W dniach 1-11 sierpnia młodzież z parafii św.
W dniach 1-11 sierpnia młodzież z parafii św. Jana Teologa w Białymstoku wyjechała na wakacyjny wyjazd do Serbii. Skorzystaliśmy z zaproszenia naszych wieloletnich przyjaciół z chóru „Branko” w Niszu, którzy wcześniej kilkakrotnie gościli w Polsce i naszej parafii.
Pojechało 18 osób, większość po raz pierwszy odwiedziła Bałkany. Opiekunem duchowym i przewodnikiem wycieczki był ojciec Michał Czykwin. Za cel wyjazdu postawiliśmy sobie chęć przybliżenia i zapoznania się z serbskim prawosławiem, duchowością i kulturą oraz podtrzymanie naszej przyjaźni z prawosławną młodzieżą skupioną przy katedralnym soborze w Niszu. Nasza młodzież, która na co dzień śpiewa w parafialnym chórze chciała też zobaczyć, jak działa profesjonalny chór cerkiewny, a takim z pewnością jest „Brankov chor”- laureat wielu festiwali na świecie, w tym grand prix w Hajnówce w 2009 roku.
Nasza podróż wiodła przez Słowację, gdzie gościliśmy w zaprzyjaźnionej parafii św. Trójcy w Svidniku. Tu świętowaliśmy dzień świętego proroka Eliasza. Następnie był Belgrad. W stolicy Serbii zwiedziliśmy najważniejsze miejsca dla prawosławnych oraz te związane z serbską historią. W świątyni świętego Sawy - drugiej cerkwi na świecie pod względem wielkości - o życiu świętego Sawy i dziejach Serbii opowiadał nam ojciec Aleksandar Sredojević, znany serbski teolog i pisarz, który podjął nas poczęstunkiem.
Wieczorem 3 sierpnia udaliśmy się na południe do miasta Nisz, drugiego po stolicy miasta Serbii. Nisz to miasto z wiekową historią. Jako prowincja rzymska został założony jeszcze przed naszą erą. Tutaj pod koniec III wieku urodził się i dorastał święty cesarz Konstantyn Wielki. Przez ostatnie kilkanaście lat biskupem Niszu był Ireneusz, dzisiejszy patriarcha serbski, który błogosławił naszej pielgrzymce i jako biskup Niszu (wciąż sprawuje tę funkcję) był gospodarzem naszego pobytu - mieszkaliśmy w Centrum Kultury św. Sawy należącym do diecezji niskiej.
Pięciodniowy pobyt w Niszu obfitował w nowe doświadczenia. Same miasto z racji swej historyczności jest bardzo ciekawe. Zwiedzaliśmy cerkwie, monastery, zabytki i pomniki. Serbowie, którzy nas oprowadzali opowiadali o wspaniałej ale też bolesnej historii swego kraju i narodu. Dużo rozmawialiśmy o wydarzeniach z dalekiej przeszłości, ale też tych mniej odległych i jakże trudnych i bolesnych dla Serbów, jak wojny i bombardowanie Jugosławii w latach dziewięćdziesiątych minionego wieku. Widzieliśmy pomniki pomordowanych w czasie nalotu cywilów, bo Nisz był ważnym celem w strategii ówczesnych agresorów.
