Trzeba było czekać ze trzydzieści lat, by na supraskie katakumby nie padał deszcz, nie rozsadzała ich zamarzająca woda i wandale nie niszczyli.
Trzeba było czekać ze trzydzieści lat, by na supraskie katakumby nie padał deszcz, nie rozsadzała ich zamarzająca woda i wandale nie niszczyli. W 1984 roku, kiedy na katakumby weszła pierwsza ekipa archeologów, chroniło je jeszcze sklepienie, pozostałość po cerkwi Zmartwychwstania Pańskiego, zbudowanej w latach 1533-1565 i zburzonej w latach sześćdziesiątych XIX wieku, bo nie nadawała się do remontu – tak wtedy uznano. Na pewno zbyt pochopnie. Odsłoniętego stropu z każdym rokiem ubywało, aż wreszcie w całości odsłonił 132 nisze grzebalne, które wybudowano w podziemiach cerkwi, wraz z kośćmi grzebanych w nich mnichów.
Najstarszemu zabytkowi na Podlasiu i jednemu z najcenniejszych tego rodzaju w Europie środkowej – jak określa jego wartość archeolog dr hab. Maciej Karczewski, który w ubiegłym roku z ekipą badał katakumby – już nie grozi szybka degradacja. Katakumby zostały przykryte. Ustawiono nad nimi dach. Jego drewnianą więźbę zrobiono w monasterze.
– Przy robieniu konstrukcji i jej ustawianiu na miejscu pomagali mnichom wierni naszej parafii i pielgrzymi – mówi archimandryta supraskiej ławry o. Andrzej (Borkowski). – Wcześniej prosiliśmy wielokrotnie konserwatora zabytków o zabezpieczenie tego miejsca. Kiedy to nie przyniosło rezultatów, sami wyłożyliśmy własne środki na tę inwestycję. Znaleźli się też dobrzy ludzie, szczególnie jedna bogobojna rodzina, którym zależało na ochronie naszego dziedzictwa i pomogli przy inwestycji.
za: www.przegladprawoslawny.pl
fot. Sławomir Kiryluk
— Anna Radziukiewicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.