Prezentujemy Państwu obszerny wywiad, którego greckiej gazecie Kathimerini (20 stycznia 2013 r.) udzielił zwierzchnik albańskiej Cerkwi arcybiskup Tirany Anastazy.
Prezentujemy Państwu obszerny wywiad, którego greckiej gazecie Kathimerini (20 stycznia 2013 r.) udzielił zwierzchnik albańskiej Cerkwi arcybiskup Tirany Anastazy. Odpowiedział na pytania dotyczące obecnej sytuacji geopolitycznej, odniósł się do przyczyn kryzysu wartości i roli, jaką powinna odgrywać Cerkiew we współczesnym świecie. Przypomniał, że to, co dzisiaj nazywamy kryzysem, tak naprawdę jest rezultatem naszego wcześniejszego postępowania. Arcybiskup Anastazy nawiązał także do napiętych ostatnimi czasy stosunków grecko-albańskich.
Władyko, jakie jest Wasze zdanie na temat kryzysu, który dotknął Grecję? Pomimo ogromnego bólu, który jest spowodowany kryzysem i dotyka milionów naszych współbraci, sądzę, że w ostatecznym rozrachunku może on być okazją do znaczącego odnowienia. Ci, którzy kiedyś zostali dotknięci przez ciężkie choroby, pamiętają, że pierwsza diagnoza, która mówiła o niebezpieczeństwie, wywołała też wielkie zaniepokojenie. Kiedy jednak rozpoczęło się prawidłowe leczenie, zmieniło się także nastawienie i choroba została przezwyciężona. Również i w przypadku kryzysu, który nas dotknął, potrzebna jest prawidłowa diagnoza, a co za tym idzie, odpowiednia procedura leczenia oraz cierpliwość pacjenta. Ostatecznie, ból, który nas dotknął, może nas wzmocnić, gdy się mu przeciwstawimy prawidłowo. Ciągle pamiętam o niemieckiej okupacji, która była przyczyną ogromnych ludzkich nieszczęść. Wtedy, jeszcze jako dziecko, zacząłem rozumieć bezwzględność naszego świata. Cierpieliśmy bardzo, lecz zmobilizowaliśmy wszystkie nasze siły, głównie solidarność, i dzięki wierze udało się nam przetrwać wszystkie ciężkie próby. Jestem przekonany, że także i teraz wszystko skończy się pomyślnie. Wystarczy, abyśmy nie stwarzali nowych podziałów, które burzą całą strukturę pokoju.
Według Was, jest to problem ekonomiczny, czy może wraz z kryzysem wartości przyszedł także krach gospodarczy? Sądzę, że przyczyną jest kryzys wartości, bowiem obraliśmy błędną drogę. Kryzys ekonomiczny jest rezultatem pewnej ogólnej koncepcji myślenia o człowieku i przyrodzie. Opiera się ona na nieokiełznanym eudemonizmie, który prowadzi człowieka zupełnie inną drogą niż ta, którą proponuje chrześcijańska wiara. Nacisk, który był kładziony na wolność człowieka, został przeniesiony na bezwzględną wolność światowych rynków. Od wspólnoty wolnych osób doszliśmy do punktu, gdzie całe narody stają się niewolnikami grup bez twarzy, anonimowych handlowców z pieniędzmi, którzy regulują zza parawanu całą światową gospodarką. Mówiąc prościej, zapanowało wszechobecne zeświecczenie, które zepchnęło na bok wiarę w Boga, prawdę, sprawiedliwość i miłość. Bardzo często chrześcijańskie stanowisko odnośnie do jakichś problemów jest ironizowane. Doszło do przebiegunowania życiowych wartości: więcej bogactwa, więcej władzy, więcej komfortu; lekceważenie sprawiedliwości i solidarności.
Czy za ten stan rzeczy odpowiedzialne są jedynie polityczne i gospodarcze elity? Czy, być może, odpowiedzialność leży zarówno po stronie społeczeństwa, jak i po stronie każdego z nas osobno? Rzeczywiście, ogromną odpowiedzialność ponoszą ci, którzy przez lata rządzili państwem, gospodarką, mieli wpływ na edukację oraz na życie społeczne. Niemniej jednak, przykład ich postępowania przeszedł także na niższe warstwy społeczne. W ten sposób światło dzienne ujrzał pewien fenomen: w małych miejscowościach nagle pojawiły się setki niewidomych, w innych regionach setki głuchych, a jeszcze w innych miejscach tysiące emerytur pobieranych za nieżyjące już osoby. Odnosi się to do wszechogarniającej korupcji, która ukazuje ogólny upadek tradycyjnych wartości narodu i szacunku dla człowieka. Tak jak bardzo łatwo zarazić się wirusem grypy, tak o wiele łatwiej rozprzestrzenia się wirus bogactwa i zdegenerowania, który zaraża całe społeczeństwo.
