmiana może nastąpić „z dnia na dzień” i niemal od razu zaczniecie wspólnie uczestniczyć w nabożeństwach  i świętowaniu. To najpierw mogą/powinny być małe kroczki – wspólna modlitwa rano, wieczorem czy przed posiłkiem przy stole, wspólne pójście do cerkwi. Od czegoś trzeba zacząć…

Dopiero w sytuacji, kiedy rozmowy i wszelkie próby działania okażą się bezowocne, wypadałoby zastanowić się czy jest Pani w stanie dalej samodzielnie „uświęcać” męża i Wasze małżeństwo, czy to zadanie ponad siły…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Czy Cerkiew za uzasadniony powód zdjęcia błogosławieństwa z małżeństwa uważa brak miłości między ludźmi? Np. zdrady, przemoc. Związek zawarty omyłkowo, bez prawdziwego uczucia? Anonim

Małżeństwo oparte jest na miłości, której źródłem jest Bóg. Życie w małżeństwie jest swego rodzaju wysiłkiem (podwigiem) i wymaga kompromisów oraz współczucia. Każdy przypadek zmiany decyzji małżonków odnośnie dalszego wspólnego życia w miłości (czyli separacji bądź zdjęcia błogosławieństwa) musi być rozpatrzony indywidualnie i dlatego nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na postawione pytanie. W takich sytuacjach należy zgłosić się do duchownego i przedstawić swoją sytuację.

Kategorie: ks. Piotr Makal, liturgika, rodzina



Chcielibyśmy wziąć ślub w obrządku prawosławnym, ja jestem prawosławna, a mój partner jest katolikiem. Mój partner ma za sobą ślub w kościele katolickim. Czy unieważnienie małżeństwa kościelnego zawartego w kościele katolickim, które jest przeszkodą do przyjęcia takiego sakramentu w cerkwi prawosławnej (tak zrozumiałam z jednej z odpowiedzi tutaj na stronie) musi się odbyć za sprawą instytucji katolickich, czy może się to odbyć przy pomocy instytucji cerkiewnych? Justyna

Wnioski Pani z lektury poprzednich odpowiedzi są właściwe. Małżeństwo, które było zawarte w Kościele rzymskokatolickim tam też powinno zostać unieważnione. Sugeruję porozmawiać na ten temat z duchownym w prawosławnej parafii gdzie obecnie Pani lub Państwo mieszkają. 

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Moja żona jest z kościoła prawosławnego ja natomiast z kościoła zielonoświątkowego. Jesteśmy już po ślubie cywilnym, gdyż ze względu na to że moja żona jest z zagranicy potrzebowaliśmy mnóstwa dokumentów do zdobycia, które były ważne tylko do określonego momentu zdecydowaliśmy się na ślub cywilny. Czy Polski autokefaliczny kościół prawosławny, dopuszcza udzielenie takiego ślubu (kościelnego) z tego co rozumiem nazywa się to wienczanie. Streszczając, czy ja i moja żona możemy mieć ślub kościelny w cerkwi? Janusz

Kościół prawosławny w Polsce udziela sakramentu małżeństwa osobie prawosławnej z osobą nie prawosławną, będącą chrześcijaninem. W ubieganiu się o udzielenie takiego związku zwykle potrzebna jest deklaracja osoby nie prawosławnej, że dzieci zrodzone z takiego małżeństwa będą ochrzczone i wychowywane w wierze prawosławnej. Najlepiej jest udać się do parafii prawosławnej gdzie mieszkacie (lub najbliższej) i porozmawiać na ten temat z duchownym.  

