30 maja 2008 r. – piąty dzień przesłuchań Międzynarodowego Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej - to był nietypowy dzień festiwalowy.
30 maja 2008 r. – piąty dzień przesłuchań Międzynarodowego Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej - to był nietypowy dzień festiwalowy. Do przerwy spokojnie, chóry śpiewały najlepiej jak potrafiły. Potem przed ołtarzem Soboru Świętej Trójcy w Hajnówce usłyszeliśmy to, czego chyba wszyscy oczekiwaliśmy – radosne wykonanie muzyki cerkiewnej, pełne witalności. Wszak to czas Paschy, Christos Woskresie!
Amatorskim Chórem „Wartenberger Kantorei” z Berlina, dyrygowała Natalie Miller.
- W Berninie mamy blisko 700 kościołów. Obok siebie funkcjonują trzy religie – ortodoksyjna, katolicka i protestancka. Moi chórzyści są przedstawicielami Kościoła Katolickiego i Protestanckiego – mówi Natalie Miller. - Nasz region, Wartenberg, jest partnerem Hajnówki, stąd z przyjemnością przyjechaliśmy na międzynarodowy festiwal. Cerkiew jest bardzo dobra akustycznie, a publiczność – życzliwa, przeżywająca muzykę cerkiewną. Organizatorzy festiwalu przyjęli nas ciepło, a to także ważne.
Chór zorganizowałam w 2001 roku. Teraz, po latach, jesteśmy jednym z największych chórów w Berlinie.
Ks. Alexandrel Barnea z Chórem „Theologus” Wydziału Teologii Prawosławnej Uniwersytetu im. A. J. Kuza w Jassy (Rumunia), do Hajnówki przyjechał po raz trzeci. Pierwszy raz uczestniczyliśmy w hajnowskim festiwalu w 1996 r., potem w 2001 r. W 1996 roku „Theologus” zdobył I miejsce w kategorii „chórów innych”.
- Studenci, którzy śpiewają w naszym chórze, są w Hajnówce po raz pierwszy, ponieważ „Teologus” składa się ze studentów, którzy przychodzą na wydział teologii tylko na cztery lata, więc skład chóru jest rotacyjny – tłumaczy ks. Alexandrel Barnea. - Śpiewamy przede wszystkim sercem. Staramy się również, aby ludzie nas słuchający, przeżywali chwile radości i szczęścia. Utwór „Tiebie pojem”, sprowadził na moje oczy łzy wzruszenia, ponieważ poczułem się jakbym był w czasie świętej liturgii. Dla naszych dusz, jak również dusz naszych przyjaciół z Polski wykonaliśmy liturgię słowa i liturgię dźwięku, bo naukę wiary przekazuje po pierwsze poprzez dźwięk, a po drugie – poprzez słowa. Dźwięk, jako coś, co podtrzymuje oraz to, co wzbogaca słowo.
- Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej jest znany w Rumunii, ale my także mamy swoje festiwale, również w maju – dodaje ks. Alexandrel Barnea. - U nas organizowany jest Festiwal Muzyki Bizantyjskiej. Jest to muzyka nieharmonizowana. Z tego, co wiem, w Polsce także są chóry, które bardzo dobrze radzą sobie z muzyką bizantyjską.
Podczas ostatniego, piątego dnia przesłuchań konkursowych, radośnie wystąpił Chór Wydziału Dyrygentury Uniwersytetu Pedagogicznego im. M. Dragomanowa w Kijowie.
Podczas tegorocznej edycji jeszcze nie było tak wesołej muzyki cerkiewnej. - Chrześcijaństwo na świecie, to przesłanie radości – stwierdza ks. protodiakon Dmitryj Bołgarskij, dyrygent chóru i profesor Uniwersytetu Pedagogicznego im. M. Dragomanowa w Kijowie. - Przeżywamy Zmartwychwstanie Pańskie, w którym niknie wszelki smutek wynikający z codziennego życia człowieka, z jego grzesznego losu. Jeśli to człowiek rozumie, wówczas właściwie odbiera etos Chrześcijaństwa. Stąd cerkiewne śpiewanie jest radosne, lekkie i niesie wolność każdemu, kto śpiewa i kto słucha. Dlatego zostałem specjalistą z zakresu „kijewskowo raspiewa”. Pierwszy raz przyjechaliśmy do Hajnówki na festiwal. Śpiewało się wspaniale, bo i cerkiew cudowna. Bardzo się cieszę, że mogliśmy tu wystąpić. Wasz festiwal jest znany na całym świecie, przyjeżdżają tu ludzie z różnych krajów, a dla nas, prawosławnych, to cześć i radość. Dwa lata temu prowadziłem seminarium w Jabłecznie, w którym uczestniczyli dyrygenci z niemal całej Polski. Wówczas ks. Michał Niegierewicz powiedział, że koniecznie powinienem przyjechać na Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej. W tym roku moje marzenie się spełniło, wystąpiliśmy podczas przesłuchań w waszym soborze. Tym bardziej, że radość i ciepło muzyki cerkiewnej śmiało przeciwstawia się cywilizacji zachodniej, gdzie, jak obserwujemy, coraz mniej Chrystusa.
