Na wstępie należałoby wyjaśnić i uporządkować niektóre podstawowe zagadnienia.
Po pierwsze – trzeba zauważyć różnicę pomiędzy spowiedzią i rozgrzeszeniem, a kodeksem karnym, sądem i karą.
Po drugie – prawosławnemu chrześcijańskiemu pojmowaniu grzechu, spowiedzi i rozgrzeszenia nie towarzyszy charakterystyczna dla rzymskiego katolicyzmu kwestia „zadośćuczynienia”. W Kościele rzymskokatolickim grzech można porównać do zaciąganie długu, który można/trzeba „spłacić” przez pokutę, zadośćuczynienie. Pokuta w tym kontekście jawi się jako „zasłużona kara” i tu przejawia się bardziej jurydyczne traktowanie tego sakramentu w Kościele rzymskokatolickim. W prawosławnym chrześcijaństwie grzech pojmowany jest jako choroba duszy, spowiedź to lecznica (cs. wraczebnica), a epitymia – nakładane przez spowiednika zalecenia określonych działań (np. post) albo zakazy (np. tymczasowa uniemożliwienie przystępowania do komunii) – to „lecznicza terapia” albo „środek wychowawczy”. Epitymia określana jest też mianem „pokajania” (gr. metanoia), które oznacza zmianę sposobu myślenia, postawy, „głębokiego zrozumienia”. W poprawnym pojmowaniu i rozróżnianiu tych kwestii we Wschodniej i Zachodniej tradycji chrześcijańskiej przeszkadza „terminologiczna niedogodność”, bowiem 1) epitymia i pokajanie potocznie nazywane są pokutą, a 2) związane z nimi i szeroko stosowane w starożytnym chrześcijaństwie lecznicze zalecenia czy zakazy określane są jako „praktyki pokutne”.
Po trzecie – w przypadku morderstwa i wielu innych „ciężkich” grzechów sama spowiedź, przyznanie się do grzechu, nie gwarantuje „automatycznego” rozgrzeszenia. „Ciężkie grzechy”, np. morderstwo, aborcja to w prawosławnym pojmowaniu „ciężkie choroby”, które trzeba długo leczyć. Jak diagnoza choroby nie oznacza jej natychmiastowego wyleczenia, tak „rozgrzeszenie” pojawia się dopiero na zakończenie procesu leczenia. Może to być proces bardzo długotrwały. Znamienny przykład to kanoniczne zalecenie św. Bazylego Wielkiego (IV w). Jego zdaniem grzech cudzołóstwa i nierządu należało traktować epitymią – pokajanną/pokutną praktyką dwunastoletniego odłączenia od komunii. Powtórzę i podkreślę jeszcze raz – ta „pokutna praktyka” to nie kara, lecz środek wychowawczy/ lecznicza terapia.
Próbując odpowiedzieć na zadanie pytania stwierdziłbym, że zarówno w przypadku spowiedzi, jak i kodeksu karnego chodzi o ‘naprawę’ przestępcy/grzesznika, o jego powrót do życia w społeczeństwie, „resocjalizację”. Jednak w kodeksie karnym, jak sama nazwa wskazuje, pojawia się jeszcze element „zasłużonej kary”. U rzymskich katolików pojawia się, co prawda, element „zadośćuczynienia” (zasłużonej kary?), ale w prawosławnym chrześcijaństwie koncentrujemy się na procesie i sposobach leczenia. Zabójca po wyznaniu swego grzechu podczas misterium spowiedzi nie otrzyma natychmiast rozgrzeszenia i nie będzie mógł żyć dalej „spokojnie(?)” i bez żadnych konsekwencji. Otrzyma epitymię – kilkuletni zakaz przystępowania do komunii, zalecenie usilnej modlitwy, postu i innych terapeutycznych działań – wszystko po to, aby „(wy)zdrowieć”, wracać do życia w społeczności, resocjalizować się żyjąc pośród tej społeczności. Czy kara śmierci spowodowałaby resocjalizację? Czy umożliwi/wzmocni/przyśpieszy ją stosowana „równolegle” cywilna kara więzienia.
Pytanie: „Czy aby mieć odpuszczony grzech u Boga, musi przyznać się władzom, że dopuścił się takiego czynu i zgodzić się, aby skazano go na śmierć?” można by sparafrazować pytaniem: „czy odpuszczenie grzechu uzależnione jest od poddania się stosownej, przewidzianej w ludzkim kodeksie karze śmierci, czy też od Bożego przebaczenia?” Wskazana w pytaniu Arabia Saudyjska to kraj muzułmański, a chrześcijaństwo odrzuca karę śmierci… Czy zatem niechrześcijańska kara stosowana przez niechrześcijańskie władze miałaby „gwarantować” Boże miłosierdzie? Cytowany werset Dz 25,11 jest wyrwany z kontekstu. Warto przeczytać cały werset wraz z poprzedzającym go Dz 25,10…
Czuję się zobowiązany do korekty kilku stwierdzeń: „odpuszczenie grzechów jest uzależnione od decyzji Kapłana”. W modlitwie rozgrzeszenia pada wyraźne stwierdzenie, że to Bóg przebacza/odpuszcza grzechy, a kapłan czynu to jedynie w Jego imieniu, z Jego „upoważnienia”. „Król Dawid zabił Uriasza Hetytę, ale Bóg nie skazał go na śmierć.” Bóg jest Dawcą życia, nikogo nie skazuje na śmierć”…W odpowiedzi na ostatnie pytanie powiedziałbym – jeśli zabójca wie o skazaniu niewinnego, nie reaguje na błąd sądu i nie przeciwstawia się egzekucji, dopuszcza się drugiego zabójstwa. Można by to zastanawiać się, jak poinformować sąd o błędnym orzeczeniu – przyznać się, czy dostarczyć niezbite dowody niewinności…