> » Mam pytanie z nurtu filozoficzno-teologicznego, a mianowicie co Ojca zdaniem skłania człowieka ku konwersji na inną wiarę? Jaki czynnik może być kluczowy w tych kwestiach? Ostatnio poznałem w pracy człowieka Polaka, który konwertował się na islam. Wczoraj rozmawiałem z mężczyzną, który konwertował się z katolicyzmu na prawosławie. Jak Ojciec mógłby własnymi słowami, wyjaśnić duchowe przyczyny konwersji? Co może zachodzić w duszy i umyśle człowieka? Oraz co może go przyciągać do innej wiary? Wiem, że to bardzo złożone pytanie, ale jestem bardzo ciekaw jak Ojciec podejdzie do tego pytania. Jestem również ciekaw jak cerkiew prawosławna i duchowni, odnoszą się do ludzi którzy odchodzą z cerkwi – Czy mogą do niej powrócić? Co w takich wypadkach głosi prawosławie? Maksymilian












Mam pytanie z nurtu filozoficzno-teologicznego, a mianowicie co Ojca zdaniem skłania człowieka ku konwersji na inną wiarę? Jaki czynnik może być kluczowy w tych kwestiach? Ostatnio poznałem w pracy człowieka Polaka, który konwertował się na islam. Wczoraj rozmawiałem z mężczyzną, który konwertował się z katolicyzmu na prawosławie. Jak Ojciec mógłby własnymi słowami, wyjaśnić duchowe przyczyny konwersji? Co może zachodzić w duszy i umyśle człowieka? Oraz co może go przyciągać do innej wiary? Wiem, że to bardzo złożone pytanie, ale jestem bardzo ciekaw jak Ojciec podejdzie do tego pytania. Jestem również ciekaw jak cerkiew prawosławna i duchowni, odnoszą się do ludzi którzy odchodzą z cerkwi – Czy mogą do niej powrócić? Co w takich wypadkach głosi prawosławie? Maksymilian

Co skłania człowieka ku konwersji na inną wiarę?

Użyłem tu kiedyś porównania nauczania Cerkwi/Kościoła do lornetki, która pokazuje wiernym drogę ku zbawieniu, ku królestwu Bożemu. Rzymscy katolicy i protestanci wprowadzili różne (nawet daleko posunięte) zmiany w nauczaniu, przez co pokrętło ostrości w ich lornetkach uległo przesunięciu u jednych w lewo, u drugich w prawo i obraz przestał być tak wyraźny, jak w przypadku lornetki u prawosławnych, którzy zmian w nauczaniu nie popełnili. Konwersje na prawosławie tłumaczyłbym zatem odkrywaniem prawidłowej ostrości obrazu/widzenia i słusznym wyborem nienaruszonego nauczania. Konwersje z prawosławia na inne wyznanie/a chrześcijańskie tłumaczyłbym natomiast brakiem podstawowej wiedzy odstępców o prawosławnym chrześcijaństwie… Analogicznie tłumaczyłbym wspomnianą konwersję Polaka na islam (ale to już nie konwersja na inne wyznanie, lecz na inną religię). Można by tu dopatrywać się innych, dla każdego konwertyty indywidualnych czynników – to może być np. ciekawość, bunt albo moda, ale też poszukiwanie głębszej relacji z Bogiem, której dotychczas z jakichś względów brakowało

Jaki czynnik może być kluczowy w tych kwestiach?

W obliczu wzmożonego ostatnimi laty zainteresowania prawosławnym chrześcijaństwem w USA (i szerzej na Zachodzie) można stwierdzić, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia zaistniała znacząca zmiana dotycząca „kluczowych czynników”. Wcześniej konwertytami byli przeważnie biali „poszukiwacze” (ang. „seekers”), którzy byli głęboko osadzeni w swoich chrześcijańskich tradycjach/środowiskach, ale czegoś im brakowało i przez to „rozglądali się”/szukali i odkrywali to „coś” w prawosławiu. Dla wielu było to bogactwo prawosławnego nabożeństwa z jego „poczuciem obecności” (jak ujął to bp Kallistos), połączenie nabożeństwa z wykładem wiary/teologią albo „wielopłaszczyznowe” życie duchowe. Wszystkie wielogodzinne rozmowy z konwertytami, studentami Seminarium św. Włodzimierza (na przełomie lat 1980/90. była to niemal połowa około setki ówczesnych studentów, a kilkanaście lat później to już ponad 80%) wskazywały, że „kluczowym czynnikiem” była Boska Liturgia. Wszyscy podkreślali, jak ważne było dla nich pragnienie pełnego uczestnictwa w misterium Eucharystii, w Boskiej Liturgii. Długo bywali obecni w cerkwi na tym nabożeństwie, ale nie byli jego uczestnikami. Przez cały ten czas narastało w nich to pragnienie stawania się i bycia częścią wspólnoty. Myślę, że trzeba tu też wspomnieć o potrzebie i spełnieniu poczucia przynależności.

Jak stwierdza o. Matthew Brown, ostatnimi laty nastąpił „bezprecedensowy wzrost zainteresowania prawosławiem. Parafie z 10, 20, a nawet 30 katechumenami nie są już wyjątkiem – stanowią normę. Ta fala konwersji jest nowością nie tylko ze względu na ilość, ale też strukturę. Przed pandemią COVID-19, zainteresowanie prawosławiem przejawiały zazwyczaj pobożni wierni z innych tradycji religijnych, doświadczający kryzysu wiary – co obecnie w anglojęzycznej terminologii określa się zwykle mianem „dekonstrukcji” – lub osoby z małżeństw mieszanych wyznaniowo. Konwertytami byli zazwyczaj biali. Dziś są to ludzie wywodzący się z niemal wszystkich środowisk, a większość z nich otrzymało bardzo nikłe wychowanie religijne, albo nie ma go wcale. Nie są tak dobrze obeznani i pobożni jak typowy <poszukiwacz> z poprzednich dekad. Podkreślić też trzeba, że różnorodność rasowa i etniczna nowych konwertytów jest znacznie większa od tej, którą można było zaobserwować wcześniej”.

Jakie są duchowe przyczyny konwersji? Co może zachodzić w duszy i umyśle człowieka? Oraz co może go przyciągać do innej wiary?

Trudno odpowiedzieć na te pytania – nie znam wszystkich przyczyn konwersji, wymieniłem tylko niektóre, moim zdaniem najważniejsze. Mogę się tylko domyślać, co może zachodzić w duszy i umyśle człowieka i przyciągać go do innej wiary. Mogę natomiast dodać kilka zdań wyjaśnienia, co może przyciągać ludzi do prawosławia. Myślę, że to może być również odpowiedź na postawione pytania. Posłużę się dłuższym cytatem z książki bp Kallistosa „Kościół prawosławny”. W rozdziale „Nauczanie i nabożeństwo” czytamy:

W ruskiej Powieści minionych lat znajduje się opowieść o tym, jak Włodzimierz, książę Kijowa, będąc jeszcze poganinem zapragnął dowiedzieć się, która religia jest prawdziwa i w tym celu rozesłał swych posłów, aby po kolei odwiedzali różne kraje świata. Wysłańcy udali się najpierw do muzułmańskich Bułgarów na Powołżu, lecz widząc jak podczas modlitwy w meczecie rozglądają się jak opętani, rozczarowani Rusini ruszyli w dalszą drogę. „Nie ma wesela w nich” – powiedzieli później Włodzimierzowi – „jeno smutek i smród wielki. Nie jest dobry zakon ich”. Gdy przybyli do Niemiec i Rzymu, ich nabożeństwo wydało im się bardziej zadowalające, ale narzekali, że „piękności nie widzieli tam żadnej”. Wreszcie dotarli do Konstantynopola i w końcu podczas Boskiej Liturgii w wielkiej świątyni Mądrości Bożej odkryli to, czego szukali: „Nie wiedzieliśmy, w niebie li byliśmy, czy na ziemi. Nie ma bowiem na ziemi takiego widowiska ni piękna takiego, i nie wiemy jak opowiedzieć o tym, tylko to wiemy, że tam Bóg z ludźmi przebywa i nabożeństwo ich najlepsze ze wszystkich krajów. My zaś nie możemy zapomnieć tego piękna”.  

W tej opowieści można dopatrzyć się kilku osobliwości charakterystycznych dla prawosławnego chrześcijaństwa. Przede wszystkim pojawia się tu nacisk kładziony na Boskie piękno – nie możemy zapomnieć tego piękna. Wielu ludzi miało wrażenie, iż szczególnym darem prawosławnych narodów – zwłaszcza w Bizancjum i na Rusi – jest właśnie zdolność dostrzegania piękna świata duchowego i wyrażania tego niebiańskiego piękna w ich nabożeństwie. Po drugie, znamienne jest tu stwierdzenie Rusinów – nie wiedzieliśmy, w niebie li byliśmy, czy na ziemi. Nabożeństwo jest dla Kościoła prawosławnego niczym innym jak „niebem na ziemi”. Boska Liturgia jest czymś, co ogarnia oba te światy jednocześnie, bowiem zarówno w niebie, jak i na ziemi jest ona jedna i ta sama – jeden ołtarz, jedna ofiara, jedna obecność. W każdym miejscu sprawowania nabożeństwa, bez względu na to jak skromna może być jej oprawa zewnętrzna, gdy wierni gromadzą się, aby sprawować Eucharystię, wznoszeni są do wysokości „niebios”; wszędzie, gdzie przynoszona jest Najświętsza Ofiara, obecna jest nie tylko lokalna wspólnota, ale cały Kościół powszechny – święci, aniołowie, Bogarodzica i Sam Chrystus. „Oto moce niebiańskie niewidzialnie służą teraz z nami”. Wiemy, że tam Bóg z ludźmi przebywa.

Jak odnosimy się do ludzi, którzy odchodzą z Cerkwi? Czy mogą do Niej powrócić?

Bolejemy z powodu ich odejścia, żałujemy, że nie skorzystali z wielu nowych możliwości, by dowiedzieć się więcej o wierze swych przodków i w niej pozostać… Podejście Cerkwi opisałbym ewangeliczną przypowieścią o synu, który zbłądził. Nazywa się go zwykle „synem marnotrawnym”, ale w grece i cerkiewnosłowiańskim mowa o synu nierządnym (cs. błudnyj; błud – nierząd). Odszedł z domu Ojca, zerwał z nim więź, zbłądził, ale z czasem opamiętał się, nawrócił się, pokajał się, tj. dostąpił „głębokiego zrozumienia” jakim się stał w dalekiej krainie i co zostawił w domu ojca, i wrócił. Ojciec wypatrywał go, zauważył go z daleka i wybiegł mu na spotkanie. Choć syn prosił, by przyjął go jak sługę, ojciec nałożył mu pierścień na palec i przejął go jak syna. Cerkiew czeka z utęsknieniem i z nadzieją, że ci, którzy odeszli, z czasem również zrozumieją…

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk