Rozmowa z prawosławną Hinduską - Elesą Dalal.
Rozmowa z prawosławną Hinduską - Elesą Dalal.
Hinduska Rahda (Elesa) Dalal wychowała się w miejscowości Ahmadabad (stan Gujarat, Indie) w rodzinie wyznawców dżinizmu. Obecnie prowadzi działalność naukową w Stanach Zjednoczonych, jest doktorantką w Instytucie Sztuki i Architektury Islamskiej. Kilka lat temu Elesa została ochrzczona. Podczas pielgrzymki do Serbii poznała mniszkę Nektarię (McLees), której opowiedziała o swoim dzieciństwie spędzonym w Indiach, o tradycjach oraz obrzędach wyznawców dżinizmu, jak również o tym, w jaki sposób zwróciła się ku prawosławiu. W rozmowie brał udział również mąż pani Elesy, Amerykanin Symeon Branson, który jest również prawosławnym chrześcijaninem. Poniżej zamieszczamy fragment rozmowy, który ukazał się na łamach serwisu Pravoslavie.ru
Siostra Nektaria: Eleso, wychowała się pani w rodzinie dżinijskiej. Czy w sposobie, w jaki pani została wychowana było coś, co po latach poskutkowało pani przejściem na prawosławie?
Elesa: Nigdy nie zgłębiałam nauki wyznawców dżinizmu, głoszonej przez nich «świadomości doskonałej». Wierzyłam natomiast zawsze w osobowego Boga i zawsze byłam przeciwniczką oddawaniu czci idolom. Będąc jeszcze zupełnie młodą, modliłam do Tego, o którym myślałam, że jest Bogiem osobowym. Miałam wrażenie, że mnie słyszy.
Siostra Nektaria: Wychodzi na to, że zaczęła pani wierzyć w osobowego Boga nie wiedząc, że jest religia która głosi taką właśnie wiarę.
Elesa: Tak, doszłam do tego sama. Moja rodzina praktykuje w sposób czynny oddawanie hołdu idolom.
Dopiero kiedy przygotowywałam się do przyjęcia prawosławia, dostrzegałam wiele wspólnego między prawosławiem a dżinizmem, a mianowicie przebaczenie, modlitwę, wyrozumiałość, post, miłość do wszystkich. Istnieje szereg podstawowych założeń, które wydają mi się wspólnymi dla większości religii. Głównie te wspólne cechy pomogły mi w zostaniu chrześcijanką. Poznanie kwestii teologicznych, na przykład nauki o Trójcy, było nieco trudniejsze. Do tej pory w wielu kwestiach muszę prowadzić walkę z samą sobą. Staram się jak najwięcej poznawać i rozumieć, żeby iść do przodu. Chrześcijaństwo zawsze będzie wymagało poświęcenia. Wiele kwestii związanych z chrześcijaństwem nie przychodzi tak po prostu. W dodatku dorastałam w zupełnie innym środowisku kulturowym.
Symeon: Ciekawostką jest, iż twarze posągów mistrzów dżinijskich są przedstawiane w podobny sposób jak twarze na ikonach prawosławnych. W odróżnieniu od idoli hinduistycznych oraz buddyjskich «strażników świątyń» wyglądających groteskowo i drapieżnie, wyznawcy dżinizmu przedstawiają swoich proroków w większości w podobny sposób jak my przedstawiamy naszych świętych: są oni ascetyczni, nie z tego świata, pełni spokoju i pozbawieni żądz. Sposobem przedstawienia «drzwi postrzegania» w ikonografii prawosławnej są powiększone oczy, niewielkie uszy, nos i wargi; duże oczy to symbol skierowania do świata duchowego. Idole dżinijskie mają również powiększone oczy, powiększone uszy; symbolizują one doznanie objawienia.
Elesa: Ja z kolei widzę jeszcze jedno podobieństwo: jak w prawosławiu, tak również w dżinizmie monastycyzm odgrywa olbrzymią rolę w duchowej opiece, sprawowaną nad życiem zwykłych wierzących. Mnich to wzór, poprzez swe życie pokazuje drogę innym. W Indiach ludzie idą do monasterów dżinijskich ażeby wejść na drogę analizowania swojego życia. Ja z kolei, podczas pielgrzymek do monasterów serbskich, dopiero uświadomiłam sobie, jak ważne jest dla prawosławnego chrześcijanina zwiedzanie monasterów: tu człowiek przenika się głębiej w istotę prawosławia.
