śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 16 czerwca 2025

Dziedzictwo apostoła Pawła w duchowości prawosławnej - część IV

Modlitwa jest rozumiana jako przekształcanie wewnętrznego życia człowieka.

0 czytelników poleca

Kontynuujemy dzisiaj zeszłotygodniowe rozważania na temat dziedzictwa apostoła Pawła w duchowości prawosławnej, w których doszliśmy do tematu modlitwy.

Akt bycia włączonym w komunię ze zmartwychwstałym Chrystusem łączy św. Pawła nierozerwalnie z drugim z wielkich tematów prawosławnej duchowości, a jest nim modlitwa.

Wydaje się, że spośród wszystkich powiedzeń św. Pawła to najbardziej znane wśród chrześcijan jest również jego najkrótszym. Jest to część dłuższego pouczenia skierowanego do jego wspólnoty w Tessalonice. W Piśmie Świętym jest ono wyjątkowo wydzielone jako samodzielny werset, Pierwszy list do Tesaloniczan, rozdział 5, werset 17:
Módlcie się nieustannie.

Co może oznaczać takie dziwne polecenie? Odpowiedź na to pytanie leży w samym sercu rozumienia modlitwy przez Kościół prawosławny i sposobie, w jaki modlitwa jest rozumiana jako przekształcanie wewnętrznego życia człowieka.

Paweł był niezwykle aktywnym człowiekiem. Po wydarzeniach związanych z jego nawróceniem, jego życie było pełne działania. Wielokrotnie podróżował po całym świecie śródziemnomorskim, aby zakładać nowe wspólnoty chrześcijańskie i krzepić te, które już istniały.

W związku z tym, gdy spojrzymy na zakres jego działalności - trzy podróże misyjne plus czwartą do Rzymu - staje się jasne, że kiedy nakazuje chrześcijanom modlić się nieustannie, nie może mieć na myśli po prostu nieprzerwanego przepływu słów oddawanych Bogu. Życie w świecie po prostu nie pozwala na nieprzerwaną mowę, niezależnie od jej ukierunkowania.

Jest więc jasne, że chociaż św. Paweł uznaje wartość modlitwy werbalnej, jest świadomy, że nie jest to jedyny rodzaj modlitwy. Taka modlitwa werbalna jest jednak bardzo ważna, o czym świadczy wiele Pawłowych wypowiedzi.

Paweł nieustannie prosi o modlitwę w swoim imieniu. Mówi o modlitwach słuchanych i wypowiadanych w kontekście liturgicznym, zalecając nawet w swoich listach do Koryntian określony strój dla mężczyzn i kobiet podczas wspólnej modlitwy. Mówi o modlitwie w innych językach. Opowiada o swoich własnych modlitwach ustnych, w których, używając własnego wyrażenia, nieustannie wspomina innych ludzi. Mówi o modlitwach błagalnych i prośbach.

Poucza, że modlitwa ma być wykonywana na stojąco z podniesionymi rękami, co jest tradycyjną postawą modlitewną odziedziczoną po tradycjach żydowskich, a w prawosławiu pozostaje nawet do dzisiaj standardową postawą modlitewną. Prawosławni, kiedy się modlą, stoją. W rzeczywistości większość parafii prawosławnych nie ma nawet miejsc siedzących, więc rezygnujemy nawet z takiej możliwości.

Taka werbalna modlitwa, do której dołącza się Paweł w tego rodzaju fragmentach, i niezliczone inne, czy to zbiorowe, czy prywatne, w których człowiek mówi w pokorze bezpośrednio do Stwórcy kosmosu, jest jednym z najcenniejszych darów, jakie Bóg daje swojemu stworzeniu: otwartość na dyskusję z samym Stwórcą.

Święty Paweł nigdy nie waha się polecać takiej modlitwy swoim uczniom. Jest to ciągły refren we wszystkich jego listach. Jednak taka modlitwa nigdy nie może być nieustannie wykonywana, a święty Paweł oczywiście doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Modlitwa ustami, a nawet modlitwa intelektualnym głosem umysłu, musi być i będzie przerywana potrzebami życia doczesnego, innymi rozmowami, innymi myślami, inną mową, nie wspominając o sprawach praktycznych, takich jak jedzenie i sen. Jaki sens ma zatem nakazywanie ludziom, by modlili się bez przerwy? Paweł daje odpowiedź na to pytanie w jednym z piękniejszych fragmentów swojego listu do Rzymian:
Tak samo i Duch dopomaga nam w słabości naszej,
tego bowiem, o co mamy się modlić,
jak należy, nie wiemy; ale sam Duch
wstawia się za nami westchnieniami
niewysłowionymi. A Ten, kto bada
serca, wie, czym jest zamysł Ducha:
że według Boga wstawia się za świętymi.
[Rz 8,26-27]

Coś niezwykłego. Święty Paweł daje świadectwo modlitwy, która wykracza poza intelektualną aktywność wypowiadanego słowa, nawet słowa wypowiadanego cicho w myślach.

Tutaj daje świadectwo o modlitwie umiejscowionej nie w umyśle, ale w sercu człowieka, ożywionej nie przez nasze własne moce intelektualne, ale przez aktywne działanie Ducha Świętego. Duch, jak mówi, modli się w nas westchnieniami zbyt głębokimi, by można je było wyrazić słowami. Paweł daje świadectwo modlitwy bez słów, modlitwy wewnętrznej komunii w Bogu poprzez Ducha, w której modlitwa jest aktywnym dziełem samego Boga.

Ta modlitwa, ten rodzaj modlitwy, znany w prawosławiu jako modlitwa serca, jest rozumiany jako najwyższa i także najgłębsza forma modlitwy. Nie degraduje ona ani nie umniejsza modlitwy werbalnej, wręcz przeciwnie. Jest ona raczej rozumiana jako jej najwspanialszy owoc, który zawsze jest wspierany przez modlitwę werbalną.

Ale modlitwa serca jest bezpośrednią, nieprzerwaną komunią między stworzeniem a jego Stwórcą, w której duch pobudza serce człowieka do nowych wyżyn przemienionej chwały. Istnieje wspaniałe powiedzenie na ten temat z ukochanego świadectwa ojców pustyni. Wśród tych ojców pustyni, którzy do dziś zajmują centralne miejsce w duchowości prawosławnej, był znany starzec o imieniu Józef, oczywiście nie ten sam Józef, o którym mówiłem wcześniej, a wraz z nim młody nowicjusz o imieniu Lot.

Abba Lot pewnego dnia stał się wielkim nauczycielem i mistrzem modlitwy, ale szczególna historia, którą chciałbym się podzielić, dotyczy jego wcześniejszych dni jako nowicjusza. Zacytuję więc tutaj powiedzenia Ojców Pustyni:
Abba Lot poszedł zobaczyć się z Abbą Józefem i powiedział do niego: „Abba, na ile mogę, tak wypełniam moją małą regułę. Trochę poszczę. Modlę się. Rozmyślam. Żyję w spokoju i tak daleko od innych, jak tylko mogę. Oczyszczam swoje myśli. Co mam jeszcze robić?
Wtedy starzec wstał, wyciągnął ręce w stronę nieba, a jego palce stały się jak dziesięć pochodni i powiedział do niego: "Jeśli chcesz, możesz stać się cały jak płomień".

Historia ta ma kilka interesujących aspektów. Po pierwsze, warto podkreślić, że Abba Lot, młody nowicjusz, nie jest przedstawiany ani jako arogancki, ani fałszywy w swoich twierdzeniach. Prawdopodobnie wypełnia swoją regułę. Przypuszczalnie pości. Przypuszczalnie modli się i, na ile jest w stanie, jest pokojowo nastawiony do bliźnich.

Jego błąd nie polega na fałszu, ale raczej na przekonaniu, że te zewnętrzne, nawet jeśli duchowe rzeczy, są pełnym zakresem chrześcijańskiej modlitwy. Robi to, co mu się każe, i podchodzi do starca, jakby chciał powiedzieć: Ojcze, robię to, co mi każą. Co jeszcze? Odpowiedzią Abby Józefa jest danie uczniowi wizji czegoś o wiele głębszego.

Lot jest świadkiem przemienienia swojego starca Ponownie widzimy obrazy ognia i światła, a Abba Józef uświadamia młodemu mnichowi, że prawdziwa modlitwa może całkowicie przemienić i przekształcić ludzką osobę, jeśli tylko się tego pragnie. O tego rodzaju modlitwie świadczy św. Paweł w swoim Liście do Rzymian i to właśnie ten rodzaj modlitwy dał początek prawosławnej tradycji zwanej Modlitwą Jezusową.

Słyszeliśmy już odniesienie do Modlitwy Jezusowej w słowach św. Józefa Hezychasty, że podczas jego pierwszego doświadczenia Boga modlitwa zaczęła, jak powiedział: "wypowiadać się we mnie". W pewien bezpośredni sposób praktyka Modlitwy Jezusowej jest prawosławną realizacją przykazania św. Pawła, aby modlić się nieustannie, ponieważ jest to rodzaj modlitwy, która ma na celu kultywowanie w sercu nieustannej pamięci o Bogu, która prowadzi do szczytu ludzkiej komunii z Bogiem.

Czym więc jest tak wzniosła rzecz? W wymiarze fizycznym odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Modlitwa Jezusowa to tylko jedno zdanie:
Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem.

To wszystko. Jest to modlitwa przeznaczona do ciągłego powtarzania, a w kontekście życia monastycznego często odmawia się ją setki, a nawet tysiące razy dziennie, a często robi się to w połączeniu z użyciem sznura modlitewnego. Jest to sznur zawiązany w pętle na którym znajduje się szereg węzłów. Węzły są ciche, dlatego są używane zamiast koralików. Nie wydają żadnego dźwięku, a modlitwa ta jest często odmawiana w połączeniu z takim właśnie sznurem, zgodnie z prawosławnym naciskiem na połączenie ciała i duszy, nawet w modlitwie lub nawet zwłaszcza w modlitwie.

Czy to naprawdę może być już wszystko, można by zapytać, jeśli faktycznie mówimy o wyższych formach modlitwy - wewnętrznej modlitwie serca, która poza słowa wykracza do bezpośredniej komunii? Jaki sens ma mówienie o modlitwie, która wydaje się być niczym innym jak tylko rutynowym powtarzaniem? Czy nie jest to, moglibyśmy zapytać, raczej zacofana próba wypełnienia nakazu św. Pawła, abyśmy modlili się nieustannie, że po prostu bełkoczemy w kółko jedno zdanie? Czy do Modlitwy Jezusowej uciekano się tylko ze względu na jej słowa? Być może odpowiedź byłaby twierdząca. Ale w Modlitwie Jezusowej nie chodzi zasadniczo o słowa, ale o pielęgnowanie serca.

Słowa są rozumiane jako narzędzia, zyskujące swoją moc od imienia Jezusa Chrystusa, które jest centralnym elementem modlitwy, dzięki której umysł jest wyciszony, myśli są uciszone, a intelekt (o którym wszyscy wiemy, że zwykle szaleje z zawrotną prędkością w sposób, który jest przerażająco trudny do uspokojenia i okiełznania, gdy faktycznie skupiamy się na tym) w tej modlitwie zostaje uspokojony, wyciszony. Rozproszenia są usuwane, aby umysł mógł bez przeszkód zwrócić się do miejsca, w którym naprawdę pragnie być, do samej głębi serca, które jest świątynią Boga.

Modlitwa jest więc narzędziem ascetycznym, dzięki któremu człowiek może zbliżyć się do własnego serca. Kształtuje umysł tak, że w odpowiednim czasie, dzięki łasce Bożej, pamięć o Bogu staje się ciągła. Jak usłyszeliśmy w opisie św. Józefa: "modlitwa zaczęła się we mnie powtarzać".

I powracamy do nakazu świętego Pawła: "módlcie się nieustannie". Nie można tego osiągnąć po prostu poprzez mnożenie słów, ale poprzez użycie słów do pomnożenia pamięci o Bogu w sercu, tak aby wewnętrzna osoba wyszła poza te słowa i zamieszkała w sercu w obecności Pana.

Jest takie wspaniałe zdanie, jedno z moich ulubionych powiedzeń, autorstwa świętego Makarego Wielkiego z Egiptu, mówiące o mocy serca:
Samo serce jest tylko małym naczyniem, a przecież zamieszkują w nim smoki, przyjaciele moi, i lwy. Są tam jadowite bestie, wszystkie skarby złego. Tam też są drogi strome i nierówne, niebezpieczne urwiska. Ale tam też jest Bóg i jego aniołowie. Jest tam życie i królestwo. Tam też jest światło. Są tam apostołowie, niebiańskie miasta, skarby łaski. Wszystkie te rzeczy mieszczą się w tej małej przestrzeni.

Czyż nie jest to wspaniała wizja Boga obecnego w ludzkim sercu? Widzimy zatem jak bardzo dziedzictwo duchowości prawosławnej związane jest ze spuścizną świętego Pawła, którego świadectwo nawrócenia i komunii w modlitwie są podstawowymi kategoriami w trwającym doświadczeniu wiary każdego wieku.

W tym miejscu zatrzymamy się i kontynuować będziemy w następnym tygodniu. Przez modlitwy Świętego Apostoła Pawła i wszystkich świętych, Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nad nami i zbaw nas.

Amen.

biskup Ireneusz (Steenberd) / tłum. Jakub Oniszczuk

za: A Word from the Holy Fathers

fotografia: Aleksander Wasyluk / www.orthphoto.net /

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →