03-11-2025
Piszę do Waszej redakcji, gdyż od jakiegoś czasu biję się z myślami, a chodzi o „rewolucję językową” która ma miejsce w cerkwi do której jeżdżę na nabożeństwa. Nadmieniam, iż nie jest to moja rodzima parafia a cerkiew przy domu zakonnym (miejscowości nie będę wymieniał), do której mam zresztą kilkanaście kilometrów. Odpowiada mi to miejsce, jej szczególny klimat i ludzie, których tam spotykam. Od jakiegoś czasu Boska Liturgia jest w coraz większym stopniu sprawowana w języku polskim. Wcześniej po polsku czytany był Apostoł i Ewangelia, co mi szczególnie nie przeszkadzało. Teraz, gdy duża część Liturgii sprawowana jest po polsku, zakłóca to mój wewnętrzy, duchowy porządek. Nie potrafię się odnaleźć, skupić na modlitwie: raz jest po polsku, za chwilę tradycyjnie po cerkiewnosłowiańsku, chór też śpiewa po CS. Powstaje taki „misz – masz”. Batiuszka tłumaczył po nabożeństwie, że wprowadza j. polski, bo nie wszyscy rozumieją treści nabożeństwa, zwłaszcza młodzież. Osobiście nie zgadzam się z tym, gdyż do tej pory nikt nie narzekał, ludzie przychodzili, licznie uczestniczyli w nabożeństwach. Oficjalnie nikt nie narzeka, ale w małych grupkach w rozmowach między sobą słyszę, że ludzie są niezadowoleni z tej sytuacji, ale nikt nie ma odwagi głośno wyrazić swego zdania. Nikt nie konsultował z wiernymi, nie pytał o zdanie. Z jednej strony rozumiem troskę duchownych o dzisiejszą młodzież, a z drugiej strony co ze starszymi? Co z wielowiekową tradycją Cerkwi Prawosławnej? Sami w ten sposób podcinamy sobie korzenie, zapominamy o naszej tożsamości, kulturze, wielowiekowym dorobku. W tym momencie Liturgia przypomina tą odprawianą w Kościele Katolickim, ale chyba to nie o to chodzi. Moim zdaniem, cała odpowiedzialność spoczywa na duchownych, „którzy jako strażnicy naszych tradycji kulturowych winni od czasu do czasu wytłumaczyć wiernym, co dany wyraz znaczy” (cytat z broszurki СВЯТООТЕЧЕСКИЙ ЛИСТОКЬ – Maj 2025r.) a nie radykalnie zrewolucjonizować całe nabożeństwo. Wracając do sedna. Proszę o wskazówkę, jak mam poruszyć ten temat, aby nikogo nie urazić a jednocześnie przedstawić swoje stanowisko. Nie jestem „miejscowym”, więc tym mniej mam do powiedzenia. Nie chciałbym zmieniać „swojego miejsca spotkań z Bogiem”, a z drugiej strony nie chcę się męczyć i wymuszać cokolwiek na sobie. Wiem, że takie rozwiązanie mi nie pasuje.
Należy powyższe problemy przedstawić duchowemu z miłością i otwartością na jego stanowisko. Być może ktoś tak zrobił wcześniej i dlatego zmieniły się proporcje językowe w nabożeństwach?
Odnośnie języka modlitwy: Należy pamiętać, że możemy modlić się w każdym języku i nie ma tutaj lepszych i gorszych. Oczywiście, mamy swoje ulubione tradycje i przyzwyczajenia modlitewne – jest to zrozumiałe i powinno być szanowane, ale nie musi być uwzględniane w modlitwie wspólnotowej. Czasami silniejsi (w modlitwie i wierze) powinni umieć ustąpić, by słabsi nie czuli się wykluczeni.