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Chciałem zapytać w jaki sposób prawosławny chrześcijanin może pomóc duszy bliskiej osoby będącej wyznania rzymskokatolickiego. Mateusz

Choć brakuje informacji w związku z czym potrzebna jest ewentualna pomoc, wskazanie na duszę podpowiada, że może to być problem duchowy, jakaś wewnętrzna rozterka. Na pewno warto rozmawiać z taką osobą, wspierać ją nawet samą obecnością i pamiętać o niej w swoich modlitwach. Jeśli problemu nie da(je) się rozwiązać samodzielnie/wspólnie warto rozważyć możliwość uzyskania większego wsparcia ‚z zewnątrz’. Własną osobistą modlitwę też też można ‚wzmocnić’ prosząc o molebien…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Jesteśmy małżeństwem od ponad roku. Dowiedzieliśmy się, że jedno z nas jest bezpłodne i nie ma żadnej metody leczenia aby uzyskać naturalną ciążę. Jak żyć ze świadomością braku potomstwa, jak odnaleźć sens dalszego życia? Proszę o odpowiedź jak Cerkiew podchodzi do problemu bezpłodności oraz adopcji? Katarzyna

W starotestamentowym narodzie wybranym bezdzietność małżeńska postrzegana była bardzo negatywnie, był to „dowód”, że to małżeństwo nie jest godne, aby z niego, czy z jego potomków mógł narodzić się zapowiedziany i wyczekiwany Mesjasz (Rdz 3,15). To dlatego Joachim i Anna (rodzice Marii Panny), Zachariasz i Elżbieta (rodzice Jana Chrzciciela) cierpieli „hańbę u ludzi” (por. Łk 1,25).

W prawosławnym chrześcijaństwie małżeństwo i monastycyzm to dwie „równoległe” drogi do zbawienia, do Królestwa Bożego. W obydwu przypadkach to przejawy męczeństwa, które oznacza gotowość oddawania życia jako świadectwa wiary, jednak nie tylko poprzez śmierć, ale też wskutek dzielenia się swoim życiem z innymi ludźmi. Ślubne korony to zarówno korony Królestwa Bożego, do którego prowadzi małżeństwo, jak i wieńce męczeństwa/zwycięstwa. Na początku małżonkowie oddają swoje życie sobie nawzajem, aby kontynuować dzieło męczeństwa/oddawania życia poprzez dzielenie się swym życiem z innymi ludźmi – nie tylko ze swymi dziećmi… Jeśli dzieci nie pojawiają się, a takich małżeństw jest coraz więcej, dalej mogą dzielić się sobą, oddawać życie innym ludziom. Znam małżeństwa, które ciągle są bezdzietne, albo przez kilka lub nawet kilkanaście lat pożycia małżeńskiego nie miały potomstwa. Jego brak nie (s)powodował, że  nie były w pełni prawdziwym małżeństwem…

Jedną z możliwości małżeńskiego męczeństwa/oddawania życia/dzielenia się sobą jest oczywiście adopcja. Jezus Chrystus powiedział: „Kto przyjmie to dziecko w moje imię, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmie, przyjmuje tego, który mnie posłał” (Łk 9,48). Warto więc rozważyć taką możliwość

Polecam lekturę tekstu bp. Kallistosa, „Ziarno Kościoła: powszechne powołanie do męczeństwa”. To 8. rozdział książki „Królestwo wnętrza”. Aby zachęcić i przekonać do lektury całego rozdziału (i całej książki) cytuję tu dość obszerny jego fragment.

Ascetyczna ścieżka ukrytego męczeństwa nie jest zarezerwowana jedynie dla mnichów i mniszek. Powołaniu do męczeństwa podlegają również ci, którzy prowadzą życie małżeńskie. Wspólne życie męża, żony i dzieci wymaga dokładnie takiego samego pozbycia się własnej woli, które św. Barsanufiusz porównał z przelaniem krwi. Wzajemna miłość, będąc radością i spełnieniem, wymaga również ofiary. Wszystko to wyraźnie widać w prawosławnym nabożeństwie sakramentu małżeństwa. Modlitwy mówią o radości, ale tym, co przedstawiają, jest radość krzyża, „radość, jaką odczuwała święta Helena, gdy odnalazła drogocenny krzyż Pański”. W kulminacyjnym dla tego sakramentu momencie koronacji narzeczonych, korony pojmowane są jako symbole zwycięstwa, wieńce chwały przeznaczone dla tych, którzy okazali się zwycięzcami w walce z grzesznymi namiętnościami. Jednocześnie są to również korony męczenników, albowiem bez wewnętrznego męczeństwa, bez dobrowolnie przyjmowanego cierpienia nie ma mowy o prawdziwym małżeństwie. Gdy zwieńczona koronami młoda para kroczy w powtarzanym trzy razy kręgu procesji, duchowny niesie przed nimi krzyż, a chór śpiewa hymn świętych męczenników, „którzy godnie znosili cierpienia i otrzymali wieńce chwały”.

Polecam również lekturę książki o. Johna Meyendorffa, „Małżeństwo w Prawosławiu. Liturgia, teologia, życie”, przekł. Krzysztof Leśniewski, Chełmskie Centrum Kultury Prawosławnej, Chełm 2022.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



1) Jak wygląda czyn wwodu? 2) Czy musi odbywać się w niedzielę przed liturgią? 3) Czy wymagane jest przystąpienie do spowiedzi i przyjęcie Pryczastia? 4) Córkę nazwaliśmy Jagoda. Czy możemy ochrzcić ją tym imieniem w Cerkwi? Marta

  1. Obrzęd potocznie zwany wocerkowlenijem składa się z dwóch obrzędów. Obrzęd 40. dnia jest sprawowany nad matką po zakończeniu połogu i w modlitwach wyrażana jest prośba, żeby Bóg, po takim okresie nieobecności, uczynił matkę godną przyjęcia św. Ciała i Krwi Zbawiciela. Czytane są także modlitwy nad dzieckiem, w których wspomina się wydarzenie przyniesienia Dzieciątka Jezus do Świątyni Jerozolimskiej przez Najświętszą Bogarodzicę. Jeśli dziecko jest ochrzczone wprowadza się (wwoditsa – stąd popularne „do wwodu”) je do cerkwi. Jeśli nie, wocerkowlenije odbywa się po chrzcie.
  2. Nie musi.
  3. Z logiki obrzędu wynika, że matka powinna przystąpić w tym dniu do spowiedzi i św. Eucharystii. Dla dziecka jest to zwykle „pierwsza komunia”, więc bardzo uroczysty moment dla całej rodziny. Najlepiej byłoby gdyby cała rodzina tego dnia przystąpiła do św. Eucharystii.
  4. W naszej tradycji podczas chrztu nadaje się imiona świętych Cerkwi prawosławnej. Nie znam świętej o imieniu Jagoda. Jeżeli przyjąć, że jest to zniekształcona forma imienia Agata (Jagata), to pod takim imieniem (Agata) można ochrzcić córkę.

Kategorie: ks. Piotr Makal, liturgika, rodzina



Co się dzieje jeśli dziecko nie chce przyjąć Eucharystii? Czy kapłan mimo odmowy powinien podać? Przymusić do przyjęcia? Daria

To bardzo niepokojące zdarzenie. Nawet mądrości ludowe podpowiadają: „Nic na siłę”! Byłem świadkiem bardziej lub mniej „wymuszonego” udzielenia komunii opierającym się dzieciom, zdarzają się takie przypadki, ale zdecydowanie należy tego unikać. Przymuszanie może spowodować, że dziecko nabierze „negatywnych skojarzeń” z tym, co najświętsze…

Pojawia się pytanie: z jakiego powodu dziecko opiera się? Można domyślać się, że wynika to z niezbyt częstego, czy nawet sporadycznego przystępowania do misterium Eucharystii, nieregularnego uczestniczenia w Boskiej Liturgii. Dziecko należałoby zawczasu odpowiednio przygotować. Pomocne bywa również wskazanie na inne dzieci, przystępujące do komunii.

Jeśli natomiast dziecko od niemowlęctwa bywa w cerkwi regularnie i za każdym razem przystępuje do Eucharystii, a jednak zdarzy się, że nie chce przystąpić, musi to być czymś spowodowane – zmęczeniem, jakimś niepokojącym zdarzeniem czy okolicznościami (np. jakieś dziecko opiera się i płacze). Być może wystarczy wówczas odejść na chwilę, dać czas na uspokojenie, niech popatrzy jak inne dzieci przystępują „bezstresowo” i spróbować ponownie podejść na samym końcu. A skoro „przykład idzie od góry”, zdecydowanie pomocny byłby przykład rodzica(ów!) przystępujących do Eucharystii wraz z dziećmi.

Prawdziwie szczerych dziecięcych chęci życzę…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Strona 1 z 3712345...102030...Ostatnia »