I tak dojdziemy do Dni Męki.
I tak dojdziemy do Dni Męki. W ciągu tych trzech dni przypomni się nam cała Ewangelia. Czytania Ewangelii będą tak obszerne, że miejsca i wydarzenia, które przy powszedniej lekturze są tak oddalone od siebie, że nie spotykają się w naszej świadomości i w naszym sercu, nagle znajdą się obok, nabiorą nowych znaczeń.
A zatem kilka obrazów.
Zdrada Judasza... Z jakim strachem myślimy o Judaszu!
Uczeń Chrystusa sprzedał Go na śmierć (Mt 26,21,46-50,50). A czy zastanawialiśmy się kiedykolwiek nad tym, jacy my jesteśmy, jak dzień po dniu sprzedajemy Chrystusa? Nie dosłownie rzecz jasna. Jeżeli poprzez chrzest tak zjednoczyliśmy się z Chrystusem, tak staliśmy się z Nim jednym, że - używając Jego słów - "On żyje w nas, i my w Nim" ( J 14,20), to każdego dnia, kiedy siebie na gorsze zmieniamy, znieważamy, stajemy się obcy Chrystusowi - sprzedajemy Go. I dlatego, kiedy będziemy słuchać słów o zdradzie Judasza, popatrzmy na tę zdradę tak, jak człowiek patrzy na siebie w lusterku. Tak, on to zrobił. A ja sam ile razy sprzedawałem Chrystusa? I jak często można to robić - w myślach i słowach, swoim zachowaniem, życiem, jakby wewnętrznym odrzuceniem. Zastanówmy się nad tym także dzisiaj, kiedy spróbujemy milczeć przed własnym sumieniem i kiedy w Wielką Środę będziemy wspominać to straszne wydarzenie: uczeń sprzedał swego Nauczyciela na śmierć. Ja, który w Niego wierzę, w pewnym stopniu kocham i jestem Mu oddany, nawet nie w obliczu niebezpieczeństwa, lecz małej pokusy, odwracam się od Niego, jakby myśląc: wyjdź z mojej świadomości, wyjdź choć na chwilę z mego życia; jak syn marnotrawny powiedział swemu ojcu: umrzyj, żebym bez ciebie mógł żyć swobodnie (Łk 15,12).
A potem Mistyczna Wieczerza i Ukrzyżowanie Chrystusa (Mt 26,20-75; 27). Krzyż, na którym umiera Życie. Dla nas umiera, naszą śmiercią Ten, który jest nieśmiertelny, który został zabity moją śmiertelnością, a moja śmiertelność zakorzeniona jest w mojej grzeszności. Nieważne, że wokół mnie są tysiące tak samo grzesznych ludzi. Jeżeli byłby tylko jeden grzesznik, jego grzeszność - moja grzeszność rodząca śmierć, zabiłaby wcielonego Syna Bożego.
I Krzyż. Ukrzyżowany Chrystus mówił: wybacz im Ojcze! Oni nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34). A czy my wiemy, co czynimy? Kiedy myślimy o Chrystusie, tego nie rozumiemy, nie możemy sobie wyobrazić. Ale czy nie rozumiemy, co czynimy drugiemu człowiekowi, który ponosi destrukcyjne, zgubne, bolesne konsekwencje naszej postawy i zachowań? Czyż nie możemy zrozumieć, chociażby relatywnie, tego co czynimy Chrystusowi?
I tłum wokół tego Krzyża. Milczenie umierającego Chrystusa przerywane jest tylko kilkoma głosami. Obok Matka Boża, która ani słowem nie sprzeciwia się woli Bożej, śmierci Jej Syna, i milczący uczeń, który miłością jest tak związany z Chrystusem, że może przyjąć Jego męczeńską śmierć, nie broniąc Go, oddając swoją wolę Jego woli.
A wokół faryzeusze, uczeni w Piśmie, którzy skazali Chrystusa, i drwiący z Niego: "Mówiłeś, że jesteś Synem Bożym - udowodnij. Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża! Mówiłeś, że Bóg troszczy się o ciebie, że coś dla niego znaczysz - zejdź" (Mt 27,40).
I barwny orientalny tłum. Ludzie, którzy po prostu przyszli popatrzeć, jak umiera człowiek (tacy są także dzisiaj, dla nich to widowisko, po którym niespokojnie zadrży serce, ale nic ponadto).
Są też ludzie, którzy z nadzieją czekają, a nuż zejdzie z krzyża, bo wtedy bezpiecznie być Jego uczniem - On już będzie zwycięzcą, a Jego wrogowie zostaną rozproszeni. A inni myślą, byleby tylko nie zszedł z krzyża, bo jeśli zejdzie, będę musiał naśladować Jego naukę, przyjąć to straszne przykazanie o miłości aż po krzyż. "Nie ma większej miłości, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich" (J 15,13). Cały ocean przeżyć i być może cały ocean obojętności. Żołnierze, dzielący się Jego odzieżą (Mt 27,35) po prostu wypełniają rozkaz ukrzyżowania skazanego. Kim On jest, to już nie ich sprawa.
Zastanówmy się: gdzie w tym tłumie możemy odnaleźć siebie? Albo przenieśmy się jeszcze wcześniej, do pretorii, gdy żołnierze schwytali Chrystusa, żeby znęcać się nad Nim, kiedy zasłonili Mu oczy, bili po twarzy i mówili: "Powiedz, kto cię uderzył? (Łk 22,64). To nas napełnia strachem, ale z drugiej strony ileż razy ja sam (a wy prawdopodobnie także) jakbym ręką zakrywał oczy Chrystusowi po to, by postąpić bezprawnie: Zamknij oczy, nie patrz, pozwól mi postąpić według mojej woli, a ja potem okażę skruchę. A przecież to kłamstwo, żałosne, ale wstrętne kłamstwo! Zamknij oczy, nie patrz na mnie! Ale jeśli Bóg mnie nie widzi, to mnie już nie ma!
A potem grób, zejście do piekła - Bóg wypełniający sobą wszystko i Zmartwychwstanie Chrystusa. Tak, możemy zawsze świętować Zmartwychwstanie, gdyż w Zmartwychwstaniu jest zwycięstwo, ale jest i obietnica. Dopóki jesteśmy żywi, możemy stanąć w szeregach tych, dla których Zmartwychwstanie Chrystusa jest już ich wskrzeszeniem, początkiem nowego życia. Pomyślcie o apostołach - rozbiegli się wszyscy, prócz Jana nikt nie pozostał przy Chrystusie. I kiedy Chrystus został poprowadzony na sąd, Jan poszedł na podwórze arcykapłanów, był bowiem potraktowany jako przyjaciel domu, w którym teraz miano sądzić Chrystusa, w którym miał zostać osądzony na śmierć. Wszedł i Piotr, wprowadził go Jan. I Piotr, który chwalił się: Jeśli nawet inni wyrzekną się Ciebie, ja się nie wyrzeknę, a z Tobą na śmierć pójdę! - wyrzekł się Go trzykrotnie (Mk 14,66-72).
Jeżeli Piotr tak postąpił, cóż ja mogę powiedzieć? Nie grozi mi śmierć, ale ileż razy życiem, milczeniem wyrzekałem się Chrystusa? Jakie to straszne i bolesne, z jakim bólem myślimy o tym. Kiedy kochasz człowieka najprostszą, przyjacielską albo inną miłością, jak bardzo się wstydzisz, kiedy czasami wyrzekniesz się go milczeniem. O człowieku mówią głupstwa, a ja milczę. Człowiek jest w niebezpieczeństwie, a ja pasuję. Z Tobą gotów jestem i umrzeć - a kiedy nadeszła próba, Piotr wyrzekł się trzy razy. Piotr jednak przynajmniej się rozpłakał, kiedy padło na Niego spojrzenie Chrystusa, a my każdego dnia zdradzamy Chrystusa, wyrzekamy się nie słowem, lecz życiem tego że jesteśmy Jego uczniami, i kiedy Jego wzrok pada na nas z ikony, Jego głos dociera do nas z lektury Ewangelii, czy mięknie nasze serce, czy łzy napływają do oczu, czy przenika nas płacz?!
O to nad czym powinniśmy zastanowić się podczas postu i Wielkiego Tygodnia. I kiedy będziemy stać na nabożeństwach Wielkiego Tygodnia, gdzie i kim wtedy będziemy? Z kim będziemy w tym tłumie - z tymi którzy mają nadzieję, że Chrystus zwycięży za mnie i wszystko otrzymam bez wysiłku, strachu, starań? Czy też mamy nadzieję, że On zwycięży i wtedy będę wolny, by żyć zgodnie z własną wolą, to znaczy z wolą przeciwników Chrystusa? Czy też mogę obojętnie patrzeć na to ukrzyżowanie? Czy też w strachu stoję z Janem? Czy też jak Matka Boża, która oddaje Chrystusa na śmierć na krzyżu za moje zbawienie? Czy, jak uczniowie, uciekłem? Czy jak Piotr wyrzekłem się? Gdzie jestem w tym Wielkim Tygodniu?
Nie sądzę, że ktokolwiek z nas może diametralnie się zmienić, ale czyż nie zmienimy się ani trochę, kiedy będziemy wrastać w ten Wielki Post, kiedy w połowie postu będzie stać Krzyż przypominający nam cenę tego, czego może dokonać nad nami Pan, kiedy zmartwychwstanie Łazarza będzie dla nas obietnicą. Przecież wiemy, jaka jest cena jej spełnienia...
Za: „Przegląd Prawosławny” nr 4 / 2006 (http://www.pporthodoxia.com.pl/)
tłum. Ałła Matreńczyk
— oprac. Stefan Dmitruk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.