śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 14 lipca 2005

Eschatologia

Dla chrześcijan istnieją tylko dwie możliwości - niebo albo piekło. Kościół oczekuje ostatecznego wypełnienia się czasu, które w greckiej teologii określane jest terminem apokatastaza (gr. apokatastasis ton panton) lub też „odnowienie wszystkiego”, kiedy to Chrystus powróci w wielkiej chwale, aby…

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Dla chrześcijan istnieją tylko dwie możliwości - niebo albo piekło. Kościół oczekuje ostatecznego wypełnienia się czasu, które w greckiej teologii określane jest terminem apokatastaza (gr. apokatastasis ton panton) lub też „odnowienie wszystkiego”, kiedy to Chrystus powróci w wielkiej chwale, aby sądzić zarówno żywych, jak i umarłych. Jak już zauważyliśmy, ta ostateczna apokatastaza obejmuje odkupienie i przebóstwienie materii. W Dniu Ostatnim sprawiedliwi powstaną z grobów i ponownie zjednoczą się z ciałem – nie z tym, jakie posiadamy obecnie, lecz ciałem przemienionym i „duchowym”, w którym jego wewnętrzna świętość objawi się na zewnętrz. Przemienione zostaną nie tylko nasze ludzkie ciała, ale również cały materialny porządek – Bóg stworzy nowe niebo i nową ziemię.

Jednak istnieje zarówno niebo, jak też otchłań. Ostatnimi laty pośród wielu chrześcijan – nie tylko na Zachodzie, ale miejscami również w Kościele prawosławnym – pojawiło się odczucie, iż pojęcie otchłani jest niezgodne z wiarą w miłującego Boga. Poglądy tego rodzaju wskazują jednak na smutne i ryzykowne pomieszanie pojęć. Podczas gdy prawdą jest, że Bóg otacza nas całą Swą nieskończoną miłością, prawdą pozostaje również fakt, że dał nam wolną wolę, a skoro posiadamy wolną wolę, możliwe jest dla nas odrzucenie Boga. Skoro istnieje wolna wola, istnieje otchłań, bowiem jest ona niczym innym, jak wyrzeczeniem się Boga. Jeśli zaprzeczamy istnieniu otchłani, zaprzeczamy naszej wolnej woli. „Nikt nie jest tak dobry i tak pełen współczucia, jak Bóg” – napisał Marek Mnich, zwany również Eremitą (pocz. V w.) – „ale nawet On nie wybacza tym, którzy nie wyrażają skruchy”. Bóg nie zmusza nas do miłości, bowiem miłość, która nie jest dobrowolna, przestaje być miłością. Jak więc Bóg miałby pojednać się z tymi, którzy odrzucają wszelkie pojednanie?

Prawosławne podejście do Sądu Ostatecznego i otchłani wyraźnie wyrażone jest poprzez dobór czytań z ksiąg Ewangelii podczas Boskiej Liturgii w trzy kolejne niedziele przed Wielkim Postem. W pierwszą z nich czytana jest przypowieść o celniku i faryzeuszu, a w drugą przypowieść o synu marnotrawnym. Obie te opowieści ilustrują niezmierne miłosierdzie i przebaczenie okazywane przez Boga wszystkim grzesznikom, którzy okazują pokajanie. Ewangeliczny przekaz trzeciej niedzieli – przypowieść o owcach i kozłach – przypomina jednak o innej prawdzie, o tym, że można wyrzec się Boga, odwrócić się od Niego i zwrócić się ku piekłu. „Wtedy powie tym po lewej stronie: Precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny” (Mt 25,41).

W prawosławnym nauczaniu o Bogu nie ma żadnej przemocy. Prawosławni chrześcijanie nie truchleją przed Nim w skrajnym przerażeniu, lecz postrzegają Go jako „miłującego człowieka” (gr. philanthropos, cs. czełowiekolubiec). Niemniej jednak pamiętają o tym, że w czas Swego Powtórnego Przyjścia, Chrystus objawi się jako sędzia.

Otchłań jest nie tyle miejscem, w którym Bóg więzi ludzi, co miejscem gdzie ludzie, nadużywając swej wolnej woli, decydują uwięzić siebie samych. Nawet w otchłani niegodziwcy nie są pozbawieni miłości Boga, jednak w następstwie własnego wyboru cierpieniem jawi się to, co święci odbierają jako radość. „Miłość Boża stanie się udręką nie do zniesienia dla tych, którzy nie osiągnęli jej we własnym wnętrzu”.

Piekło istnieje jako ostateczna możliwość, jednak kilku Ojców wierzyło mimo wszystko, iż w końcu wszyscy dostąpią pojednania z Bogiem. Herezją byłoby stwierdzenie, że wszyscy muszą być zbawieni, bowiem byłoby to sprzeczne z wolną wolą człowieka, jednak uzasadniona jest nadzieja na to, że wszyscy mogą go dostąpić. Zanim nie nadejdzie Dzień Ostateczny nie wolno nam tracić nadziei na czyjekolwiek zbawienie. Powinniśmy pragnąć i modlić się o pojednanie wszystkich bez wyjątku. Nikt nie może być pozbawiony naszego pełnego miłości wstawiennictwa: „Czymże jest miłosierne serce?”, zapytuje Izaak Syryjczyk. „To serce, które płonie miłością do całego stworzenia, do ludzi, do ptaków, do zwierząt, do demonów, do wszystkich stworzeń”. Grzegorz z Nyssy stwierdził, że chrześcijanie mają prawo mieć nadzieję na odkupienie nawet diabła.

Zakończenie Pisma Świętego to nuta płomiennego oczekiwania: „Zaiste, przyjdę niebawem. Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20). W tym samym duchu żarliwej nadziei zwykli modlić się pierwsi chrześcijanie: „Niech przyjdzie łaska i przeminie ten świat”. Niektórzy mogą posądzać pierwszych chrześcijan o to, że się mylili – wyobrażali sobie, że koniec świata nastąpi niemal natychmiast, podczas gdy w rzeczywistości minęły już dwa tysiąclecia, a koniec ciągle jeszcze nie nastąpił. Ale nie dane nam znać jego czas i porę, i być może ten obecny porządek rzeczy będzie trwał przez kilka następnych tysiącleci. Z drugiej jednak strony, Kościół pierwszych wieków miał rację, bowiem bez względu na to czy koniec nastąpi wcześniej czy później, jest on zawsze bliski – jeśli nawet nie jest nieodległy czasowo, duchowo jest w zasięgu ręki. Dzień Pański nadejdzie „jak złodziej w nocy” (Tes 5,2), w czasie, gdy się go nie spodziewamy. Współcześni chrześcijanie, podobnie jak ci w czasach apostolskich, muszą być zatem zawsze gotowi, pozostawać w oczekiwaniu. Jedną z najbardziej pocieszających oznak religijnego przebudzenia jest we współczesnym prawosławiu odnawiająca się pośród wielu prawosławnych świadomość Powtórnego Przyjścia i jego znaczenia. „Gdy pewien pastor w czasie wizyty w Rosji zapytał, jaki jest palący problem rosyjskiego Kościoła, pewien ksiądz odpowiedział mu bez wahania: Paruzja”.

Powtórne Przyjście Chrystusa nie jest jednak wydarzeniem jedynie przyszłości, bowiem w życiu Kościoła wiek, który ma nadejść zaczął już przedzierać się do wieku obecnego. Dla członków Kościoła Bożego „Czasy Ostateczne” zostały już zapoczątkowane, albowiem już tutaj i teraz chrześcijanie mogą uczestniczyć w pierwocinach Królestwa Bożego. Wołamy: Przyjdź, Panie Jezu. On zaś przychodzi do nas w Boskiej Liturgii i nabożeństwie Kościoła.

[Niniejszy tekst (prezentowany tutaj bez przypisów) pochodzi książki biskupa Kallistosa Ware „Kościół prawosławny”, wydanej przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, w grudniu 2002. Wszystkich zainteresowanych historią, nauczaniem i nabożeństwem Kościoła prawosławnego zachęcamy do lektury tej książki (dostępnej w sklepiku www.cerkiew.pl).]

— bp Kallistos (Ware), tłum. o. W. Misijuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →