Szkot, Ukrainiec, Polka przez dziesięć dni pochylali się nad lipowymi deskami.
Szkot, Ukrainiec, Polka przez dziesięć dni pochylali się nad lipowymi deskami. Z drewna z wolna wyłaniał się Archanioł Gabriel Złotowłosy
Tajniki pisania ikon na obozie ikonograficznym w Bielsku Podlaskim zgłębiało jedenaścioro pasjonatów sztuki cerkiewnej. Zjechali nie tylko z całej Polski, ale też z sąsiedniej Ukrainy i dalekiej Szkocji. Obóz zorganizowało Policealne Studium Ikonograficzne w Bielsku Podlaskim (specjalizuje się w tym już od kilkunastu lat). Biorą w nim udział wszyscy chętni, bez względu na płeć, wiek, narodowość czy nawet wyznanie. Jest jednak pewien warunek.
- Nieważne do jakiego Kościoła należą uczestnicy warsztatów, ale mogą w nich uczestniczyć tylko osoby wierzące. Osoby innego wyznania niż prawosławie powinny mieć też zgodę księdza Leoncjusza Tofiluka, założyciela studium - powiedział nam Marcin Gościk, opiekun obozu. - Obóz przeznaczony jest głównie dla młodzieży, ale w tym roku dużo jest też osób dorosłych - katolików.
Cel obozu? Nie tylko zapoznanie uczestników z techniką pisania ikony, ale również uświadomienie wszystkim, czym właściwie jest ikona i jaką ma historię. Uczestnicy warsztatów nad swoją ikoną pod okiem ikonografów pracowali codziennie - po porannym nabożeństwie i wspólnym śniadaniu - aż do obiadu. Wszyscy odtwarzali tę samą ikonę - w tym roku był to wizerunek Archanioła Gabriela Złotowłosego. Po południu odbywały się zaś zajęcia teoretyczne i praktyczne oraz wieczorne nabożeństwo.
Czy można się nauczyć pisać ikony w dziesięć dni?
- Właściwie nie można - wyjaśnia nam Natalia Oniśko, ikonograf. - Ten obóz ma jedynie pokazać, jak wiele wymiarów ma ikona, że nie jest tylko dziełem sztuki. Niektórzy myślą, że jak mają talent plastyczny, to napisanie ikony to pestka. A to nieprawda.
Uczestnicy przyznają jej rację.
- Na pierwszym obozie nie dokończyłam swojej ikony - mówi Katarzyna Ryżko z Białegostoku. - Teraz przyjeżdżam tu co roku, by ćwiczyć rękę. W przyszłości zamierzam uczyć się w Studium Ikonograficznym.
Ikon się nie maluje, ale pisze, bo jest to Pismo Święte w kolorach - mówi Natalia Oniśko, ikonograf. - Najpierw trzeba wybrać odpowiednią deskę bez sęków (zwykle jest to drewno lipowe) i zagruntować ją klejem. Następnie ikonograf robi rysunek z reprodukcji, albumu albo starej ikony. Posiłkuje się przy tym kanonami przekazanymi przez Ojców Kościoła i tradycję, wiernie trzymając się pierwowzoru. Kolejne zadanie to przeniesienie rysunku na deskę (wciera się pigment w jedną stronę rysunku, a później odbija na desce). Następny krokiem jest pokrycie deski kilkoma warstwami kolorów - suchymi naturalnymi pigmentami. Emulsją łączącą jest żółtko z octem winnym. Wszystkie barwy mają wymiar symboliczny, np. zieleń oznacza Ducha Świętego, złoty - boskość, czerwony - miłość, męczeństwo lub otchłań piekielną. Ostatnim etapem jest napisanie, kogo ikona przedstawia, co równa się z jej wyświęceniem oraz pokrycie ikony olifą (olej lniany z komponentem). Autor nie umieszcza na ikonie swojego podpisu, bo według tradycji stanowi jedynie narzędzie w rękach Boga.
Pisanie ikon to dla uczestników przede wszystkim przeżycie duchowe. Podchodzą do tego z wielką pokorą i modlitwą, dlatego nad ikoną pracują w skromnym stroju - kobiety z obowiązkowo nakrytymi ramionami, często w chustkach na głowach. Według nich ikonograf ma wielką siłe oddziaływania, praktycznie jak ksiądz, tylko w inny sposób może przekazywać Świętego Ducha.
Założycielem Policealnego Studium Ikonograficznego w Bielsku Podlaskim w 1991 r. był ks. Leoncjusz Tofiluk. Nauka trwa tu cztery lata, a absolwenci otrzymują tytuł plastyka ze specjalnością ikonografa. Obecnie w studium uczy się 15 osób.
Źródło: Gazeta Wyborcza Foto: Mariusz Nikiciuk, Agnieszka Sadowska
— Anna Markowska
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.