W Serbii dowiedziałam się o interesującej tradycji: każda rodzina ma świętego orędownika, którego się mianuje sławą. Ów święty opiekuje się wszystkimi pokoleniami rodziny albo rodu. Nie można go zmienić, nie można wybrać dla siebie innego świętego obrońcy. Ten święty orędownik był dany rodzinie wiele wieków temu, kiedy zostali ochrzczeni założyciele rodziny. Modląc się do świętych opiekunów, Serbowie modlą się za wszystkich zmarłych krewnych, także za tych ochrzczonych jako pierwszych. Coś podobnego ma również rodzina dżinijska. Jest to kuldewi; z reguły jest to bogini, którą cała rodzina wybiera sobie jako orędowniczkę. Mówię bogini, ale ten wyraz nie do końca właściwie oddaje to, czym jest kuldewi. Nie chodzi tu o zwykłe bóstwo rodzaju żeńskiego. Wyznawcy dżinizmu mają wiele małych proroków, wśród których są kobiety; są to ludzie, którzy dostąpili objawienia.
Siostra Nektaria: Czy miała pani jakieś trudności w zaakceptowaniu prawosławnego czczenia Matki Bożej?
Elesa: Nie, ponieważ coś podobnego do tradycji oddawania hołdu Matce Bożej istnieje w dżinizmie. Mówiąc dokładniej, jest w nim czczona matka Mahawiry, dwudziestego czwartego proroka. Miała ona wizję, że pocznie dziecko, które dostąpi objawienia i będzie przewodziło ludem. Ale Mahawira nie jest bogiem.
Było mi łatwo zaakceptować tradycję czczenia Marii, Matki Bożej, ponieważ już wierzyłam w Boga osobowego. Również Dekalog był mi bliski, ponieważ wiele z przekazań w nim zawartych uznają również wyznawcy dżinizmu. Natomiast niektóre przypowieści ewangelijne są podobne do historii z życia dżinijskich świętych i ich pouczeń. Wiele z tego, w co wierzą chrześcijanie, wydawało mi się już znane.
Siostra Nektaria: Matka Teresa odczuwała, że Zachód jest duchowo wyczerpany. Czy pani, jako mieszkanka Indii, również to odczuwa?
Elesa: Jasne. Szczególnie to się to odczuwa w Ameryce. Niestety, Hindusi również coraz bardziej «się westernizują»; wiele z naszych tradycji jest naderwanych indywidualizmem i pragnieniem wzbogacania się. W relacjach i czynach ludzie zaczynają odchodzić od tych norm społecznych, którymi się kierowano przez wieki.<…>
Symeon: Choć wartości zachodnie galopują dosyć szybko, religia nadal odgrywa w Indiach znaczącą rolę, co mnie bardzo zaskakuje. My, mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, jesteśmy pewni, że jesteśmy całkiem religijni i wolni jeśli chodzi o sposoby wyrażania swojej wiary. Ale w Indiach religijność jest dużo głębsza. I choć rozmaitych religii jest tam mnóstwo, każdy w sposób wolny wyraża swoją wiarę gdzie mu się chce i kiedy mu się zechce. Obok drzwi sklepu może się znajdować posąg bóstwa rodzinnego jego właściciela albo, jeśli gospodarz jest muzułmaninem, cytat z Koranu. Pewnego razu na ulicy wszedłem do niewielkiego pomieszczenia myśląc, że będzie to jadłodajnia. Okazało się natomiast, że była to mała świątynia, w której przechodzący oddają hołd bóstwu. Religia w sposób widzialny przejawia się jako część życia.
Z kolei w naszych «pluralistycznych» społeczeństwach zachodnich sprawiliśmy, że religia stała się sprawą prywatną i nie jest już akceptowane przez społeczeństwo mówienie czegokolwiek o niej publicznie. Jeżeli zaczniecie rozmawiać o swojej religii, ludzie natychmiast odbiorą to jako próbę nawrócenia ich na waszą własną wiarę. Nawet w kręgach akademickich! Wydaje mi się, że wcale nie jesteśmy pluralistyczni. Zewnętrznie jesteśmy prawie ateistami, ponieważ zwyczajnie nie dopuszczamy do rozmów o wierze.
Elesa: Chcę powiedzieć, że nigdy nie spotkałam w Indiach ateistów. Przypuszczam, że są tacy, ale nigdy ich nie widziałam.
«Badam islam, wierzę w Chrystusa»
Siostra Nektaria: Eleso, opowiedziała pani, że przyjechała pani do USA w celu pobierania studiów medycznych. Jak się stało, że zaczęła pani studiować sztukę islamską?
Elesa: W naszej rodzinie jest sporo lekarzy; co drugi jest lekarzem, «opanowane» są prawie wszystkie specjalizacje za wyjątkiem neurologii. Myślałam więc, że właśnie tym mam się zająć. Rozpoczęłam studia licencjackie z neuropsychologii.
Podstawowy program studiów obejmował m.in. historię sztuki. Chodziłam na wykłady ze sztuki zachodniej okresu od 1300 roku po współczesność. Można powiedzieć, że był to pierwszy mój kontakt z chrześcijaństwem. Nigdy dotąd nie czytałam Biblii. Zafascynowała mnie sztuka chrześcijańska, jej historia, jak również sama myśl, że istnieje kultura, o której prawie nic nie wiem. Poszłam na jeszcze jeden cykl wykładów z historii sztuki, później na jeszcze jeden, a na koniec na wykłady ze sztuki islamskiej. Dorastałam obok muzułmanów i znałam kulturę muzułmańską. Poczułam, że jest mi bliskie to, co stoi za pięknem sztuki islamskiej, mianowicie idea wspólnot muzułmańskich, medres oraz karawanserajów — miejsc dla modlitwy, odpoczynku oraz przyjmowania posiłków. Bardzo mi się to spodobało. Wydało mi się również pasjonującym to, że duchowość islamska wyraża się poprzez architekturę bez jakichkolwiek wizerunków. Wiadomo przecież, że sztuka chrześcijańska, jak również hinduistyczna i dżinijska jest wyjątkowo obrazowa: malowidła, freski, ikony, rzeźby.
Równolegle z uczeniem się historii sztuki poznawałam również wprowadzenie do medycyny. Wówczas dowiedziałam się o ukrytych i niezdrowych przyczynach, z powodu których ludzie dostają się do szkół medycznych. Dlatego stwierdziłam, że nie chcę, by moje życie było przepełnione czymś takim. Tak właśnie wybrałam sztukę islamska na rzecz medycyny.
Siostra Nektaria: Jak to współgrą z prawosławiem?
Elesa: Wielu zadaje mi to pytanie. Właściwie nijak. Owszem, jedno z drugim się nie łączy, ale to są odrębne kwestie — moja religia i moja specjalizacja naukowa. Badam wierzenia islamskie jako podstawę ich sztuki, ale nie jest to moją własną wiarą. Islamska duchowość nie jest mi bliska. Prawosławie połączyło mnie z kulturą chrześcijańską.
Jednak interesują mnie bardzo momenty, kiedy kultura islamska styka się z kulturą chrześcijańską. Rozumiem wówczas, na przykład, że wiele tradycji islamskich bierze swój początek w Bizancjum - z tego, co już istniało w świecie chrześcijańskim.
Siostra Nektaria: Wiele znanych pomników islamskich zostało zaprojektowanych przez bizantyjskich prawosławnych architektów.
Elesa: Oczywiście! Najbardziej znany przykład to meczet Kopuła na Skale w Jerozolimie. Tradycja mówi, że mozaiki meczetu zostały stworzone przez mistrzów bizantyjskich, których skierował cesarz w odpowiedzi na prośbę kalifa...
Studiowanie sztuki islamskiej zaczęłam jeszcze zanim zostałam prawosławną chrześcijanką; dlatego próbuje poznać dogłębnie obydwie kultury i wszystko, co dotyczy ich historii, ich różnic i ich sztuki. Bardzo się staram przybliżyć do prawosławnych ideałów pokory, miłości i wybaczania. Okrucieństwa wykazywały czasem zarówno strona islamska, jak i prawosławna. Ale powinniśmy się modlić i wybaczać. Nie powinniśmy rozpatrywać współczesnej działalności grupki muzułmanów jako przejawu całej tej kultury.
Co dotyczy mojej własnej tożsamości kulturowej, to nie mogę być nikim innym, oprócz bycia Hinduską. Czasem skutkuje to konfliktami. Kiedy przebywam w Stanach, ze wszelkich sił staram się pokazać moją hinduską twarz. A kiedy jestem w Indiach zachowuję się odwrotnie. Mam poczucie, że nie należę do końca do żadnej z kultur. Tak samo jest z islamem: oczywiście, bronię sztuki islamskiej, ale przy tym bronię również prawosławia, ponieważ jest to moja wiara. Kiedy ktoś mówi negatywnie o prawosławiu albo poniża islam, to staram się wyprostować sytuację, jeżeli mam na to wpływ, nie mówiąc przy tym o swojej wierze, tylko za pomocą wyjaśnień.
Prawosławie i ślub
Siostra Nektaria: Pamięta pani swoją pierwszą styczność z chrześcijaństwem?
Elesa: Tak. Przecież chodziłam w Ahmadabadzie do szkoły katolickiej. Nie mieliśmy obowiązku chodzenia na lekcje z Zakonu Bożego, czytaliśmy natomiast wszyscy razem rano i wieczorem «Ojcze nasz». Nie mieliśmy nic przeciwko temu, ponieważ w naszych szkołach hinduskich również są czytane modlitwy poranne i wieczorne. Przyzwyczailiśmy się do wspólnych modłów. Wśród nas było jedynie kilku katolików, większość natomiast stanowili hinduiści, wyznawcy dżinizmu oraz muzułmanie. Nie byliśmy pod presją chrześcijaństwa, dlatego kiedy podawali nam jakiś informacje odnoszące się do innej religii, ignorowaliśmy to. W Indiach w szkołach nie uczą religii. Dzieci uczą się religii w domu, w świątyni albo z mnichami.
Siostra Nektaria: A jak poznała pani prawosławie?
Elesa: Po raz pierwszy miałam styczność z prawosławiem (nie odbierałam go wtedy jako religię) jako dziesięcioletnia dziewczynka. W naszym domu w Ahmadabadzie znalazłam kilka wydań Rider's Digest — almanachu, składającego się z wycinków z rozmaitych książek. Kupił go niegdyś mój ojciec. On miał wielką bibliotekę, ja z kolei bardzo szybko czytałam i «łapałam» wszystko, co mi się trafiało na oczy. Pewnego razu natrafiłam na życiorys rosyjskiego cara Mikołaja Drugiego i carycy Aleksandry. Ich historia wywarła na mnie ogromne wrażenie. Odczucie niezwykłości ich życia chodziło za mną cały czas. Później czasopismo zagubiło się. Bardzo tego żałowałam. To nie była zwykła utrata książki. Myślałam, że straciłam cząstkę siebie. Czułam z nimi jakąś niewytłumaczalną więź.
O prawosławiu dowiedziałam się od Symeona. Poznaliśmy się podczas prac na wykopaliskach w Cezarei Nadmorskiej w Izraelu, prowadzonych przez Uniwersytet w Maryland. Cezarea Nadmorska była miastem Heroda. Uczestniczyliśmy w wykopywaniu świątyni Romy i Augusta. Symeon był wolontariuszem z Uniwersytetu w Oklahomie. Zaczęliśmy wspólnie zwiedzać różne świątynie. Zaczęliśmy od świątyni Grobu Pańskiego, potem zwiedziliśmy te, o których wiedziałam z kursu historii Bizancjum. Te świątynie interesowały mnie jako pomniki historyczne. Nie koncentrowałam uwagi na ich treści chrześcijańskiej.
Poznając Symeona coraz bliżej, wywnioskowałam, że nie zakłada związania swego losu z człowiekiem o innej religii. Dlatego stwierdziłam: owszem, nie mogę wiedzieć do czego doprowadzi nasza przyjaźń, trzeba jednakże poznać prawosławie. Chciałam lepiej je poznać, później zaś podjąć decyzję: przyjąć albo odrzucić. Jednakże Symeon nie prosił mnie o to.
Bez niczyjej pomocy wybrałam przez Żółte strony świątynię pw. Jana Chrzciciela w Waszyngtonie - rosyjską świątynię.
Symeon: Rzecz jasna, miałem nadzieję, że ona się mną zainteresuje, ale nie wywierałem nacisku. Porozmawiałem ze swoim ojcem duchowym. Powiedział mi: Prawosławny chrześcijanin nie powinien narzucać swojej wiary innym. Módl się za nią ale nie wciągaj. Jeżeli się zwróci do chrześcijaństwa, to decyzja powinna pochodzić z serca, nie zaś być uwarunkowana waszymi relacjami. Zresztą sam nie chciałem forsować wydarzeń; bałem się nawet krótkich rozmów o prawosławiu. A tak się chciało o tym pogadać!
Elesa (śmiejąc się): Cały czas. Nawet obecnie o czym byśmy nie mówili, zawsze powracamy do rozmowy o prawosławiu.
Napisałem wiadomość elektroniczną ojcu Wiktorowi Potapowowi: Nie jestem chrześcijanką, ale interesuję się chrześcijaństwem. Co by ojciec poradził? Odpowiedział: Niech pani przyjdzie na Liturgię. W następny weekend spotkałam ojca George'a Johnsona, księdza mówiącego w języku angielskim. Powiedział mi, że mógłby prowadzić ze mną w niedziele rozmowy o charakterze katechetycznym.
Siostra Nektaria: Czy miała pani już wtedy zamiar zostać katechumenką?
Elesa: Jeszcze nie.
Ojciec George był taki wspaniały. Bardzo się interesował wszystkimi aspektami mego życia, które mogłyby mi pomóc na drodze do Cerkwi. Dzięki temu wszystko się przyspieszyło. Przez pierwsze półtora miesiąca chodziłam jedynie na wieczernie oraz Liturgie - poznawałam nabożeństwo. W niedziele po kawie siedzieliśmy i rozmawialiśmy przez godzinę albo dwie o prawosławiu. Potem jechałam do domu, dzwoniłam do Symeona i mówiłam: Słuchaj, oto czego się dziś dowiedziałam. Byłam niesamowicie zainteresowana i to było fajne, ponieważ wszystkiego dowiadywałam się sama...
W ten sposób minęło kilka tygodni i ojciec George zaproponował mi bym została katechumenką. Powiedział: Bycie katechumenem nie oznacza bycia chrześcijaninem, ale będą już w twojej intencji modlić się na Liturgii. Tak właśnie zostałam katechumenką, ale nie powiedziałam o tym Symeonowi.
Te wydarzenia doprowadziły do konfliktu z moją mamą. Nie chciała nawet myśleć o moim przejściu na chrześcijaństwo. A ponieważ Symeon jest chrześcijaninem i białym, również nie mogła znieść faktu, że wyjdę za niego za mąż. Cerkiew pw. Jana Chrzciciela po raz pierwszy zwiedziłam w październiku, natomiast w styczniu problem z mamą był już dotkliwy. Każdy krok był coraz trudniejszy ale o. George zachęcał mnie abym nie zatrzymywała się, by nie robić pauzy. Odczuwał, że jest to pokusa na drodze przygotowania do chrztu. I niezależnie od tego, kiedy do niego podejdę, pokusa będzie cały czas obecna, a możliwe nawet, że będzie jeszcze bardziej uciążliwa. Byłam wytrwała, gdyż chciałam iść do przodu. Oczywiście, że to zbliżało mnie z Symeonem. Byłam świadoma, że jeśli się nie utożsamię z chrześcijaństwem w tym czy innym stopniu, to nie będę mogła iść z nim przez większą część jego życia.
Siostra Nektaria: Czy istnieje jakiś związek między wrażeniem po przeczytaniu życiorysu cara Mikołaja i carycy Aleksandry a pani katechizacją?
Elesa: Tak, zastanawiało mnie, że znalazłam się w cerkwi, gdzie celebrowano po rosyjsku. Dopiero potem usłyszałam o tym, kto to są męczennicy oraz dowiedziałam się, że car został zamordowany jako pomazaniec na carstwo, że jest to postać mająca znaczenie symboliczne dla rosyjskiego Kościoła prawosławnego i narodu rosyjskiego. Zaczęłam czytać o rodzinie carskiej ponownie. Byłam szczególnie zdumiona jedną z historii - kiedy carowi pokazali nowy strój wojskowy dla żołnierzy, założył go i nosił go przez cały dzień, żeby sprawdzić samemu czy jest wygodny, zanim zostanie oddany do użytku przez wojsko. Pomyślałam: To dopiero jest car!
Nie umiem powiedzieć kiedy nastąpił moment, w którym stwierdziłam, że już jestem gotowa do chrztu. Nie było to wydarzenie po którym odczułam, że jakiś etap jest już za mną. Poznawanie życia Cerkwi jest procesem. Obecnie chodzę do pewnego księdza w Minneapolis. Tam jest bardzo przyjazna wspólnota, kontakt z nią jest dla mnie bardzo ważny. Gdybym nie znalazła takiego ciepła i życzliwości w świątyni św. Jana Chrzciciela kiedy zaczęłam poznawać Cerkiew, odwróciłabym się od prawosławia.
Zaręczyliśmy się z Symeonem za miesiąc przed moim chrztem. Mówiąc szczerze, dzień mojego chrztu był najgorszym w moim życiu. Dla mojej mamy był to wyjątkowo niemiły dzień. Tamtego dnia toczyłyśmy bitwę od samego rana.
Siostra Nektaria: Owszem, dla wyznawców dżinizmu jest to pewnie bardzo bolesne.
Elesa: To, że była tak zasmucona przeze mnie, bardzo mnie bolało. Byłam tak wycieńczona, że Symeon tego poranka kilkakrotnie zapytał: Wiesz, może masz jeszcze poczekać z tym chrztem? Odparłam: Nie, muszę to zrobić teraz; nie chcę jeszcze raz przejść przez ten ból. Wiedziałam, że jeśli z tym będę zwlekać to następnym razem będzie jeszcze trudniej. Nasze relacje z mamą się skończyły; to wszystko działo się w marcu, natomiast zaczęłyśmy ponownie rozmawiać dopiero w sierpniu. Dla niej mój chrzest był prawdziwym ciosem: rezygnowałam nie tylko z wiary, w której dorastałam, lecz również ze swojej społecznej tożsamości wyznawczyni dżinizmu. Wychodziłam za mąż za człowieka spoza swojej kultury, a przecież byłam jedyną córką swojej mamy. Rozumiałam to i chciałam, żeby ona odczuła, że mimo wszystko bardzo ją kocham, bez względu na te wszystkie zmiany.
Siostra Nektaria: Symeonie, a w jaki sposób pan polepszył swoje relacje z teściową?
Symeon: Dla niej to było wielkim wypróbowaniem, ale przez cały ten czas była ona w stosunku do mnie całkiem miła i życzliwa. To wszystko ją ewidentnie spustoszało, ale ani razu nie powiedziała o swoim niezadowoleniu. W pewnym momencie wszystko się obróciło. Stwierdziła, że tak właśnie miało być, natomiast ona powinna to jakoś tolerować. Obecnie mamy bardzo ciepłe relacje. Myślę o niej jak o własnej matce. A jaką niespodziankę nam sprawiła, kiedy przyszła na nasz ślub!
Prawosławne życie
Siostra Nektaria: Eleso, jak się zmieniło pani życie wewnętrzne od tej pory, jak została pani prawosławną chrześcijanką?
Elesa: Ogromne znaczenie miała dla mnie możliwość czytania Pisma Świętego, gdyż u wyznawców dżinizmu nie ma dostępnych dla mnie tekstów świętych. Pisma dżinijskie pisane są w sanskrycie; co prawda, czytam w tym języku, ale teksty są niesamowicie trudne. Dla właściwego ich traktowania należy się zwracać z wyjaśnieniem do mnichów.
Siostra Nektaria: Wyznawcy dżinizmu uważają, że te pisma były objawione, czy jednak są to rozważania filozoficzne?
Elesa: Jest to zwykła filozofia oraz komentarze do życia tirthankarów (ubóstwianych mistrzów dżinijskich - przyp. tłumacza); takie wskazówki: czego nauczali, co powinniśmy robić by dostąpić objawienia. Są to przekazania o miłości do bliźniego, wybaczaniu, pokorze. To wszystko stało się dla mnie bardziej klarowne po tym, jak przyjęłam prawosławie, ponieważ znalazłam przykłady w Ewangelii, w żywotach świętych. Podoba mi się, że wiem, jakim powinien być ideał i ile trzeba przejść w celu jego osiągnięcia. Posiadanie takiego chrześcijańskiego wzorca jest bardzo żyzne.
Siostra Nektaria: Na Zachodzie wielu krytykuje chrześcijaństwo za to, że jest «zbyt uporządkowane, drętwe, zbytnio moralizuje». Jednak pani ceni je właśnie za to.
Elesa: Dekalog jest mi bardzo bliski, ponieważ lubię porządek... Klarowność jest tym, czym prawosławie mnie przyciąga.
Siostra Nektaria: Widocznie, dla pani jest ważne nie czuć rozdarć wewnętrznych. Czy udało się pani scalić siebie jako chrześcijankę ze sobą w charakterze Hinduski?
Elesa: Nie do końca. W tej kwestii, podobnie do wielu Amerykanów, trzymam swoje poglądy religijne przy sobie, nie manifestując tego poprzez sposób życia. Jest kilku hinduskich przyjaciół, studiujących ze mną na uniwersytecie, z którymi mogę rozmawiać nie ukrywając, że jestem chrześcijanką. Ale jest to niemożliwe przy kontaktach z moją rodziną albo przyjaciółmi z Indii, zresztą jak również z większością znajomych Hindusów mieszkających w USA. Moja wiara to moja strona amerykańska, w sensie kulturowym należę jednak bardziej do kręgu kulturowego wyznawców dżinizmu.
Siostra Nektaria: Podobne odczucie rozdwojenia często się obserwuje u wielu prawosławnych chrześcijan, którzy dorastali w odmiennym środowisku kulturowym. Podczas rozmowy z archimandrytą Danielem (Byantoro) z Indonezji o jego chrześcijańskim doświadczeniu rozmów z jego głęboko wierzącą islamską rodziną, powiedział: Po prostu nie rozmawiamy o chrześcijaństwie.
Jak głęboko pani posunęła się w pojmowaniu nauki chrześcijańskiej?
Elesa: Ponieważ zawsze wierzyłam w Boga osobowego, właśnie to zagadnienie było łatwe dla przyjęcia. Ale idea Trójcy była i nadal pozostaje trudną do ogarnięcia. Nawet nie wiem, w czym jest mój problem, nie mogę tego sprecyzować. Symeon oraz znajomi księża tłumaczą na różne sposoby, ale nadal to się w głowie do końca nie układa. Już przestałam o tym rozmawiać.
Siostra Nektaria: Dla wielu z nas idea Świętej Trójcy jest trudna do opanowania. Myślę, że to przyjdzie z czasem, a możliwe nawet, że dopiero w przyszłym życiu.
Elesa: Owszem, możliwe że tak właśnie będzie w moim przypadku. Czasem, kiedy czytam, myślę: A co jeśli Jezus Chrystus nie jest Bogiem; co, jeśli jest po prostu człowiekiem, a ja jestem na fałszywej drodze? Ojciec George powiedziałby, że jest to jedynie pokusa, ale boję się, że zostanę potępiona. A niekiedy przychodzi pomysł: A co, jeśli rzeczywiście powinnam być buddystką?
Siostra Nektaria: I co pani wówczas robi?
Elesa: Otwieram Ewangelię i czytam jakiś fragment krzepiący wiarę. Jeśli zaś nie mam możliwości czytania to mówię sama do siebie: Dobra, muszę nad tym się zastanowić, i skupiam się na tym chrześcijaństwie, które jest dla mnie najbliższe. W ten sposób kieruję się rozumem, a on z kolei przemawia do mnie, że jest coś, co muszę zrobić, i jest to, czego uczy chrześcijaństwo. Wtedy z czystym sercem kieruję się tym, nawet jeśli nie ma wszystkich odpowiedzi na «odwieczne pytania». Mam świadomość, że nie możemy całkowicie pojąć Boga.
Siostra Nektaria: Owszem. Szczególnie ciężko jest pani, gdyż pochodzi pani z zupełnie odrębnego środowiska i jest pani prawosławną chrześcijanką dopiero od trzech lat. Ale pani się modli, uczestniczy w życiu sakramentalnym Cerkwi i za pewien czas spojrzy pani na wszystko inaczej.
Elesa: Bardzo na to liczę. Czasami po prostu patrzę do góry i wzywam: «Pomóż!». Ze wszelkich sił staram się być uczciwą zarówno wobec swej wiary, jak i wobec swoich wątpliwości. Jeżeli w czymś udaję, to sama najbardziej z tego powodu cierpię.
Siostra Nektaria: A jak pani sądzi, czy może prawosławie zwracać się bezpośrednio ku hinduskiej mentalności i kulturze? Przecież za wyjątkiem chrześcijan św. Tomasza na zachodzie Indii wszyscy Hindusi, którzy przeszli na chrześcijaństwo, byli albo katolikami albo protestantami.
Elesa: Wydaje mi się, że prawosławie niesie bardziej, że tak powiem, surowy «kod»; posiada więcej obrzędów i tradycji. Uważam, że nie człowiek zwraca się do prawosławia, lecz w większym stopniu prawosławie zwraca się ku człowiekowi. Jest to śmiała deklaracja ale mam na uwadze to, że prawosławie przystosowuje się prawie do każdej kultury, co bardzo pasuje Hindusom. Byliśmy długo pod presją kolonializmu, który czasem działał również pod asekuracją chrześcijaństwa. Kolonializm próbował zmienić naszą kulturę, dlatego zachowanie naszego oblicza hinduskiego jest bardzo dla nas ważne. Prawosławie daje taką możliwość.
Symeon: Prawosławie nie wykazuje wobec kultury przemocy - przenika ono wgłąb kultury. Pragnie wziąć najlepsze co posiada określona kultura oraz ją przeistoczyć. W trakcie poznawania kultury hinduskiej znalazłem wiele rzeczy, które mogłyby mi pomóc, gdybym nie był prawosławnym. Na przykład to, w jaki sposób przyjmują błogosławieństwo od starszych jest podobne do tego, w jaki sposób przyjmujemy błogosławieństwo kapłanów albo jak rodzice w Biblii błogosławili dzieci kładąc im ręce na głowie. Oprócz tego u Hindusów istnieje hierarchia w rodzinie oraz we wspólnocie. I jeśli protestantyzm nie miał powodzenia w Indiach, to przyczyną tego był brak podobieństwa kulturowego. W protestantyzmie brakuje zewnętrznych przejawów błogosławieństwa, a jest to część ich kultury.
Siostra Nektaria: Eleso, może jest coś, co by pani chciała powiedzieć chrześcijanom?
Elesa: Chciałabym przywołać chrześcijan do wyrozumiałości i tolerancji, żeby nie osądzali ludzi o odmiennych poglądach religijnych za to, że nie idą za Chrystusem. Spróbujcie ich zrozumieć. Kiedy ich zrozumiecie to zobaczycie, że między nimi a wami jest coś wspólnego. Wtedy będziecie zdolni przyjąć ich kulturę i ich samych. Jest to bardzo chrześcijańskie i jest jedyną drogą, by ludzie, należący do innych religii usłyszeli o Chrystusie. Bez względu na to, że Hindusi, Chińczycy oraz Afrykańczycy w większości nie są chrześcijanami, jestem pewna, że wielu z nich ma doświadczenie objawienia Chrystusa w ich życiu - pewien rzeczywisty kontakt z Bogiem. Dlatego będziemy niesprawiedliwi, jeśli to doświadczenie zlekceważymy. Nie wiemy jak Bóg wchodzi w ich życie.
To wszystko mówię nie po to, by wyjść na politycznie poprawną. Nie należy rozpatrywać prawosławia przez pryzmat niesłuszności innych religii. Prawosławie stoi na swoim...
Źródło: pravoslavie.ru
— Andrzej Nieścierowicz, Katarzyna Karpiuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.