Rozmowa z Noelem O. Fernandezem Collotem i jego żoną, Ormarą A.
Rozmowa z Noelem O. Fernandezem Collotem i jego żoną, Ormarą A. Nolla Cao z Kuby.
Jesteście małżeństwem od 45 lat. To w dzisiejszych czasach dość niezwykłe. Jak wyglądały Wasze początki?
Noel: Spotkaliśmy się, kiedy mieliśmy po 15 lat, na obozie letnim, niedaleko miejsca, gdzie mieszka Ormara i niedaleko od mojego miejsca zamieszkania. Zostaliśmy przyjaciółmi, ale chyba zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Kiedy spotkaliśmy się po raz drugi, podczas konwencji Kościołów baptystycznych powiedziałem jej, że ją kocham, ale ona powiedziała: O nie! Jesteśmy za młodzi! Kiedy mieliśmy 16 lat zaczęliśmy nasz związek.
Jak często się spotykaliście? Podróżowałem do Omary raz w tygodniu, w niedzielę. Odwiedzałem ją w jej domu. Byliśmy wychowani w bardzo konserwatywnych rodzinach. Szliśmy rano do kościoła, potem czasem szliśmy do kina, a wieczorem znów szliśmy do kościoła. Potem ja wracałem do siebie. To był czas wojny i nie było łatwo podróżować poza miasto, więc przez kilka miesięcy w 1958 roku nie mogliśmy się spotykać. Na początku 1959 roku zaczęliśmy być razem. W 1962 roku mieliśmy małe nieporozumienie, nie było nam łatwo się zrozumieć.
Przestaliście być razem na dwa lata. W 1964 roku znów się spotkaliśmy na zgromadzeniu Kościoła baptystów. Ja przyjechałem z moim najlepszym przyjacielem, a ona była z koleżanką. Mój przyjaciel powiedział: Widziałeś, jak ona na Ciebie patrzy? A jej koleżanka powiedziała to samo o mnie!
I znów zaczęliście być razem? Zaczęliśmy rozmawiać i rozwiązywać problem, który nas poprzednio podzielił. Mieliśmy 22 lata.
Ślub wzięliście w 1965 roku. Ślub był w Kościele baptystycznym, w mieście, gdzie mieszkała Ormara, o 7 rano. W Kościele wtedy bardzo dużo się działo, a my mieliśmy wielu przyjaciół z całej Kuby. Pomyśleliśmy, że jeśli wszyscy przyjdą do kościoła, nie będzie miejsca dla gości weselnych. Wydawało nam się, że tak wcześnie nie będzie ludzi, ale nasi przyjaciele przyjechali wcześniej i nawet o 7 rano w kościele był tłum – zarówno naszych przyjaciół, jak i członków naszego Kościoła.
Jaką rolę pełniliście w Kościele? Ja byłem przewodniczącym departamentu ds. młodzieży Zgromadzenia Baptystycznego. Ormara pracowała jako wolontariusz w departamencie edukacji. 20 lat temu zostałem pastorem, wcześniej nie chciałem nim być – wolałem pracować jako laik i wykonywać swoją pracę bez obowiązków, jakie spoczywają na duchownym. Potem pracowałem w wielu obszarach Zgromadzenia Baptystycznego i innych chrześcijańskich instytucji na Kubie – ale nie jako pastor. Pastorem zostałem w 1990 roku, kiedy rozmiary Kościoła wymagały większej ilości osób.
Jaką rolę w sukcesie waszego małżeństwa odegrała wiara? Nauczanie, które otrzymaliśmy w naszym Kościele pokazało nam, że jedyna rzecz, która trzyma dwie osoby razem w małżeństwie to miłość, nic innego. Jeśli kochasz drugą osobę, każdy inny problem może być rozwiązany. Od dzieciństwa byliśmy uczeni fragmentu I Listu do Koryntian (13), gdzie św. Paweł pisze, że z miłości wszystko może być rozwiązane. Jesteśmy razem nie z powodów materialnych, religijnych, społecznych, ale jesteśmy razem, bo ona bardzo mnie kocha, a ja kocham ją tak, jak ona kocha mnie.
Kłócicie się czasem? Wszystkie pary miewają nieporozumienia, my chyba częściej niż inni. Ale kiedy kochasz drugą osobę, wszystkie nieporozumienia mogą być zażegnane. W wielu aspektach się różnimy. Ale staramy się być dwojgiem w jednym ciele. Ormara jest bardzo cierpliwa wobec mnie. Ja nie jestem tak cierpliwy. I może to umożliwiło nam wspólne życie w małżeństwie przez tak długi czas.
Kiedy się pobraliśmy, podczas naszego miesiąca miodowego odwiedziliśmy wiele miejsc. Kiedy obchodziliśmy 25 rocznicę ślubu, pojechaliśmy do pierwszego hotelu, w którym byliśmy podczas naszej podróży poślubnej. Teraz to luksusowy hotel dla turystów, jest bardzo drogi. Powiedzieliśmy menedżerowi, że chcemy tam obchodzić naszą rocznicę ślubu – ale okazało się, że hotel jest zarezerwowany dla gości. Kiedy wyjaśniliśmy, że chcemy spędzić naszą 25 rocznicę ślubu, menedżer nie mógł uwierzyć, że można być małżeństwem 25 lat! Od razu nas zaprosił i znalazło się dla nas miejsce.
Jesteś niewidomy od 20 lat. Jak sobie radzisz? Bycie niewidomym to dla mnie przywilej. Nie widzę jej siwych włosów, pamiętam jej cudowną, młodą twarz – taką, jaką była 20 lat temu.
Twoja żona musi włożyć wiele wysiłku w pomoc dla ciebie. Żona bardzo mnie wspiera w wielu aspektach mojej pracy duszpasterskiej. Ale ja również pomagam jej w jej pracy. Ormara jest koordynatorem Światowego Dnia Modlitwy na obszarze Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Jest również koordynatorem Kubańskiej Rady Kościołów i ja czasem pomagam jej w jej pracy. Mówię czasem, że kiedy mężczyzna jest liderem, pracuje, wszystko jest możliwe, jeśli stoi za nim dobra kobieta.
Masz więcej pracy, bo musisz troszczyć się również o swojego niewidomego męża. Ormara: To nie było łatwe, ale w życiu przygotowaliśmy się na tę sytuację. Próbujemy zrozumieć się nawzajem i nie powodować trudności w naszej pracy. Każde z nas pracuje w swojej dziedzinie – ja mam swoją pracę, mój mąż ma swoją pracę i staramy się nie przeszkadzać jedno drugiemu. Noel, mimo że jest niewidomy, jest osobą bardzo niezależną. Wszystko robi samodzielnie. Kiedy musi zostać sam w domu, nie ma z tym żadnego problemu. Gotuje, robi wszystko oprócz prasowania.
Nie prasujesz? Noel: [śmiech] Nie, bo nie lubię. Ona też nie.
Jak się przyzwyczaiłeś do bycia niewidomym? To chyba trudniejsze, niż być niewidomym od urodzenia? To trudne, ale nie niemożliwe. Bardzo pomaga wiara w Boga i wsparcie, które od Niego dostajemy. Po drugie, przygotowaliśmy na to nasze życie. Mój dziadek i ojciec byli niewidomi, to choroba dziedziczna.
Lekarz przekazał wiadomość, że stanę się niewidomy w ciągu 5 lat, mojej żonie, a nie mnie. Nie chciał powiedzieć mi tego bezpośrednio. Kiedy przyjechałem do domu, Ormara powiedziała: „Mam dla ciebie wiadomość. Lekarz mi powiedział, że w ciągu 5 lat przestaniesz widzieć. Musimy zacząć się do tego przygotowywać – ekonomicznie, duchowo, społecznie, we wszystkich aspektach naszego życia”.
Pan się nade mną zlitował i od otrzymania wieści od lekarza widziałem jeszcze przez kolejne 20 lat. Był to wystarczający czas, żebyśmy się mogli na to przygotować. Niewidomy stawałem się stopniowo. Jeśli zapytasz, kiedy zupełnie przestałem widzieć, odpowiem – nie wiem.
Jak twoja niesprawność wpływa na postrzeganie innych ludzi chorych lub niepełnosprawnych? Bycie niewidomym pomaga mi czuć problem niepełnosprawności od wewnątrz. Z tego właśnie powodu od ponad 20 lat pracuję w Kubańskiej Radzie Kościołów przy programie opieki nad niepełnosprawnymi na Kubie. Niemal wszystkie Kościoły są częścią tego programu, którym ja się zajmuję. Ciągle uczę się, jak pracować z niewidomymi, niepełnosprawnymi fizycznie i umysłowo. Bardzo lubię tę pracę, zarówno na wyspie, jak i w Ameryce Łacińskiej. Jestem koordynatorem tego rodzaju pracy w programie Światowej Rady Kościołów „Ecumenical Disability Advocacy Network”. Tam przekazujemy swoje doświadczenie, zdobyte na Kubie w ciągu 20 lat.
Co powiedziałbyś osobie, która się nagle dowiaduje, że jest ciężko chora? Dla pastora to sytuacja najtrudniejsza - jak zwiększyć wiarę i poprawić komfort osoby, której ogłoszono, że umrze. Nie potrafię powiedzieć, co dokładnie robię. Kiedy spotykam taką osobę nigdy nie mówimy o chorobie. Nie pytam, jak się czuje, co powiedział lekarz, jakie leki bierze itd. Mówię o rzeczach radosnych, zapraszam tę osobę do rozmowy o wielu błogosławieństwach, które w życiu otrzymała od Boga. Kiedy modlimy się razem, zapraszam tę osobę do podziękowania Bogu za życie, nie mówiąc, że życie się kończy, bo dla chrześcijanina życie nigdy się nie kończy.
Co poradzilibyście współczesnym parom? Jak osiągnąć sukces w małżeństwie? Powiedziałem w swoim Kościele, że nie będę udzielał więcej ślubów, bo wszystkie pary, którym udzielam ślubów, rozwodzą się. Kiedy rozmawiam z nimi przygotowując ich do małżeństwa, zachęcam ich do zastanowienia się głębiej nad tym, co robią. Zachęcam, by kultywowali miłość, jakby to był kwiat. Oczywiście są pary, które wciąż są razem. Ponieważ nie mamy dzieci, one są dla nas jak nasze dzieci, a ich dzieci jak nasze wnuki.
Osobiście odnieśliście sukces, będąc przez 45 lat szczęśliwym małżeństwem. Tak, ale trudno mi nauczyć tego samego innych. Żyjemy w innych czasach, w innym momencie historii. Jedyną rzeczą, którą im powtarzam to to, by powiększali swoją miłość, by próbowali być radośni. Jeśli nie ma miłości, nie ma żadnego powodu, by dalej być razem. Trzeba być pewnym, że kocha się tę drugą osobę, żadna inna kwestia nie powinna być pierwsza.
O czym marzycie? Mamy 68 lat. Nasze marzenia są już spełnione. Dużo marzyliśmy w ciągu życia i odnieśliśmy sukces. Aktualnie marzymy o remoncie naszego domu, naprawiamy dach. Oddaliśmy również samochód do mechanika i marzymy, żeby dało się go naprawić.
Ja marzę o tym, aby mój duchowy wnuk ożenił się i skończył uniwersytet. Marzę o jego sukcesie. Nie ma nic piękniejszego, niż ktoś, kto mówi do ciebie – dziadku, kocham cię. On mówi do mnie dziadku, ale do mojej żony mówi ciociu. Ona nie chce być babcią.
Ormara: Codziennie mamy nowe marzenia. Marzymy o naszej pracy dla Kościoła i dla organizacji ekumenicznych, o tym, co możemy zrobić, by pomóc innym. Szczególnie marzymy, by Pan dał nam więcej lat życia w zdrowiu.
I tego wam życzę - długiego życia i spełnienia waszych marzeń. Dziękujemy za ten wywiad. Było nam bardzo miło móc opowiedzieć o sobie. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
Myślałam, że jesteście popularną parą! Może trochę. Czasem denerwuje się na żonę, bo kiedy idziemy po mieście, ciągle ktoś nas zatrzymuje, a moja żona chce z kimś porozmawiać, bo jest bardzo popularna i każdy ją zna. Potrzebujemy 50 minut zamiast 10 na każdą sprawę!
Pastor Kościoła Baptystów Noel O. Fernandez Collot i jego żona, Ormara A. Nolla Cao mieszkają i pracują na Kubie. Zaangażowani są w działalność ekumeniczną, związaną z programami dla osób niepełnosprawnych. Noel jest członkiem Komisji Spraw Zagranicznych Światowej Rady Kościołów. Od 20 lat jest niewidomy. We wszystkich jego podróżach towarzyszy mu Ormara, która aktywnie wspiera go w jego pracy.
Rozmawiała Anna Czerewacka (Albania, październik 2010).
— Anna Czerewacka
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.