Powszechne jest zjawisko, że w wielu krajach korupcja jest rzeczą nagminną: oszustwa podatkowe, defraudacje, nielegalne wzbogacanie się. Oczywiście, właśnie to jest matką kryzysu ekonomicznego. A jego korzenie sięgają jeszcze głębiej. Po pierwsze, zachłanność, chciwość wraz ze wszystkimi możliwymi odcieniami. Ci, którzy posiadają pieniądze, walczą, aby zdobyć ich jeszcze więcej. Ci, którzy nie posiadają pieniędzy, marzą, aby jak najszybciej się wzbogacić, i próbują zdobyć zbędne dobra konsumpcyjne. O tym mówi apostoł Paweł, chciwość i bałwochwalstwo, czyli odrzucenie prawdziwego Boga, a zwrócenie się ku nieistniejącym bożkom. Drugim korzeniem korupcji jest kłamstwo. Fiodor Dostojewski w dziele pt. Bracia Karamazow wkłada w usta starca Zosimy następujące słowa: Nie kłamcie. Głównie, nie oszukujcie samych siebie. Ten, kto okłamuje samego siebie i wierzy w to kłamstwo, dochodzi do punktu, że nie widzi żadnej prawdy, ani wewnątrz siebie, ani w innych ludziach. W ten sposób traci szacunek innych i w konsekwencji dla samego siebie. Nie mając szacunku dla nikogo, przestaje kochać, a nie mając miłości, staje się niewolnikiem namiętności i rozpusty. Trzecim czynnikiem jest egocentryzm. Mianowicie, kult własnej jednostkowej korzyści. Antidotum na tę zaraźliwą chorobę stanowi praworządność wraz z solidarnością i poświęceniem. Niestety, te cnoty zostały zamienione dzisiaj przez inne postawy.
Sądzę, że zauważacie, Władyko, wzrost przemocy na tle rasowym i ksenofobicznym w Grecji. Chcielibyśmy Was prosić o mały komentarz do tej kwestii. Przede wszystkim, chciałbym dodać, że ten problem nie odnosi się jedynie do Grecji. Osobiście jestem bardzo zaniepokojony tym zjawiskiem. Rasistowska przemoc jest zaprzeczeniem wspaniałej greckiej tradycji oraz chrześcijańskiego ducha i etosu. Szacunek dla każdego człowieka – niezależnie od pochodzenia i języka, szczególnie kiedy ktoś znajduje się w potrzebie i poddawany jest próbom – jest podstawowym przykazaniem Chrystusa. Rasizm zawiera chorobliwe poczucie nadmiernego wynoszenia siebie samego, ale także podświadomy kompleks własnej niższości. Żadna z tych cech nie pasuje do cywilizowanego człowieka ani do żadnego dojrzałego i roztropnego narodu. My, wszyscy, a szczególnie Cerkiew, jesteśmy zobowiązani do pielęgnowania i wzmacniania szacunku dla drugiego człowieka, także wyglądającego inaczej niż my. Szczególnie każda forma przemocy w imię religii czyni gwałt na tej religii. Powtarzam to nieustannie w Grecji, Albanii oraz na międzynarodowych konferencjach. Oczywiście, istnieje wiele przypadków, które pokazują, że imigranci nadużywają gościnności i posuwają się do przestępczych czynów. I takim zjawiskom należy się przeciwstawić stanowczo oraz poważnie, ale i roztropnie. Każdy, kto tęskni za braterską wspólnotą i sprawiedliwym społeczeństwem, jest bezpośrednio zobowiązany do przeciwdziałania każdej formie rasizmu oraz pracy na rzecz rozwoju społecznego, gospodarczego i duchowego. Dotyczy to zarówno naszego regionu, jak i całego świata. Tak, abyśmy wszyscy razem wzrastali duchowo.
Wydaje się, że ostatnio zgromadziły się czarne chmury nad generalnie dobrymi w ostatnich latach stosunkami grecko-albańskimi. Martwicie się, Władyko, że może dojść do zaognienia konfliktu? Zauważam ten problem i, oczywiście, cierpię z tego powodu i martwię się. Niemniej jednak, nie powinniśmy się ograniczać jedynie do zmartwień. Jest potrzeba rzetelnego i twórczego podejścia do tego tematu. Nie pozwólmy, aby dominowały skrajne głosy, które doprowadzają do wrogiego nastawienia i nienawiści między narodami. Większość rozumie, że w XXI wieku pomóc może jedynie harmonijna współpraca między narodami oraz wspólne ukierunkowanie. Przede wszystkim potrzebna jest duchowa trzeźwość, powściągliwość i konstruktywny dialog. Bałkany doznały w ostatnich czasach wielu nacjonalistycznych ataków nienawiści. W związku z tym, to, co jest wskazane w podążaniu wspólną drogą jednoczącej się Europy, odnosi się do wzajemnego zrozumienia i poszanowania. Osobiście wierzę, że ostatnie słowo nie będzie należało do nienawiści, lecz do miłującego Boga. A doskonała miłość usuwa lęk (1J 4, 18 – przyp. tłum.). Każdy lęk i strach.
Jako arcybiskup oparłem swoje życie i działalność na tym przeświadczeniu. Staram się także poprzez wierną, cierpliwą i systematyczną pracę dążyć do pokoju, pojednania i braterstwa między ludźmi i narodami.
Jaką rolę, Waszym zdaniem, powinna odgrywać Cerkiew w kryzysie, który dotknął Europę? Jest potrzeba bezpośredniego i systematycznego działania, aby rzeczywiście dać rozrzewnienie chorującym członkom społeczeństwa. Ma ono przyjść z każdej diecezji, parafii i instytucji cerkiewnej. Chwała Bogu, że zostały poczynione na tej płaszczyźnie odpowiednie kroki. Niemniej jednak, potrzeby są nadal ogromne, dlatego potrzebna jest powszechna mobilizacja. Tak więc, przedstawmy to. Cerkiew to nie tylko kapłani i cerkiewni urzędnicy. Wszyscy jesteśmy ochrzczeni. Bardzo się cieszę, gdy widzę różne laickie grupy, które wychodzą z oryginalnymi inicjatywami i działaniami, które mają za zadanie pomóc tym, którzy znajdują się w ogromnej potrzebie. Kryzysowi należy przeciwdziałać poprzez zwiększenie międzyludzkiej solidarności. Przy tym, jednocześnie, Cerkiew musi głosić profetyczne słowo, śmiało ganić swoich członków za nieprzestrzeganie ewangelicznych postaw; potępiać zarówno małą, jak i wielką korupcję oraz niesprawiedliwość w społeczeństwie. Odważnie krytykować wszelkie materialistyczne koncepcje i systemy, które skłaniają do niesprawiedliwości, a szczególnie do wywoływania kryzysów ekonomicznych. Pamiętając przy tym, aby nie łączyć Cerkwi z polityką. Ekonomiczna samowola, korupcje i okrucieństwa rozkwitały w każdym systemie politycznym, czy to w kapitalistycznym, czy też w socjalistycznym.
Równocześnie, bardzo ważna jest samokrytyka wszystkich, którzy noszą na sobie jakąkolwiek odpowiedzialność za Cerkiew. Ostatnimi czasy dręczy mnie jedno pytanie: Jak naród, który w przeważającej większości uznaje siebie za prawosławny, doszedł do tego, że ignoruje tak elementarne zagadnienia jak uczciwość, konsekwencja, sprawiedliwość i prawda. Może ignorujemy ważność prawa, sprawiedliwość [gr. krisin, czyli sąd – przyp. tłum.], miłosierdzie i wiarę, a oferujemy dziesięcinę z mięty, kopru i kminku? (Mt 23, 23 – przyp. tłum.). Może pielęgnujemy jedynie zewnętrzną warstwę religijności, fantasmagorię świąt (niczym w Baroku), a pomijamy ciche i duchowe przysposobienie głębi naszej duszy, szczególnie złotą zasadę: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie (Mt 7, 12 – przyp. tłum.). Może pomijamy autentyczną wiarę, pokorę oraz bezinteresowną miłość. Chrystus powiedział wyraźnie: Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie (J 14, 21 – przyp. tłum.). Prawdziwa pobożność nie sprowadza się do marnowania czasu na rzeczy zewnętrzne, często zbędne i naganne, lecz wyraża się w sumiennym posłuszeństwie Bożej woli oraz przejawia się w uczciwości, powadze, szczerości i w uczynkach miłości.
Ostatecznie, zadaniem każdego człowieka jest pokajanie. Być może dla wielu zeświecczonych naszych znajomych słowo to ma odniesienie religijne i jest przestarzałe. Lecz my, którzy wierzymy w Chrystusa, wiemy, że jest to jedna z głównych chrześcijańskich zasad. Pokajanie ukazuje trzon nauczania naszego Pana: Nawracajcie się [gr. metanoeite – pokajajcie się – przyp. tłum.] i wierzcie w Ewangelię (Mk 1, 15 – przyp. tłum.). Tylko poprzez zmianę myślenia, poprzez zmianę naszego serca, możemy powstrzymać nasze przyzwyczajenia i namiętności, które zarażają nasze społeczeństwo. Tylko szczere i konsekwentne pokajanie jest rzeczywistą terapeutyczną pedagogiką, dzięki której będziemy mogli ujrzeć lepsze dni jako osoby żyjące razem we wspólnocie.
Chciałbym dodać jeszcze jedno. Cerkiew dzisiaj ma za zadanie zwiastować równocześnie optymizm i nadzieję. Podczas ciężkich prób smutku mogą wyłonić się rzadkie cnoty, które ukryte są w DNA prawosławnego ludu: wytrzymałość, opanowanie, umiłowanie prawdy, sumienność, altruizm, cierpliwość, przebaczenie, poświęcenie. Prawosławni powyższe cechy mają jakby na wyciągnięcie ręki, mogą je ujrzeć w niezliczonej liczbie świętych osób, ale i na przykładzie narodowych przywódców takich jak Makriyannis i Kapodistrias. Moim zdaniem, te charakterystyczne cechy zawierają swoiste antyciała, które przeciwdziałają zwodniczym tendencjom pojawiającym się w społecznym ciele. I powinny one dzisiaj aktywnie działać wraz z decydującym wkładem Cerkwi.
Za kathimerini.gr Tłumaczenie z jęz. greckiego Rafał Wawreniuk
— Rafał Wawreniuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.