Pani opowieść wywołała moje niemal natychmiastowe skojarzenie z wypowiedzią apostoła Pawła na temat małżeństw chrześcijan z poganami. W swym Liście do Koryntian św. Paweł stwierdza: „Albowiem mąż poganin uświęcony jest przez żonę, a żona poganka uświęcona jest przez wierzącego męża; inaczej dzieci wasze byłyby nieczyste, a tak są święte” (1 Kor 7,14). Pani liturgiczne i sakramentalne życie, które pomaga na co dzień żyć dobrym, przykładnym chrześcijańskim życiem jest dla męża dobrym przykładem do naśladowania. Jeśli sam wcześniej nie był zaangażowany w życie Cerkwi, ma jakieś zaległości, wypadałoby je teraz „nadrobić”. Sugerowałbym, aby Pani porozmawiał z mężem o swych rozterkach, wyjaśniła, jak bardzo to dla Pani (dla Was) ważne i spróbowała dowiedzieć się więcej o przyczynach jego postępowania/nastawienia. Jeśli spowodowane jest brakiem wychowania religijnego w domu rodzinnym i „obojętność religijna” w jego dorosłym życiu, można zaproponować pomoc w uzupełnieniu wiedzy o prawosławnym chrześcijaństwie i bogactwie jego liturgicznej Tradycji. Dostępna jest obszerna literatura, która może okazać się pomocna. Ta sama literatura może też pomóc, jeśli powodem jego zachowań jest kryzys wiary. W tym jednak przypadku niezbędna też będzie usilna modlitwa o jego nawrócenie. Aby ziarenko wiary, które Bóg zasiewa w ogrodzie sercu każdego człowieka, mogło zakiełkować, rosnąc i owocować, trzeba je należycie pielęgnować – podlewać i nawozić, pielić chwasty grzechów i pomnażać cnoty.
Skoro pyta Pani o możliwości rozwodu, wnioskuję, że sytuacja jest bardzo trudna, dlatego sugeruję, aby najpierw porozmawiać i „ponegocjować”. Skoro mąż nie uczestniczy w tym, co dla Pani jest aż tak bardzo ważne, że myśli Pani o zerwaniu tego związku, niech to będzie dla niego co najmniej „sygnał ostrzegawczy”. Jak „do tanga trzeba dwojga”, tak i w małżeństwie niezbędna jest synergia, współpraca, wspólna troska i działanie o wspólne życie. (Po)rozmawiajcie – spróbujcie najpierw ustalić przyczyny, a później szukajcie rozwiązań. Literatura może okazać się pomocna, ale warto też zgłosić się do duchownego (albo bardziej zorientowanego znajomego?), aby nie tylko podpowiedział, co czytać, ale pomógł w procesie ratowania/umacniania Waszego małżeństwa.
Proszę nie oczekiwać, że radykalna zmiana może nastąpić „z dnia na dzień” i niemal od razu zaczniecie wspólnie uczestniczyć w nabożeństwach i świętowaniu. To najpierw mogą/powinny być małe kroczki – wspólna modlitwa rano, wieczorem czy przed posiłkiem przy stole, wspólne pójście do cerkwi. Od czegoś trzeba zacząć…
Dopiero w sytuacji, kiedy rozmowy i wszelkie próby działania okażą się bezowocne, wypadałoby zastanowić się czy jest Pani w stanie dalej samodzielnie „uświęcać” męża i Wasze małżeństwo, czy to zadanie ponad siły…