> » Wobec tego, że mam pewne wątpliwości co do niektórych argumentów z artykułu Marka Dądeli „Dlaczego Prawosławie odrzuca naukę o czyśćcu?” (link: https://web.archive.org/web/20131212220405/http://www.monasterujkowice.pl/articles.php?a=2), chciałbym zadać kilka pytań, na które – mam nadzieję – otrzymam merytoryczną odpowiedź. 1. Marek Dądela w swoim tekście twierdzi, że nie istnieje coś takiego jak „ogień Bożej miłości”, a cierpienia zadawane człowiekowi w piekle są dziełem wyłącznie szatana i demonów. Czy rzeczywiście jest to zgodne z nauczaniem prawosławnym? Widzę tu pewne trudności, ponieważ szatan zostaje przedstawiony niejako jako „funkcjonariusz sprawiedliwości” i król piekieł, podczas gdy jest on przecież bytem zbuntowanym, a piekło nie stanowi jego królestwa – on sam jest istotą potępioną. Jak mówi Ewangelia: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt 25,41). Ogień ten nie jest więc domeną diabła, lecz miejscem jego kary. Skoro więc szatan miałby odpowiadać za wszystko, co dzieje się w piekle, to gdzie w tym wszystkim pozostaje miejsce dla Boga i Jego sprawiedliwości? 2. Jeśli nie istnieje „ogień Bożej miłości”, to jak w takim razie rozumieć słowa Świętego Izaaka Syryjczyka o tym, że „dręczeni w piekle są porażani biczami miłości”? Przecież według Marka Dądeli cierpienia piekielne są zadawane wyłącznie przez szatana i jego demony. Jak pogodzić te dwa stanowiska? 3. Co do argumentu, że to nie Bóg zadaje cierpienie w piekle, lecz sam człowiek ponosi konsekwencje swoich wcześniejszych wyborów – rozumiem, że człowiek doświadcza skutków własnych czynów i nie budzi to moich wątpliwości. Interesuje mnie jednak, podobnie jak w punkcie pierwszym, kwestia samego źródła tego cierpienia. Jeśli cierpienie piekielne nie pochodzi od Boga, a jednocześnie piekło nie jest „królestwem szatana”, to skąd ono właściwie pochodzi i jaki jest jego ontologiczny charakter w świetle teologii prawosławnej? Będę wdzięczny za możliwie konkretne odpowiedzi odnoszące się bezpośrednio do postawionych pytań, a także – jeśli to możliwe – za wskazanie źródeł patrystycznych lub dogmatycznych uzasadniających dane stanowisko. Wiktor












Wobec tego, że mam pewne wątpliwości co do niektórych argumentów z artykułu Marka Dądeli „Dlaczego Prawosławie odrzuca naukę o czyśćcu?” (link: https://web.archive.org/web/20131212220405/http://www.monasterujkowice.pl/articles.php?a=2), chciałbym zadać kilka pytań, na które – mam nadzieję – otrzymam merytoryczną odpowiedź. 1. Marek Dądela w swoim tekście twierdzi, że nie istnieje coś takiego jak „ogień Bożej miłości”, a cierpienia zadawane człowiekowi w piekle są dziełem wyłącznie szatana i demonów. Czy rzeczywiście jest to zgodne z nauczaniem prawosławnym? Widzę tu pewne trudności, ponieważ szatan zostaje przedstawiony niejako jako „funkcjonariusz sprawiedliwości” i król piekieł, podczas gdy jest on przecież bytem zbuntowanym, a piekło nie stanowi jego królestwa – on sam jest istotą potępioną. Jak mówi Ewangelia: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt 25,41). Ogień ten nie jest więc domeną diabła, lecz miejscem jego kary. Skoro więc szatan miałby odpowiadać za wszystko, co dzieje się w piekle, to gdzie w tym wszystkim pozostaje miejsce dla Boga i Jego sprawiedliwości? 2. Jeśli nie istnieje „ogień Bożej miłości”, to jak w takim razie rozumieć słowa Świętego Izaaka Syryjczyka o tym, że „dręczeni w piekle są porażani biczami miłości”? Przecież według Marka Dądeli cierpienia piekielne są zadawane wyłącznie przez szatana i jego demony. Jak pogodzić te dwa stanowiska? 3. Co do argumentu, że to nie Bóg zadaje cierpienie w piekle, lecz sam człowiek ponosi konsekwencje swoich wcześniejszych wyborów – rozumiem, że człowiek doświadcza skutków własnych czynów i nie budzi to moich wątpliwości. Interesuje mnie jednak, podobnie jak w punkcie pierwszym, kwestia samego źródła tego cierpienia. Jeśli cierpienie piekielne nie pochodzi od Boga, a jednocześnie piekło nie jest „królestwem szatana”, to skąd ono właściwie pochodzi i jaki jest jego ontologiczny charakter w świetle teologii prawosławnej? Będę wdzięczny za możliwie konkretne odpowiedzi odnoszące się bezpośrednio do postawionych pytań, a także – jeśli to możliwe – za wskazanie źródeł patrystycznych lub dogmatycznych uzasadniających dane stanowisko. Wiktor

W odpowiedzi posłużę się cytatem z ostatniego rozdziału „Królestwa wnętrza” – pierwszego tomu dzieł zebranych biskupa Kallistosa Ware. Ten rozdział zaczyna się mottem autorstwa św. Izaaka Syryjczyka – „Bóg nie karze zła, ale je naprawia”, dużo wyjaśnia i „daje do myślenia”… Polecam lekturę całego rozdziału i całej książki.

Szczególnie zastanawiające jest u Izaaka jego pojmowanie piekła. Utrzymuje bowiem, że nowotestamentowe teksty mówiące o ogniu, robactwie, zewnętrznej ciemności i zgrzytaniu zębów nie powinny być pojmowane dosłownie, w ich fizycznym znaczeniu. Piekło czy Gehennę określa jako „intelektualne” lub „rozumowe”. Piekło to „skutek”, a nie „istota”, podczas gdy „ciemności zewnętrzne” to nie miejsce, lecz „stan braku rozkoszy prawdziwej wiedzy i komunii z Bogiem”. „Dojdzie do psychicznego płaczu i zgrzytania zębów, które są udręką o wiele trudniejszą do zniesienia niż ogień”. Tak więc ten odmienny od fizycznego i materialnego zgrzyt zębów oznacza wewnętrzną i duchową udrękę. […] Zdaniem Izaaka rzeczywiste katusze piekielne nie polegają na przypalaniu materialnym ogniem ani też na fizycznym bólu, lecz sprowadzają się do cierpień powodowanych wyrzutami sumienia, które u danej osoby pobudza świadomość, że odtrąciła miłość Boga:

„Twierdzę również, że nawet ci, którzy przechodzą piekielne męczarnie, zadręczani są biczami miłości. Cięgi zadawane biczem miłości – są to bowiem cierpienia tych, którzy uświadomili sobie, że przeciw niej zgrzeszyli – są większe i bardziej dotkliwe od męczarni powodowanych strachem. Ból nękający serce, które zawiniło wobec miłości, jest ostrzejszy niż każde inne cierpienie. Błędne są wyobrażenia, że grzesznicy w piekle pozbawieni są miłości Boga […] (albowiem) moc miłości operuje na dwa różne sposoby: tak samo jak w przypadku przyjaciół tutaj na ziemi, dręczy tych, którzy zgrzeszyli, a tych, którzy przestrzegali swych powinności, obdarza rozkoszą. Tak też jest i w piekle: wypływająca z miłości skrucha jest surową udręką.”

[…] Tak więc to, co święci odbierają jako niekończącą się radość, ci którzy są w piekle odczuwają jako rozdzierający ból. Bóg nie zsyła na nich cierpień, albowiem oni sami zadają sobie cierpienia przez to, że świadomie unikają odpowiedzi na Jego miłość. Jak zauważył Georges Bernanos: „Piekło zaczyna się kiedy przestajemy kochać”. „Dla tych, którzy nie osiągnęli jej we własnym wnętrzu, miłość Boża stanie się udręką”, pisze Włodzimierz Łosski. Wynika z tego, iż ci, którzy przebywają w piekle, zniewoleni są i uwięzieni przez siebie samych. Jak mówi C. S. Lewis,

Ostatecznie są tylko dwa rodzaje ludzi […] ci, którzy mówią Bogu „bądź wola Twoja” i ci, do których Bóg w końcu mówi: „Bądź wola twoja„. Był to wybór wszystkich tych, którzy są w piekle. Bez tego własnego wyboru nie byłoby żadnego piekła [… ] Wrota otchłani zamknięte są od wewnątrz„.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara