>












Od dziecka cierpię na silną nerwice natręctw którą zadaje mi wiele cierpienia, najgorsza jest ta która zakłóca mi moją duchową ścieżkę. Czy Pan Bóg specjalnie zadaje mi taki trud abym stał się silniejszy? Bazyli

Ująłbym to nieco inaczej i nie oskarżał bym Pan Boga o zadawanie „takiego trudu”. Opisana dolegliwość czymś/przez coś została spowodowana, złożyły się na to jakieś ludzkie działania czy zaniedbania. Pan Bóg szanuje naszą wolną wolę, którą nas obdarował i dopuszcza pojawianie się konsekwencji naszych działań/wyborów. Wielu świętych cierpiało na różne choroby czy dolegliwości, ale dziękowali za nie Bogu, bo przyjmowali je w taki sposób, że pomagały im w ich duchowej drodze. Pan Bóg nie dopuszcza jednak, abyśmy dźwigali brzemię, którego nie jesteśmy w stanie podźwignąć. Jak trafnie zauważa „opowieść o śladach na piasku”, w najtrudniejszych chwilach życia Pan Bóg niesie nas na Swych rękach. Z Bogiem wszystko staje się możliwe…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Od dłuższego czasu mam kryzys egzystencjalny w którym wiara zadaje jeszcze więcej pytań. Często zastanawiam się nad tym jakie echo po śmierci będzie miało to co robię w życiu. Jestem Handlarzem/Kupcem, często nurtuje mnie to czy np. Żołnierze czy Handlarze lub Rolnik czy inne zawody będą w Niebiosach miały taką samą egzystencję? Czy Żołnierz przez swoje poświęcenie będzie miał lepiej za swoje poświęcenie niż zwykły murarz? Czy poświęcenie jest wyłącznie szybszą i pewniejszą drogą do zbawienia? Często spotykałem się z innymi wiarami naszych przodków gdzie większość zajęć lub zawodów miała swoich Bogów lub swoje miejsca w zaświatach. Zawsze zastanawia mnie to czy to jaką funkcję pełnimy w życiu będzie miało wpływ na to jak będziemy mieć w zaświatach? Czy nie ma znaczenia kim jesteśmy w życiu a ważne czy wierzymy i robimy przez to dobre uczynki? Tomasz

Ważne jest nie to, kim jesteśmy, czym się zajmujemy, ale to, JAK wykonujemy swoja pracę, Jak żyjemy. W niebie tak samo cieszyć się będą zarówno wszyscy sprawiedliwi przedstawiciele wszystkich profesji, jak i bezrobotni. Z opowieści Jezusa Chrystusa o sądzie ostatecznym dowiadujemy się, że będziemy sądzeni za to, jak odnosiliśmy się do innych ludzi, czy ich w ogóle zauważyliśmy, czy próbowaliśmy im pomóc.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, życie duchowe



Czy można modlić się za przyjaźń/miłość konkretnej osoby? Czy taka modlitwa zostanie w jakiś sposób wysłuchana? Kasia

Możemy modlić się o wszystko, ale warto zauważyć „zawór bezpieczeństwa”, o którym mowa w niektórych modlitwach – „spełnij te prośby, których spełnienie mogłoby nam pomóc na drodze do zbawienia” (cs. ispłni wsia jaże ko spasiemiju proszenija). Ponadto, co równie ważne, w liturgicznych modlitewnych prośbach modlimy się „za wszystkich i za wszystko”, jednak nie „konkretyzujemy” – gdy na przykład modlimy się za podróżujących, nie prosimy, aby zdążyli na pociąg, czy samolot, ale stwierdzamy: „Panie zmiłuj się ” i przez to powierzamy ich opiece Pana Boga, który wie, co będzie dla nich lepsze – dojazd na czas, czy spóźnienie, niespodziewana przerwa w podróży, czy planowany powrót. Pan Bóg wysłuchuje wszystkie nasze modlitwy, ale warto zostawiać Mu „wolną rękę” co do ich spełnienia, bowiem wie najlepiej co komu do zbawienia potrzebne…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara



Jak Cerkiew odnosi się do istnienia klątw/uroków/przekleństw? Czy uznaje, że źli ludzie mogą posługiwać się demonami, by czynić krzywdę innym? Przy okazji chciałbym opisać historię związaną z moim aktualnym miejscem zamieszkania (stary drewniany dom). Niektórzy zareagowali na nią śmiechem i że niby mam omamy, ale jestem osobą zdrową psychicznie. W jednej izbie, kiedy spał mój ojciec to ciągle wzywał Jezusa na pomoc. Raz krzyknął: ‚Diable widzę cię, nie chowaj się’. A mój wujek został podczas ciemności natrząśnięty i szybko uciekł ze strachem. Ja podczas ciemności widziałem kilkakrotnie taką postać bardzo czarną, stylizowaną na śmierć z obrazków, którą znamy. I gdy mówiłem Psalm 91 to ona znikała. Bardzo wiele rzeczy się tutaj dzieje. Wiktor

W odpowiedzi na te pytania i opowieści wystarczyłoby wskazać na cerkiewną „Modlitwę nad domem dręczonym przez duchy nieczyste” (https://liturgia.cerkiew.pl/euch/egzorcyzmy/dom_dreczony.pdf). Polecam również lekturę Żywota świętego Antoniego Wielkiego – jest tam obszerny fragment o jego zmaganiach z demonami. Mowa tam m.in. o tym, jak wszedł do jednego z grobów i zamknął się w nim, „wróg […] przyszedł jednej nocy z całą gromadą demonów i zbił Antoniego tak bardzo, że głosu nie mógł wydać od zadanych razów, leżał na ziemi” (8).

Demoniczne siły wszelkimi (nie)możliwymi sposobami próbują odciągnąć, odseparować nas od Boga. Nasza obrona to modlitwa. „Nawiedzony” należałoby czym prędzej oświęcić, poprosić duchownego, aby przy tej okazji przeczytał również tę modlitwę. Swoistą tarczą obronną przed demonami jest regularne oświęcanie domów/mieszkań jordańską wodą święconą.   

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Czasem docierają do mnie opinie, że ślub prawosławnego z katolikiem zawarty w kościele jest dla prawosławnego nieważny. Od zawsze byłam uczona (i tutaj w odpowiedziach też tak czytałam), że uznawana jest ważność sakramentów pomiędzy wyznaniami, włączając nawet niekiedy sakrament kapłaństwa. Dlaczego niektórzy twierdzą, że małżeństwo miałoby być nieważne? Rozumiem fakt, że „każdy próbuje zachować wiernych przy swoim kościele”, ale dla osoby podchodzącej bardzo poważnie do Bożego Błogosławieństwa zawieranego związku takie opinie powodują stres i rozterki duchowe – sama jestem w takiej sytuacji, stąd to dla mnie sprawa dużej wagi. Monika

W PAKP taki ślub jest ważny.

Kategorie: ks. Piotr Makal, liturgika



Chciałem zapytać w jaki sposób prawosławny chrześcijanin może pomóc duszy bliskiej osoby będącej wyznania rzymskokatolickiego. Mateusz

Choć brakuje informacji w związku z czym potrzebna jest ewentualna pomoc, wskazanie na duszę podpowiada, że może to być problem duchowy, jakaś wewnętrzna rozterka. Na pewno warto rozmawiać z taką osobą, wspierać ją nawet samą obecnością i pamiętać o niej w swoich modlitwach. Jeśli problemu nie da(je) się rozwiązać samodzielnie/wspólnie warto rozważyć możliwość uzyskania większego wsparcia ‚z zewnątrz’. Własną osobistą modlitwę też też można ‚wzmocnić’ prosząc o molebien…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Jesteśmy małżeństwem od ponad roku. Dowiedzieliśmy się, że jedno z nas jest bezpłodne i nie ma żadnej metody leczenia aby uzyskać naturalną ciążę. Jak żyć ze świadomością braku potomstwa, jak odnaleźć sens dalszego życia? Proszę o odpowiedź jak Cerkiew podchodzi do problemu bezpłodności oraz adopcji? Katarzyna

W starotestamentowym narodzie wybranym bezdzietność małżeńska postrzegana była bardzo negatywnie, był to „dowód”, że to małżeństwo nie jest godne, aby z niego, czy z jego potomków mógł narodzić się zapowiedziany i wyczekiwany Mesjasz (Rdz 3,15). To dlatego Joachim i Anna (rodzice Marii Panny), Zachariasz i Elżbieta (rodzice Jana Chrzciciela) cierpieli „hańbę u ludzi” (por. Łk 1,25).

W prawosławnym chrześcijaństwie małżeństwo i monastycyzm to dwie „równoległe” drogi do zbawienia, do Królestwa Bożego. W obydwu przypadkach to przejawy męczeństwa, które oznacza gotowość oddawania życia jako świadectwa wiary, jednak nie tylko poprzez śmierć, ale też wskutek dzielenia się swoim życiem z innymi ludźmi. Ślubne korony to zarówno korony Królestwa Bożego, do którego prowadzi małżeństwo, jak i wieńce męczeństwa/zwycięstwa. Na początku małżonkowie oddają swoje życie sobie nawzajem, aby kontynuować dzieło męczeństwa/oddawania życia poprzez dzielenie się swym życiem z innymi ludźmi – nie tylko ze swymi dziećmi… Jeśli dzieci nie pojawiają się, a takich małżeństw jest coraz więcej, dalej mogą dzielić się sobą, oddawać życie innym ludziom. Znam małżeństwa, które ciągle są bezdzietne, albo przez kilka lub nawet kilkanaście lat pożycia małżeńskiego nie miały potomstwa. Jego brak nie (s)powodował, że  nie były w pełni prawdziwym małżeństwem…

Jedną z możliwości małżeńskiego męczeństwa/oddawania życia/dzielenia się sobą jest oczywiście adopcja. Jezus Chrystus powiedział: „Kto przyjmie to dziecko w moje imię, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmie, przyjmuje tego, który mnie posłał” (Łk 9,48). Warto więc rozważyć taką możliwość

Polecam lekturę tekstu bp. Kallistosa, „Ziarno Kościoła: powszechne powołanie do męczeństwa”. To 8. rozdział książki „Królestwo wnętrza”. Aby zachęcić i przekonać do lektury całego rozdziału (i całej książki) cytuję tu dość obszerny jego fragment.

Ascetyczna ścieżka ukrytego męczeństwa nie jest zarezerwowana jedynie dla mnichów i mniszek. Powołaniu do męczeństwa podlegają również ci, którzy prowadzą życie małżeńskie. Wspólne życie męża, żony i dzieci wymaga dokładnie takiego samego pozbycia się własnej woli, które św. Barsanufiusz porównał z przelaniem krwi. Wzajemna miłość, będąc radością i spełnieniem, wymaga również ofiary. Wszystko to wyraźnie widać w prawosławnym nabożeństwie sakramentu małżeństwa. Modlitwy mówią o radości, ale tym, co przedstawiają, jest radość krzyża, „radość, jaką odczuwała święta Helena, gdy odnalazła drogocenny krzyż Pański”. W kulminacyjnym dla tego sakramentu momencie koronacji narzeczonych, korony pojmowane są jako symbole zwycięstwa, wieńce chwały przeznaczone dla tych, którzy okazali się zwycięzcami w walce z grzesznymi namiętnościami. Jednocześnie są to również korony męczenników, albowiem bez wewnętrznego męczeństwa, bez dobrowolnie przyjmowanego cierpienia nie ma mowy o prawdziwym małżeństwie. Gdy zwieńczona koronami młoda para kroczy w powtarzanym trzy razy kręgu procesji, duchowny niesie przed nimi krzyż, a chór śpiewa hymn świętych męczenników, „którzy godnie znosili cierpienia i otrzymali wieńce chwały”.

Polecam również lekturę książki o. Johna Meyendorffa, „Małżeństwo w Prawosławiu. Liturgia, teologia, życie”, przekł. Krzysztof Leśniewski, Chełmskie Centrum Kultury Prawosławnej, Chełm 2022.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Ostatnio miałam sen, w którym rozmawiałam z Panem Bogiem. Byłam w ciemnym miejscu i szłam schodkami w górę do innego pomieszczenia. W tym pomieszczeniu na tronie siedział Pan Bóg, ale w pokoju było ciemno i oczywiście nie widziałam twarzy Pana Boga. Powiedział mi, abym przyszła do niego 10 września 2025 roku. W jaki sposób mogę interpretować taki sen? Niektórzy członkowie mojej rodziny mówią, że to może być zapowiedź mojej śmierci. Ewa

W odpowiedzi ciśnie się na usta ‚mądrość ludowa’: „Sen mara, Bóg wiara”. Nocne widzenia senne są odzwierciedleniem tego, co przeżywa(liś)my za dnia na jawie. Wszelkie tłumaczenia/objaśnienia snów wypadałoby uznać za niebezpieczne, ponieważ „mogą się sprawdzić” – ale nie dlatego, że były zapowiedzią tego, co się miało stać/stało, ale przez to, że uwierzyliśmy w tę „zapowiedź”. Tak samo jest z przeświadczeniem, że gdy czarny kot przebiegnie drogę, to spotka nas nieszczęście. Dzieci i dorośli twierdzą, że tak właśnie bywa, są na to „dowody”, ale dzieje się tak nie prze kota, ale wiarę w to, że może nastąpić czy nastąpi nieszczęście. W ten sam sposób „sprawdza się” też ‚przestroga’, że ‚nieszczęścia chodzą parami’. Trzeba uważać, w co się wierzy…!!!Ewentualny argument, że była to przecież senna rozmowa z samym Panem Bogiem potraktowałbym pytaniem: skąd pewność, że to Bóg? Czy wynika z tego, że go nie było widać, że siedział na tronie, w pomieszczeniu było ciemno…? Na jawie też to wszystko można podobnie albo i tak samo zainscenizować. Czy przez to, że było to we śnie, jest bardziej „wiarygodne”?
W prawosławiu wszelkiego rodzaju objawienia, widzenia i sny traktowane są ze skrajna wręcz nieufnością.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara



Moje pytanie dotyczy predestynacji, jaki jest pogląd prawosławia w tej kwestii. W internecie można znaleźć wzajemnie wykluczające się stwierdzenia. Niestety żadna z tych stron nie była strona związana z cerkwią. Czy prawosławie ma skonkretyzowane pogląd w tej kwestii, czy różnice w wyjaśnieniach na różnych stronach internetowych wynikają właśnie z braku jednoznacznego nauczania w tej kwestii? Z góry dziękuję za odpowiedź i chciałbym podziękować osobą prowadzącym sekcje pytań i odpowiedzi, ponieważ przypadkowe trafienie umożliwiło mi przynajmniej minimalne poznanie prawosławia, a z każdą chwilą czuję, że być może to ta nauka prowadzi do Chrystusa. Dominik

Prawosławne chrześcijaństwo zdecydowanie odrzuca nauczanie o predestynacji. Bóg wie o przyszłości każdego człowieka, bowiem ‚z perspektywy wieczności’ widzie zarówno przeszłość, teraźniejszość, jak i przyszłość. Nie oznacza to jednak, że to Pan Bóg zdecydował o tym, co kogo czeka. Będą to konsekwencje decyzji, wyborów, działań każdego z nas. Przeszłości nie da się już zmienić, ale ‚z perspektywy wieczności’ przyszłość ciągle się zmienia w zależności od podejmowanych przez nas działań, albo naszej bezczynności. Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, częścią obrazu Bożego w każdym z nas jest wolna wola, którą Pan Bóg nas obdarował i którą szanuje ‚aż do bólu’ – do niczego nas nie zmusza, nikogo nie zbawi ‚na siłę’… Polecam lekturę wykładu bp Kallistosa Ware, CZY DOPUSZCZALNA JEST NADZIEJA NA ZBAWIENIE WSZYSTKICH? w pierwszym tomie dzieł zebranych pt. Królestwo wnętrza.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara



Jak dobrze pokutować za grzechy: 1. mój największy problem, to grzech pychy, podbijania swojego ego, wywyższania się pod innych (gł. w myślach)?, 2. wewnętrzna chciwość (myśli)? 3. koncentracja na „bożkach” (dobra materialne, rzeczy, też dawniej inna religia), zamiast na Panu Bogu? Czy pokuta powinna być uczyniona na zasadzie odwrotności? 1. Umniejszania siebie, bezinteresownych działaniach dla innych?, 2. jałmużny. 3. wyrzeknięcia się dóbr, wybierania rzeczy najprostszych, wspierania dzieł ewangelizacyjnych? Mateusz

Pokuta kojarzy się z karą (rzymscy katolicy mówią o potrzebie zadośćuczynienia), podczas gdy w naszym pojmowaniu są one chorobami duszy i trzeba z nimi walczyć jak z chorobami . Wspomniane sposoby działania są jak najbardziej wskazane w niezbędnej ‚terapii leczniczej’, ale zalecałbym również, aby przystąpić do misterium spowiedzi, którą nazywamy zarówno „lecznicą” (cs. wraczebnica), jak i misterium pokajania. Pokajanie (gr. metanoia) to z kolei „głębokie zrozumienie” tego, jakim się stałem przez to, że zgrzeszyłem i tego, jaki powinienem się sta(wa)ć przez to, że zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Osób. Chodzi m.in. o to, aby przy spowiedzi nie ograniczać się do wyliczania popełnionych grzechów, ale jeszcze przygotowując się do tego misterium/sakramentu, próbować zrozumieć/dowiedzieć się dlaczego tak właśnie postąpiłem czy ciągle postępuję. Polecam lekturę wykłądu bp Kallistosa Ware, Chrystus – Lekarz: prawdziwe znaczenie spowiedzi i namaszczenia świętym olejem – to jeden z rozdziałów książki Misteria uzdrowienia.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Strona 4 z 172« Pierwsza...23456...102030...Ostatnia »