„Fundament” małżeństwa to miłość… Jeśli pojawiła się i spowodowała, że jesteście małżeństwem i jeśli dalej trwa, niech teraz pomoże troskliwie zapytać, czym to rozleniwienie, „nieróbstwo” w domu, trudności w poszukiwaniu pracy i „praktykowaniu” wiary mogą być spowodowane. Czy to tymczasowe „załamanie” czy też głębszy problem? Jaki(e)? Może potrzebuje jakiegoś wsparcia/pomocy? A może jakiegoś dodatkowego(?) bodźca? Czy mąż w tym stanie jest szczęśliwy? (Wątpię, „bo do tanga trzeba dwojga”…) Czy rozmawiacie o tych kwestiach? Jeśli jest „coś na rzeczy” i sami nie jesteście w stanie z tym sobie poradzić, czy nie wypadałoby szukać jakiejś pomocy „z zewnątrz”? Małżeństwo, jak pisze apostoł Paweł w Liście do Efezjan to „wielkie misterium/tajemnica” i porównuje je do relacji pomiędzy Chrystusem i Cerkwią. Warto o to misterium walczyć…