> » Od dzieciństwa ciągnie mnie do cerkwi. Obie moje prawosławne babcie wyszły za mąż za katolików i tak się zdarzyło, że moi rodzice, a następnie ja, zostali wychowani w wierze rzymskiej. Od kilku lat śpiewam w chórze cerkiewnym i w miarę możliwości uczestniczę w nabożeństwach, korzystam z polskiego tłumaczenia modlitewnika prawosławnego oraz akatystów i psałterza. Powoli poznaję cerkiewnosłowiańskie wersje tych modlitw. Czytam polecane dla konwertytów książki oraz od dawna śledzę tę stronę. W związku z planowaną konwersją mam pytanie dotyczące życia duchowego. Otóż przyjmowanie konwertytów na łono Cerkwi poprzez spowiedź i bierzmowanie jest sytuacją dość nową w historii tego Kościoła. Od wielu lat marzę o tym, aby zostać przyjętym do Prawosławia „jak należy”, tj poprzez chrzest. Wiem, że jest taka możliwość w monasterach Grecji, Rosji czy Białorusi. Znalazłem kiedyś na YouTube wypowiedź bodajże amerykańskiego kapłana, który opisał sytuację działania sił nieczystych na wieloletnią członkinię jego parafii. I po którymś obrzędzie egzorcyzmu (czy tak to się nazywa w Prawosławiu?) kapłan spytał demony dlaczego ciągle nawiedzają tę wierną i ku jego zdziwieniu istoty te odpowiedziały, że nie jest ona ochrzczona, a została przyjęta do Cerkwi wyłącznie przez spowiedź i miropomazanie. Po dokonaniu sakramentu chrztu nawiedzenia ustały. Nie chcę nagatywnie wypowiadać się na temat decyzji władz cerkiewnych dotyczących takiego przyjmowania wiernych innych wyznań, ale moje pytanie dotyczy właśnie tej konkretnej sytuacji. Czy z punktu widzenia dwóch tysiącleci istnienia Cerkwi Prawosławnej istniała taka forma konwersji? Drugie pytanie dotyczy życia monastycznego. Otóż nie tylko fascynowało mnie Prawosławie, ale także monastycyzm. Początkowo w kościele rzymskim – głównie zakony o zaostrzonym rygorze, takie jak kameduli czy kartuzi, a następnie w kościele wschodnim. Jednak z tego, co się orientuję, w Polsce nie ma i nie było mnichów i mniszek wyświęconych do wielkiej schimy. Czy się mylę i nie wiem o takich osobach? Czy może jest szczególny powód dla którego w naszym kraju nie wyświęca się mnichów do obrazu anielskiego? Kamil












Od dzieciństwa ciągnie mnie do cerkwi. Obie moje prawosławne babcie wyszły za mąż za katolików i tak się zdarzyło, że moi rodzice, a następnie ja, zostali wychowani w wierze rzymskiej. Od kilku lat śpiewam w chórze cerkiewnym i w miarę możliwości uczestniczę w nabożeństwach, korzystam z polskiego tłumaczenia modlitewnika prawosławnego oraz akatystów i psałterza. Powoli poznaję cerkiewnosłowiańskie wersje tych modlitw. Czytam polecane dla konwertytów książki oraz od dawna śledzę tę stronę. W związku z planowaną konwersją mam pytanie dotyczące życia duchowego. Otóż przyjmowanie konwertytów na łono Cerkwi poprzez spowiedź i bierzmowanie jest sytuacją dość nową w historii tego Kościoła. Od wielu lat marzę o tym, aby zostać przyjętym do Prawosławia „jak należy”, tj poprzez chrzest. Wiem, że jest taka możliwość w monasterach Grecji, Rosji czy Białorusi. Znalazłem kiedyś na YouTube wypowiedź bodajże amerykańskiego kapłana, który opisał sytuację działania sił nieczystych na wieloletnią członkinię jego parafii. I po którymś obrzędzie egzorcyzmu (czy tak to się nazywa w Prawosławiu?) kapłan spytał demony dlaczego ciągle nawiedzają tę wierną i ku jego zdziwieniu istoty te odpowiedziały, że nie jest ona ochrzczona, a została przyjęta do Cerkwi wyłącznie przez spowiedź i miropomazanie. Po dokonaniu sakramentu chrztu nawiedzenia ustały. Nie chcę nagatywnie wypowiadać się na temat decyzji władz cerkiewnych dotyczących takiego przyjmowania wiernych innych wyznań, ale moje pytanie dotyczy właśnie tej konkretnej sytuacji. Czy z punktu widzenia dwóch tysiącleci istnienia Cerkwi Prawosławnej istniała taka forma konwersji? Drugie pytanie dotyczy życia monastycznego. Otóż nie tylko fascynowało mnie Prawosławie, ale także monastycyzm. Początkowo w kościele rzymskim – głównie zakony o zaostrzonym rygorze, takie jak kameduli czy kartuzi, a następnie w kościele wschodnim. Jednak z tego, co się orientuję, w Polsce nie ma i nie było mnichów i mniszek wyświęconych do wielkiej schimy. Czy się mylę i nie wiem o takich osobach? Czy może jest szczególny powód dla którego w naszym kraju nie wyświęca się mnichów do obrazu anielskiego? Kamil

O sposobach (ponownego) przyjmowania do Cerkwi bardzo obszernie, wyczerpująco i przekonywująco wypowiedział się o. Mariusz Synak w swoim artykule „Chrzest łacinników – od Boga czy od ludzi?” http://cerkiew.info/pl/biblioteka/artykuly/f/8/150,0

Zachęcam do jego wnikliwej lektury, wyciągnięcia zasadnych wniosków i podjęcia słusznej decyzji.

W związku z pragnieniem „bycia przyjętym do Prawosławia <jak należy>, tj. poprzez chrzest” chciałbym zauważyć, że w Cerkwi w Polsce i w innych lokalnych Cerkwiach przyjmowanie rzymskich katolików „jak należy”, zgodnie z kanonami, następuje poprzez przystąpienie do spowiedzi i Eucharystii, a jeśli przystępujący nie był bierzmowany, to również po uprzednim miropomazaniu. Twierdzenie, że przyjmowanie poprzez chrzest możliwe jest „w monasterach Grecji, Rosji czy Białorusi” to poważne uogólnienie, bo w rzeczywistości to jedynie bardzo nieliczne monastery. Pojawia się przy tym pytanie, czy po przyjęciu „jak należy” w którymś z tych monasterów będzie Pan członkiem Cerkwi w Gruzji, Rosji, Białorusi czy jednak w Polsce? Znam też „przypadki” przyjęcia poprzez chrzest również w Polsce, ale zdecydowały o tym szczególne okoliczności, które uwzględnił diecezjalny biskup. W odniesieniu do przytoczonego opisu „konkretnej sytuacji” dopuszcza on możliwość, że wskazana osoba w ogóle nie była wcześniej ochrzczona… Poza tym jest to raczej „jednostkowy przypadek”, a konwertytów w Ameryce są już dziesiątki, a nawet setki tysięcy.

W odniesieniu do monastycznej drogi chrześcijańskiego życia trzeba stwierdzić, że w latach 1980. mieliśmy jedynie dwa monastery: w Jabłecznej (2 mnichów) i na św. Górze Grabarce (4 mniszki). Obecnie, po ok. 40 latach, mamy  12 wspólnot monastycznych z niemal setką mnichów i mniszek. Absolutna większość to ludzie młodzi. Choć 40 lat minęło, w monastycyzmie to ciągle jeszcze okres „dojrzewania”. A tak w ogóle, mała schima to również „wzór anielski”…

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk