Cerkiew wznosi Krzyż nad światem, głosząc wszystkim: wasz grzech został odkupiony, wasza śmierć została pochłonięta, przyjdźcie i przyjmijcie życie wieczne. Nawet najgorszy i najbardziej zdeprawowany człowiek może okazać skruchę, uzyskać przebaczenie i stać się świętym.
W te dni Cerkiew obchodzi święto Podwyższenia Czcigodnego i Życiodajnego Krzyża Pańskiego. Święto to ustanowiono na cześć odnalezienia Krzyża przez świętą równą apostołom cesarzową Helenę, w IV wieku. Jak świadczą historycy cerkiewni, jeszcze setki lat później w dniu tego święta Krzyż uroczyście podnoszono, aby pokazać go ludowi.
Dla nas jest to zrozumiałe i naturalne. W naszej cywilizacji krzyż jest czczonym symbolem religijnym, a samo drzewo, na którym Chrystus poniósł śmierć dla naszego zbawienia, budziłoby w nas najgłębszy szacunek. Często jednak zapominamy, jak radykalnym przełomem jest takie podejście do Krzyża i jak głęboko zszokowani i zdumieni byliby ludzie współcześni Chrystusowi i apostołom, gdyby zobaczyli nas czczących Krzyż.
Nawet w naszych czasach pewien japoński buddysta pisał, że gdy po raz pierwszy ujrzał wizerunek Ukrzyżowania, był zdumiony i zszokowany: dlaczego ta religia uznaje za swój główny symbol Człowieka umierającego w mękach?
W czasach Chrystusa krzyż nie był uważany ani za symbol honoru, ani za źródło życia – wręcz przeciwnie, był narzędziem haniebnej egzekucji. Był to sposób pozbawiania życia, celowo opracowany tak, aby odebrać ofierze wszelką godność. Najpierw człowieka bito biczami, które rozdzierały jego ciało aż do kości, potem zmuszano go do wleczenia poziomej belki krzyża na miejsce egzekucji, a następnie przybijano go gwoździami za ręce i nogi – tak, aby gwoździe przebijały ośrodki nerwowe i powodowały maksymalny ból. Następnie podnoszono skazańca – tak, by był doskonale widoczny ze wszystkich stron – i pozostawiano go wiszącego w pozycji, w której, aby zaczerpnąć powietrza, musiał podnosić się na przebitych kończynach. Śmierć nadchodziła po długich godzinach, a czasem nawet po całodziennych mękach. Rzymianie dbali o to, by śmierć tych, którzy rzucali wyzwanie ich władzy, nie wyglądała ani chwalebnie, ani szlachetnie, ani pięknie.
I oto Chrystus ponosi najstraszliwszą i najbardziej odrażającą śmierć, schodzi na samo dno cierpienia i odrzucenia, do tych, którzy wydają się na zawsze zagubieni w otchłani grzechu i poniżenia. Umiera pośród dwóch łotrów, uznany za złoczyńcę, niewinny wśród nikczemników. Jak mówi o Nim prorok Izajasz: „Lecz on był zraniony za nasze występki, starty za nasze nieprawości. Kara dla naszego pokoju była na nim, a jego ranami zostaliśmy uzdrowieni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas zboczył na swą drogę, a PAN włożył na niego nieprawość nas wszystkich” (Iz 53, 5–6).
Śmierć i przekleństwo, które na siebie ściągnęliśmy przez nasze grzechy, On bierze na siebie, aby dać nam życie i błogosławieństwo. Mówiąc słowami świętego Andrzeja z Krety: „Jezus, Syn Boży, przemienił dla nas przekleństwo w błogosławieństwo. Krzyż nie jest już przedmiotem przekleństwa; klątwa została przybita do krzyża; Chrystus zniweczył klątwę i zesłał na nas błogosławieństwo”. On „zstąpił do piekła, szukając zagubionych” – jak mówi akatyst do Świętego Krzyża.
W ten sposób Zbawiciel czyni to nieznośnie przerażające narzędzie śmierci znakiem naszego zbawienia. Chrystus mówi o tym, że zostanie »wzniesiony« na krzyż, aby zbawić ludzi: „I jak Mojżesz podniósł w górę węża na pustyni, tak trzeba wywyższyć Syna Człowieczego, aby każdy wierzący w Niego nie zaginął, ale miał życie wieczne. Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby nikt wierzący w Niego nie zginął, lecz miał życie wieczne” (J 3, 14–16).
O jakim wężu na pustyni jest mowa? W Księdze Liczb, w rozdziale 21, czytamy o tym, jak jadowite węże zaczęły kąsać lud Boży na pustyni. Mojżesz zwrócił się do Boga, a „wtedy PAN powiedział do Mojżesza: Wykonaj jadowitego węża i umieść go na drzewcu. I stanie się tak, że każdy ukąszony, kiedy spojrzy na niego, będzie żył. Mojżesz wykonał więc węża miedzianego i umieścił go na drzewcu; gdy wąż kogoś ukąsił, a ten spojrzał na węża miedzianego, pozostawał przy życiu” (Lb 21, 8–9).
Podobnie jak wiele obrazów Starego Testamentu, miedziany wąż był zapowiedzią nadchodzącego Chrystusa. Tak jak na pustyni ludzie ukąszeni przez węże spoglądali na wzniesionego nad nimi miedzianego węża – tak i chrześcijanie, śmiertelnie ukąszeni przez grzech, spoglądają na Chrystusa i odnajdują zbawienie.
Wiara rozpoznaje w tym upokorzonym, opluwanym i ukrzyżowanym Człowieku - Pana, Boga i Zbawiciela, który woła: „Spójrzcie na mnie, abyście byli zbawieni, wszystkie krańce ziemi, gdyż ja jestem Bogiem i nie ma żadnego innego” (Iz 45, 22).
Cerkiew wznosi Krzyż nad światem, głosząc wszystkim: wasz grzech został odkupiony, wasza śmierć została pochłonięta, przyjdźcie i przyjmijcie życie wieczne. Nawet najgorszy i najbardziej zdeprawowany człowiek może okazać skruchę, uzyskać przebaczenie i stać się świętym – przykładów tego nie brakuje w żywotach świętych, począwszy od najbardziej znanego – łotra ukrzyżowanego po prawicy Pana. Jednak człowiek jest wolny – może też odmówić. Na tym polega tragedia i groza ludzkiego sprzeciwu: Bóg uczynił wszystko, Bóg posunął się do najbardziej radykalnych środków, złożył największą ofiarę, aby zbawić człowieka – ale człowiek może odmówić, odrzucić lub zignorować Jego dar.
Często widzimy krzyż – na kopułach cerkwi, w dziełach sztuki, a nawet w błahych ozdobach. Zazwyczaj nasze spojrzenie przesuwa się po tych wszystkich krzyżach, nie zatrzymując się na nich. Można jednak spojrzeć na Krzyż inaczej – nie jak na zwyczajny symbol religijny, nie jak na element architektury, ale jak na świadectwo tego, że Bóg poświęcił się dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia, i odpowiedzieć na to – skruchą, wiarą, uczestnictwem w sakramentach, przestrzeganiem przykazań. Wkroczyć na drogę życia wiecznego, do której wzywa nas Cerkiew.
Sergey Chudijev (tłum. Justyna Pikutin)
fotografia: jarek /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.