śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 27 września 2009

Bioetyka: proste odpowiedzi na trudne pytania

Prof. dr Herman Tristram Engelhardt jest jednym z najwybitniejszych specjalistów w zakresie bioetyki w USA.

0 czytelników poleca

Prof. dr Herman Tristram Engelhardt jest jednym z najwybitniejszych specjalistów w zakresie bioetyki w USA. Od samego początku swojej pracy gruntownie poznawał tę naukę i wskazał na jej znaczenie jako zjawiska kulturowego. W 1972 roku doktor Engelhardt otrzymał stopień doktora medycyny po obronie pracy doktorskiej na Wydziale Lekarskim Tulane University. Posiada również tytuł naukowy doktora filozofii (1969) na University in Texas w Austin. Był stypendystą Fundacji Fulbrightona na Uniwersytecie w Bonn (1969 - 1970), stypendystą Instytutu Berlina Zachodniego (1988 - 1989), prowadził badania w Międzynarodowej Akademii Filozofii w Księstwie Lichtenstein (koniec 1997 roku) oraz w ramach Fundacji Wolności Indianapolis (Indiana, USA, wiosna 1998).

Obecnie zajmuje stanowisko profesora na Wydziale Filozofii Rice University w Houston (w stanie Texas w USA). Jest również profesorem honorowym na Wydziale Lekarskim i Wydziale Zdrowia Publicznego w Baylor College of Medicine w tym samym mieście. Uczony wykłada w Rice University i Baylor College of Medicine od stycznia 1983 roku. Wcześniej prowadził wykłady z filozofii medycyny na Georgetown University. Doktor Engelhardt jest redaktorem czasopisma "Journal ?edicine and Philosophy", redaktorem głównym czasopisma naukowego "Christian Bioethics" oraz serii naukowej "Philosophy and Medicine" liczącej sobie już ponad osiemdziesiąt tomów. Pełni również funkcję redaktora serii książek "Philosophical Studies in Contemporary Culture", jest autorem ponad trzystu artykułów naukowych i wielu rozdziałów książek, ponad stu recenzji, jak również innych publikacji.

Przedmiotem jego zainteresowań naukowych są: filozofia europejska, historia medycyny, filozofia medycyny, bioetyka. Ukazało się ponad 150 przedruków oraz tłumaczeń jego publikacji. Profesor brał udział w wydaniu ponad dwudziestu pięciu tomów rozmaitych encyklopedii. Najbardziej znaczące prace badawcze doktora Engelhardta - "Bioethics and Secular Humanism: The Search of a Common Morality" (Bioetyka a humanizm świecki: poszukiwanie wspólnej moralności; Philadelphia/London: Trinity Press International/ SCM Press, 1991), oraz drugie, poprawione wydanie "The Foundation of Bioethics" (Podstawy bioetyki; New York: Oxford, 1996), przetłumaczone na język chiński, włoski, japoński, portugalski i hiszpański. W 1998 roku w języku chińskim ukazała się jego książka "Bioethics and Secular Humanism". Jedna z ostatnich prac profesora Engelhardta - "The Foundation of Christian Bioethics" (Podstawy chrześcijańskiej bioetyki; Netherlands: Swets & Zeitlinger, 2000) - jest już przetłumaczona na język portugalski i [oraz] rumuński.

Jak podkreśla sam profesor Engelhardt, ta biografia odzwierciedla "jedynie część jego historii". W Wielką Sobotę 1991 roku przyjął prawosławie. To wydarzenie całkowicie zmieniło jego życie. Rozpoczął wydawanie czasopisma "Bioetyka chrześcijańska", napisał również książkę "Podstawy bioetyki chrześcijańskiej". Na prawosławie przeszła również małżonka profesora Engelhardta oraz dwie jego córki. Młodsza córka Dorota jest żoną prawosławnego kapłana. Profesor ma siedmioro wnuków ochrzczonych w Kościele prawosławnym.

Oprócz wykładów z filozofii medycyny oraz bioetyki, profesor Engelhardt często występuje w USA i Europie, gdzie w trakcie swoich przemówień opowiada o Kościele prawosławnym. Obecnie jest docentem teologii moralnej i etyki w Szkole Teologicznej im. św. Hermana na wyspie Kodiak (Alaska). Profesor ma święcenia lektorskie, niesie posługę w cerkwi pw. św. Jerzego w Houston (Texas) należącej do patriarchatu antiocheńskiego.

Panie doktorze, wykłada Pan filozofię medyczną. Co to za przedmiot?

Filozofia medycyny czy też inaczej filozofia medyczna jest jedną z dyscyplin nauki, w centrum zainteresowania której znajduje się badanie metafizycznych, epistemologicznych oraz moralnych problemów związanych z medycyną i naukami biomedycznymi. Wśród wielu innych celów stara się zrozumieć wymagania stawiane przez medycynę dotyczące zdrowia, choroby, niepełnosprawności oraz odpowiedniej postawy.

Mimo tego, że publikuję i prowadzę wykłady z filozofii medycyny, interesują mnie w równym stopniu kwestię filozoficzne. Jestem nauczycielem filozofii, ale posiadam również dyplom lekarza. Ponieważ staram się zbliżyć do siebie te dwie dziedziny, to znaczna część prowadzonej przeze mnie pracy skupia się na kwestiach filozoficznych, związanych z medycyną. Jednak sięgnąłem również po medycynę, aby wyjaśnić zasadnicze pytania związane z teorią moralności oraz filozofią nauki.

Na niektórych moich wykładach skupiam uwagę na historii myśli, ale najważniejszym w moim życiu jest to, że jestem ochrzczonym prawosławnym chrześcijaninem, Prawosławie jest dla mnie dużo ważniejsze, niż moje życie świeckie i działalność naukowa. Lubię też dużo czytać.

Obecnie często mówi się o związku między filozofią a poszczególnymi dziedzinami nauki.

Jest to dosyć ważne. Pojęcie filozofia medycyny istnieje od początku dziewiętnastego wieku. Początkowo nauka ta ograniczała się wyjaśnieniem sposobu powstawania wiedzy aksjomatycznej w medycynie. Na przykład, jakie warunki muszą być spełnione, żeby uzasadnić konkretne rozpoznanie albo zastosować leczenie specjalistyczne? Filozofia medycyny badała także sens zasadniczych pojęć, takich jak choroba, niepełnosprawność oraz zdrowie, jak również się skupiała na moralnych odniesieniach medycyny. Wszak te kwestie należą dziś w większości do sfery zainteresowania bioetyki.

Pojęcie bioetyka zostało po raz pierwszy użyte w 1970 roku, natomiast jego zastosowanie w znaczeniu dzisiejszym datuje się od roku 1971. Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że bioetyka powstała jako część pewnego ruchu "świeckiego" (ang. secular). Nie była ona religijnie neutralna, raczej był to ruch powstały w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej jako skutek rozerwania więzi łączących społeczeństwa z ich chrześcijańską przeszłością i zobowiązaniami wynikających z tej przeszłości. Wskutek tego naczelną ideą kultury stała się niechęć do kierowania się tradycyjnymi źródłami chrześcijańskimi. Specjaliści w zakresie bioetyki okazali się kimś w rodzaju świeckich księży, bioetyka natomiast zajęła miejsce świeckiej teologii moralnej.

Omawiając kwestię pojawienia się bioetyki w Grecji, można powiedzieć, że ruch ten pochodzi z Ameryki, dopiero później przenosi się do Europy Zachodniej. Źródła tego zjawiska mają dosyć świecką podstawę - zatwierdzenie takich granic moralnych, przy których nie ma potrzeby potwierdzania istnienia Boga albo wcielenia Chrystusa. Należy rozumieć w sposób jasny, że bioetyka wywalczyła sobie pozycję pewnej kultury świeckiej, która się kształtowała w przeciągu ostatnich trzydziestu pięciu lat. Właśnie dzięki temu społeczeństwa Ameryki Północnej i Europy stały się postchrześcijańskie oraz posttradycyjne.

Bioetyka prezentuje sobą jedynie część tych kardynalnych zmian; jest ona pewnym zjawiskiem postchrześcijańskim i posttradycyjnym. Mówiąc postchrześcijańskie mam na uwadze to, że współczesna kultura oraz bioetyka dążą do umocowania życia moralnego oraz części postępu ludzkości na takim gruncie, w ramach którego nie trzeba przyznawać istnienia Boga i uwzględniać prawdy Chrystusowej i prawdy Kościoła. Ta świecka bioetyka jest bardzo często nastawiona wrogo w stosunku do Kościoła.

Chce Pan powiedzieć, że jesteśmy świadkami końca okresu chrześcijańskiego w historii ludzkości?

Tak. Powstała kultura, które w dużej mierze jest antychrześcijańska, natomiast te współczesne zmiany mają swoje głębokie korzenie w historii zachodniej. Ta współczesna kultura świecka została zapoczątkowana na Zachodzie w XVI wieku przez wojnę Trzydziestoletnią (1618-1648) oraz wojnę domową w Anglii, która się zaczęła w 1642 roku, natomiast 30 stycznia 1649 roku zaprowadziła na szubienicę króla Karola X. Po tym ludzie zaczęli odchodzić od chrześcijaństwa.

Nawet filozofia tamtych czasów próbowała nadać wymiar świecki moralności chrześcijańskiej bez jakiegokolwiek powiązania religijnego. Wydawało się, że było to chrześcijaństwo skierowane do bliźniego, nie zaś do Boga, a tym bardziej do Chrystusa. Chrystus był gdzieś "tam", często występując jedynie w charakterze Boga deistów, Boga, Który nie brał osobistego udziału w sprawie zbawienia człowieka. Ta nowa kultura świecka zaczęła się przejawiać począwszy od siedemnastego wieku, natomiast od wieku osiemnastego była już zupełnie wyraźna, ponieważ właśnie wówczas w znacznym stopniu zaczęły panować idee Oświecenia. W Anglii w 1688 roku miało miejsce to, co nazywa się Sławną albo Bezkrwawą rewolucją, która się zakończyła panowaniem Wilhelma III i Marii II. Był to jeden z najbardziej zeświecczonych okresów brytyjskiej historii.

Wierność zasadom rozumu i wiara w rozum wówczas były niezwykle silne, co dawało się zauważyć również wcześniej w czasach syntezy kulturowej w historii zachodniego chrześcijaństwa trzynastego wieku. Spodziewano się, że rozum zdoła pełnić te same funkcje w kulturze świeckiej, które niegdyś spełniał w zachodnim chrześcijaństwie, ale bez specjalnej treści teologicznej. Począwszy od okresu rewolucji francuskiej 1789 roku niezachwiana wiara w rozum i postulaty, wysuwane w jego imieniu zaczęły być poddawane w wątpliwość. Zakładając, że epoka Oświecenia rozciąga się od 1689 (angielska "Deklaracja praw") do 1789 roku, to czas ten bardziej lub mniej można uznać za okres, w przeciągu którego pojawiła się silna, a nawet przymusowa tendencja do zeświecczenia. W końcu dziewiętnastego wieku i w ciągu wieku dwudziestego wiara epoki Oświecenia w rozum zostaje podważona i poddana wstrząsom. Tak rodzi się postmodernizm. Z utratą wiary w rozum zeświecczony racjonalizm rozpada się na liczne odmiany zależące jedynie od racjonalistycznych możliwości człowieka. W ten sposób z rywalizujących między sobą wersji tego, co służy dobru ludzkości, rodzi się politeizm.

Ponieważ modernizm gotów był przyswoić elementy chrześcijaństwa nawet po ich "przetłumaczeniu" na swoje pojęcia, to nie tylko korzystał z chrześcijaństwa, ale też odczuwał na sobie jego wpływ. W stosunku do procesu, który się rozpoczął w końcu dziewiętnastego wieku i rozwijał się na przestrzeni całego dwudziestego wieku (co jest także ważne w świetle wszystkiego tego, co się dzieje obecnie), pojawiła się pewna nowość - próba całkowitego rozerwania ze spuścizną chrześcijańską.

