Życie śmiertelne pociąga za sobą nadzieję. Podczas gdy świeckość pokłada nadzieję w medycznej kontroli pewnej przyszłości, chrześcijańska śmiertelność opiera się na nadziei na wieczność w życiu Chrystusa. Asceza to coś więcej niż praktykowanie uważnej uczciwości wobec śmierci.
W „Drużynie Pierścienia” Petera Jacksona Arwena (elfka) mówi do Aragorna (którego kocha): „Wybieram życie śmiertelnika”. W fantastycznym świecie Tolkiena musi ona porzucić swoją elfią nieśmiertelność, aby poślubić człowieka. Wybiera życie śmiertelnika i teraz, podobnie jak mężczyzna, którego kocha, w końcu się zestarzeje i umrze.
Nie wybieramy życia śmiertelnika. Rodzimy się z nim. I to ma głębokie znaczenie.
W teologii zachodniej często pojawia się twierdzenie, że ludzie rodzą się z „grzechem pierworodnym”, co w swojej klasycznej formie oznacza, iż rodzimy się z winą odziedziczoną po Adamie i Ewie. Ponadto twierdzi się, że rodzimy się jako grzesznicy. Nie jesteśmy ani niewinni, ani dobrzy już od momentu naszego zaistnienia.
To twierdzenie teologiczne przybiera różne formy. Słyszałem je także w kontekstach pozateologicznych. Na przykład - jako podstawę rozumowania politycznego i walki z przestępczością. Świat jest niebezpiecznym miejscem.
Dla niektórych to rozumienie jest związane z „upadkiem”, z grzechem ludzkości w Ogrodzie. Jesteśmy przestępcami, którzy ponoszą sprawiedliwą karę za to, co zostało uczynione.
To nie jest wiara prawosławna.
Prawosławie formalnie nie naucza o „grzechu pierworodnym”. Przeciwnie, nauczamy, że ludzie są „śmiertelni”. To właśnie opisano w Księdze Rodzaju. Nie jesteśmy przeklęci „upadłą naturą”. Przeciwnie, umieramy: „W dniu, w którym zjesz z niego, umrzesz”. A świat, w którym teraz walczymy, jest światem „poddanym marności” w „niewoli skażenia”. Stworzenie również umiera.
Żyjemy życiem śmiertelnym. A z tym faktem wiążą się konsekwencje. Oto: „…aby przez śmierć [Chrystus] zniszczył tego, który ma władzę śmierci, to jest diabła, i uwolnił tych, którzy ze strachu przed śmiercią przez całe życie podlegli byli niewoli” (Hbr 2,14-15).
To w szczególności odnosi się do naszego duchowego zniewolenia (grzechu) przez lęk przed śmiercią. Rzeczywistość śmierci, w niezliczonych drobnych aspektach, jest chwilową formą zniewolenia. Gonimy za przyjemnością i uciekamy przed bólem. Nie lubimy bólu jako ochrony przed śmiercią wywołaną bólem. Wolimy przyjemność, ponieważ nie odczuwamy jej jak śmierci. Oczywiście przyjemność często jest niczym więcej niż zamaskowaną formą śmierci.
Mając to na uwadze, życie doczesne wymaga czegoś więcej niż mechanizmów bólu/przyjemności naszych ciał. Wymaga poziomu rozumu i dyscypliny, którą nazywamy cnotą. Musimy nauczyć się zwracać uwagę i podejmować decyzje, w tym takie, które wiążą się z pewną dozą bólu. W prawosławiu znane jest to jako ascetyzm, słowo oznaczające zmagania sportowe.
Dziecko musi być uczone nie z powodu grzechu pierworodnego, ale dlatego, że jest śmiertelne. Dzieci muszą nauczyć się patrzeć w obie strony przed przejściem przez ulicę i jeść niektóre pokarmy, które nie są zrobione z cukru. Muszą nauczyć się pewnej matematyki i pielęgnować ludzką umiejętność czytania. Muszą nauczyć się odróżniać dobro od zła i wybierać dobro. Każda kultura na ziemi w pewnym stopniu to wie. Bez cnoty (zdolności do konsekwentnego wybierania i czynienia dobra) cała kultura chwieje się. Jeśli myślisz, że to jakoś nam ostatnio nie wychodzi, to prawdopodobnie zauważyłeś, że nasza kultura chwieje się.
Życie śmiertelne oznacza naukę dobrego życia. Oznacza to również nauczanie tych, którzy przyjdą po tobie, by żyli dobrze. Oznacza również naukę dobrego umierania. Wśród mnichów istnieje powiedzenie: „Jeśli nauczysz się umierać, zanim umrzesz, nie będziesz musiał umierać, kiedy umrzesz”. To gra słów, która podkreśla śmiertelność naszego istnienia.
Święty Benedykt w swojej Regule powiedział: „Zawsze miej śmierć przed oczami”. Nie jest to makabryczna praktyka monastyczna, ale uczciwy, ludzki sposób życia. Nowoczesność, kultura, która przenika nasz świat, neguje śmierć. Nie potrafi nawet zorganizować godnego pogrzebu z obecnością ciała. Żyjemy w kulcie młodości, dążąc do tego, by pozostać młodym, wyglądać młodo, zachowywać się młodo, aż starość nas dopadnie i zostaniemy przeniesieni do miejsc, w których ukrywamy (i ignorujemy) chorych i umierających. To wspiera system marketingowy, który żeruje na tych, „którzy z powodu strachu przed śmiercią poddani są dożywotniej niewoli”. Nic dziwnego, że odnosi taki sukces.
Chrześcijański ascetyzm akceptuje fakt, że jesteśmy śmiertelni i musimy żyć życiem śmiertelnym. Dostrzega życie poza śmiertelnością w Zmartwychwstaniu Chrystusa, ale podobnie jak Chrystus, wybiera śmiertelność dla nieśmiertelności: depcze śmierć śmiercią. Depcze śmiertelność śmiertelnością.
Mam niewiele ponad 70 lat i śmiertelność zasiada ze mną przy stole podczas spotkań towarzyskich. Nierzadko wdaję się w rozmowy o wyborze miejsca i sposobu pochówku (to bardziej popularny temat, niż się spodziewałem). Życie śmiertelne niesie ze sobą myśli o tym, jak dobrze umrzeć. Życie cnotliwe niesie ze sobą myśli o tym, jak dobrze umrzeć dla siebie. Śmiertelność pociąga za sobą pokorę.
Co dziwne, życie śmiertelne pociąga za sobą nadzieję. Podczas gdy świeckość pokłada nadzieję w medycznej kontroli pewnej przyszłości, chrześcijańska śmiertelność opiera się na nadziei na wieczność w życiu Chrystusa. Asceza to coś więcej niż praktykowanie uważnej uczciwości wobec śmierci. Pozwala również światłu wieczności oświecić nasze dzieła.
Żyj tak, jakbyś miał umrzeć. Umieraj tak, jakbyś miał żyć.
Chwała niech będzie Bogu.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Glory to God for All Things
fotografia: DejanLazarevic /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.