Jako pierwszy, swój kunszt zaprezentował Hajnowski Chór Kameralny.
Jako pierwszy, swój kunszt zaprezentował Hajnowski Chór Kameralny.
Dyrygentka Ewa Barbara Rafałko.
Sześć lat temu, została pani nagrodzona jako najlepsza dyrygentka MFHDMC. Porównując tamten występ, a tegoroczny, kiedy lepiej się śpiewało?
- Trudno powiedzieć, bo zespół się rozwija. Myślę, ze każdym razem gdy śpiewamy, jest to nieporównywalne. Zawsze towarzyszą emocje tej chwili. Może teraz łatwiej nam się znaleźć w akustyce, bo troszeczkę więcej śpiewamy w miejscach wymagających, jak jest to w cerkwi. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że teraz lepiej, bo tak dojrzalej, z racji, że jesteśmy starsi, doświadczenia, które wspólnie przeżywaliśmy, bardzo zespół zjednały, zrównały w sensie emocjonalnym i potrafimy wspólnie pewne rzeczy przeżywać.
Czy inaczej się śpiewa w cerkwi niż w kościele?
- Nie. To zależy od cerkwi i od kościoła. Są różne cerkwie i różne kościoły. To tylko kwestia indywidualnej architektury, stylu. Może nam, chórowi, który działa przy parafii katolickiej, jest taki pierwszy odruch, kiedy po występie brakuje oklasków, cisza. Niemniej jednak nie mogę rozdzielić, czy w cerkwi śpiewa się lepiej.
Muzyka cerkiewna, to modlitwa. Czy chórzyści chcieli śpiewać w tym języku, nie woleli po łacinie?
- Nie, nie mamy żadnych obiekcji, żeby śpiewać w tym języku. Muzykę cerkiewną śpiewa się w języku, w jakim została napisana. Przekładanie muzyki cerkiewnej na siłę, na polski, czy na łacinę, to według mnie zbędny proceder. Modlić się można zawsze, w każdym języku.
Hajnowianin, Marcin Abijski, dyrygował Męskim Chórem Kameralnym im. Bogdana Onisimowicza z Supraśla.
Wiek XVI, XVII, to czasy, kiedy zagospodarowywano Puszczę Bielską i Puszczę Białowieską. To, co pan i pana chór prezentuje, jest sięgnięciem do korzeni. Jestem pod głębokim wrażeniem i dziękuję w imieniu słuchaczy. Pan stara się tak trudną muzyką Irmołogionu Supraskiego zainteresować innych. Co w niej pan zauważa, jako Marcin Abijski?
Dyrygent Marcin Abijski:
- Przede wszystkim to, że nie są to kompozycje autorskie. Nie są one owocem czyjegoś krótkiego natchnienia. Jest to muzyka, która kształtowała się na przestrzeni wielu, wielu wieków. Kościół, cerkiew, nabożeństwo, Liturgia, były takim katalizatorem. Zostawało to, co było odpowiednie, co nadawało się do nabożeństwa, a wszystko, co nie spełniało pewnych kryteriów, z biegiem czasu przestawało w cerkwi funkcjonować. Do dziś mamy tego przykłady we współczesnej muzyce liturgicznej, XIX-, XX-wiecznej, kiedy kompozytorzy pisali bardzo wiele utworów, a większość z nich znana jest dosłownie z kilku. Identycznie było w przypadku muzyki dawnej. Być może te utwory wydają się trudne, ale tak naprawdę, gdyby je zintegrować w ramach syntezy sztuk z liturgią, i usłyszeć je na Liturgii, to bardzo łatwo byłoby dojść do wniosku, że łatwiej jest wystać na nabożeństwie słuchając muzyki tego typu, niż muzyki koncertowej, która i tak naprawdę, na dłuższą metę jest trudna w odbiorze, wymaga troszeczkę innego podejścia, czasem przymknięcia oczu, skupienia się na akordach. Natomiast muzyka cerkiewna nie jest sztuką samą w sobie. Podczas Liturgii kapłan wygłasza ektenię, sprawowane są sakramenty, kadzenie, kapłani poruszają się po cerkwi. Tak więc bez Liturgii i nabożeństwa ta muzyka nie jest pełna. Warto by było usłyszeć ją podczas nabożeństwa i zasmakować wszystkiego, całej pełni syntezy sztuk Cerkwi prawosławnej.
Chór parafii św. Michała z Orli.
Dyrygent Dymitr Martynowicz
- Z chórem parafialnym, podczas festiwalu występowaliśmy czwarty raz. Jak poszło tym razem? Tak my śpiewamy. Znamy swoje miejsce w szeregu. To jest chór amatorski, parafialny. Śpiew, to przede wszystkim nasza modlitwa. Spotykamy się, żeby się modlić, a że czasami nas zapraszają, więc staramy się pokazać poza swoją cerkwią. Owszem, może mamy troszkę wiejskie naleciałości, ale tego się nie wyrzekamy. Nawet się szczycimy, że jesteśmy autentyczni. To jest nasza modlitwa, nasza rozmowa z Bogiem.
Chór żeński X Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku.
Dyrygentka Anna Olszewska
Jak udało się pani zachęcić dziewczyny do wykonania tak trudnej muzyki?
- Głównym powodem, że udało nam się tutaj wystąpić, jest moje zamiłowania do pięknej muzyki. Dziewczęta ufają mi i udaje mi się zaszczepić w nich miłość do tego stylu muzyki, który uwielbiam. Jestem katoliczką. U nas, w chórze śpiewa tylko pięć dziewcząt wyznania prawosławnego. Zarówno dla mnie, jak dla zdecydowanej większości dziewcząt była to naprawdę trudna muzyka. Pierwszą barierą, jaką musiałyśmy pokonać, był oczywiście język. Poza tym ja, jako dyrygent, musiałam zmierzyć się z pewnymi właściwościami, którymi muzyka cerkiewna się charakteryzuje, o których nie wiedziałam. Konsultowałam się z dyrygentkami, które zajmują się tą muzyką profesjonalnie. Ich pomoc była rzeczywiście niezbędna. Choć tak naprawdę, osoba która kocha, która chce miłość do muzyki, do Boga, przekazywać innym, obojętnie jakiego będzie wyznania, to doskonale sobie poradzi z każdą muzyką.
Gratuluję, że udało się pani stworzyć chór szkolny, który wystąpił na międzynarodowym festiwalu muzyki cerkiewnej.
Maria Heller, wicedyrektor X LO w Białymstoku:
- Chór powstał z potrzeby serca. Znalazłam świetną, ambitną dziewczynę. Zapytała jakie mam oczekiwania? Powiedziałam, żeby moje uczennice miały szansę rozwijania talentu, żeby swoimi występami uświetniały szkolne uroczystości. Pani dyrygent odpowiedziała, że bardzo jej zależy, żeby dziewczęta miały szansę obcowania z wielką sztuką, wielką muzyką, żeby miały szansę uczestniczenia w prestiżowych przedsięwzięciach artystycznych. W ten sposób zrodziło się coś, co przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Dzisiaj o godz. 11.30 skończyłyśmy maturę, wśród nas są dwie tegoroczne maturzystki, które ze mną pisały biologię, szybciutko spakowałyśmy nasze arkusze i przyjechałyśmy. Od dłuższego czasu obserwujemy hajnowski festiwal, nigdy nie miałyśmy odwagi wystąpić. Ośmielone sukcesami, które odnosimy, odważyłyśmy się w tym roku zgłosić nasz chór. W Ubiegłym roku szkolnym w naszym liceum powstała klasa o profilu wschodnio-słowiańskim. Nigdy nie wyprowadziliśmy z naszej szkoły języka rosyjskiego, będąc świadomymi tego, że jesteśmy województwem pogranicza. Uczymy swoich uczniów szacunku, tolerancji, otwartości na różnorodność. Skłoniliśmy się w stronę wschodniej kultury, muzyki, stąd nasza tu obecność.
Młodzieżowy chór soboru Świętej Trójcy w Hajnówce.
Dyrygent ks. diakon Marek Maciuka
Występ w roku jubileuszowym, 30 lat po rozpoczęciu pierwszego festiwalu, to chyba dodatkowa trudność?
- Zawsze ciężko jest śpiewać w swojej cerkwi, tym bardziej, że ludzie nas znają. Przygotowując się do festiwalu, przede wszystkim śpiewamy to, co na nabożeństwach. Repertuar nie jest specjalnie przygotowywany dla potrzeb festiwalu. Ale jednak festiwal mobilizuje i musimy się pokazać może nawet nie w stu procentach, ale dwustu procentach, ponieważ ludzie nas znają i oczekują, że zaśpiewamy coś ciekawszego. Tym bardziej, że jest taki jubileusz. W tym roku śpiewamy z młodzieżą. W ciągu minionych lat festiwalu, w większości śpiewał chór dorosłych, w tym roku postanowiliśmy zaśpiewać młodym składem.
Ci młodzi ludzie nie pamiętają pierwszych festiwali. Jak się urodzili, zawsze festiwal był.
- Tak. Urodzili się z festiwalem hajnowskim.
To ich chyba szczególnie mobilizuje?
Zawsze, co roku, pytają czy będziemy śpiewać podczas festiwalu. To zależy od różnych względów, nie tylko ode mnie, ale zawsze czekają, chcieliby śpiewać każdego roku. Póki są w Hajnówce, póki mogą przyjechać jako studenci.
Młodzieżowy chór parafii św. Jerzego w Białymstoku.
Dyrygent Anna Cyrkun
- W tym festiwalu bierzemy udział już trzeci raz. Śpiewało się bardzo dobrze. Tylko, oczywiście stres jest, żeby dogodzić sobie i publiczności. To bardzo trudne, ale staraliśmy się. Jak było, to oceni jury i publiczność.
Jak młodzi ludzie nastawiają się przed przesłuchaniem konkursowym?
- Próby są wzmożone, moim chórzystom zależy, aby pokazać swoje Podlasie, a muzyka prawosławna doskonale promuje nasz region. Stąd przed występami bardzo dobra mobilizacja. Tylko prosić Pana Boga, żeby tacy chórzyści jeszcze byli, byli i śpiewali.
Chór „Oktoich” Prawosławnego Ordynariatu Wojska Polskiego i cerkwi św.św. Cyryla i Metodego we Wrocławiu.
Dyrygent ks. diakon Grzegorz Cebulski
Ojcze, jestem pod wrażeniem rozpiętości czasowej, w której skomponowano utwory, jakie przedstawił chór „Oktoich”.
- Myślę, że nie byliśmy szczególnie oryginalni, bo akurat tak teraz wygląda w Cerkwi prawosławnej w Polsce, jeśli chodzi o muzykę, że już od dość dawna jest bardzo duże zainteresowanie wśród chórów parafialnych, katedralnych, powrotem do starej muzyki. Dlatego ona pojawia się w repertuarze.
Co to znaczy „stara muzyka”?
- To ta, która wyszła tu, z naszych prawosławnych, jagiellońskich korzeni. Czyli mamy takie centrum jak Irmołogion Supraski, jak monaster w Supraślu, mamy spuściznę kijowską, mamy jednocześnie podlaską, która przecież na początku też nie była wielogłosowa, tylko jedno. I I Bogu dzięki, że nasi bracia prawosławni zza wschodniej granicy dokonali rozszyfrowania Irmołogionu, pokazali Europie, światu, jak wspaniałe jest to średniowieczne dzieło muzyki wokalnej, nie odbiegające niczym od Chorału Gregoriańskiego, czy innych kompozycji tego okresu. Myślę, że każdy chór, który chciałby uduchowić jeszcze więcej swoją obecność śpiewną podczas nabożeństw, powinien posiadać w repertuarze właśnie to „starynnoje pienije”. Ono z trudem przebija się przez naszych wiernych, bo jesteśmy przyzwyczajeni do XIX wiecznego polifonicznego synodalnego śpiewu, który niewątpliwie jest piękny i bardzo użytkowy, bo praktycznie każdy, mający odrobinę talentu muzycznego, może go śpiewać. To oczywiście jest potrzebne i to z Cerkwi nie zginie. Natomiast jeżeli mamy okazję, to powinniśmy ten repertuar urozmaicać. Chór „Oktoich” pokazuje wszędzie tam, gdzie jest od 20 lat zapraszany, głównie w zachodniej czy południowej Polsce (gdzie prawosławie, delikatnie mówiąc, żyje w diasporze), że prawosławie to nie jest XVIII, XIX wiek i coś rosyjskiego, co przyszło do Polski, że nasze korzenie sięgają znacznie głębiej.
— Krystyna Kościewicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.