Biskup wiedeński i całej Austrii Hilarion (Alfiejew), Przedstawiciel Rosyjskiego Kościoła prawosławnego przy europejskich organizacjach międzynarodowych Nad Europą krąży widmo wojującej sekularyzacji. Gwałtownie przeciwstawiając się wszelkim przejawom religijności, coraz bardziej podbija Europę.
Biskup wiedeński i całej Austrii Hilarion (Alfiejew),
Przedstawiciel Rosyjskiego Kościoła prawosławnego
przy europejskich organizacjach międzynarodowych
Nad Europą krąży widmo wojującej sekularyzacji. Gwałtownie przeciwstawiając się wszelkim przejawom religijności, coraz bardziej podbija Europę. Jeszcze nie zdążyła wygasnąć debata na temat chrześcijańskich korzeni Europy w preambule przyszłej Konstytucji europejskiej, gdy przez Stary kontynent przetoczyła się kolejna fala sporów. Tym razem we Francji rozgorzała dyskusja nad zakazem noszenia symboli religijnych w miejscach publicznych. I tak oto znowu sekularyzm pretenduje do miana jedynego światopoglądu, na podstawie którego może i powinien być zbudowany nowy porządek zarówno w Europie, jak i poza jej granicami.
Dążenie do usunięcia religii ze sfery społecznej, umiejscowienia jej na obrzeżach egzystencji ludzkiej, sprowadzenia religii do czysto osobistego wymiaru, oto są cele, do których dążą przedstawiciele współczesnego liberalnego humanizmu inspirowanego Oświeceniem wraz z jego specyficznym wyobrażeniem o wolności i tolerancji. Przy czym tolerancja wobec religii dotyczy tylko tych jej aspektów, które są poprawne politycznie i nie są w sprzeczności z tzw. "uniwersalnymi wartościami". Wszystko, co wykracza poza te ramy jest ograniczane, zabronione czy też nawet całkowicie wyrugowane.
Kategoryczny sprzeciw znacznej liczby europejskich polityków wobec zapisu o chrześcijańskim dziedzictwie w Konstytucji europejskiej, zdecydowany opór francuskich przedstawicieli państwa wobec publicznego manifestowania swojej wiary, jak też i inne podobne zjawiska w różnych krajach Europy - to wszystko jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Za tym wszystkim kryje się systematyczny atak sekularyzacji na pozostałości chrześcijańskiej cywilizacji na naszym kontynencie i chęć rozprawienia się z religią raz na zawsze. Ten atak jest przeprowadzany w imię demokracji i wartości liberalnych, a towarzyszą mu głośno wykrzykiwane slogany o obronie praw i swobód obywatelskich. Wszystko to dzieje się równocześnie z podważaniem podstawowego prawa człowieka do nieskrępowanego wyznawania wiary w Boga. Zagrożone zostało prawo wspólnoty ludzkiej do konstruowania swego życia na religijnym światopoglądzie.
Wojująca sekularyzacja jako pseudo religia
Gdy w 1917 roku Rosja znalazła się w rękach bolszewików, jednym z głównych punktów ich programu ideologicznego była walka z religią we wszelkich jej przejawach. W latach 1920 - 30 walka ta przybrała charakter najzwyklejszego ludobójstwa. Topór ateizmu nie oszczędzał nikogo: ani biskupów, ani księży, ani mnichów, ani mniszek ani świeckich. Gorzki los represjonowanych duchownych dzieliły ich żony i dzieci. Te ostatnie były postrzegane jako dzieci "wrogów ludu" i dlatego umieszczano je w specjalnych ośrodkach, gdzie były poddawane antyreligijnej indoktrynacji. Prześladowania dotknęły wszystkich ludzi wierzących - prawosławnych, katolików, protestantów, muzułmanów, buddystów i żydów. A wszystko to działo się pod hasłami walki o wolność, braterstwo i równość.
Pojęcie wolności miało skądinąd bardzo ograniczony sens w odniesieniu do religii. Konstytucja stalinowska z 1929 roku przyznawała wolność sprawowania kultu religijnego i propagowania ateizmu. Innymi słowy, propagować można było tylko ateizm, natomiast głoszenie religii było oficjalnie zabronione. W rzeczywistości już sama przynależność obywatela do jakiejkolwiek religii była postrzegana jako wyzwanie rzucone sowieckiemu społeczeństwu, (nawet jeśli ów obywatel unikał otwartego głoszenia swoich przekonań) i kończyło się przynajmniej zwolnieniem z pracy i degradacją w hierarchii społecznej. W wielu przypadkach, zwłaszcza podczas krwawych lat 20. i 30., być wierzącym oznaczało wystawiać na niebezpieczeństwo swe własne życie oraz życie swych bliskich .
Przyczyną nienawiści, którą rosyjscy komuniści żywili do religii było wg Bierdiajewa to, że sam komunizm postrzegał się w kategoriach religii, która zajmie miejsce chrześcijaństwa1. Zażartą wrogość komunizmu wobec wiary w Boga tłumaczy się jego pretensjami do posiadania monopolu światopoglądowego. Ponieważ człowiek, wg Bierdiajewa, jest "zwierzęciem religijnym", więc w momencie, gdy "zaprzecza on istnieniu Boga prawdziwego i jedynego, zaczyna on tworzyć sobie fałszywe bożki i idole i im oddaje cześć"2. W tym sensie rosyjski komunizm stal się antyreligią, pseudoreligią dla milionów ludzi, którym silą odebrano wiarę ich ojców.
Komunizm stworzył nie tylko ideologię, ale również swe własne obrzędy religijne, których nieodłącznym elementem było oddawanie czci bożkom - członkom KC partii, których z kolei portrety zdobiły wszystkie pomieszczenia gmachów publicznych. Został stworzony nowy system komunistycznych symboli, a jego celem było usunięcie z ludzkiej pamięci całej religijnej symboliki: krzyże i ikony zostały zastąpione gwiazdą, sierpem i młotem. Były one tak ostro zwalczane, gdyż rzucały wyzwanie bezbożnemu, sowieckiemu społeczeństwu.
Ta sytuacja trwała do lat 70. i 80. ubiegłego stulecia. Sam jeszcze bardzo dobrze pamiętam, z jaką gorliwością pod koniec lat 70. nauczycielka zrywała z mojej szyi krzyżyk, który przypadkiem zauważyła pod kołnierzykiem koszuli. Z taką samą gorliwością nauczyciele zmuszali dzieci nosić pod szyją czerwony krawat, bez którego nie można było pokazać się w miejscu publicznym.
Sekularyzacja, która rozwija się teraz w Europie jest również pseudoreligią ze swoimi dogmatami, normami, swoimi obrzędami religijnymi i swoją symboliką. Podobnie jak rosyjski komunizm XX wieku, tak również i sekularyzacja chce posiadać światopoglądowy monopol i dlatego nie znosi konkurencji. Z tego też powodu, liderzy sekularyzacji reagują tak nerwowo na wszelki przejaw życia religijnego i na każde wspomnienie o Bogu. "Gdyby Bóg nie istniał, należałoby Go wymyślić", mawiał Wolter. "Nawet jeśli Bóg istnieje, nie należy o Nim mówić" - twierdzą dzisiejsi liberałowie, którzy uważają, że nie ma dla Niego miejsca w sferze publicznej. Według nich, mówienie o Bogu w oficjalnych dokumentach tak jak i noszenie symboli religijnych w miejscach publicznych jest zamachem na prawa agnostyków i niewierzących. Zapominają oni jednak, że zakaz mówienia o Bogu i noszenia symboli religijnych jest dyskryminacją ludzi wierzących, którym zabrania się otwarcie wyznawać swoją wiarę.
Współczesna wojująca sekularyzacja, podobnie jak i komunizm rosyjski, uważa siebie za substytut chrześcijaństwa, za światopogląd, którego rolą jest zastąpienie chrześcijaństwa. Dlatego sekularyzacja nigdy nie może być neutralna i obojętna wobec chrześcijaństwa. Wręcz przeciwnie - często bywa ona wroga chrześcijaństwu. Z ust ideologów europejskiej sekularyzacji można usłyszeć od czasu do czasu parę ciepłych słów o islamie, nigdy zaś ich nie usłyszymy w stosunku do chrześcijaństwa.
Skądinąd jednym z czołowych argumentów przeciwko wpisaniu chrześcijaństwa do preambuły Konstytucji europejskiej, było ryzyko urażenia uczuć muzułmanów i zahamowanie tym samym procesu integracji Turcji z UE. Ten argument jest całkowicie fałszywy. Po pierwsze: Turcja uznaje siebie za państwo laickie. Po drugie: nic ani nikt nie stoi na przeszkodzie by wspomnieć islam, judaizm czy też inne religie tradycyjne w tej nieszczęsnej preambule. Tak na marginesie powiem tylko, że Turcja to kraj, gdzie na początku XX wieku ponad milion Ormian zostało zamordowanych, gdzie osadnicy greccy i asyryjscy zostali całkowicie unicestwieni. Turcja to także kraj, w którym kultura chrześcijańska została zrujnowana. W związku z tym, nie jest to najlepszy przykład na pokojowe współistnienie różnych religii w ramach jednego laickiego państwa. Nawet dzisiaj, gdy Turcja chce wstąpić do UE, sytuacja religijnych mniejszości, a w szczególności resztek potężnych niegdyś wspólnot chrześcijańskich w tym kraju, pozostawia wiele do życzenia. Wciąż jeszcze istnieje zakaz publicznego noszenia symboli religijnych, a chrześcijaństwo pozostaje pod ścisłą kontrola władz3. Jeśli podczas tworzenia swych struktur Europa zamierza wzorować się na modelu tureckim, to chrześcijan czekają niełatwe czasy.
Wojująca sekularyzacja a chrześcijaństwo
W czym leży przyczyna tej agresji, z jaką współcześni zachodni liberałowie odnoszą się do chrześcijaństwa? Dlaczego stworzone przez nich reguły politycznej poprawności, które już dawno temu stały się swego rodzaju "moralnym kodeksem budowniczych nowej Europy", zawierają w sobie zakaz krytyki islamu, ale równocześnie dopuszczają nawet najbardziej absurdalną krytykę chrześcijaństwa? Dlaczego te reguły pozwalają mówić o zezwierzęceniu inkwizycji w średniowiecznej Hiszpanii, o holokauście w nazistowskich Niemczech, ale zabraniają wspominać o ludobójstwie Ormian i innych chrześcijańskich narodów w wyżej wspomnianej Turcji? Skąd się wzięła taka wybiórczość i jednostronność w podejściu do historii? Dlaczego właśnie chrześcijaństwo staje się kozłem ofiarnym za każdym razem, gdy religia jest krytykowana? Dlaczego dla chrześcijaństwa nie znalazło się miejsca w projekcie Europejskiej konstytucji, podczas gdy "dziedzictwo grecko-rzymskie" oraz dziedzictwo epoki Oświecenia zostały uznane za podwaliny europejskiej cywilizacji?
Wydaje mi się, że odpowiedź na te pytania kryje się w wyjątkowym rozwoju historii Europy zachodniej drugiego tysiąclecia. Dla większości zachodnich Europejczyków, zwłaszcza w krajach tradycyjnie katolickich, synonimem chrześcijaństwa jest Kościół rzymskokatolicki, którego historia ma wiele ciemnych stron. Katolicyzm w Średniowieczu posiadał quasi totalitarny charakter i pretendował do posiadania prawdy nie tylko w kwestii religii, ale też i w innych dziedzinach życia publicznego. Kościół zachodni kontrolował naukę i sztukę, wtrącał się w sprawy państwowe, prowadził kampanie wojenne, aktywnie uczestniczył w polityce, a towarzyszyły temu wszystkiemu prześladowania religijnych mniejszości oraz ludzi, którzy zadarli z Kościołem.
Reakcją na totalitarny charakter Kościoła było narodzenie się w ramach zachodniego chrześcijaństwa silnej antykatolickiej opozycji, która doprowadziła do powstania protestantyzmu. Skądinąd aż do dziś, głównym motorem teologii protestanckiej jest polemika z katolicyzmem, dążenie do zrzucenia jego wpływu. Inną odpowiedzią była silna dechrystianizacja (a dokładniej "dekatolicyzacja") europejskiej, świeckiej kultury. Europejska myśl filozoficzna również coraz bardziej dystansowała się od rzymskiego katolicyzmu i w epoce Oświecenia zupełnie się od niego uniezależniła, zakładając tym samym podwaliny pod współczesny postchrześcijański (słuszniej byłoby powiedzieć postkatolicki) humanizm. Równocześnie następowało stopniowe osłabienie politycznej władzy Kościoła rzymskokatolickiego. Decydujące uderzenie wymierzone w polityczne ambicje rzymskiego katolicyzmu nastąpiło wraz z rewolucją francuską i wojnami napoleońskimi. Miniaturowe państewko Watykan to wszystko, co pozostało po niegdyś potężnym papieskim imperium, zajmującym znaczącą część terytorium Europy Zachodniej.
Współczesny europejski antychrystianizm w swych początkach był antykatolicyzmem, niemniej jednak walczy on teraz ze wszystkimi chrześcijańskimi wyznaniami, z samym chrześcijaństwem. Antychrystianizm nie protestuje przeciwko samemu istnieniu chrześcijańskich kościołów, ale przeciw możliwości wywierania wpływu przez te kościoły na procesy społeczne, na politykę, sztukę, naukę i kulturę. Wojująca sekularyzacja uznaje prawo jednostek do wyznawania dowolnej wiary lub nie wyznawania żadnej, jednak nie akceptuje już idei, zgodnie z którą "religijny światopogląd jest podstawą dla społecznie wartościowych działań4". W tym też znajduje się źródło tlącego się konfliktu między zeświecczonym społeczeństwem, chrześcijańskimi wspólnotami, które dążą do "umocnienia chrześcijańskich wartości w procesie przyjęcia ważnych społecznie decyzji na poziomie narodowym i międzynarodowym"5.
Wartości religijne i uniwersalne
Co rozumiemy pod pojęciem wartości religijnych i dlaczego nie zawsze oznaczają one to samo, co "wartości uniwersalne", które są fundamentem współczesnego świeckiego humanizmu? Przede wszystkim, należy podkreślić, że w chrześcijaństwie wartością absolutną i ostateczną, jedynym kryterium prawdy jest Bóg, który objawił się światu w Osobie Jezusa Chrystusa. Dla chrześcijan to właśnie Bóg jest źródłem norm społecznych i prawnych. Przykazania Chrystusa są dla nas niezastąpionym prawem etycznym. Wartości chrześcijańskie są teocentryczne i chrystocentryczne. Natomiast świecki humanizm jest antropocentryczny, gdyż jako "miarę wszechrzeczy", wartość absolutną i kryterium prawdy postrzega on człowieka6. Chrześcijaństwo wychodzi z założenia, że natura ludzka jest skażona grzechem i potrzebuje uzdrowienia, odkupienia oraz przebóstwienia. Dlatego też, Cerkiew nie może "pozytywnie odnosić się do takiej organizacji świata, w której centrum umiejscowiona jest zniekształcona przez grzech ludzka natura"7. Humanizm nie zna pojęcia grzechu i dla wolności jednostki nie uznaje innych granic niż prawa, które bronią wolności innych jednostek.
Mówiąc o "chrześcijańskich" i "uniwersalnych" wartościach, mam całkowitą świadomość słabości tych dwóch pojęć. Czy można mówić o uniwersalnych wartościach, jeżeli wiemy, że każda cywilizacja, każda kultura i każdy naród mają swą własną hierarchię wartości, które są dalekie od jednomyślności? Z drugiej natomiast strony, czy można mówić o chrześcijańskich wartościach, jeśli znaczna część protestanckich wspólnot poddaje rewizji główne zasady chrześcijańskiego dogmatycznego i moralnego nauczania, zmieniając je w imię politycznej poprawności? Być może właściwsze byłoby w tej sytuacji przeciwstawienie sobie (tak jak to widać w niektórych oficjalnych dokumentach Patriarchatu moskiewskiego) wartości "tradycyjnych" i "liberalnych". Można jeszcze mówić o konflikcie między wiarą a niewiarą, o fundamentalnej różnicy pomiędzy religijnym światopoglądem, a normami świeckiego humanizmu.
Wiele konkretnych przykładów takich sprzeczności znajdziemy w "Podstawach społecznej koncepcji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego" - dokumencie, który w sposób systematyczny i na różnych płaszczyznach potwierdza wyższość wartości tradycyjnych nad liberalnymi. Ze swojej strony, postaram się również przytoczyć kilka przykładów zaczerpniętych z historii i codziennego życia współczesnego człowieka, by tym samym sprzeczność, o której jest mowa zilustrować.
Z punktu widzenia współczesnego prawa świeckiego, do grupy najgorszych przestępstw zalicza się zamach na ludzkie życie, własność prywatną i państwową oraz zamach na spokój społeczny. Tego rodzaju przestępstwa są najbardziej surowo karane. Niemniej jednak, to samo prawo, według którego osądza się przestępcę oskarżonego o morderstwo, wychodząc z założenia, że życie ludzkie jest absolutna wartością, chroni również życie mordercy.
Zgodnie z religijną tradycją, ziemskie życie człowieka nigdy nie posiadało samo w sobie absolutnej wartości. I najgorszymi przestępstwami nie są te, które skierowane są przeciwko bliźniemu, lecz te skierowane przeciw Bogu i wierze. Nieprzypadkowo w dawnych czasach liczne narody najbardziej surowo karały bluźnierstwo i profanację świętości. W grecko - rzymskiej i żydowskiej tradycji ten, kto dopuścił się bluźnierstwa skazywany na śmierć. Jednocześnie, ten sam przestępca mógł szukać schronienia w świątyni. Mimo, iż z punktu widzenia współczesnego świeckiego prawa może się to wydawać absurdalne, jednak nietykalność przestępcy znajdującego się w świątyni była gwarantowana tym samym prawem, które skazywało go na śmierć. Co więcej, aresztowanie złoczyńcy w świątyni również postrzegane było jako ciężkie przestępstwo.
Dla wspomnianej powyżej normy prawnej nie ma innego wytłumaczenia niż to, że bazowała ona na wyższości praw religijnych nad prawami "uniwersalnymi". Z punktu widzenia współczesnego prawodawstwa, kara śmierci za profanację świętości jest karą wręcz dziką w swym okrucieństwie, a wyrok jest po prostu nieadekwatny do popełnionego przestępstwa. Jednak nasi przodkowie mieli inne zdanie na ten temat. Profanacja religijnych symboli była postrzegana jako zamach na najświętszą rzecz w duchowym życiu narodu - na jego wiarę, bez której naród jako taki nie mógł istnieć. Właśnie dlatego nawet odebranie człowiekowi życia nie było traktowane przez średniowieczne prawo z taką samą surowością, co znieważenie wiary.
Kolejny przykład pochodzi z dziedziny architektury. W Cesarstwie bizantyńskim i na średniowiecznym Zachodzie, fortyfikacje budowane były w ten sposób, by w razie ataku świątynia była ostatnim bastionem, w którym będą się bronić mieszkańcy miasta. Osaczeni w niej właśnie widzieli swą ostatnią nadzieję i w niej chcieli zginąć w wypadku przegranej. Z punktu widzenia współczesnej sztuki wojennej, głupotą może się wydawać czynienie ze świątyni ostatniej linii obrony, tym bardziej, że jest ona zazwyczaj najmniej odpowiednią i najmniej do toczenia walk dostosowaną strukturą architektoniczną. Jednak nasi przodkowie myśleli inaczej.
Najwybitniejsze dzieła architektury były poświęcone Bogu i były jednocześnie wyrazem gorącej wiary ich twórców. W czasach, gdy światopogląd religijny pozostawał dominujący, ludzie nie zbudowali ani jednego pałacu, ani innego budynku, który swymi rozmiarami i dostojeństwem dorównywałby budowlom wzniesionym na chwałę Bożą. Najwspanialszym osiągnięciem architektury bizantyńskiej był sobór Hagia Sophia, a w każdym rosyjskim mieście, w najbardziej malowniczym miejscu wyrastał najpiękniejszy budynek- cerkiew. "To, co najlepsze - Bogu, pozostałe - sobie", tak zwykli mawiać nasi przodkowie i w tym przysłowiu wyrażony był cały ich stosunek do własnego życia.
Współczesnemu zeświecczonemu światu z jego kultem konsumpcji, z jego dążeniem do materialnego dobrobytu, coraz trudniej jest pojąc religijną motywację tych, którzy budowali wspaniale katedry, pozostające do tej pory tym, co najlepsze w europejskiej architekturze. A tak na marginesie - nawet dzisiaj budowane są wspaniale kościoły i cerkwie, jednak z zasady zdarza się to raczej poza Europą Zachodnią, która aktualnie znajduje się pod jarzmem wojującej sekularyzacji. Dziesięć lat temu w Senegalu - państwie, w którym problem głodu jest daleki od rozwiązania - zbudowana została rzymskokatolicka katedra, która swoimi rozmiarami przewyższa katedrę św. Piotra w Rzymie. Wznoszeniu świątyni towarzyszyła burzliwa dyskusja, w której często podkreślano, iż budowa tak wielkiego kościoła w tak biednym państwie po prostu nie przystoi. Podobne debaty akompaniowały pracom nad soborem Chrystusa Zbawiciela w stolicy Rosji, gdzie wiele ekonomicznych problemów pozostaje wciąż nierozwiązanych i gdzie jedna czwarta społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa. Jednak dla tych, którzy wkładali całe swe siły i zasoby w budowę wyżej wymienionych świątyń, pytanie o ekonomiczną zasadność tego typu projektów po prostu nie istniało. Ich główną siłą napędzającą była wiara w Boga i dążenie do tego, by ofiarować Bogu to, co mają najlepszego.
Ludzie, dla których wartości religijne stanowią główną treść ich istnienia, żyją nie tylko w Senegalu i Rosji. Wielu z nich mieszka również w Europie Zachodniej. Jak podają statystyki, w większości europejskich państw, wciąż około 60-95% ich mieszkańców określa siebie jako chrześcijan. Jednak liczba praktykujących nieustannie spada. Wojująca sekularyzacja czyni, co może, by chrześcijaństwo wyszło z mody, by zaczęło być postrzegane jako przeżytek, by ustąpiło wreszcie miejsca bardziej "progresywnym" światopoglądom. Aktywnie wiec "pracuje się" z młodzieżą. Współczesna młodzieżowa kultura natchniona zeświecczonymi ideami, staje się coraz bardziej antykościelna i antyreligijna. Nie bezpodstawne są wiec przewidywania socjologów, że w ciągu jednego czy dwóch pokoleń liczba chrześcijan w Europie gwałtownie się zmniejszy (przy jednoczesnym stałym wzroście liczby wyznawców islamu).
Prawosławie wobec wojującej sekularyzacji
Jak to już zostało powiedziane, w swej walce z religią wojująca sekularyzacja obrała za główny cel przede wszystkim Kościół rzymskokatolicki, który stał się w ten sposób największym oponentem sekularyzacji i liberalizmu w Europie. Niemniej jednak, na kontynencie europejskim żyje znaczna liczba protestantów, a także około 200 milionów prawosławnych. Odpowiedzią wielu protestantów na wyzwanie rzucone przez sekularyzację jest często odejście od podstawowych prawd wiary i chrześcijańskich zasad moralnych, przystosowywanie ich do świeckiego światopoglądu. Jak na te wyzwania odpowie Kościół prawosławny? I kto jest naszym głównym sojusznikiem w walce o prawo do budowania naszego życia w przekonaniu o wyższości wartości tradycyjnych nad "uniwersalnymi"?
Jestem głęboko przekonany, że w Europie naszym głównym sprzymierzeńcem jest Kościół rzymskokatolicki. Problemy, które istnieją aktualnie w stosunkach pomiędzy prawosławnymi i rzymskimi katolikami na Ukrainie i w Rosji, muszą oczywiście być rozwiązane, jednak jest to przedmiot obrad odpowiednich komisji dwustronnych. Jeżeli chodzi o europejską sferę społeczną, prawosławni i katolicy powinni znaleźć drogę do dawania wspólnego świadectwa wobec zeświecczonego świata. Aktualny konflikt miedzy Cerkwią a Kościołem rzymskokatolickim można określić jako bardzo nie na czasie (jednak czy istnieją konflikty na czasie?). Rozgorzał on bowiem w momencie, gdy wspólne świadectwo dwóch tradycyjnych kościołów zjednoczonych jedną wiarą i zaniepokojonych wojującą sekularyzacją, jest szczególnie niezbędne.
W wielu przypadkach naszymi sprzymierzeńcami są również inne tradycyjne religie, a w szczególności islam i judaizm. Gdy Francja wprowadziła zakaz noszenia religijnych symboli, dotyczył on "dużych i rzucających się w oczy religijnych atrybutów", takich jak hidżab, kipa i duży chrześcijański krzyż. Cios wymierzony przede wszystkim w muzułmanów, dosięga przedstawicieli wszystkich trzech monoteistycznych religii. Nieprzypadkowo francuscy chrześcijańscy liderzy wystąpili razem z przedstawicielami islamu i judaizmu. Poszerzenie międzyreligijnego dialogu w kontekście tego, co się dzieje w Europie, jest aktualne jak nigdy dotąd. Niewątpliwie bardzo pozytywną rzeczą jest rozwój tego dialogu w Rosji i na terytorium całej WNP, dialogu, który doprowadził już do powstania Międzyreligijnej Rady Państw byłego ZSRR. Dobrze byłoby, gdyby tego typu rada powstała również w ramach UE i żeby w jej skład, wraz z katolikami, protestantami, żydami i muzułmanami weszli również prawosławni.
Do niedawna wpływ prawosławia na procesy zachodzące w Europie był bardzo ograniczony. W krajach, gdzie większość stanowią rzymscy katolicy czy protestanci, prawosławie pozostawało mało znane dla szerszych kręgów społeczeństwa. W sferze społecznej, narodowej jak też i na forum europejskim, nie grało ono żadnej znaczącej roli. Ta sytuacja ulegnie prawdopodobnie zmianie po wstąpieniu do UE kolejnych państw z kręgu prawosławnej tradycji - Bułgarii, Rumunii i Cypru. Wraz z Grecją, która jest członkiem UE od 1974, państwami nadbałtyckimi oraz innymi europejskimi krajami, w których mieszka znacząca liczebnie prawosławna mniejszość, państwa te stanowić będą swego rodzaju "prawosławne lobby", które będzie miało dosyć duży wpływ na pełnowymiarowy dialog z europejskimi strukturami politycznymi. Należy zadbać o to, by w tym dialogu na równi z politykami, uczestniczyli również przedstawiciele lokalnych Kościołów prawosławnych z wyżej wymienionych państw.
Taki dialog jest w naszych czasach całkowicie niezbędny, tym bardziej, że prawosławne chrześcijaństwo, wraz z rzymskim katolicyzmem, nierzadko jest celem ataków w chwili, gdy próbuje się stosować wobec nich świeckie normy. Na początku 2003 roku Parlament europejski przegłosował uchwałę o zniesieniu zakazu wstępu kobiet na Święta Górę Athos argumentując to "powszechnie uznaną zasadą równości płci". Równocześnie przegłosowano uchwały gwarantujące dostęp do Świętej Góry wszystkim obywatelom UE. Ta rezolucja pozostaje dowodem na zupełną niewrażliwość europejskich polityków w stosunku do specjalnego statusu Athosu - prawosławnej republiki mnichów, gdzie wspomniany zakaz obowiązuje już ponad tysiąc lat. Europejskich parlamentarzystów nie martwi to, że zmiana wielowiekowej tradycji nieubłaganie doprowadzi do zachwiania tysiącletniego status quo athonickiego monastycyzmu. Dla nich liczy się jedynie zgodność lub niezgodność zasad postępowania religijnych wspólnot z prawami uchwalonymi przez europejskich polityków.
Kościół prawosławny kładzie nacisk na potrzebę zachowania światopoglądowej neutralności władzy świeckiej8. Niedopuszczalne jest również wtrącanie się państwa w wewnętrzne życie Cerkwi9. Nawołując by państwo respektowało wewnątrzcerkiewne postanowienia, Kościół prawosławny jest zawsze gotów współpracować ze świeckim państwem w dziedzinach służących dobru Cerkwi i społeczeństwa10. Kościół prawosławny z szacunkiem odnosi się do zasady laickości państwa, jednak nie pojmuje go jako "radykalnego usunięcia religii ze wszystkich sfer życia państwowego, odsunięcia religijnych organizacji od udziału w rozwiązywaniu ważnych społecznie zadań"11.
Niestety, ale tak właśnie zasadę neutralności światopoglądowej państwa rozumieją ci europejscy politycy, którzy próbują zniszczyć tradycyjny cerkiewny układ, jednocześnie wypychając Kościół prawosławny ze społecznej areny. I właśnie z takimi poglądami Kościoły prawosławne powinny walczyć łącząc swe siły ze wszystkimi, którzy są dziś gotowi stanąć w obronie tradycyjnych wartości. Powinniśmy się zjednoczyć z tymi, którzy gotowi są bronić prawa religii do społecznego samowyrażania. Tylko występując razem, tradycyjne religie i wyznania będą mogły dać odpór wojującej sekularyzacji.
Wykład wygłoszony na międzynarodowej konferencji "Społeczne nauczanie prawosławia we współczesnym społeczeństwie" Moskwa 15 marca 2004 roku
Źródło: http://orthodoxia.org/hilarion/articles/secular.htm
— bp Hilarion (Alfiejew), tłum. tłum. Michał Korch
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.