Myślę, że największe wrażenie na pielgrzymach z Polski zrobiła „Wieża Czaszek”, swoisty pomnik, symbol i lekcja serbskiej historii w jednym. W 1804 roku w Serbii wybuchło pierwsze wielkie powstanie przeciwko Turkom. Nisz był ważnym punktem w strategii obu stron. W 1809 roku na pobliskim wzgórzu zwanym Czegar rozegrała się wielka bitwa. Serbscy powstańcy, których było wielokrotnie mniej niż Turków, dzielnie stawili opór i zadali dotkliwe straty Tureckiej armii. Gdy bitwa miała się ku końcowi a ostatnich stu powstańców było otoczonych przez wroga, serbski dowódca wojewoda Stefan Sindzielić wysadził się w powietrze w pobliskiej prochowni zabijając zastępy wroga, które próbowały zdobyć ostatnią twierdzę powstańców. Rozsierdzony turecki pasza rozkazał obcinać głowy poległych powstańców, obdzierać je ze skóry i wypychać słomą. Taki „dar” wysłał do sułtana jako dowód swojej władzy w Serbii. Z czaszek powstańców nakazał zbudować wieżę - przestrogę dla tych Serbów, którzy chcieliby kiedykolwiek uwolnić się z pod tureckiej okupacji. Tak powstała ponad 5-metrowa wieża, której ściany tworzy prawie 1000 ludzkich głów.
W okolicach Nisza odwiedziliśmy wiele monasterów, między innymi słynną Rawanicę, gdzie pokłoniliśmy się nienaruszonym relikwiom świętego męczennika księcia Łazarza Kosowskiego. Przy relikwiach świętego Łazarza rozpoczęliśmy ważny temat i wyzwanie, a mianowicie historię i znaczenie dla Serbów Kosowa i Metochii. Nasza parafia w sposób szczególny związana jest z tą świętą ziemią, to z Metochii i monasteru Zocziszte przybyły do nas relikwie świętych lekarzy Kosmy i Damiana. Naszym pragnieniem było odwiedzić ten monaster i całe umęczone Kosowo.
Do Zocziszte pojechaliśmy na trzy dni. Przełożony klasztoru ojciec Stefan wraz z pobliską parafią - serbską enklawą Velika Hocza przyjęli nas ciepło i serdecznie. Przez kolejne dni odwiedziliśmy najważniejsze monastery w Kosowie i Metochii. Byliśmy w patriarchacie w Peć, Deczanach, Gorioczu i oczywiście w Zocziszte. W niedzielę wzięliśmy udział w uroczystościach dziewiątej rocznicy powrotu z wygnania serbskiej miejscowości Osojane.
Młodzież z polski mogła na własnej skórze przekonać się o trudnym i tragicznym losie Serbów z Kosowa i Metochii. Młodzi Polacy modlili się, śpiewali nabożeństwa i uczestniczyli w duchowych rozmowach z mnichami i mniszkami z tutejszych monasterów. Żyli, jedli i rozmawiali też ze zwykłymi ludźmi oraz z młodzieżą, która w Kosowie pozostała. Wydaje się, iż takie doświadczenia służą najlepiej poznawaniu drugiego człowieka oraz narodu i z pewnością dały i dają wiele do myślenia młodym ludziom z Polski.
Prawie dwutygodniowy wyjazd do Serbii minął bardzo szybko. Wszyscy wzbogaceni duchowo z żalem opuszczaliśmy Bałkany. I choć nie był to wyjazd rozrywkowy i z pewnością uciążliwy, ze względu na daleką drogę i napięty program, wszyscy planowali już przyszłe wakacje. Oczywiście Serbia, jest przecież jeszcze wiele miejsc do zobaczenia, no i zawarte przyjaźnie - trzeba będzie odwiedzić znajomych.
Patrząc na tych młodych ludzi z Polski, którzy pierwszy raz odwiedzili Serbię, słuchając ich rozmów i opowieści o wrażeniach, nie mogłem oprzeć się wspomnieniu samego siebie sprzed ponad 10 lat, kiedy po raz pierwszy, jeszcze jako student, przyjechałem do Serbii i wybrałem się do Kosowa. Minęły lata, a ja wciąż wracam do Serbii i nie wyobrażam sobie życia bez świętego Kosowa. Mam nadzieję i nieodparte wrażenie, że serbskie Kosowo pozostaje w sercu każdego człowieka, który je odwiedza, dlatego myślę, że już nie sam, ale z tymi młodymi ludźmi będziemy tam wracać.
za: www.bacieczki.cerkiew.pl (na stronie więcej zdjęć)
— ks. Michał Czykwin
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.