- Ta hajnowska cerkiew jest zdecydowanie stworzona dla muzyki cerkiewnej – podsumowuje Żanna Gonczarenko, chórmistrz kijowskiego chóru studentów. - Bardzo lekko tutaj się śpiewa. Czuje się polotność zarówno dźwięku jak duszy. Kiedy przyszliśmy pierwszy raz do tego soboru, na próbę, nie mogliśmy się nacieszy jego pięknem. Dopiero potem zaczęliśmy śpiewać. Utwory wykonaliśmy radośnie, bo to przecież czas Paschy. Owszem, zaczęliśmy melodii bizantyjskich, ale utwory końca XVIII wieku, to właśnie radosna muzyka cerkiewna.
Ukraiński Chór Męski „Żurawli”, w hajnowskim soborze zaprezentował się po raz trzeci. Pierwszy raz śpiewał z Romanem Rebakowiczem, drugi z Romanem Radziwinowiczem. Tym razem koncertował pod batutą. Jarosława Wujcika.
- Ostatni raz uczestniczyliśmy w waszym festiwalu bodajże w 1998 roku – wspomina Jarosław Wujcik, dyrygent Ukraińskiego Chóru Męskiego „Żurawli”.
„Żurawli” śpiewali jak na Ukraińców przystało, energicznie i z kozacką werwą.
– Na pewno wiąże się to z innym postrzeganiem świata. Wystarczy popatrzeć na mapę. Zależy to od wszystkiego – słońca, powietrza, drzew, ukształtowania powierzchni i historii. Stąd Wołyń ma zupełnie inny sposób bycia i sposób śpiewu niż Białoruś.
- Jednak „Żurawli” z Polski, a jednak śpiewają inaczej, wesoło...
- Bo my południowcy. Chociaż mieszkamy w Polsce, czyli na północy, wywodzimy się z Bieszczad.
- Jak wam się dzisiaj śpiewało?
- Bardzo dobrze. Muzykę cerkiewną w tak pięknej cerkwi, przy wspaniałej akustyce, wykonuje się bardzo przyjemnie.
- Chór tworzą przede wszystkim amatorzy...
- Wśród nich mamy tylko jednego profesjonalnego śpiewaka. Poza tym są to ludzie różnych profesji i studenci. Chór liczy 30 osób, ale były lata, kiedy w składzie mieliśmy nawet 60 chórzystów.
- Centrala Związku Ukraińców w Polsce mieści się w Warszawie, stąd chór „Żurawli” z Warszawy, ale chórzyści de facto rekrutują się z całej Polski...
- Próby rozwiązaliśmy w ten sposób, że spotykamy się w dwóch grupach. Jest to grupa południowa, w której ćwiczą ci, którzy mieszkają na południe od Warszawy i raz w miesiącu zjeżdżają się do Przemyśla. Również raz w miesiącu, w Gdańsku, spotykają się chórzyści mieszkający na północy. Tak pracujemy. Potem zjeżdżamy się na koncerty i śpiewamy.
- Na co dzień nie wykonujecie muzyki cerkiewnej?
- „Żurawli” zawsze śpiewali muzykę cerkiewną, ale także muzykę narodową. Gdyby przeanalizować historię chóru „Żurawli”. Od początku i zawsze była muzyka zarówno cerkiewna, jak narodowa. Nasze koncerty składają z dwóch części – pierwsza, to cerkiewna, druga narodowa. Teraz powiedziałbym nawet, że zdecydowanie więcej wykonujemy utworów cerkiewnych. Wynika to ze wzrostu zainteresowania muzyką cerkiewną. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ jest mi bliższa właśnie muzyka cerkiewna.
Akademicki Chór „Bel Canto” Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Olsztynie, na hajnowskim festiwalu prezentował się 11 lat temu. Wówczas otrzymał I nagrodę. – Nie mam zwyczaju wracać na festiwale, gdzie kiedykolwiek wygrałem. Zrobiłem wyjątek, bo w chórze jest dużo nowych ludzi – mówi Jan Połowianiuk, dyrygent chóru „Bel Canto”. - To są oczywiście katolicy. Chcieli zobaczyć duch prawosławia, bo śpiewamy dużo muzyki cerkiewnej. Postanowiłem pokazać jak wygląda prawdziwe śpiewanie muzyki cerkiewnej, soborze prawosławnym, rzeczywiście przepięknym, w stylu bizantyjskim, z równie pięknym wnętrzem. Chórzystom powiedziałem - „zwróćcie uwagę na publiczność. Tu się nie klaszcze, nie bije się braw. Jeśli zauważycie, że niektóre osoby wręcz żegnają się, modlą się, to znaczy że dobrze, bo tak ma być. Bo to nie tylko koncert. Albo może inaczej – to modlitwa w formie koncertu. W zasadzie brakuje tylko celebransa, a to jest modlitwa, nabożeństwo”.
Jan Połowianiuk, pokazał wszechstronne umiejętności interpretacyjne Akademickiego Chóru „Bel Canto”. - To, trzeba modlitewnie, wykonywaliśmy modlitewnie – powiedział po koncercie Jan Połowianiuk. - Mam na myśli śpiew grecki, spokojnie, na głosy męskie, „Wieczery Twojeja tajnyja”, modlitwa przed przystąpieniem do świętej komunii. Natomiast Czajkowski, jako kompozytor muzyki romantycznej, wymagał romantycznej stylistyki interpretacyjnej. Romantyzm ma pewne uwarunkowania wykonawcze i my je po prostu pokazaliśmy. Rachmaninow, zawarł stare napiewy Prawosławnej Cerkwi, ale ubrał je w stylistyczny język początku XX wieku, podobny nawet do Szymanowskiego. Niektórzy mówią, że Rachmaninowa trudno wykonywać na autentycznym nabożeństwie, z powodu dużej skali trudności. Są też pewne wątpliwości, czy to nie jest muzyka koncertowa. Jeśli chodzi o Bortnianskiego, „Koncert nr 28”, jest to styl włoski. Fuga, kwestia pokazania tematu. Tak wykonuje się tę muzykę. Może prawosławni nie zawsze wiedzą, że przynajmniej przez 150 lat, muzyka prawosławna, była pod wpływem muzyki zachodniej, włoskiej. Ta stylistyka dominowała. Dopiero później, na przełomie XVIII i XIX wieku, stwierdzono, że nie tędy droga i trzeba szukać swojego, bizantyjskiego stylu. Dlatego powstała Imperatorska Kapela, dlatego Aleksiej Lwow i kolejni dyrektorzy tej Kapeli, którzy narzucali styl wykonawczy. Stąd właśnie „Wieczery Twojeja tajnyja”, spokojna, modlitewna. Meandry muzyki cerkiewnej były różne. Przez wiele wieków dominowały jednogłosowe monodie, słynny „znamiennyj raspiew”. Tak na dobrą sprawę, dzisiaj pokazaliśmy historię muzyki cerkiewnej w pigułce. Jeśli ktoś to zauważył, to na pewno doceni ten rodzaj prezentacji. Od starych śpiewów greckich, opartych na monodii, przez styl włoski, który pojawił się niczym rewolucja w muzyce cerkiewnej. Potem pojawił się Lwow i styl niemiecki, albo petersburski. W XIX wieku objawił się Czajkowski, po nim Rachmaninow, a Rewolucja Październikowa ucięła wszystko. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku na Wschodzie zaczęli się pojawiać nowi kompozytorzy. Właśnie na zakończenie naszego koncertu konkursowego pokazaliśmy taką panią kompozytorkę, już bardzo utytułowaną Łasię Diczko i fragment jej liturgii św. Jana Złotoustego. Czyli – „przekrojówka” w naszym wykonaniu.
Chórem Żeńskim Wydziału Muzycznego Moskiewskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, dyrygował Igor Stułow, który do Hajnówki przyjechał już trzeci raz.
- O hajnowskim festiwalu dowiedziałem się jeszcze w dzieciństwie – opowiada Igor Stułow. - W 1992 r., gdy miałem 10 lat, przyjechałem do Hajnówki w składzie chóru dziecięcego, którego dyrygentką była moja mama. W dzieciństwie dwa razy tutaj przyjeżdżałem jako chórzysta. Potem, w 2004 roku, na ten festiwal, tylko odbywający się w Białymstoku, przywoziłem inny swój chór, amatorski, mieszany. Jak widać, w Hajnówce bywam często i od dawna. Z pierwszych pobytów zapamiętałem piękny sobór. Ponownie przyjechałem na Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej, ponieważ w repertuarze mamy solidną liczbę muzyki cerkiewnej. Więc dlaczego nie? Pomyślałem, że byłoby ciekawie przyjechać na ten festiwal. Nie jest moim celem porównywanie obu gałęzi hajnowskiego festiwalu – w Hajnówce i w Białymstoku, gdyż w cerkwi jest diametralnie inne śpiewanie. Mnie się bardzo podoba, moim dziewczynom także. Poza tym Hajnówka, to ładne, ciche miasto i co ważne, ze zdrowym powietrzem. Podoba mi się także koncert w żwirowni w Puszczy Białowieskiej. Kiedyś było tylko ognisko, piknik, a teraz, po latach, organizatorzy wpadli na świetny pomysł prezentacji chóralnych w warunkach całkowicie naturalnych.
więcej zdjęć: www festiwal.cerkiew.pl
— Krystyna Kościewicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.