Nie tylko o „topografię” tu chodzi. W naszej Cerkwi o „administracyjnej” przynależności do danej parafii decyduje adres zamieszkania i to dlatego cerkiew „topograficznie” niedaleka staje się naszą cerkwią parafialną. O wiele ważniejsza jest duchowa przynależność do wspólnoty, którą powinni tworzyć członkowie danej parafii, a to już nie działa „z automatu” czy „administracyjnie”. Pomaga w tym wspólna modlitwa i aktywne zaangażowanie w życie wspólnoty. W Europie i w Ameryce (w USA w szczególności) często się zdarza, że prawosławni po drodze do swojej cerkwi mijają nawet kilka innych, bo o parafialnej przynależności nie decyduje bliskość świątyni, a jurysdykcja czy narodowość parafianina. Np. prawosławni Grecy po drodze do swojej cerkwi, gdzie nabożeństwa sprawowane są po grecku, mogą przechodzić czy przejeżdżać obok cerkwi rosyjskiej, arabskiej, rumuńskiej, koptyjskiej czy jeszcze kilku innych, gdzie nabożeństwa sprawowane są w innych językach liturgicznych. W ostatnich dekadach dużo się zmieniło, bo coraz więcej parafii przechodzi na angielski – różnice językowe zanikają, ale ciągle pozostają kwestie kulturowe. Znam też parafie, które, choć należą do określonej jurysdykcji, jednoczą (i przyciągają) wiernych z bardzo wielu i bardzo różnych kultur, narodowości czy grup etnicznych – łączy ich wspólne prawosławne wyznawanie wiary. Uważam, że możesz (i powinieneś) zdecydować gdzie będziesz się modlił. W Białymstoku jest obecnie dziesięć parafii. Powstały przeważnie poprzez wydzielenie części wcześniej istniejącej parafii. Znam ludzi, którzy od dziecka chodzili do jednej cerkwi, a gdy została utworzona nowa parafia i w pobliżu pojawiła się nowa cerkiew, oni dalej jeżdżą do ‘swojej starej cerkwi’. Bywa, że formalności (chrzest dziecka, ślub…) dopełniają w nowej parafii, ale „na co dzień” bywają w innej cerkwi. Znam też ludzi, którzy poprosili o formalną zmianę przynależności parafialnej i choć mieszkają na terytorium jednej z nich, należą do innej. Tak więc możliwości są różne, ale trzeba przy tym pamiętać o potrzebie zaangażowania w budowanie, tworzenie i podtrzymywanie wspólnoty parafialnej, do której się należy. Wierzę, że z czasem dojdzie do tego, że w wielu cerkwiach nabożeństwa będą częściowo albo w całości sprawowane w języku polskim (albo innym, bardziej zrozumiałym). Ale to zależy od nas samych, od członków każdej parafialnej rodziny. Czy w Twojej cerkwi ktokolwiek zgłaszał potrzebę/chęć sprawowanie nabożeństw/a po polsku?
Odpowiedzi na to pytanie udziela cytat z książki o. Johna Brecka „Święty dar życia. Prawosławne chrześcijaństwo i bioetyka”. W rozdziale poświęconym homoseksualizmowi stwierdza m.in.: „kwestią najwyższej wagi pozostaje ciągłe podtrzymywanie wyraźnego rozróżnienia pomiędzy orientacją [homoseksualną] i zachowaniami. Bez względu na to, jakie są jej przyczyny (fizjologiczne, genetyczne, psychologiczne i społeczne czy najprawdopodobniej połączenie ich wszystkich), orientacja homoseksualna nie jest ani grzeszna, ani zła (z zastrzeżeniem, że w tym upadłym świecie o każdej ułomności można powiedzieć, iż jest następstwem grzechu). Osoby z taką orientacją są w najpełniejszym znaczeniu „osobami”, nosicielami obrazu Bożego i wraz ze wszystkimi innymi powołane są do wzrastania ku osiąganiu Bożego podobieństwa. Gdy usiłują zmienić orientację na heteroseksualną lub gdy codziennie zmagają się o pozostawanie w cnocie czystości, potrzebują szczególnego wsparcia, zachęty i miłości Kościoła – jego biskupów, kapłanów i laikatu. W dążeniach do osiągnięcia tego celu nieodłączną pomocą może być uczestnictwo w grupach wzajemnego wsparcia jak amerykańskie SA, a szczególnie organizacje w rodzaju Exodus International i Courage. (Założona przez ks. Johna Harveya rzymskokatolicka organizacja „Courage” ma swoje aktywne oddziały w całych Stanach Zjednoczonych Ameryki. Doświadczenie ks. Harveya utwierdziło go w przekonaniu, że osoby z orientacją homoseksualną w bardzo znaczących proporcjach rzeczywiście mogą stać się heteroseksualne, nawet jeśli w wielu przypadkach ciągle utrzymują się homoerotyczne odczucia czy wyobrażenia s. 117).”
2. Słownik języka polskiego PWN podaje:
fetysz
1. «w religiach pierwotnych: przedmiot, któremu przypisywano siłę magiczną»
2. «przedmiot mający przynosić szczęście»
3. «przedmiot, dzięki któremu fetyszysta zaspokaja popęd płciowy» zostawię to bez komentarza…
3. udawanie kogoś/czegoś kim/czym się nie jest, a do tego utożsamianie się z tym kimś/czyś jest co najmniej niepokojące…
1. Mam tu pewne wątpliwości:
a) czy prawdziwa przyjaźń ze społecznością, stowarzyszeniem, narodem jest w ogóle możliwa? Chodzi mi tu o kwestię wzajemności… Znam ludzi z orientacją homoseksualną, jeden z nich jest moim dobrym przyjacielem, ale taką samą przyjaźnią nie obdarzam całego „środowiska”… b) biorąc pod uwagę rozróżnienie pomiędzy orientacją a zachowaniami, trzeba miłować każdego człowieka, ale jednocześnie zdecydowanie nienawidzić grzechu – jeżeli widzę grzech i nie reaguję, mam problem, bo mądrość ludowa podpowiada: „milczenie oznacza zgodę”… c) inna mądrość stwierdza: „kto z kim przestaje, takim się staje”… ostrożność.
Również pamiętam okres kiedy na święto Uspienija robiono bukieciki ze zbóż ozdobione kwiatami i przynoszono do oświecenia. W nowej praktyce na święto Uspienija zaczęto przynosić bukiety, ale już nie zawierające kłosów zbóż. Myślę, że przyczyną takiej sytuacji jest to, że z jednej strony rolnictwo stało się bardzo przemysłowym i wielkoobszarowym, z drugiej zaś praktycznie wszystkie zboża zbierane są za pomocą kombajnu i na polach nie pozostaje źdźbeł z kłosami. Nowa sytuacja jakiś czas temu skłoniła mnie, aby sprawdzić w Trebniku (księga liturgiczna zawierająca modlitwy m. in. na poświęcenie różnych rzeczy) treść modlitw na poświęcenie, które dokonuje się na Uspienije. Otóż nie ma błędu ani nowości w tym, że przynosimy zioła i kwiaty. W modlitwach bardzo wyraźnie mowa jest o poświęceniu ziół. Ponadto mowa jest też o nasionach (chodzi o te, które są w kłosach zbóż), jagodach i owocach. Dary Boże, które są poświęcone służą zarówno człowiekowi jak i zwierzętom, mówi się w modlitwach. W naszych współczesnych bukiecikach (kwietkach) brakuje jednak kłosków zbóż. Właściwym byłoby zadbanie o to aby chociaż w symboliczny sposób w nich się znalazły.
Tacy starcy to bardzo wielka rzadkość i dzisiaj trudno z nimi się spotkać/porozmawiać (mężczyznom też). O tym jak bardzo to trudne podpowiada tekst bp Kallistosa – „Przewodnictwo duchowe w prawosławnym chrześcijaństwie” dostępny na cerkiew.pl – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=74 – albo w książce „Przewodnictwo duchowe w prawosławnym monastycyzmie”. Tych, którzy twierdzą, że mają taki/e dar/y najlepiej unikać i omijać ich z (bardzo) daleka… A poza tym, dociekania na temat przyszłości mogą się okazać niebezpieczne. Jedna z mądrości ludowych ostrzega: „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” Ostrożność jest zatem wskazana…
Jeśli chodzi o polecenie lektury to proponowałbym „Nasza wiara” autorstwa arcybiskupa Finlandii Pawła i „Droga Prawosławia w historii” ks. Aleksandra Schmemanna. Oczywiście jest wiele innych pozycji godnych polecenia. W naszym Credo wiary, które jest śpiewane na każdej św. Liturgii, jest powiedziane: „Wierzę w jedyną, świętą powszechną i apostolską Cerkiew” (Wieruju wo jedinu swiatuju sobornuju i apostolskuju Cerkow). Wszystkie te przymioty czyli jedyność, świętość powszechność (czasem tłumaczone jako soborowa lub katolicka) i apostolskość odnosimy do Cerkwi prawosławnej. Odpowiedź na to pytanie jest jasna, Cerkiew prawosławna to Cerkiew powszechna (katholiki). Trochę mnie dziwi, że osoba, która ukończyła teologię na prestiżowej uczelni nie potrafi umieścić prawosławia na mapie wyznaniowej, ponadto używa obraźliwych wyrażeń wobec prawosławnych duchownych.
Nie wiem co powiedzieć o sytuacji, która wam się zdarzyła, myślę, tu o narodzeniu długo oczekiwanego dziecka. Niech dobry Bóg wspiera was i waszą latorośl w zdrowiu i dalszym rozwoju. Według kanonicznych norm monaster Ujkowicki jest poza Cerkwią i nikt kto należy do Cerkwi polskiej, rosyjskiej, greckiej czy innej nie może tam uczestniczyć w działaniach liturgicznych. Jest to mocno znaczące naruszenie porządku cerkiewnego i osoby, które to czynią biorą na swoje sumienie znaczące obciążenie. Wszyscy bolejemy nad zaistniałą sytuacją, która skutkowała odłączeniem Ujkowic. Myślę, że Bóg pomoże rozwiązać ten problem.
Z jednej strony to niepokojące, ale z drugiej (z tzw. odwróconej perspektywy) wypadałoby się z tego cieszyć. W dawnych czasach chrześcijanie nie witali się słowami: ‚dzień dobry’, lecz napominali siebie nawzajem, mówiąc: „Pamiętaj o śmierci” (łac. Memento mori). Nie robili tego, żeby przypominaniem o śmierci obrzydzać sobie życie, ale po to, aby lepiej żyć. Ludzie już dawno zauważyli, że w obliczu śmierci człowiek próbuje żyć ‚dokładniej’ – skoro to może być jego ostatnie słowo, to wypowiada je ‚z namaszczeniem’, nadając mu pełnię treści – „dzień dobry” staje się prawdziwie życzeniem dobrego dnia, przestaje być pobieżnym, bezrefleksyjnym „bry”, czy czymś w tym rodzaju. Bliscy również inaczej (lepiej) odnoszą się do umierającego, bo ich słowa czy gesty mogą być ostatnimi, które umierający „zabierze ze sobą do grobu”… Pamięć o śmierci powinna nam towarzyszyć na co dzień, aby pomagać nam na bieżąco napełniać głębią treści wszystkie nasze słowa, nasze uczynki, naprawiać i udoskonalać nasze relacje z innymi ludźmi. To nam potrzebne (niezbędne) na drodze do zbawienia. Trzeba nam, chrześcijanom, pamiętać, że dopiero po śmierci wracamy do „miejsca naszego stałego zameldowania”, którym jest niebiańskie Jeruzalem – królestwo Boże. Tutaj na ziemi jesteśmy zameldowani tylko tymczasowo. Nasze miejsce jest w wieczności… Śmierć jest końcem życie ziemskiego, ale jednocześnie jest początkiem nowego, wiecznego życia, do którego wprowadza nas nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. Niepokojąca może być możliwość, że natrętne, niekontrolowane myśli o śmierci spowodują równie natrętne i niepożądane myśli o samobójstwie. Z tego rodzaju myślami koniecznie trzeba walczyć. Najlepiej nie dopuszczać ich do naszego umysłu, a jeśli się pojawiają, trzeba je jak najszybciej zwalczać, nie wolno się nimi ‚zajmować’, wchodzić z nimi w dialog. Najnowsze badania medyczne wskazały na wiele źródeł myśli samobójczych – okazuje się, że jednym z nich było swego czasu łatwo dostępne lekarstwo na anginę (a obecnie różnych leków jest dużo więcej, więc warto „przed ich użyciem skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą”…). Samotność i izolacja spowodowana pandemią mogły spowodować i nasilić myśli o śmierci i umieraniu, mogły też być pobudzone czy wzmożone jakimiś innymi czynnikami. Skoro się pojawiły, próbuj wykorzystać je pozytywnie i konstruktywnie – niech pobudzają do myślenia o tym, co dobrego można by tu jeszcze zrobić na tej ziemi. Niech pobudzają do dobrego działania.
Na koniec proponuję jeszcze dwa cytaty. W tekstach prawosławnego nabożeństwa pogrzebowego czytamy:
Na początku z niczego stworzyłeś mnie Panie
I obdarzyłeś mnie Twym Bożym obrazem.
Ale przez to, że przykazań Twych nie spełniłem,
Przywróciłeś mnie ziemi, z której wzięty zostałem.
Przywróć mnie znów do Twego podobieństwa
Odtwarzając obraz dawnej chwały i uroku.
W skomponowanym dla siebie epitafium, Beniamin Franklin (jeden z „ojców założycieli Stanów Zjednoczonych”, który z zawodu był drukarzem)stwierdził, że śmierć jest sposobem na to, abyśmy doznali „poprawy i uzupełnienia”:
Ciało
Beniamina Franklina, drukarza,
spoczywa tutaj, (pokarm dla robaków!)
jak okładka starej księgi,
ze zużytą zawartością,
pozbawiona tytułu i złoceń.
Samo dzieło nie ulegnie jednak zatraceniu,
albowiem, jak wierzył, pojawi się ponownie
w nowym,
jeszcze piękniejszym wydaniu,
poprawionym i uzupełnionym
przez swego Autora!
W Kościele prawosławnym nie ma różańca. W tradycji rzymskokatolickiej różaniec zawiera konkretną liczbę paciorków, którym przypisane są odpowiednie modlitwy. Bardzo często łaciński różaniec mylony jest z prawosławnymi czotkami. Jednak rola czotek jest odmienna od różańca. W skrócie rzecz ujmując przy każdym paciorku w czotkach jest powtarzana ta sama krótka modlitwa, która najczęściej brzmi : „„Gospodi Iisusie Chrystie Synie Bożyj pomiłuj mia gresznogo (gresznuju)” (Panie Jezu Chryste Synu Boży zmiłuj się nade mną grzesznym {grzeszną}). Czotki wywodzą się raczej z tradycji monastycznej, ale szeroko upowszechniły się i są używane wśród wiernych świeckich.
Uważam, że tłumaczenie na język cerkiewnosłowiański jest właściwe i prawidłowe. W j. greckim ten fragment brzmi: „ke sarkofenta ek pnewmatos agiu ke Maias” (i wcielonego od Ducha Świętego i Maryii). Polskie tłumaczenie zawiera pewną interpretację dodając wyrażenie „za sprawą”. W tekście greckim jest po prostu „ek”, co można przetłumaczyć jako „z”, „od”. Odsyłam do „Dokumenty Soborów Powszechnych. Tekst grecki, łaciński, polski”, opracowanie A. Baron, H. Pietras, Kraków 2001, s.68-69.
W naszych księgach liturgicznych nie ma jasno ukazanego okresu. Należy uczynić to jak najszybciej, kiedy wszystko w organizmie unormuje się. Jest to wielkie przeżycie dla kobiety (rodziny) i z poszukiwaniem pociechy u Boga nie należy zwlekać.