Rozważania metropolity Limassol Atanazego na niedzielę o Sądzie Ostatecznym
W jutrzejszej Ewangelii o Sądzie Ostatecznym, Bóg pokazuje nam, jak przyjdzie w chwale, aby osądzić świat, przywrócić wszystko do właściwego stanu, a także mówi nam, że fundamentalnym kryterium na Sądzie będzie miłość, jaką okazaliśmy naszym braciom. Bóg opisuje nam ten przerażający obraz Swego Sądu Ostatecznego.
Mówi o tym w sposób obrazowy, ponieważ nic na tym świecie nie może dorównać wydarzeniom, które mają nastąpić. Kiedy mówi On na przykład, że "zasiądzie na tronie Swej chwały" (Mt 25,31) nie oznacza to, że będzie tron, czy to z drewna, czy ze złota, na którym zasiądzie; nie będzie też lewej i prawej strony, by Bóg umieścił jednych po prawej stronie, a drugich - po lewej. Jednak w ten sposób Chrystus objawia nam obraz nadchodzących wydarzeń tak, byśmy zdołali to sobie wyobrazić.
W Ewangelii mówi On, że kiedy przyjdzie w owym dniu i zasiądzie na tronie chwały, zgromadzi przed sobą ludzi, gdyż tak jak pasterz zna swą trzodę i oddziela owce na prawą, a kozły na lewą stronę. Owce są łagodne, niewinne i - że tak powiem - bardziej szlachetne niż kozły, które są uważane za nieposłuszne i buntownicze. W ten sam sposób Bóg dokonuje podziału ludzi i umieszcza jednych po Swojej prawicy, a innych po Swojej lewicy.
Bóg mówi jednym: "Chodźcie, błogosławieni Ojca Mego, odziedziczcie Królestwo przygotowane wam od Stworzenia Świata" (Mt 25, 34). Dlaczego?
- Ponieważ - mówi Pan - byłem przybyszem, a przyjęliście mnie, byłem ubogi, a pomogliście mi, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem w więzieniu, a odwiedziliście mnie, byłem chory, a zaopiekowaliście się mną, itd.
Oczywiście, że ludzie zapytają:
- Ale kiedy widzieliśmy cię głodnym, spragnionym, w więzieniu, przybyszem i zrobiliśmy to wszystko, o czym mówisz?
Zwróci się także do grzeszników, do tych po lewej stronie, a oni zadadzą to samo pytanie:
- Ale kiedy my, Panie, widzieliśmy Cię głodującym i nie daliśmy Ci jeść, kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i nie przyprowadziliśmy Cię do domu? - itd.
Chrystus wypowiada bardzo ważne słowa, które są kluczem odsłaniającym nam istotę czytanej Ewangelii. On mówi ludziom:
- W chwili, gdy uczyniliście to swoim braciom, uczyniliście to Mnie.
Innymi słowy: "od momentu, gdy nauczyliście się widzieć Mnie w obliczu drugiego człowieka, wszystko, co czynicie dla niego, odnosi się także do Mnie, Chrystusa - źródła miłości trudzącego się człowieka".
Chrystus kończy słowami: "I ci pójdą na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego" (Mt 25, 46). Historia ludzkości kończy się wejściem sprawiedliwych do wiecznego Królestwa Bożego i przejściem ludzi - którzy, niestety, będą dalecy od Boga - do wiecznej rozłąki i odtrącenia od miłości Boga.
Jutrzejszy fragment Ewangelii, choć wydaje się być bardzo srogi, jest w istocie niezwykle radosny, a zarazem bardzo poważny. Dlaczego jest on radosny? Ponieważ nasz Bóg zapewnia nas, że wszystko, co obecne, ma swój koniec. Dziś Chrystus zapewnia nas, że obraz tego świata jest przemijający, że wszystko przeminie, że nic nie pozostanie, i że bez względu na to wszystko, co dzieje się na tym świecie, Bóg przyjdzie, aby go osądzić i ocenić.
Oznacza to, że mądrość i czujność każdego człowieka polega na tym, w jaki sposób zdoła on wykorzystać teraźniejszość na swą korzyść w wiecznym Królestwie Bożym. Jako istoty ludzkie, każdy z nas może z korzyścią wykorzystać to, co ma: radość lub smutek, szczęście lub nieszczęście, bez względu na to, czy jest młody czy stary, bogaty czy biedny - cokolwiek posiada.
To do Chrystusa będzie należało ostatnie słowo w historii świata. Gdy Pan przyjdzie w chwale, odpłaci sprawiedliwie wszystkim i ustawi wszystko na właściwym miejscu.
Często ludzie zadają sobie słuszne pytanie: "Ale dlaczego jest tyle niesprawiedliwości na świecie? Dlaczego młodzi odchodzą z tego świata, dlaczego małe dzieci umierają z głodu, chorób, porzucone, dlaczego?" I wszystko wskazuje na to, że sprawiedliwi, rzeczywiście, znajdują się w gorszej sytuacji. Każdy z nas często znajduje się w sytuacji, w której ma wrażenie, że sprawiedliwość o nas zapomniała. I tak rzeczywiście jest. Zostało udowodnione, że świat jest taki, jak wszystko, co się w nim dzieje. Jeśli pozbawimy nasze życie kontynuacji w Królestwie Bożym, to ten świat rzeczywiście jest teatrem absurdu: mamy świat absurdalny, którego główną cechą jest niesprawiedliwość.
W takiej sytuacji czujesz, że naprawdę się dusisz, chcesz się zbuntować i zniszczyć ten świat. Dlaczego? Ponieważ niesprawiedliwości - którą masz przed oczami - nie da się zrozumieć ani wyjaśnić w żaden inny sposób. Jak można wytłumaczyć niesprawiedliwość człowiekowi, który został poniżony, który głoduje, cierpi, umiera, choruje, traci bliskich, jak można wytłumaczyć temu człowiekowi, co się dzieje, jeśli pozbawi się go świadomości i poczucia wiecznego Królestwa Bożego? To naprawdę niemożliwe.
Bez wieczności człowiek dosłownie dusi się w swym codziennym życiu. Chrystus jednak zapewnia nas, że obecne życie ma swój ciąg dalszy, i to taki ciąg dalszy, że teraźniejszość - jak mówią Św. Ojcowie - będzie jakby nieistotna. Jakby nie istniała. Św. Jan Chryzostom mówi: "Nie dziwcie się teraźniejszości, bo życie tego świata - to teatr, nasze życie - to teatr; przedstawienie się skończyło - skończyło się wszystko. I nie bądźcie rozczarowani tym, co widzicie, ale patrzcie szeroko, aby znaleźć rzeczywistość."
Również św. Bazyli Wielki zwraca się ze wspaniałym słowem do chrześcijanina: "Bądź uważny, gdyż jesteś wędrowcem, a nie mieszkańcem, idziesz, a nie żyjesz na tym świecie, jesteś w podróży, więc nie daj się zwieść, że usiądziesz gdzieś i powiesz: "Dobrze mi tu, więc tu zostanę!" Wtedy będziesz podobny - mówi - do tego, kto wsiada na statek, aby dostać się do pewnego kraju, ale zapomina dokąd zmierzał, statek zaczyna mu się podobać i postanawia zbudować dom na tym statku." Ale w pewnym momencie zejdziesz z niego, nie zostaniesz tam. Trzeba się przygotować, bo to tylko chwila naszego życia i to krótka.
To rzeczywiście radosna nowina tego tekstu ewangelicznego - to, co mówimy w Symbolu wiary: "Oczekuję zmartwychwstania umarłych" (cs. Czaju woskresienija miertwych). Czasownik "oczekuję" (cs. czaju) oznacza: z utęsknieniem czekam na godzinę, w której Pan przyjdzie i nastanie dla nas sprawiedliwość. Nie czekamy na Chrystusa, by ukarał On niesprawiedliwych, gdyż byłby to wielki błąd. Czekamy na Niego, ale nie po to, aby ukarał kogokolwiek, ale po to, aby nasza sprawiedliwość zapanowała na tym świecie.
Prawdziwa niesprawiedliwość ma miejsce nie wtedy, gdy jesteśmy niesprawiedliwi wobec innych, ale wtedy, gdy jesteśmy niesprawiedliwi wobec siebie i pozbawiamy się Bożej łaski. Kiedy jesteśmy pozbawieni łaski, wtedy rzeczywiście postępujemy niesprawiedliwie wobec samych siebie. Dlatego Chrystus jest naszą prawdą, On daje nam swoją prawdę i swoją obecność.
Dlatego Chrystus dzisiaj przekreśla teraźniejszość, uchyla zasłonę i pokazuje nam istotę naszej hipostazy i naszego ciała, aby nic z teraźniejszości nas nie złamało i nie pogrążyło w depresji i rozpaczy, ponieważ liczymy na Królestwo Boże, liczymy na wieczność, wiemy, że teraźniejszość to nie wszystko: jest jeszcze ciąg dalszy w Królestwie Bożym.
Inna kwestia. Osoba, która widzi ten fragment Ewangelii, może pomyśleć, że Bóg mówi o jakimś systemie społecznym, który troszczy się o ubogich, głodnych, uwięzionych i chorych. Oczywiście, Ewangelia ma również następstwa społeczne, ponieważ uczynki chrześcijanina są przede wszystkim uczynkami miłości. Chrystus wskazuje jednak na znak, który oddziela miłość ziemską od Jego miłości i mówi, że ponieważ "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście". On stawia Siebie na miejscu każdego człowieka, który stoi przed nami, który jest naszym bratem.
Pewien Abba mówi: "Błogosławiony człowiek, który patrzy na wszystkich ludzi jak na Boga. Jeśli widziałeś swego brata - widziałeś Boga swego, w obliczu swego brata widziałeś Samego Boga." Ponieważ człowiek kochający Boga, w swojej czystości, rzeczywiście widzi drugiego człowieka nie poprzez pryzmat jego słabości, ale tak, jak go stworzył Bóg, patrzy i widzi piękno stworzone na obraz i podobieństwo Boże, kocha człowieka i widzi, że jest on piękny i wartościowy.
Pozwólcie, że wam coś przypomnę, abyśmy mogli zrozumieć, jak wielkie znaczenie Cerkiew przypisuje obecności człowieka. Widzimy to w całym jej podejściu do każdego człowieka, ale szczególnie widoczne jest to w Piśmie Świętym. Kiedy Bóg stworzył człowieka, mówi się, że zobaczył Adama i rzekł: "Oto człowiek stał się jak jeden z Nas" (Rdz 3, 22). Bóg tak jakby pochwalił siebie i zachwycił się swym stworzeniem, bo zobaczył Swój obraz w człowieku.
Jak wiecie (bo przecież większość z was jest rodzicami), kiedy masz dziecko, ono jest podobne do ciebie i cieszysz się z tego. Patrzysz na nie i mówisz: "Jest podobne do mnie, ma moje cechy, tak jak ja, tak też i mama, i tata - jesteśmy porządni, radośni, jesteśmy dobrymi ludźmi". Tutaj rodzic widzi, że dziecko ma te cechy i cieszy się, bo widzi w nim siebie. Dziecko jest obrazem swego rodzica. W ten sam sposób, patrząc na swój obraz, na piękno Boże w człowieku, Bóg uradował się i rzekł: "Oto Adam stał się jak jeden z Nas".
Nawet w filozofii nasi starożytni przodkowie mówili o tym, jak ważną i piękną istotą jest człowiek, gdy jest naprawdę człowiekiem. To znaczy, kiedy ma w sobie to piękno, które stworzył Bóg, jest wyjątkowo dobry, piękny i cudowny. Dlaczego? Ponieważ posiada on całe piękno obrazu Boga. Ale ma też coś jeszcze. Drugą rzeczą, którą Bóg mu dał, jest możliwość upodobnienia się do Boga. Dlatego Chrystus mówi nam, że mamy być podobni do Ojca: "Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski, i miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Mt 5,48 ; Łk 6, 36).
Kiedy człowiek naprawdę dobrze wykorzysta obraz Boży, będzie dążył, by upodobnić się do Boga, to stanie się takim jak Bóg - to znaczy spojrzy na ludzi tak, jak dobry Bóg patrzy na Swoje dzieci, nie czyniąc żadnej różnicy i nie okazując żadnej małostkowości czy stronniczości. Bóg kocha wszystkich jednakowo; dla Boga nie ma zróżnicowania w Jego miłości do ludzi. Ale my czynimy rozróżnienia: kochamy Boga jedni trochę, inni bardziej, jedni częściowo, inni z całego serca. Będąc doskonałym, Bóg kocha nas wszystkich jednakowo, ponieważ jest naszym Ojcem. W ten sam sposób, człowiek Boży wszystkich bez wyjątku kocha jednakowo.
To sprowadza nas do kryterium, które Chrystus ogłasza, abyśmy nie zastanawiali się: "Czy kiedy umrę, będę z Bogiem? A gdzie będę, kiedy umrę? Co się ze mną stanie na Sądzie Bożym?". Aby pozbyć się tych pseudodylematów i pseudousprawiedliwień, On pokazuje nam kryterium i przynosi na sąd proste pytania. Mówi: "Słuchaj, nie martw się, jeśli będziesz postępował z miłością wobec każdego człowieka i widział Mnie w każdym człowieku, to osiągniesz zbawienie". Aby pokazać, że miłość do brata wynika z miłości do Boga.
Nie możesz mówić, że kochasz Boga, jeśli nie kochasz swego brata. Nie możesz mówić, że jesteś Bożym człowiekiem, jeśli nie możesz rozmawiać z innym człowiekiem. Komunikowanie się nie oznacza rzucenia mu kawałka chleba lub oddania mu tego, co masz w nadmiarze i zrobienia sobie reklamy, typu: "daję jałmużnę, rozdaję pieniądze". Bóg nie chce, aby tak było. Bóg porusza się w Swój własny sposób, chce, byśmy mieli Jego cechy. Oczywiście ludzie potrzebują dzisiaj chleba, jedzenia, pieniędzy i tego wszystkiego, ale przede wszystkim potrzebują miłości, która nie jest czymś abstrakcyjnym, ale najbardziej żywym uczuciem, jakie człowiek nosi w sobie.
Jeśli zapytamy, czym jest człowiek, możemy podać jedną prostą definicję. Pismo Święte mówi nam wyraźnie: "Bóg jest miłością" (1 J 4, 8; 16). A czym jest człowiek? Jeśli jest on obrazem Boga, to możemy powiedzieć, że człowiek jest miłością!
Pozwólcie, że podam wam prosty przykład. Niestety, dziś wszyscy wiemy o najgorszej bolączce wśród młodych ludzi - narkotykach. Niestety, wszyscy codziennie spotykamy się z młodymi ludźmi, którzy wpadają w ten wir narkotyków i jesteśmy rozczarowani, ponieważ widzimy przed sobą osobę, do której nie możemy podejść z żadnej strony. Jak dym - czy można go złapać? Próbujesz go chwycić i nic nie zostaje w twej dłoni. Wydaje się, że ma zarys, ale nie można go złapać.
Kiedy pracujesz z młodymi ludźmi, którzy porzucili wszystko w życiu i zupełnie nic ich nie obchodzi, nawet ich własne życie - taka osoba nie boi się śmierci, bo jej życie jest gorsze od śmierci - myślisz sobie: Co mam powiedzieć tej osobie? Co mogę mu obiecać? Jak go uszczęśliwić? Nie interesuje go zupełnie nic. Jest jak anorektyk: nawet jeśli przyniesiesz mu najlepsze jedzenie, patrzy na nie z obrzydzeniem. Nie chce na nie patrzeć, zmuszasz go do jedzenia, ale on nie chce jeść. To naprawdę coś strasznego.
Przyznaję, że na początku, kiedy zacząłem pracować z tymi młodymi ludźmi, często byłem zakłopotany: co ja im powiem? Skoro nic ich nie obchodzi: ani pieniądze, ani sława, ani praca, ani życie, ani rodzice - zupełnie nic. Co można im powiedzieć? Jednak w moim małym doświadczeniu przekonałem się, że tym, co naprawdę może ożywić nawet martwego człowieka - jest miłość. Dlatego św. Jan Chryzostom mówi: Miłość jest źródłem ognia i życia. Miłość wypełnia życiem drugiego człowieka. Kochaj swego brata z całego serca, prawdziwie, nie oczekując niczego w zamian, nie szukając niczego, tak jak Bóg cię kocha. A Bóg nie przychodzi, aby cię potępić lub chociażby powiedzieć ci cokolwiek, ale tylko po to, aby cię ożywić i ogrzać Swą miłością.
Świat potrzebuje dziś tej miłości. Okazujmy miłość naszemu bratu, zdrową miłość, która może być wyrażona w czymś materialnym, ale nawet jeśli nie mamy nic, co moglibyśmy mu dać, wystarczy kochać go należycie i prawdziwie. Dziś wielu ludzi ma wszystko, ale nie ma nikogo, kto by ich kochał, oni sami nie kochają nikogo i toną w materii i bogactwie, ale jednocześnie są nieszczęśliwi. Ponieważ brakuje im sensu życia, brakuje jego prawdziwej istoty.
W związku z tym Cerkiew prowadzi działalność społeczną, a nawet prowadzi działalność o znaczeniu narodowym i zajmuje się problemami tego świata. Cerkiew jest miejscem, które ukazuje nam Ewangelia, miejscem, gdzie naszym bratem jest Chrystus, naszym mniejszym bratem jest ten, kto nosi w sobie obraz Jezusa Chrystusa. A jeśli jesteśmy dziećmi Cerkwi i kochamy Chrystusa, nie możemy nie kochać naszego brata: kimkolwiek jest, jakiejkolwiek jest rasy czy wyznania, dla Cerkwi jest on obrazem Boga. Jest człowiekiem, za którego umarł Chrystus, człowiekiem, którego Bóg stworzył i sprowadził na ten świat.
Nie powinniśmy więc ani pytać siebie, ani mówić: "A jaka jest nauka Cerkwi na taki a taki temat i co mówi Cerkiew w kwestiach etnicznych?". Od 2000 lat Cerkiew przemawia za pośrednictwem Ewangelii, nie czekała na pojawienie się ONZ czy innych instytucji ludzkiej sprawiedliwości. Cerkiew zawsze głosi miłość Boga w świecie, a także fakt, że rozwiązaniem ludzkich problemów jest Sam Bóg i Królestwo Boże: oto odpowiedź na wszystko, czego człowiek doświadcza w swym codziennym życiu.
Dlatego, bracia i siostry, gdy patrzymy na Królestwo Boże, czujemy wielką radość, ponieważ cierpienia obecnego życia zostają złagodzone; gdy patrzymy na Chrystusa, widzimy wszystkich jako naszych braci. A kiedy patrzymy na człowieka, na każdego człowieka, widzimy naszego Pana Jezusa Chrystusa, którego jako chrześcijanie kochamy - nie tylko w Niego wierzymy, ale kochamy Go i czekamy na godzinę, w której Go spotkamy. Najpierw w osobie naszych braci, a następnie, w dniu ostatecznym, w Jego wiecznym Królestwie.
Modlę się, abyśmy wszyscy mieli tę wielką łaskę Chrystusa w naszych sercach i aby Bóg dał nam wielką radość i siłę do wejścia w ten wielki i błogosławiony okres Wielkiego Postu, abyśmy byli odważnymi wojownikami przeciwko namiętnościom i grzechom, które w nas mieszkają, i aby Zmartwychwstanie naszego Zbawiciela dało radość i światłość całemu światu!
metropolita Limassol Atanazy
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek11 /orthphoto.net/
— tłum. Justyna Pikutin
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.