Próba, która polega nie tylko na spojrzeniu na życie bez kontekstu teologicznego, ale również na rozerwaniu z tradycją chrześcijańską jako taką. Można przytoczyć w tym momencie reakcję, która się przejawiła w odmowie włączenia przypomnienia o chrześcijańskich korzeniach Europy do Konstytucji Europejskiej. Jest to już prawdziwie radykalna zmiana. W tych ramach bioetyka rozwija się jako późny modernistyczny oraz wczesny postmodernistyczny fenomen. Z jednej strony oficjalnie zachowuje niepodważalną wiarę w rozum, z drugiej zaś jest rozbita na liczne wersje dbającego o poprawność zachowania bioetycznego. Tym nie mniej bioetyka posiada jedną wspólną dla jej odmian cechę ? obejmuje całokształt działalności intelektualnej wyrażającej negatywne opinie na temat religii w ogóle, a chrześcijaństwa w szczególności.

Podczas każdej rozmowy o filozofii medycyny albo bioetyce automatycznie powstaje cały szereg różnorodnych pytań. Niektóre z tych pytań zawierają problemy o dosyć specyficznej treści filozoficznej; można rozpatrywać przejawy choroby i zadawać sobie pytanie, czy tłumaczenia medyków są wyczerpujące. Filozofia medycyny, zajmująca się podobnymi kwestiami, w dużym stopniu przypomina filozofię nauki. W tym sensie filozofii medycyny i bioetyki nie można zarzucić tego, że wyraża ona jakiekolwiek antychrześcijańskie kompleksy. Jest ona próbą bardziej głębokiego zrozumienia takiej nauki jak medycyna; jest to pewnego rodzaju intelektualne poszukiwanie, zwykle nieszkodliwe w sensie duchowym. Jednocześnie bioetyka, jako stale rozwijająca się specjalizacja w szerszej dziedzinie filozofii medycyny, jawi się jako zjawisko całkowicie świeckie.

Jakie są cele bioetyki? Do czego zmierza i czym jest?

Bioetyka narodziła się, by służyć dwu powiązanym ze sobą celom: teoretycznemu oraz praktycznemu. Pierwszy cel to przygotowanie teoretycznego opisu właściwych zachowań dla lekarzy, pielęgniarek oraz naukowców-biomedyków. Drugim celem jest wyszkolenie pewnego rodzaju świeckich księży, którzy by mogli udzielać rad szpitalom, wydziałom medycznym oraz ośrodkom badawczym. Początkowo określone zostały podstawowe teoretyczne ramy, za pomocą których ustalane były granice prawidłowych działań. Następnie został opracowany program kształcenia specjalistów, którzy mogliby udzielać rad w wyżej podanych ramach.

Innymi słowy, jednym z celów jest wyszkolenie ekspertów mogących w przyszłości ukierunkowywać innych?

Tak, właśnie w ten sposób. Przecież bioetyka ma wymiar zarówno teoretyczny, jak i praktyczny. Jedni specjaliści z bioetyki piszą na uniwersytetach prace naukowe, inni natomiast udzielają rad w szpitalach i instytucjach badawczych podobnie do księży, posługujących w szpitalach posiadających świątynie. W ten sposób w każdym dużym szpitalu, przynajmniej jeśli chodzi o USA, pracują specjaliści z dziedziny bioetyki, którzy mogą prowadzić takie konsultacje.

Dla chorych czy dla lekarzy?

Dla wszystkich: dla lekarzy, pielęgniarek, chorych i członków ich rodzin.

W jaki sposób ta nowa bioetyka współgra z innymi dziedzinami medycyny, na przykład z genetyką albo praktyczną inżynierią genetyczną?

Specjaliści-teoretycy z bioetyki wygłaszają swoje opinie na temat słusznego czy niesłusznego wykorzystywania medycyny, w tym inżynierii genetycznej. Specjaliści-praktycy z bioetyki pracują w komisjach wystawiających ocenę moralną badaniom albo pełnią funkcję konsultantów przy szpitalach. Bioetyka jest zarówno jednym, jak i drugim - z jednej strony są to prace naukowe, z drugiej zaś - grupa ludzi posiadających kompetencje w tworzeniu polityki opieki medycznej, etyki i ogólnie deontologii medycznej.

Ważne jest zaznaczenie szczególnej cechy charakterystycznej dla Zachodu, odróżniającej go od prawosławia i ortodoksyjnego judaizmu. Zachód (w rzeczywistości zaś katolicyzm w postaci powstałej w dwunastym wieku) zaczął przyjmować etykę jako coś, co jest na zewnątrz w stosunku do życia chrześcijanina. Ale my, prawosławni chrześcijanie, wiemy, że nie może być etyki nie związanej z życiem chrześcijańskim, jeżeli kierunek tego życia jest właściwy. Żeby postępować słusznie, powinienem przestać kochać siebie w pierwszej kolejności i całym sercem umiłować Boga i bliźniego swego jak siebie samego. Żeby wybrać właściwy kierunek na drodze do Boga, należy w sposób słuszny umiłować Boga, żeby również miłość do bliźniego nabyła słuszny kierunek. Ale nigdy tego do końca nie zrozumiem, jeśli jestem nieprawosławny. Znajdując się poza prawosławnym chrześcijaństwem zawsze będę w różnym stopniu zbaczał z drogi do swego celu.

Ortodoksyjni Żydzi oraz prawosławni chrześcijanie rozumieją ten teocentryczny charakter zachowań etycznych. Ortodoksyjni Żydzi podkreślają, że objawiając się Noemu, Bóg nie dał mu podręcznika filozofii, lecz zalecenia, co ma czynić Noe i jego synowie (Rdz 9). Również gdy Bóg odkrywa Żydom Swoje prawo przez Mojżesza, to znowu nie proponuje podręcznika, lecz mówi: oto 613 Moich zasad, i jeśli będziecie je wypełniać, to wtedy zasłużycie na Moje miłosierdzie. Zachód był odseparowany od Wschodu założeniem, że może istnieć etyka, która jest niezależna od koniecznego zjednoczenia się z Bogiem. Przyjmując założenie, że etyka może istnieć również poza Bogiem, Zachód w konsekwencji mógł wykorzystać takie podejście w celu krytyki i reformowania swoich poglądów religijnych. Stało się tak właśnie dlatego, że zachodnia etyka okazała się niezależna w stosunku do życia chrześcijańskiego, ponieważ w ramkach takiego punktu widzenia można by było ośmielić się twierdzić, że religia nie różni się niczym od powszechnie przyjętej etyki. Jako przykład takiego poglądu można przytoczyć ruch wielu zachodnich konfesji chrześcijańskich w kierunku aprobaty żeńskich chirotonii i błogosławieństwa związków homoseksualnych.

Przyjmuje się powszechnie, że bioetyka jest nauką starającą się udzielić odpowiedzi na niektóre trudne pytania, szczególnie te dotyczące aborcji, sztucznego zapłodnienia, antykoncepcji, eutanazji i innych podobnych kwestii. Czy dana problematyka rozwija się niezależnie od nadchodzącej globalizacji i jej etyki, czy na odwrót, właśnie dzięki niej? Czy możliwym jest istnienie chrześcijańskiej lub nawet prawosławnej etyki?

Proszę pozwolić mi spróbować odpowiedzieć najpierw na ostatnie pytanie. To wy, mnisi jesteście prawdziwymi filozofami. Święty Jan Złotousty wskazując na mnichów powiedział - oto są prawdziwi filozofowie. Mądrość najwyższa, o której mówię, że ją kocham ? to Syn Boży, Któremu poświęcona jest Wielka Cerkiew w Konstantynopolu.

Powinniśmy przeciwstawiać się idei, jakoby poza życiem w Cerkwi istnieje prawdziwa i pełna filozofia. Jeśli będziemy uważali, że podobna filozofia istnieje, to będziemy podobni do katolików i ich rozmaitych krewniaków na Zachodzie, należących do licznych odłamów protestantyzmu. Kiedy ludzie stykają się w życiu z różnymi problemami, prawosławna bioetyka proponuje im, by zwrócili się do ducha ojców, a następnie zapytali samych siebie, jak należy rozumieć i rozwiązywać trapiące ich problemy w duchu ojców. Innymi słowy, należy zadawać pytania o charakterze bioetycznym i odpowiadać na nie w oparciu o mocny fundament prawosławia.

W moim przekonaniu próba odpowiedzi na pytania o kwestie moralne poza prawosławnym poszukiwaniem Mądrości Bożej prowadzi do rezultatów bardziej dziwacznych od jakiegokolwiek pokracznego tworu praktycznej inżynierii genetycznej. Taka genetyka praktyczna doprowadzi do tego, co niegdyś zrobili również rzymscy katolicy: do stwierdzenia, że etyka i prawdziwa filozofia mogą istnieć bez życia w pokucie i zwrócenia się do Boga.

Dla prawosławnego chrześcijanina zarówno filozofia, jak i teologia są zawsze jednością: prawdziwa filozofia oraz teologia zawsze prowadzą ku życiu w pokucie i modlitwie. W przypadku bioetyki oznacza to, że gdy stawiam pytanie o klonowanie, to powinienem odpowiedzieć na nie w duchu Ojców Kościoła. Postrzegam swoje stanowisko przez pryzmat widzenia Ojców.

Powróćmy do Jana Złotoustego: w swojej XX Homilii na List do Efezjan święty podkreśla, że kobiety zostały stworzone nie po to, by rodziły same, jak to bywa w świecie roślin, czyli bez połączenia się płci. Jan Złotousty przypomina, że my, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, żyjemy na obraz życia Adama i Ewy w raju. W księdze Rodzaju Bóg daje zasadę określającą stosunki między mężczyznami, a kobietami, którą to zasadę Chrystus przedstawia jako zasadę naturalnego otrzymywania potomstwa (patrz Mk 10, 6). Naturalne rozmnażanie się jest skutkiem cielesnego związku Adama i Ewy. Chodzi o sposób zjednoczenia synów i córek Adama i Ewy w celu posiadania potomstwa.

Aby stwierdzić, że klonowanie zniekształca nasze poszukiwanie Boga, nie muszę korzystać z innego, niż prawosławny, punktu widzenia. Chrześcijanie wiedzą, że seksualność i przekazywanie potomstwa powinny być realizowane wyłącznie wewnątrz cielesnego związku obydwu małżonków. Wykorzystywanie klonowania rozerwałoby tę cielesną jedność małżonków ze sobą zarówno podczas poczęcia, jaki i w trakcie rodzenia dzieci.

Kiedy my, prawosławni chrześcijanie, mamy do czynienia z pytaniami natury etycznej w ogóle i konkretnie z pytaniami z zakresu bioetyki, powinniśmy bacznie uważać, by nie powstała etyka, która stałaby się odrębnym, jakby zbędnym bytem pomiędzy nami a Bogiem.

Jak już podkreślałem wcześniej, stwierdzenie, że prawosławni chrześcijanie nie mają żadnych zasad etycznych, jest w jakimś sensie prawdziwe. Zamiast etyki mamy przecież więź z Bogiem. Etyka nie jest czymś niezależnym wobec naszych stosunków z Bogiem, tak samo, jak filozofia. W chwili, gdy rozważania etyczne wchodzą w stosunki między nami a Bogiem jako swoisty ?byt odrębny?, to stają się tym, co św. Grzegorz Palamas definiował jako zło.

Na synodach konstantynopolitańskich 1341, 1347 oraz 1351 roku została wyrażona myśl o tym, że gdy filozofia prowadzi do rozdźwięku pomiędzy człowiekiem i Bogiem, to należy uznać, że jej rola została źle zrozumiana. Dlatego powinniśmy być pewni, że kiedy my, prawosławni chrześcijanie, w dwudziestym pierwszym wieku dyskutujemy o problemach bioetycznych, to nie powtarzamy błędu zachodniego chrześcijaństwa dwunastego i trzynastego wieków. Oznacza to, że kiedy zadajemy pytanie, na ile jest etyczne klonowanie, powinniśmy najpierw zadać pytanie, jakie w ogóle miejsce w życiu małżeńskim zgodnie z nauką chrześcijańską zajmuje przekazywanie życia, nabywanie potomstwa. W tym celu należy przyjrzeć się temu, w jaki sposób stosunki między synami a córkami Adama i Ewy rozumieli święci ojcowie Kościoła.

Prawosławie dysponuje dużą ilością źródeł, w których są rozpatrywane współczesne problemy bioetyczne. Tak, na przykład, ojcowie Kościoła byli nadzwyczaj jednomyślni w kwestii samobójstwa i eutanazji zakazując dokonywania jednego i drugiego. A trzeba powiedzieć, że w świecie starożytnym samobójstwo i eutanazja były szeroko rozpowszechnione.

A zatem my, prawosławni chrześcijanie, już mamy zdanie na temat pojęcia "dobra śmierć" [eutanazja, euthanasia - "dobra śmierć", przyp. tłum.], a więc nie musimy wypracowywać jakiegoś nowego jego rozumienia. Natomiast Zachód właśnie powinien był wypracować jakieś nowe rozumienie, ponieważ dążył do jakiejś etyki bez Chrystusa. Na Zachodzie chciano stworzyć logicznie możliwym przewartościowanie etyki chrześcijańskiej. Żeby to doprowadzić do końca, trzeba było stworzyć jakąś nową etykę, fundament, ideologię, niezależną filozofię.

W konsekwencji ta teoria powinna była dyktować ludziom, że dokonanie aborcji jest słuszne, że samobójstwo za pomocą lekarzy jest słuszne, że popieranie eutanazji jest słuszne. Ale przez pierwsze tysiąc lat chrześcijaństwa uznawano w sposób oczywisty, że takie działania są godne potępienia.

A żeby stworzyć nową etykę popierającą aborcje oraz samobójstwa przy pomocy lekarzy, kultura świecka musiała doprowadzić do powstania fałszywego rozumienia ludzkiego poczęcia i śmierci. Dlatego, w moim przekonaniu, współczesna bioetyka jest bezpośrednim produktem kultury świeckiej. Obecnie ta kultura chciałaby stać się kulturą globalną, podstawą dla polityki społecznej w ramach całego świata.

Taki zwrot ku świeckiemu spojrzeniu na kulturę ze swoją własną bioetyką w widoczny sposób przesuwa środek ciężkości od Boga w stronę jednostki. W wyniku tego procesu oddzielona od Boga jednostka widzi sens swojego istnienia w wolności, równości, przyjemności oraz osobistej satysfakcji. W dodatku cztery filary globalnej etyki oraz bioetyki stworzą mocny grunt dla zeświecczonego wyobrażenia autonomii, równości, przyjemności oraz osobistej satysfakcji osoby ludzkiej, bądź też jej samorealizacji. [...]

Pojawia się coraz częściej przekonanie o swego rodzaju "naukowym fundamentalizmie", mówiące o tym, jakoby nauka jest wszechmogąca i udzieli odpowiedzi na wszystkie pytania. Czy można kontrolować ten wzlot technologii i dynamicznych zmian w nauce? Przecież człowiek, który nie dąży do doskonałości przebóstwienia, w konsekwencji poszukuje w zamian czegoś innego, dąży z tego powodu do doskonałości za pomocą nauki oraz techniki.

Należy zwrócić uwagę na trzy aspekty. Pierwszy, najbardziej ogólny: jeśli nic nie wiem o tym, że świat został stworzony, że istnieje Stwórca, że Bóg przyjął ciało i nastąpi Ostatni Sąd, to w wyniku tego będę się tułał w tym świecie bez kompasu. Nie wiem, po co i skąd powstał ten świat. Nie wiem, w jakim kierunku dąży światowa historia czy też ludzkość. W reszcie nie jestem w stanie poznać czegokolwiek z całkowitą pewnością.

Taki zamęt szczególnie się nasila w epoce postmodernizmu, kiedy to wszystkie wydarzenia stają się własną interpretacją konkretnego człowieka. Właśnie z rozmaitych rodzajów interpretacji powstaje postmodernistyczny pluralizm. Takie rozbicie można rozpatrywać jako próbę odejścia od rzeczywistości oraz takiego trudnego wyzwania, jakim jest posłuszeństwo Bogu.

Żeby być dobrym małżonkiem, muszę żyć zainteresowaniami mojej małżonki. Jednocześnie mogę się udać na Atos, i ona nie będzie się sprzeciwiała mi, dopóki będę tu przebywał. Bóg z kolei wymaga od człowieka posłuszeństwa przez dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. Z tego punktu widzenia Bóg jest bardziej wymagający niż jakikolwiek z naszych znajomych. Dlatego ludzie chcieliby zapomnieć o Bogu, przecież wymaga On od nas wszystkiego. W konsekwencji wielu z tych, którzy błąkają się po tym świecie nie mając jasnego drogowskazu, odczuwają szczęśliwość, przynajmniej na daną chwilę.

Drugi aspekt: jeżeli na początku dwudziestego wieku myślano, że nauka może wytyczać kierunek sama sobie, to obecnie coraz więcej ludzi stwierdza, że chociaż dzięki nauce posiadają ogromną siłę, to jednak brakuje jasnej wizji, jak tę siłę wykorzystać. Istnieje pojęcie naukowego fundamentalizmu - w tym znaczeniu, iż wielu uznaje jako jedyne źródło wiedzy doświadczenie nabyte poprzez zmysły. Nie uznają oni doświadczenia duchowego, doświadczenie Boga, które jest podstawą prawosławia. Chcą oni zapomnieć, że jesteśmy powołani do chodzenia z Bogiem, jak z przyjacielem, podobnie do Henocha [patrz Rdz. 5, 22-24] oraz Noego [patrz Rdz. 6, 9]. Zamiast tego chcą oni być niewolnikami żywiołów tego świata, według słów apostoła Pawła [patrz Ga. 4, 3].

Wielu ludzi dziś rozumie, że nauka nie jest w stanie odkryć sensu życia, dlatego zamiast uciekania się do naukowego fundamentalizmu coraz bardziej przywołują w charakterze autorytetu własny światopogląd. My zaś, prawosławni chrześcijanie, jesteśmy na tyle radykalni, iż mówimy ludziom, że wszystko, czego nie jesteśmy w stanie ogarnąć, należy do sfery wiary, do której należy również to, w jaki sposób człowiek buduje swoje życie. Dla przykładu: to, że człowiek jest prawosławnym chrześcijaninem, jest dużo ważniejsze od tego, że jest on dobrym lekarzem. [...]

I trzeci aspekt: kiedy ktoś próbuje poddać kontroli nowe technologie, to natychmiast narzuca mu się mnóstwo wymagań, dotyczących przestrzegania praw, które, rzecz oczywista, nie bazują na głębokim rozumieniu wszechświata. Zamiast tego są one uzależnione od rozmaitych poszczególnych wizji dobroci i postępu. W wyniku tego ludzie, żyjący we współczesnej kulturze świeckiej, po ludzku odchodzą od swojego prawdziwego przeznaczenia, gubią się w tym świecie. Dlatego nie mogę sobie wyobrazić, że nowe technologie można poddać skutecznej świeckie kontroli etyczne. Nie daj Boże!

Obecnie niektórzy podkreślają zlewanie się kultur, inni natomiast mówią o ich zderzeniu, ale w obu wypadkach prowadzi to do stworzenia jedynej, wspólnej kultury - globalnej. Jaką rolę w tym procesie odgrywa etyka i bioetyka, o których teraz mówimy? Mówi się, że etyka, powstająca w trakcie tego procesu, jest czymś oderwanym od chrześcijaństwa - czy tak jest w rzeczywistości?

Sądzę, że bardzo ważne jest podkreślenie świeckiego charakteru etyki wypracowanej na Zachodzie. To, co nastąpiło na skutek Oświecenia, rewolucji francuskiej oraz zjednoczenia przez Napoleona Europy w jedno państwo, wydało na świat kulturę europejską, którą Europa i Ameryka Północna próbują narzucić światu.

Oczywiście, w tej osobliwej konkurencji są poważni rywale, na przykład w postaci islamu. Wielu przewidywało, że do lat 60. ubiegłego wieku muzułmanie zeświecczeją. W rzeczywistości zaś wielu z nich w żaden sposób się nie zeświecczyło. Okazało się, że przewidywanie losów kultur jest całkiem niełatwym zadaniem.

Istnieje zjawisko sekularyzmu zachodniego, sięgające swymi korzeniami, po pierwsze, ku rewolucji francuskiej i panowaniu Napoleona, a po drugie, mające pewne źródła w rewolucji amerykańskiej, przynajmniej tam, gdzie to ma związek z ideami Thomasa Jeffersona. Dzięki temu powstała złożony zlepek idei, o której można byłoby mówić jako o północnoamerykańskim/europejskim etosie świeckim. I ten właśnie etos ma prawdziwych konkurentów. Jednym z poważnych konkurentów jest muzułmańskie odrodzenie religijne, za przyczyną którego przepaść w 2005 roku zwiększyła się o wiele bardziej, niż to przewidywano w roku 1965.

Istnieje bardzo ciekawa książka Samuela Huntingtona Zderzenie cywilizacji, w której autor opisuje różne cywilizacje i m.in. wspomina cywilizację prawosławną. W tym utworze Huntington mówi o zachodniej, południowoamerykańskiej, afrykańskiej, islamskiej, chińskiej, hinduistycznej, buddyjskiej, japońskiej oraz prawosławnej cywilizacjach. Przyznaje on różnorodność istniejących poglądów nawet pomimo ich uogólnienia. Nie jest tylko jasne, czy te cywilizacje się zbliżą, czy też będą nadal rozwijać się osobno.

Ciekawym faktem jest to, że w Chinach obecnie pojawiają się entuzjaści zachowania myśli konfucjańskiej chcący uniknąć sekularyzmu amerykańskiego. Podobne tendencje są obserwowane również w Japonii. Nie mogę przewidzieć przyszłości dokładnie, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że zderzeń będzie dużo więcej, niż ludzie się spodziewają. Trzeba też zaznaczyć, że cywilizacje nie są już rozgraniczane według kryteriów geograficznych, często krzyżują się one między sobą w jednej miejscowości. Te cywilizacje należą do ludzi, którzy już nie czują się związani z jednym miejscem.

Jestem prawosławnym chrześcijaninem, Brian [zięć profesora Engelhardta obecny podczas rozmowy - przyp. tłum.] jest również prawosławnym chrześcijaninem, są prawosławni Chińczycy, a są też prawosławni Japończycy. Są również prawosławni chrześcijanie w Brazylii. Mamy do czynienia z cywilizacją, która przekracza granice polityczne. Tak, na przykład, jest zasadnicza różnica między byciem Grekiem, a byciem prawosławnym chrześcijaninem. Coraz bardziej bycie Grekiem i Europejczykiem oznacza coś zupełnie odmiennego od bycia prawosławnym chrześcijaninem.

W trakcie tych wszystkich zmian powinniśmy wychowywać prawdziwe społeczeństwo, którym jest wspólnota ludzi podporządkowujących umysły duchowi Ojców. Powinniśmy zaprosić ludzi do udziału w cywilizacji, nie należącej do jakiegoś konkretnego kraju.

Możemy wiele się nauczyć od ortodoksyjnych żydów. Zachowują oni swoją czystość w diasporze, z całym szacunkiem odnosząc się do tego, że są oni ortodoksyjnymi żydami. Będziemy mogli przetrwać tylko w tym przypadku, gdy będziemy uczyć swoje dzieci w sposób, w jaki uczą swoje dzieci ortodoksyjni żydzi.

Nauczają zaś oni, że dzieci powinny być ortodoksyjnymi żydami przez dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu. My natomiast powinniśmy uczyć swoje dzieci, by żyły w świecie jak wędrowcy. Jeśli nasze dzieci poszczą i modlą się prawdziwie, to wtedy będą inni - będą wędrowcami w obcej ziemi. Istnieje takie powiedzenie: krew jest gęstsza od wody. My natomiast powinniśmy osiągnąć zupełnie przeciwny cel, by to woda była gęstsza od krwi. Woda chrztu powinna rodzić społeczeństwo bardziej zwarte, bardziej wytrzymałe, niż społeczeństwo bazujące na krwi, rodzinie, narodowości.

Czy moglibyśmy porozmawiać teraz na temat bardziej szczegółowych zagadnień? Czym jest klonowanie oraz co to są zarodkowe komórki macierzyste?

Jest to jedna z najbardziej skomplikowanych kwestii, można ją postrzegać z trzech różnych punktów widzenia. Spróbuję opowiedzieć o wszystkich trzech.

Na początku omówmy problemy etyczne pobierania zarodkowych komórek macierzystych. My, prawosławni chrześcijanie, wiemy, że ich pozyskiwanie, w trakcie którego są zabijane zarodki, jest niedopuszczalne. Tu wszystko jest oczywiste, ponieważ wiemy, że nie możemy zabijać człowieka dorosłego dla jego narządów. Kierując się tą logiką, nie możemy zabijać dziecka, nawet jeżeli chodzi o niemowlę w łonie matki. Jeśli potrzebuję przeszczepu wątroby, nie mam prawa nikogo zabijać, by zabrać mu wątrobę. Tak samo nie mogę zabić zarodka dla uzyskania komórek macierzystych.

Komórki macierzyste, oczywiście, posiadają również dorośli, ale jest to już zupełnie inna kwestia. Możemy pójść drogą pozyskania niezbędnych komórek macierzystych u nas samych. Tu powinniśmy dostrzegać różnicę między pełnowartościowymi komórkami macierzystymi, które są równoznaczne z zarodkiem i mają zdolność różnicowania się w dowolną komórkę ciała, oraz pełnowartościowymi komórkami macierzystymi, które mają zdolność różnicowania się tylko w określone komórki, jak, na przykład, tkanka nerwowa. Są obiecujące dane pokazujące, że w przyszłości będziemy mogli uzyskiwać pełnowartościowe komórki od samych siebie.

Wreszcie, istnieje kwestia komórek macierzystych już uśmierconych zarodków, i jest to kwestia wspierania zła. Wyobraźcie sobie sytuację, że potrzebuję wątroby, a jednocześnie jakiś przestępca strzela do człowieka, dzięki czemu otrzymuję wątrobę zabitego. Czy można wykorzystywać zarodkowe komórki macierzyste, jeśli ktoś inny zabił zarodek? Generalnie tak, jeśli to wykorzystanie nie jest powodem do innych zabójstw i nie prowadzi do pokusy. Przecież, gdybym wynajął przestępcę, by zabił człowieka, otrzymałbym tę wątrobę z pewnością! Tego rodzaju pokusy mam na myśli...

Natomiast zrozumienie kwestii klonowania z punktu widzenia etycznego jest proste. Jak zaznacza święty Jan Złotousty w swojej XX Homilii na List do Efezjan, niedopuszczalnym jest posiadanie potomstwa samodzielnie. Klonowanie zaś jest właśnie sposobem reprodukcji człowieka dzięki samemu sobie, bez udziału innego człowieka. Człowiekowi zostało przekazane zadanie rodzenia potomstwa poprzez połączenie się ciał Adama i Ewy, dlatego jakikolwiek cielesny związek poza małżeństwem, jak powiedział Chrystus, jako sposób rozrodu jest nie do przyjęcia. W małżeństwie stajemy się "jednym ciałem", by mieć możliwość rodzić dzieci.

Jaka jest różnica między klonowaniem terapeutycznym a reprodukcyjnym?

Za pomocą klonowania terapeutycznego uzyskuje się zarodek dla otrzymania "części wymiennych". Natomiast klonowanie reprodukcyjne polega na uzyskaniu zarodka po to, by urodzić dziecko.

Czy może mieć miejsce klonowanie w celach leczniczych bez stworzenia albo przynajmniej bez niszczenia zarodka?

W zwykłym rozumieniu pojęcia "klonowanie" - nie.

Czy pobieranie komórek macierzystych od dorosłego jest tak samo trudne, z punktu widzenia etycznego, jak od zarodka?

U dorosłego nie może występować tzw. blastula (wczesne stadium rozwojowe zarodka), chyba że ktoś mu ją wyprodukuje. Ale klonowanie terapeutyczne, oprócz problemu podejścia etycznego do zarodków, ma również dylematy etyczne mające związek z dorosłymi. Rzeczą najważniejszą jest wyrobienie takiego ducha, stosunku i opinii, o których mówi Bazyli Wielki w swojej odpowiedzi na pytanie 55 [chodzi o jedną z reguł Wielkiego Ascetykonu - przyp. red. Bogoslov.ru]. Ale jeśli człowiek stara się rozpaczliwie zachować swoje życie, to inny człowiek, pod wpływem tej rozpaczy, będzie robił wszystko, żeby ten pierwszy uzyskał zarodkowe komórki macierzyste, i dzięki temu, oddalił od siebie na jakiś czas widmo śmierci. W tym przypadku zapomina się o celu, którym jest życie wieczne.

Jak Pan uważa, czy możliwe jest urzeczywistnienie klonowania człowieka, podobnie do tego jak dokonano klonowania zwierząt (na przykład, dziesięć lat temu owcy Dolly)?

Tak. Niemniej jednak okazało się, że z klonowaniem wiąże się dużo więcej problemów, niż przypuszczano na początku. Trudności powstające przy klonowaniu naczelnych są dużo poważniejsze, niż te mające miejsce podczas klonowania owiec.

Sklonowana owca Dolly cierpiała na przedwczesne starzenie, czyli miała poważne kłopoty. Ogólnie rzecz biorąc nie można było ją nazwać owcą zdrową. Już teraz istnieje wiele doniesień mówiących o tym, że najprawdopodobniej problemy u dzieci urodzonych za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego będą stawały się coraz częstsze.

Sklonowanie człowieka jest możliwe, , ale będzie to dużo bardziej skomplikowane, niż obecnie się uważa. Jeżeli zagłębimy się w historię badań, w wyniku których przyszła na świat owca Dolly, to można się przekonać, że zanim to się odbyło, zostało przeprowadzonych bardzo wiele prób. Ale nawet po nich Dolly nie była zdrowa w takim stopniu, jak inne owce.

Jeżeli klonowanie człowieka się uda, to jak Pan sądzi, czy Bóg dopuści, żeby ta istota miała ludzką duszę? Ważne też, aby podkreślić, że urodzenie klonu nie będzie tworem z niczego (ex nihilo).

Jestem grzesznym człowiekiem, nie zaś teologiem (śmieje się), ale nie widzę żadnego powodu, by klon człowieka nie mógłby mieć duszy. Bóg pozwala nam na poczęcie dziecka na przekór Jego prawu, bezprawnie, poza małżeństwem, i ?nieprawe? dzieci mają duszę. Bóg pozwala nam grzeszyć i żyć z następstwami grzechu. Wielu ludzi w społeczeństwie świeckim próbuje przedstawić klonowanie jako olbrzymi problem, nie rozumiejąc, na czym ten problem faktycznie polega. A problem jest w tym, że całe życie seksualne oraz przekazywanie potomstwa powinny mieć miejsce wewnątrz pary małżeńskiej.

Proces rozszyfrowywania kodu genetycznego obecnie przesunął się znacząco do przodu, jesteśmy już w stanie dokonywać pewnych ingerencji w geny. Co Pan myśli na ten temat?

Omawiając inżynierię genetyczną, muszę podkreślić, że występują określone ograniczenia absolutne, pewne ogólne wskazówki etyczne oraz, oczywiście, konieczność prowadzenia badań w takim kierunku, ażeby poniesiona szkoda nigdy nie przewyższała uzyskiwanych korzyści. Adam został obdarzony wielką siłą, której większą część zużył na działania złe. Ale wykorzystywanie tych sił dla zdrowia i leczenia chorób jest generalnie ruchem we właściwym kierunku. Jednak czego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie zrobić, to dokonać zmian w swoim ciele, które też przyjął Chrystus, ponieważ Wcielenie jest wydarzeniem o większym nawet znaczeniu niż tworzenie świata. W ten sposób ciało, które przyjął Chrystus, powinno zostawać takie same do tej pory, póki nie ujrzymy Go w Dzień Sądu. Nie możemy także zniwelować różnic między płcią męską a żeńską. Oto są właśnie ograniczenia absolutne.

Jeśli ktoś, pamiętając o tych ograniczeniach, z ostrożnością skorzysta z inżynierii genetycznej z zamiarem wyleczenia jakiejś choroby, to ingerencję tę należy rozpatrywać jako odmianę małego zabiegu chirurgicznego. Ale nawet w tym przypadku trzeba być uważnym.

Bazyli Wielki przestrzega: korzystać z medycyny można, ale tylko w tym przypadku, gdy nie robi się z niej absolutu, gdy nie tworzy się z niej idola. Jeśli przestrzegając tych ograniczeń i założeń, zdołamy naprawić niedoskonałości genetyczne, które dziś rodzą pokusę zabijania nieurodzonych dzieci, to może to wyjść wyłącznie na korzyść ludzkości. Należy też zaznaczyć, że już korzystamy z inżynierii genetycznej, na przykład w celu produkcji insuliny, z której korzystają nawet mnisi. Prawie cała światowa insulina jest produkowana za pomocą inżynierii genetycznej.

W jaki sposób inżynieria genetyczna mogłaby pomóc niemowlętom, które już w okresie rozwoju wewnątrzmacicznego zapadają na takie schorzenia, jak pląsawica Huntingtona czy zespół Downa?

Ludzie często mają pokusę zabicia swego dziecka w łonie, gdy ma ono wady ciała. Dzieci z zespołem Downa mają problemy tylko dlatego, że mają zamiast dwóch chromosomów jednego typu (21) trzy takie chromosomy. Gdyby można było usunąć jedną z tych trzech kopii dwudziestego pierwszego chromosomu, to wtedy dziecko przypuszczalnie rodziłoby się zdrowe. Możliwe jest, że w dalszej przyszłości inżynieria genetyczna właśnie oddali pokusę zabicia nieurodzonego dziecka.

Kierując się tą samą logiką, moglibyśmy podejść również do leczenia choroby Huntingtona. Pląsawica Huntingtona jest to schorzenie genetyczne układu nerwowego, które przejawia się w trakcie życia dorosłego. Za występowanie choroby odpowiada jeden gen (chociaż istnieją różne jego rodzaje). Gdybyśmy mogli wyjaśnić, w jaki sposób zablokować ekspresję genu wywołującego chorobę Huntingtona, to byłoby to bardzo korzystne.

Przechodzimy do kwestii aborcji, o której już Pan pisał w swoim artykule dla czasopisma "Pemptusija". Podał Pan szacowaną liczbę aborcji dokonywanych w ciągu roku na całym świecie - rzędu 50 milionów, a jest to liczba równa liczebności mieszkańców całej Francji. Jak Pan uważa, dlaczego ludzie zaczęli tak łatwo decydować się na aborcję, korzystając przy tym z wprowadzającego w błąd pojęcia "terapeutyczne przerwanie ciąży"?

Wasze pytanie jest bardzo ważne z wielu powodów. Możemy ulec pokusie mówienia o tym, co się stanie dopiero po latach, i zapomnieć w ten sposób o naszych dzisiejszych poważnych grzechach. Klonowanie człowieka może nie nastąpić jeszcze przez najbliższe 10-15 lat, natomiast rozpowszechnione praktykowanie aborcji jest jedną z największych pokus naszych czasów.
Ta kwestia dotyczy każdej kobiety zamężnej. Rzeczywiście, przecież każda kobieta, która odbyła stosunek płciowy, może zajść w ciążę. W warunkach zeświecczonej cywilizacji wielu żyje dość rozwiąźle, a aborcja ma wielkie znaczenie dla świeckiego modelu zachowania i związanego z nim trybu życia. Ten model zachowania, jak można zauważyć, wynika z pragnienia coraz większej wygody.

Ludzie odkładają ślub, żeby odnosić sukces w karierze, nie potrafią jednak w tym czasie pozostawać w czystości. Mężczyźni i kobiety zostali stworzeni, by wcześnie zawierać związek małżeński. Moje prababcie właśnie wyszły za mąż, mając szesnaście lat.

Mnich: mój dziadek miał trzydzieści sześć kiedy został dziadkiem.

Bardzo ciężko jest w obecnej hiperseksualnej kulturze czekać do trzydziestu lat, by się ożenić, żyjąc w czystości. W tym celu należy podejmować bardzo wiele wysiłku, lecz większość ludzi po prostu tego nie chce. W związku z taką sytuacją jedną z podstaw współczesnego modelu zachowania seksualnego stała się dostępność aborcji. Ten model pozwala żyć rozkosznie, korzystając ze wszystkich dóbr doczesnych, odkładać ślub i, wreszcie, odbywać stosunki seksualne, nie troszcząc się o zobowiązania nakładane przez urodzenie dziecka. Ludzie wówczas mogą korzystać z przyjemności i przypadkowych związków, natomiast dziecko, które mogłoby być przy tym poczęte, nie będzie stanowiło przeszkody w ich samorealizacji, czyli w karierze i innych planach. Aborcja zajmuje pozycję kluczową w świeckim modelu zachowania, będąc jego nieodłączną częścią.

Leczenie zdegenerowanej świadomości tej kultury polega nie tylko na tym, by mówić, że aborcja jest zła (choć jest ona rzeczywiście bardzo zła). Ktoś na początku powinien naprowadzić ludzi na taką perspektywę, z której mogliby oni dostrzec swój błąd - to, że żyją nie po chrześcijańsku. Powinni oni zrozumieć, co oznacza korzystać w sposób odpowiedni ze swojego instynktu płciowego niezależnie od tego, czy zostaną mnichami czy też zawrą małżeństwo. Powinni zrozumieć, że ślub jest powołaniem do wychowania dzieci, nie zaś do posiadania dwóch źródeł dochodów dla zadowolenia licznych potrzeb luksusowego życia. Trzeba prowadzić życie ascety. Istotą problemu aborcji nie jest jakaś skomplikowana kwestia bioetyczna, lecz całkiem stara kwestia zastosowania wstrzemięźliwości ascetycznej przeciwko wykorzystywaniu w zły sposób swoich sił, oraz walki o to, by wykorzystywać te siły właściwie. Po to potrzebna jest w tym świecie jakaś jasna wskazówka. Wracając do głównego wyzwania kultury świeckiej, trzeba przyznać, że nie jest ona już zdolna do poznania oddalonych celów ludzkości i świata.

Na skutek radykalnego zeświecczenia cywilizacji zachodniej praktyka medyczna doszła do tego, że aborcja stała się naturalną częścią naszego życia oraz opieki medycznej. Małżonkę Briana, moją córkę Christine, pewnego razu zapytał jej lekarz prowadzący: Chce Pani, zlecę badania sprawdzające, czy Pani dziecko ma jakieś nieprawidłowości? (chodziło o rozpoznanie przedporodowe). Na co ona odpowiedziała: A do czego [po co] są Panu potrzebne takie badania? Chce Pan wyleczyć dziecko?. Lekarz powiedział: Nie. Na co Christine powiedziała: Czyli oznacza to, że chce Pan zabić moje dziecko, tak?. Lekarzowi to się bardzo nie spodobało i już więcej o nic nie pytał.

Trzeba opowiedzieć kobietom o tym, że cywilizacja zachodnia chce ukazać jako upragnioną samą możliwość aborcji, będzie proponować przedstawiać im zachęcająco samą możliwość aborcji, zabójstwa ich dziecka, żeby zaczęły one uważać to rozwiązanie za jedną z metod leczenia. Rozpoznanie przedporodowe i aborcja selektywna zostaną im przedstawione jako rzeczy podstawowe w ramach właściwego stosunku do odpowiedzialności rodzicielskiej.

Lekarstwo przeciwko podobnym zdegenerowanym teoriom znajduje się w środku serca. Człowiek już we wczesnym wieku powinien stwierdzić, w jaki sposób on, mężczyzna czy kobieta, planuje przeżyć swoje życie. Człowiek powinien wybrać, czy zamierza zostać mnichem czy się ożenić, później natomiast powinien zrealizować swój wybór w jak najbardziej konsekwentny sposób.

Dla prawosławnych chrześcijan nasza bioetyka jest częścią sposobu życia, całkowicie zwróconego do Boga. Nie błąkamy się bez celu w tym świecie. Oczywiście, nie oznacza to, że nie mogę ulec pokusie pójścia fałszywą drogą, ale mam przynajmniej mapę wskazującą punkt, gdzie się znajduję, oraz właściwy kierunek. Mój ojciec duchowy powinien pomóc mi w odczytaniu tej mapy oraz wesprzeć mnie w moim nawróceniu się do Boga, co wymaga olbrzymiej pracy. Całą naszą prawosławną bioetykę można sprowadzić do tego, by godnie przystąpić do świętej Eucharystii. Nasza etyka oraz bioetyka są skierowane na Eucharystię. Jeśli będziemy o tym pamiętać, to nie zapomnimy również, że staramy się postępować słusznie po to, żeby przebywać w łączności z Chrystusem.

Powtórzę raz jeszcze - nie mamy jakiejś etyki zewnętrznej, ponadto słuszność czy też niesłuszność naszych uczynków oceniamy z punktu widzenia tego, czy dane działania pozwalają dążyć do Boga, przystępować do Świętej Eucharystii. Oto jest właśnie podstawa prawdziwie prawosławnej bioetyki, podstawa liturgiczna, ascetyczna i eucharystyczna. Jeżeli będziemy tak myśleć i pomagać młodzieży w myśleniu w ten sam sposób, to młodzi ludzie zostaną wędrowcami w obcej krainie, podobnie do chrześcijan pierwszego wieku. Będą wiedzieli, czym się różnią od innych, i że ta inność jest to dobra.

Rzeczywiście, słuszna pozycja. Wczoraj mówiliśmy o homoseksualizmie, mianowicie o pewnej ustawie w Kanadzie, która zabrania nawet publicznego odczytywania fragmentu Biblii, w którym mówi się o grzeszności homoseksualizmu, oraz rozpatruje podobne czyny jako przestępstwo...

Owszem, Kanada stanowi wspaniały przykład tego, jak radykalnie się różni kultura świecka od prawosławia. Kierując się stanowiskiem kultury świeckiej, zarzucają nam sekciarstwo za wyznawanie wiary w Boga jako Ojca Wszechmogącego, oraz to, że przyznajemy mężczyznom dominującą rolę w rodzinie i w Kościele oraz odrzucamy pomysł kapłaństwa niewiast. Osądzając niemoralność stosunków seksualnych poza związkiem małżeńskim mężczyzny i kobiety, zasłużymy w dodatku na miano homofobów.

Żeby przetrwać w tych warunkach, powinniśmy wychowywać takich uczonych, którzy będą rozumieli, gdzie się znajdują prawdziwi filozofowie i specjaliści z bioetyki. A prawdziwi specjaliści z bioetyki są tam, gdzie są ludzie zdolni nauczyć nas swoim duchowym wysiłkiem, zdolni dać nam do zrozumienia w sposób jasny, jak pomimo pokus ze strony kultury świeckiej dokonać słusznego wyboru podczas udzielania pomocy lekarskiej.

Tak, na przykład, w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje Towarzystwo Prawosławnych Filozofów SOPHIA (Society of Orthodox Philosophers in America), w ramach której stale przeprowadzane są spotkania z prawdziwymi filozofami - mnichami. Spotkania te odbywają się w monasterze pw. świętych Archaniołów na przedmieściach San-Antonio.

My, uczeni filozofowie, powinniśmy uświadomić, iż prawdziwa filozofia nie jest w instytucji świeckiej, nie jest też na uniwersytecie, lecz tam, gdzie przebywamy w modlitwie. Powinniśmy świadczyć światu, że istnieje tylko jeden Bóg, Który jest prawdą, oraz Jego wcielony Syn, Najwyższa Mądrość, Którego powinniśmy umiłować, przy czym umiłować go całym sercem, a dopiero przez tę miłość pokochać bliźniego.

Pomożemy ludziom nie korzystać z aborcji, eutanazji, która jest praktykowana coraz częściej, jak również ze wspieranego przez medycynę samobójstwa. Pomożemy ludziom poznać i skosztować prawdziwego sensu ich życia.

Nasz starzec (chodzi o przełożonego Wielkiego Świętego Monasteru Vatopedi archimandrytę Efrema - przyp. red. Bogoslov.ru) ciągle przypomina, że wielu ojców, szczególnie współczesnych, mówiło, że teologiem nie jest ten, kto posiada dyplom i wie o Bogu, lecz ten, kto zna Boga.

Owszem, wasz starzec bardzo trafnie to ujął. W Średniowieczu na Zachodzie uległo się pokusie rozpatrywania teologii przede wszystkim jako dyscypliny naukowej. Powstanie uniwersytetów zachodnich posiadających wydziały teologiczne zmieniło sens pojęcia "teologia". W trzynastym wieku, kiedy to otwierano uniwersytety w Paryżu i Pradze, filozofia na tyle się zmieniła, że dla poznania Boga już nie wymagano oczyszczania serca.

Zamiast tego coraz bardziej interesowano się etyką oraz teologią jako intelektualnymi dyscyplinami naukowymi. Z punktu widzenia zachodniego rozumowania etyki oraz teologii prawosławie nie posiada etyki i teologii jako czegoś trzeciego między nami a Bogiem. Naszą etyką wraz z teologią jest nasza więź z Bogiem.

Tak było również w Bizancjum: wielkich teologów i Ojców Cerkwi nazywano filozofami, ale wcale nie filozofami oderwanymi od życia w Bogu i doświadczenia.

Właśnie tak. O filozofii w charakterze osoby trzeciej powiadamia nas trzecia pieśń akatystu, w której się mówi, że Bogurodzica wytknęła mędrcom niemądrość, wykazała uczonym nieuctwo, oraz sprawiła, że retorzy, słów wielu miłośnicy, zamilkli, jak ryby bezgłośne.

Profesorze, co może pan nam powiedzieć o eutanazji - czy rzeczywiście jest ona zalegalizowana w niektórych krajach?

Tak, w Holandii i Belgii eutanazja obejmuje dwa podstawowe elementy. Obejmuje jednocześnie i zamiar zabicia, i określone działanie albo zaniechanie, prowadzące w sposób nieunikniony do śmierci.

Weźmy taki przykład. Gdyby ktoś z mnichów podszedł do mnie i powiedział: "Hermanie, boli mnie głowa, czy możesz mi dać aspirynę?", to dałbym mu aspirynę w celu uśmierzenia bólu głowy. Jednak zawsze istnieje prawdopodobieństwo tego, że aspiryna stanie się przyczyną śmierci. Co roku mnóstwo ludzi umiera na krwotok żołądkowy spowodowany zażyciem aspiryny. Załóżmy, że za chwilę przyjdzie do mnie mój najgorszy wróg i poprosi o aspirynę, ja zaś mu ją dam z nadzieją, że jej zażycie go zabije (wiem, że prawdopodobieństwo tego jest znikome, ale mam nadzieję, że diabeł mi pomoże - śmieje się). W tym momencie wykonuję czyn całkowicie odwrotny. Intencje warunkują sens działania.

Podobnie jeśli chory odczuwa bardzo silne bóle i ja podam mu morfinę nie mając zamiaru zabicia, mimo że jestem świadomy wynikającego z tego śmiertelnego zagrożenia, to nie biorę udziału w eutanazji. Bazyli Wielki mówi, że podajemy opium cierpiącym z powodu bólu, chociaż zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że doprowadzi to do śmierci. Kiedy przyjmujemy kurs leczenia, mając na celu uśmierzenie bólu, to nie jest to czynna eutanazja, lecz działanie skierowane na walkę z bólem.

Mogę też przerwać leczenie, ale nie celem zabicia chorego, lecz dlatego, że ma on już dość terapii i doprowadza ona go wyłącznie do rozpaczy. W ten sposób, gdyby miała miejsce określona ingerencja, która bardzo denerwowałaby chorego i nie mógłby jej już dłużej znosić, to ciężar leczenia mógłby stać się pokusą prowadzącą do popełnienia grzechu. Nawet gdyby istniało niebezpieczeństwo śmierci w przypadku przerwania przeze mnie terapii, to fakt przerwania leczenia nie byłby czynem biernej eutanazji.

Rozważmy przypadek, kiedy pacjent ma zaawansowaną postać nowotworu. Jeśli w trakcie leczenia cierpienie chorego cały czas wzrasta, lekarz natomiast się obawia, że chory może wpaść w rozpacz, to za zgodą chorego może przerwać leczenie. Nie będzie to bierną eutanazją.

Lekarz przerywa leczenie nie po to, by zabić chorego, inaczej byłoby to bierną eutanazją, która obecnie jest szeroko rozpowszechniona. W społeczeństwie zeświecczonym nikt nie pyta o intencje lekarza czy chorego. Nieliczni tylko zadają pytanie, czy leczenie zostanie zakończone z tego powodu, że choremu jest moralnie ciężko je znieść, czy też dlatego, że chory woli umrzeć. W kręgach świeckich specjalistów z bioetyki w latach siedemdziesiątych-osiemdziesiątych ubiegłego wieku miała miejsce zaawansowana dyskusja o szczególnej roli intencji w bioetyce. Obecnie bierna eutanazja jest tolerowana, dlatego obserwuje się próbę połączenia biernej eutanazji z odmową zaproponowania leczenia mając na względzie zapobieganie poniesieniu przez pacjenta szkód moralnych.

Należy nie tylko oddzielić bierną eutanazję (zamierzone przerwanie terapii podtrzymującej przy życiu, mające na celu zabicie chorego) od czynnej (działania konsekwentnie prowadzące do śmierci). Należy też rozróżniać eutanazję dobrowolną od niedobrowolnej i mimowolnej. Eutanazja dobrowolna ma miejsce w przypadku, kiedy chory prosi o uśmiercenie, niedobrowolna ? kiedy chorego uśmiercają wbrew jego woli, żeby położyć kres jego cierpieniom, mimowolna zaś ? w przypadku pacjenta nieświadomego, jeśli lekarz uważa, że pacjent wolałby, by odebrano mu życie.

Jedynie dobrowolna i mimowolna eutanazja są dopuszczone przez prawo. Oprócz tego, w regulacjach prawnych wielu państw zezwala się osobie trzeciej na przekazanie choremu środków przerywających jego życie.

Ale to jest samobójstwo!

Owszem, samobójstwo wspomagane ma miejsce w przypadku, gdy ktoś udziela innej osobie środków dla dokonania samobójstwa. W odniesieniu do eutanazji samobójstwo wspomagane ma miejsce wtedy, gdy zabijają chorego. Holandia dąży obecnie w kierunku zezwolenia stosowania eutanazji w stosunku do niemowląt. Jest to pewna odmiana zabójstwa dzieci. Podobnego zachowania można się spodziewać w jakimś społeczeństwie pogańskim, gdyż świat pogański, który panował przed chrześcijaństwem, dopuszczał zabijanie dzieci. Od kiedy jesteśmy społeczeństwem pogan?

Wspomagane przez lekarza samobójstwo jest obecnie prawnie możliwe w stanie Oregon, jak również w Szwajcarii. Wielu jedzie do tego kraju, by już nie powrócić. Jak można zauważyć, samobójstwo wspomagane jest również zalegalizowane w Niemczech, ale nie biorą w nim udziału lekarze. Bardzo szybko samobójstwo wspomagane przez lekarza będzie prawnie możliwe w większości krajów oraz, możliwe, w większości stanów USA.

Szczególnie przykre jest to, że w Belgii oraz Holandii w szpitalach, prowadzonych przez Kościół katolicki, jest dozwolona eutanazja. Jest to wyraźne przyzwolenie na czynienie zła. Rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który pracował w charakterze specjalisty z bioetyki, jak to on sam siebie określał, w jednym ze szpitali katolickich. Powiedział on, że tam nie jest praktykowana eutanazja niedobrowolna, jedynie dobrowolna. Tym nie mniej, w szpitalach państwowych jest praktykowany zarówno jeden, jak i drugi rodzaj eutanazji. Istnieją dowody na to, że w wyżej wspomnianym szpitalu katolickim pacjenci najpierw przyjmują Komunię, później natomiast są zabijani.

Weźmy przykład starszego człowieka przebywającego w śpiączce, o którym wiemy, że na pewno umrze, jeśli, oczywiście, nie zdarzy się cud. Ów człowiek jest podłączony do specjalnego aparatu, podtrzymującego jego podstawowe funkcje życiowe, ale ta procedura jest bardzo kosztowna. Rodzina nie wie, co robić. A co Pan sądzi na ten temat?

Podobne decyzje należy podejmować ściśle kierując się duchem świętych Ojców. Bazyli Wielki rozważając w pytaniu 55. dany temat mówi o tym, jak daleko powinno się sięgać korzystając z pomocy medycznej. Chodzi nie o to, czy można ją odstawić, tylko o to, czy można ją zastosować. Święty odpowiada na ostatnie pytanie pozytywnie, ale następnie przytacza warunki, przy występowaniu których jest to niemożliwe.

Podkreśla on, ze medycyna jest dla nas nie do przyjęcia wówczas, gdy staje się celem sama w sobie. Gdy każdy z nas będzie przykładał wszelkich starań tylko po to, by za pomocą wszystkich możliwych środków zachować życie materialne, swoje własne albo bliźnich, wówczas nasze podejście do medycyny jest niewłaściwe, dlatego, że robimy z niej bożka.

Przedstawiam teraz mój własny pogląd na ten temat. Gdybym w czasie wypadku stracił zdolność odbierania bodźców, to trzeba skorzystać z dorobku medycyny, żeby ta zdolność została przywrócona, a następnie pokajać się w grzechach oraz przystąpić do Świętych Tajemnic. Ale po przywróceniu kontaktu ze środowiskiem medycyna bardzo często może mnie kierować fałszywymi drogami. Dlatego dużo lepiej byłoby przeznaczyć środki finansowe wydane na mnie na rzecz pomocy dla biednych, dla prawosławnych misji w Afryce i w Indiach.

Eutanazja jest eutanazją tylko wówczas, kiedy działamy, albo odwrotnie, nie podejmujemy działań, z zamiarem odebrania życia. Jeśli działamy w celu kontrolowania bólu (nawet jeżeli zwiększa to w jakiś sposób ryzyko śmierci), ponieważ pod wpływem silnych cierpień ludzie mogą wpaść w rozpacz i popełnić grzech; a także jeśli przerywamy leczenie, ponieważ może ono przynieść szkodę duchowemu życiu chorego, wtedy w swoich działaniach kierujemy się obowiązkiem duchowej obrony chorego.

Zawsze jednak istnieje niebezpieczeństwo utraty wszelkiej litości w kwestii zachowania życia. Mianowicie to odbywa się w epoce rozwiniętych technologii, kiedy jesteśmy skłonni zastępować naszą wiarę w Boga wiarą w technologie. Technologie mogą wprowadzić nas w błąd, natomiast jednym z największych idoli naszych czasów jest właśnie technologia medyczna.

Przypuszczam, że prawosławni chrześcijanie w Grecji dają przynajmniej dziesięć procent swoich dochodów dla Cerkwi. W USA na opiekę medyczną wydajemy jeden dolar z siedmiu, 14% dochodu narodowego, Niemcy zaś - jedno z dziesięciu euro. Jeśli w Grecji wydają od dziesięciu do piętnastu procent swojego zarobku na rzecz Cerkwi, to można stwierdzić, że medycyna dla tego kraju nie jest wielkim idolem.

Ale jeśli Grecy zaczną wydawać na opiekę medyczną więcej pieniędzy, niż ofiarują dla Cerkwi, to w tym przypadku medycyna może obrócić się we wszechogarniającą żądzę. Rzadko już budujemy wielkie katedry, lecz coraz częściej ogromne centra medyczne.

Jakie jest stanowisko prawosławia w kwestii śmierci mózgowej?

Święty Grzegorz Palamas, który jest patronem tej niedawno powstałej kaplicy, obok której teraz się znajdujemy, podkreśla, że nie istnieje nauka o tym, jaki narząd jest główny w stosunku do różnych funkcji naszego organizmu. Powiedział on, że decyzja w kwestii, jaki narząd jest narządem głównym, należy wyłącznie do medycyny. Zgadzam się ze świętym.

Kiedy mówimy o sercu w języku teologii, mamy na uwadze naszą duszę, nie zaś narząd ciała. Wiemy, że ludzie mogą posiadać sztuczne serca, ale oni również będą grzeszyć albo zwracać się do Boga.

Chciałbym wyjaśnić, na pewnym umownym, drastycznym przykładzie, czemu to mózgowie, nie zaś serce, jest podstawą życia. Żył sobie pewien człowiek Antoine Laurent de Lavoisier (1743 - 1794), który stworzył definicję tego, co to jest tlen. Nie był on bynajmniej człowiekiem religijnym.

W czasie rewolucji francuskiej 8 maja 1794 roku został ścięty. Będąc uczonym świeckim, przed egzekucją poprosił swoich przyjaciół o zmierzenie czasu, w trakcie którego będzie on otwierał i zamykał oczy po ścięciu głowy. A teraz wyobraźcie sobie, że odcinają mu głowę nie w 1794, lecz w 2005 roku, i również ma on przyjaciół.

Natychmiast po odcięciu głowy wprowadzają oni w przecięte żyły i tętnice elastyczne rurki oraz podłączają je do sztucznego serca. Głowę natomiast do czasu, gdy przestanie otwierać i zamykać oczy, szybko wywożą z miasta. Krew nadal krąży, jest on jeszcze zdolny do komunikowania się z otoczeniem poprzez otwieranie i zamykanie oczu. Inni jego przyjaciele podłączają jego ciało i wywożą do innego końca miasta. W ten sposób mają ciało na jednym końcu Paryża, głowę natomiast na drugim.

W tej chwili rzecz jasna spekulujemy...?

Oczywiście. Ale obecnie coś takiego mogłoby być całkiem możliwe. Robespierre (1758 - 1794), który zechciałby się upewnić, że Lavoisier jest rzeczywiście martwy, wysłałby swoich ludzi, by go zabili. A w jakim przypadku zostałby zabity? Kiedy by strzelano w serce czy kiedy w głowę? Myślę, że w głowę. W innym przypadku wychodzi na to, że po prostu strzela się w ciało, ale oczy na drugim końcu Paryża jeszcze się otwierają i zamykają zadając pytania: "Lavoisierowi odcięto głowę? Nie mogę wytrzymać, mam nadzieję, że nikt swej głowy nie uratuje (śmiech)", "Czy on jeszcze żyje"?.

Postrzegamy mózgowie oraz serce w sposób empiryczny. Podsumowując, uważam, że jest bardzo ważne, by zanim zostanie powiedziane, że człowiek zmarł, jego mózg całkowicie obumarł. Gdy mózgowie jest całkowicie martwe, człowiek już nie należy do tego świata. Tym nie mniej ludzie ze wszystkich sił pragną zdobyć różne części ciała i narządy dla transplantacji.

W niektórych klinikach amerykańskich nie czeka się na śmierć mózgu. Czekają na moment, kiedy człowiek będzie odpowiadał cechom dawcy - czyli "tego, u którego nie bije serce". Oznacza to, że mózg jeszcze nie umarł. Po prostu serce przestało bić i człowieka można byłoby przywrócić do życia. Mózgowie może jeszcze funkcjonować. To może być jeden z rodzajów zabójstwa.

Czy możliwy jest całkowity przeszczep serca?

Owszem. Przeprowadzono wiele takich przeszczepów.

Ile lat żyją później ci ludzie?

Wielu przeżyło ponad dziesięć lat. Obecnie jest coraz częściej pomyślnych rezultatów takiej operacji. Wydział Lekarski w Baylor był jednym z pierwszych, na którym przeprowadzano zabiegi przeszczepu serca. Widziałem wielu pacjentów z przeszczepionym sercem. Realnie sytuację zmienił lek z nazwą cyklosporyna, pomagający ograniczyć skłonność organizmu do odrzucania przeszczepionego serca, ponieważ na samym początku ?odmowna? reakcja ustroju na obcy narząd stanowiła dosyć poważny problem. Natomiast cyklosporyna w sposób zauważalny zwiększyła odsetek pomyślnych zabiegów transplantacji.

Obserwuje się pewien niepokój związany z tym, że razem z przeszczepianym narządem biorca w jakiś sposób może dostać cechy charakteru dawcy. Czy kiedykolwiek słyszał Pan o takich przypadkach?

Różne historie można usłyszeć. Słyszałem wiele podobnych do tej. Ale nie znam osobiście takich pacjentów. Rozmawiałem z zaprzyjaźnionymi kolegami - profesorami przeprowadzającymi transplantacje serca - również odpowiadali negatywnie.

Brian (Brian Christopher Patridge - zięć profesora Engelhardta, mąż jego córki Christine, kierownik Centrum Kultury, Etyki oraz Środowiska w miejscowości Homer na Alasce - przyp. red. Bogoslov.ru): Widziałeś film Million Dollar Baby?

Brianie, wiesz, że rzadko oglądam filmy i w ogóle telewizję.

Brian: To był taki znany film z Clintem Eastwoodem opowiadający o pewnej dziewczynie, która zaczęła uprawiać boks, początkowo amatorsko, a następnie przeszła na zawodowe uprawianie tego sportu. Jej życie całkowicie się odmieniło. Jeżeli wcześniej nie dostawała nic, to potem zaczęła zarabiać olbrzymie pieniądze. Ale pewnego razu podczas pojedynku złamano jej kark. Została całkowicie sparaliżowana. W pozostałej części filmu chodzi o dylemat moralny stojący przed jej trenerem: czy należy ją zabić, czy nie. Dlatego, że nie może ona ruszyć żadną częścią ciała i z tego powodu nie może sama popełnić samobójstwa. Film afirmuje uczynek trenera, który nabrał odwagi, by zabić tę dziewczynę. Moją uwagę również przyciągnął fakt, ze z tym dylematem trener chodził do pewnego księdza katolickiego, i ten ksiądz wreszcie powiedział mu: wynoś się, nie przychodź jutro do kościoła. Z tego powodu trener sam podejmuje decyzję o zabiciu dziewczyny.

Brian wie, z czym się zetknęliśmy na katolickich uniwersytetach. Pytałem tamtejszych lekarzy o ich stosunek do eutanazji. Mniej więcej 30 % z nich wypowiedziało się "za". Jak już zaznaczałem, eutanazja staje się na Zachodzie elementem składowym kultury świeckiej. Nasze podejścia do medycyny będą się różniły.
Wyobraźcie sobie, że idę od Szkoły Medycznej Baylor do uniwersytetu Rice. A w momencie, gdy nieuważnie przechodzę przez drogę potrąca mnie ogromna ciężarówka, podrzuca do góry, ląduję zaś na oddziale intensywnej terapii pewnego szpitala prowadzonego przez metodystów.
Nie mam szans na przeżycie, ale lekarze dokładają wszelkich starań. Podłączają mnie do rurek, kiedy zaś pytają moją małżonkę, jak ze mną postąpić, ona odpowiada: Utrzymujcie go przy życiu, postarajcie się odzyskać jego świadomość, ja natomiast przyprowadzę księdza żeby go wyspowiadał. Wykorzystałbym wszelkie możliwe środki, żeby człowiek odzyskał świadomość, ażeby on, a w tym przypadku nawet ja, sam miałbym możliwość po raz ostatni się wyspowiadać i dostąpić Eucharystii.
Gdy już dojdzie do przyjęcia Eucharystii, czy potrzebuję nadal tych wszystkich rurek, skoro terapia jest bezskuteczna, a ja wpadnę w rozpacz? Nie, możecie wówczas przerwać terapię. Robimy to nie po to, by zabić, lecz po to, żeby nie robić z medycyny hiperkosztownej dziedziny nauki. Nasze podejście do medycyny w sposób zauważalny różni się od podejścia społeczeństwa świeckiego.

Uściślijmy nasze poprzednie zapytanie. Przypuśćmy, że mamy człowieka mającego doświadczenie obcowania z Łaską Bożą - czymś naturalnym, co w pierwszej kolejności dotyka duszy, ale jednocześnie również ciała. Ojcowie mówią przecież i o fizycznym sercu, które odgrywa w tym szczególną rolę. Obfite spłynięcie Łaski Bożej dotyka również fizycznego serca człowieka. Gdy to serce zostanie przeszczepione komuś innemu, albo gdy, przypuśćmy, bierzemy serce muzułmanina i przeszczepiamy je chrześcijaninowi, to czy dokonuje się przy tym jakiegoś duchowego wpływu na jego biorcę? Czy rozum, który w rozumieniu tradycji Ojców nie jest tym samym, co jego wytwory, będzie w stanie zjednoczyć się z tym nowym sercem?

Świętych się czci po ich śmierci. Ale zanim odbędzie się Sąd Ostateczny, zanim dostaną ponownie swe ciała, zachowują oni rozum i widzą Boga. Relikwie św. Jana z San-Francisco (Maksymowicza) przebywają w katedrze, jednak święty, jako czysty sercem, postrzega Boga, przeżywa duchową obecność Boga, ale nie przez serce fizyczne, lecz serce duszy. Z tego powodu, żeby posiadać rozum, nie potrzebne jest serce fizyczne.

Nasze duchowe serce nie zależy od fizycznego. Jedzenie, które spożyłem tu, w monasterze watopedzkim, powoli się wchłania poprzez komórki mojego ciała, i w ten sposób zmienia się ono cały czas. Moja dusza ma zdolność przemienić ten narząd ciała w moje własne serce [tu profesor Engelhardt wykorzystuje pojęcie serca zgodnie z tradycją Ojców Kościoła - przyp. tłum.]. Posiadamy zdolność uduchawiania własnego ciała, robienia go swoim do samej śmierci. Nadajemy mu indywidualność i robimy je własnym. Mówiąc o przeszczepionym sercu, to również mówimy o zmianach, tylko bardziej gwałtownych.

Czy zechciałby ten, kto uzyskał pokój i zdolność modlitwy, uzyskać przeszczepione serce? Pewnie nie. Tak poważna ingerencja chirurgiczna mogłaby zachwiać duchowy stan tego człowieka. Wspominana już 55. reguła Bazylego Wielkiego wytycza ważne granice i wskazuje kierunek. W niektórych przypadkach mnich nie powinien opuszczać monasteru, nawet jeśli wymaga okazania pomocy medycznej, czyli nie opuszczać miejsca, które daje mu pokój dla serca. Kierując się tym, w niektórych przypadkach nie można zmusić mnicha do wyjazdu, na przykład do Salonik w celu leczenia, w innych natomiast zostałby do tego zmuszony. Jest to pytanie z rzędu tych, które należy oddawać przed osąd naszego ojca duchowego.

Wiemy, że święci zmieniają świat, gdyż uśmiercają swoje ego i przyjmują Chrystusa. Dlatego właśnie czcimy relikwie świętych. Co się tyczy transfuzji krwi, to przyjęcie w siebie krwi świętego może się okazać wielkim błogosławieństwem.

Posiadam bardzo mały kawałek tkaniny należący do świętego Hermana z Alaski, który tylko dotykał świętego. Ale porażające jest to, jak święci, o czym wiemy z Dziejów Apostolskich (Dz 19, 12), mogą przeistaczać materię dzięki niestworzonym energiom Boga. Co by było, gdyby święty mnich Herman został dawcą krwi? Nie wiem, nie posiadam do tego odpowiedniej wiedzy duchowej, ale myślę, ze byłoby czymś niezwykłym, gdyby ten święty dał swoją krew do przetoczenia. Ludzie pijący wodę ze studni świętego Hermana zmieniają się na lepsze.

Ale czy to może zadziałać również w sposób odwrotny?

Świat się uświęca dzięki naszemu dobremu usposobieniu w stosunku do bliźnich.

Mam na myśli sytuację, gdy dawcą został zły człowiek.

Uświęcamy nawet zło. Kapłan modli się w trakcie liturgii Bazylego Wielkiego o to, by za pomocą Łaski Bożej zło obróciło się w dobro. Przyczyną, z której Kościół prawosławny się modli, by wyrwać świat z rąk księcia tego świata, jest taka, ażeby ten ostatni (czyli świat) się uświęcił. Błogosławimy wszystko. Nawet teksaskie krowy można poświęcić.

Cerkiew przywołuje upadły świat, by zostawił zło, i przywraca go do świętości. Zapewne dobrym pomysłem byłoby poświęcenie serca, które dostaje biorca od złego człowieka. Kościół prawosławny niewątpliwie jest obdarzony mocą dzięki błogosławieństwu wypędzać zło z serca i krwi dowolnego grzesznika. Kościół, który jest ciałem Chrystusowym, jest zdolny przemienić wszystko.

W ten sposób, kiedy kapłan znajduje się obok chorego, który ma zabieg transplantacji narządu albo przetaczania krwi, to powinien udzielić błogosławieństwa zarówno człowiekowi, jak i przeszczepianemu organowi. Pewnie wydaję się Wam w jakimś sensie nienaturalnym. Miałem zaćmę, teraz mam wszczepione soczewki plastikowe. Kiedy błogosławi mnie kapłan, to uświęca się wszystko - drugi Adam przemienia świat.

Św. Grzegorz Palamas mówi, że rozum korzysta też z serca jako narzędzia.

Słusznie.

Ponieważ po przeszczepie chory będzie miał cudze serce, to kierując się tą samą prawosławną tradycją ascetyczną, nie jest tak naprawdę ważne, od kogo wzięto serce.

Jest to absolutna prawda. Przyswajamy sobie naszą hipostazę materialną, jak to miało miejsce, na przykład, w przypadku moich plastikowych soczewek.

A teraz chcielibyśmy poruszyć jakiś konkretny problem bioetyczny związany ze sztucznym zapłodnieniem. Załóżmy, na przykład, że para małżeńska nie ma dzieci i decyduje się na skorzystanie z zapłodnienia in vitro, w trakcie którego wykorzystywane są jedynie dwie albo trzy komórki jajowe, chociaż zapładniane są wszystkie. Na ile jest to zgodne z nauką Kościoła, ekonomią, skoro wielu ojców duchownych daje błogosławieństwo na tę "czynność reprodukcyjną"?

Sztuczne zapłodnienie obejmuje sposób przekazania potomstwa, który jest w pełni skuteczny, albo przynajmniej bardzo bliski do pełnej skuteczności. Wychodząc z założenia, że żyjemy w zranionym i grzesznym świecie, bardzo często najlepsze, co może nam dać ojciec duchowy, to pomóc chociażby przybliżyć się do idealnego celu, uwzględniając nasze żądze i słabości, kiedy widać, że nie jesteśmy nastawieni na osiągnięcie ideału.

Ludzie często są ogarnięci pragnieniem urodzenia dziecka. To pragnienie może doprowadzić ich do rozwodu i innych czynów, jeszcze gorszych od sztucznego zapłodnienia. Właśnie to tłumaczy sytuację, że ojciec duchowny może zezwolić na dokonanie sztucznego zapłodnienia, podobnie jak w sytuacji z drugim ślubem, który ?nie spełnia oczekiwań? Cerkwi. Tym nie mniej, zgodnie z duchem cerkiewnej ekonomii, taki krok może być błogosławiony. Ale, jak zaznaczyliście, praktykowanie sztucznego zapłodnienia nakłada pewne ograniczenia: wszystkie zarodki powinny być wszczepione, natomiast nasienie powinno być pobierane od męża.

Bez względu na to, powinniśmy pamiętać, że są pewne rzeczy, na które ojcowie duchowni udzielają błogosławieństwa biorąc pod uwagę skalaną naturę ludzką. My z kolei powinniśmy pamiętać, że nie osiągamy w ten sposób ideału, i z tego powodu ubolewać. Bardzo ważne jest ubolewanie nad własnymi słabościami.

Odnośnie dawców narządów przed śmiercią (na przykład, jeżeli chodzi o przeszczep nerek) albo po niej: apostoł Paweł mówi, ze ciało człowieka jest świątynią Ducha Świętego (patrz 1 Kor 6, 19) i do nas nie należy. Innymi słowy, nie mamy żadnych praw nawet do własnego ciała, bo należy ono do Boga.

Powinniśmy rozróżniać trzy różne sytuacje. Apostoł Paweł wie, że nasze ciało do nas nie należy; tak naprawdę nic do nas nie należy. Dajemy to, co mamy, jako dar od Boga, i powinniśmy to robić w duchu miłości. Jeżeli przylgnę całym sercem do czegoś, co posiadam, to będę za to potępiony.

A teraz wyobraźcie sobie, że (uchowaj, Boże!) jeden z moich wnuków urodził się z nieczynną wątrobą. Czy mógłbym mu dać jedną piątą swojej? Pewnie byłoby możliwe odcięcie części mojej wątroby. Taki dar byłby czynem miłości. To by było mniej więcej to samo, jakbym dał pieniądze żebrakowi. Jeżeli myślę o pieniądzach jak o swojej własności, to popełniam grzech. Powinienem innym ofiarować coś w duchu wolności, gdy jest taka potrzeba.

Naturalnie, są rzeczy, których nie mogę ofiarować innym. Nie mogę zabić siebie, żeby dać narządy swoim wnukom, ale mogę narazić się na niebezpieczeństwo przez wzgląd na moich wnuków. Jest to dobry i szlachetny uczynek. Na wydziale filozofii, gdzie wykładam, takich, co wierzą w Boga i kierują się w życiu tradycją, jest dwójka: ja i pewien Żyd. On jest bardzo chory, i jeden z jego synów przekazał mu swoją nerkę, co jest czynem miłości. Powinniśmy dokonywać podobnych czynów.

Tak samo powinniśmy być bardzo ostrożni w kwestii jakiegokolwiek dawstwa narządów, jeżeli uniemożliwiłoby to pogrzeb we właściwym czasie. Powinna przynajmniej zostawać odpowiednia dla pogrzebu ilość członków ciała. Są trzy przyczyny, dlaczego tak ważne jest pochowanie ludzkiego ciała. Po pierwsze, prawosławne nabożeństwo żałobne jest sakramentem Cerkwi, i jest bardzo ważne, żeby ciało było chowane z błogosławieństwem cerkiewnym.

Po drugie, widząc me ciało, ludzie zebrani wokół mnie będą się w mojej intencji modlić. Po trzecie, jest również ważne, że gdy ludzie widzą, że jestem martwy, to mają szansę się zastanowić, że w pewnym, niekonieczne oddalonym w czasie momencie na moim miejscu będą oni. Właśnie dlatego jest tak wskazana obecność ciała, które można pochować.

Reasumując, są poważne powody dla zachowania ciała, albo niedopuszczenia do ingerencji w zakresie uniemożliwiającym pochówek. Ale w wyżej ukazanych ramach pomaganie innym poprzez bycie dawcą jest dobre.

W czasie wojny w Serbii odnotowane były przypadki szybkiego pobierania narządów u zabitych. Nadano tej sprawie charakter rynkowy, zrobiono z tego biznes...

Sprzedaż narządów mogłaby stać się rozwiązaniem idealnym, ale mało stabilne kraje świata zrobią z niej zło gorsze od aborcji. Zwolennicy humanizmu uważają sprzedaż narządów za niewyobrażalny koszmar, obnosząc się jednocześnie a tym, że sami oni mają zasady moralne. Chociaż w tym samym czasie zabijają oni co roku 50 milionów nieurodzonych dzieci...

Mówiąc o sprzedaży, nie zaś o dobrowolnym przekazaniu swoich narządów, człowiek zbacza z właściwej drogi mniej więcej w takim samym stopniu, jak przy korzystaniu z zapłodnienia in vitro. Powinniśmy przypominać, że święci sprzedawali się do niewoli, żeby pomóc ubogim. Gdyby mnich sprzedał swoją nerkę, by pomóc swojej rodzinie, byłoby to czynem miłości. Gdyby biedny sprzedał swoją nerkę w celu pomocy swojej rodzinie, to również byłoby czynem miłości. Jednak dla świadomości świeckiej podobne działania są gorsze od zabójstwa nieurodzonych dzieci.

Ostatni argument, który wzmacnia moją opinię o dopuszczalności transplantacji narządów, jest to, że św. Kosma dokonał przeszczepu narządu, wziętego od Afrykańczyka, Europejczykowi. Jeżeli Cerkiew nigdy nie potępiała ikony obrazującej ten uczynek, to na pewno nie potępiała również przeszczepu narządów.

Mój zięć Brian przypomina mi, żebym podkreślił wydarzenia w Serbii, kiedy najprawdopodobniej zabijano ludzi w celu pobrania od nich narządów dla przeszczepu. Uważa on, że z pewnością może to stanowić poważne niebezpieczeństwo w sytuacji braku stabilnej sytuacji społecznej.

Gdybyśmy mogli za pomocą nowoczesnych technologii, na przykład, znacznie wydłużać czas życia, powiedzmy, do 150-200 lat, to jakie mogłyby być skutki takich możliwości?

Gdyby medycyna mogła wydłużyć życie ludzkie do 150-200 lat, to czemu my, chrześcijanie, z tego powodu mielibyśmy się martwić? Biblijny Matuzalem, dla przykładu, osiągnął wiek dziewięciuset sześćdziesięciu dziewięciu lat [patrz Rdz 5, 27]. Nie jest ważne, ile żyjemy, lecz to, w jaki sposób żyjemy, żeby później osiągnąć życie wieczne. Jeżeli będzie nas zbytnio zajmowała długość naszego życia, nie zaś to, czy będziemy żyć z Chrystusem, to wówczas nie będziemy w stanie dostrzec różnicy między ilością a jakością. Wiemy już natomiast, jaką za to płaci się cenę.
Najważniejszym jest to, by myśl człowieka nie zamykała się w ramach świeckich. Powinna wykroczyć poza granice swojej perspektywy, poza własny światopogląd. Jeśli będzie się opierała na świeckim gruncie oraz szukała odpowiedzi na pytania kierując się świeckim podejściem, to zginie. Myślenie świeckie przekształci niewielkie pagórki w góry, ignorując jednocześnie istnienie prawdziwych olbrzymich gór. Ważne jest, by szukając odpowiedzi na pytania egzystencjalne, widzieć istotę rzeczy. Kwestią zasadniczą jest umiłowanie Boga całym swoim sercem i całą duszą, Was, moi drodzy, zaś tak samo, jak samego siebie. Oznacza to, że powinienem starać się być dobrym małżonkiem, dobrym ojcem, dobrym dziadkiem, dobrym nauczycielem, nie przylgnąć z całą siłą swych namiętności do życia doczesnego, ale całą swoją duszą szukać raju. Należy skierować wszystkie swoje myśli na osiągnięcie tylko jednej prawdy - Świętej Trójcy.

Dokonujemy wysiłków duchowych w postmodernistycznym, postchrześcijańskim, posttradycyjnym świecie. Przyszło nam mieć do czynienia z antagonistyczną kulturą świecką, która pragnie zepchnąć chrześcijaństwo i jego zbawienną nowinę na pobocze życia. Ta kultura chce zamienić właściwe stosunki między ludźmi na wszystko, co popadnie,i w ogóle na wszystko to, czego człowiek subiektywnie i namiętnie pragnie.

Kultura świecka zniekształca wszystkie nasze relacje. Popatrzcie wokół siebie i zobaczycie, jak bardzo zasady tego świata zaprzeczają zasadom tradycji chrześcijańskiej. Mężczyźni i kobiety rezygnują ze ślubu dla przypadkowych i powierzchownych związków. Ci, którzy zawierają małżeństwo z osobami tej samej płci, szukają zamiast miłosierdzia i odpuszczenia grzechów błogosławieństwa Kościoła. Dla społeczeństwa świeckiego zgorszeniem jest wiodąca rola mężczyzny w Kościele i w rodzinie.
Samą myśl o tym, że ktoś może dążyć drogą ascezy do szczerej miłości Bożej uważa się za pozbawiony rozumu fanatyzm. W tym wszystkim rolę wiodącą odgrywa bioetyka świecka. Natomiast nasza bioetyka powinna stać się częścią Nowego Stworzenia, żeby poprzez Wcielenie ludzie mogli na reszcie znaleźć prawdziwe lekarstwo, które doprowadzi ich do [przyprowadzi ich do] życia wiecznego, do przebóstwienia, które można osiągnąć za pomocą niestworzonych energii naszego Odkupiciela.

Teraz chcielibyśmy, żeby odpowiedział Pan na nieco bardziej osobiste pytanie. Kiedy przyjął Pan prawosławie i czy jest Pan zadowolony ze swego wyboru do tej pory? Oraz, z drugiej strony: czy wywarł Pana wybór wpływ na Pana podejście do etyki, i jak konkretnie wpłynął na Pańską działalność akademicką i naukową?

Prawosławnym chrześcijaninem zostałem w Wielką Sobotę 1991 roku. Fakt ten zmienił całe moje życie. Mam nadzieję, że stary człowiek we mnie jest już całkowicie martwy. Wszystko we mnie różni się od tego, co było wcześniej. Nie ma takich słów, za pomocą których można byłoby opisać tę wszechogarniającą zmianę, która dotknęła wszystkich aspektów mego życia.
Obecnie, kiedy jestem sam prawosławnym chrześcijaninem, niektóre wykładane przeze mnie przedmioty, takie jak historia filozofii, na pierwszy rzut oka wydają się te same, ale przyczyna mojego zajmowania się nimi jest już inna. Korzystam z możliwości doniesienia do swoich studentów tej myśli, że Zachód podąża fałszywą drogą. Drogę słuszną pokazuje św. biskup Grzegorz Palamas. Wiele, a może nawet wszystkie problemy filozofii zachodniej rodzą się dlatego, że nie kroczy ona tą drogą, którą wskazał święty. Kiedy nadarza się odpowiednia okazja, jako badacz staram się przypomnieć ludziom, iż zachodnia kultura poniosła klęskę.

Czy wydarzyło się z Panem podczas swojej działalności wykładowczej na uczelniach Rice czy Baylor coś szczególnego, o czym chciałby Pan opowiedzieć?

Najważniejszym wydarzeniem w moim życiu był mój chrzest w Kościele prawosławnym (śmieje się), natomiast wszystko pozostałe uważam za nieistotne. Nic nie może dorównać w swoim znaczeniu do podanego wyżej faktu. Cieszę się, gdy ktoś ze studentów zwraca się ku Świętemu Prawosławiu. Chrystus ukazuje im drogę, ja zaś mogę przynajmniej dać im mapę prowadzącą do Niego. To sprawia [daje to] ogromną radość. Próbuję wyjaśnić innym sens tego daru, który był mi dany [chodzi o sakrament Chrztu Świętego - przyp. red. Bogoslov.ru].

Wszystko, co Pan powiedział o prawosławiu jest bardzo ważne, ale zróbmy małą degresję. Proszę powiedzieć, czy podczas wykładów, które przeprowadza Pan na całym świecie, dla przykładu w Hong Kongu, odbywa się coś, co by Pan nazwał unikalnym?

Ponieważ zostałem prawosławnym chrześcijaninem, wszystkie ważne wydarzenia miały miejsce w Cerkwi. Najlepsze w Hong Kongu było zaś to, że mogłem uczestniczyć w Boskiej liturgii i dostąpić Eucharystii.

A gdzie dokładnie miało to miejsce?

W cerkwi pod wezwaniem świętego Łukasza

fot. za : www.journeytoorthodoxy.com korekta ks. Mariusz Synak

— tłum. Andrzej Nieścierowicz, Szymon Krzyszczuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →