Nazywa się go człowiekiem-legendą, pisze się o nim książki i kręci filmy.
Nazywa się go człowiekiem-legendą, pisze się o nim książki i kręci filmy. Wiele osób zna go jako „Ostatniego Cesarza” i jednego z najwybitniejszych sportowców w historii walk mieszanych. „Wszystko z Bożą pomocą” – oto jego motto. Fiodor Jemieljanienko - to ośmiokrotny mistrz świata w walkach mieszanych w wadze ciężkiej, dziś – radca ministra sportu Federacji Rosyjskiej, przy tym w rozmowie zawsze bardzo cichy i skromny człowiek. Rosyjska prawosławna sieć społecznościowa „Jelicy” spotkała się z Fiodorem Władimirowiczem, żeby porozmawiać o wierze, o prawidłowym wychowaniu dzieci i o tym, jak w każdej sytuacji pozostać człowiekiem.
Fiodorze, jak - uprawiając rzekomo bardzo brutalny sport, taki jak walki, gdzie umyślnie zadaje się ból rywalowi - być opanowanym i nie przejawiać agresji w stosunku do przeciwnika?
Nie uważam walk za brutalny sport i, mało tego, nigdy nie wychodziłem na ring z zacietrzewieniem lub nawet rozdrażnieniem. Każda sztuka walki powinna zaszczepiać przede wszystkim szacunek do rywala, dlatego zewnętrzne przejawy i to, co w tym czasie dzieje się w sercu człowieka – to zupełnie różne rzeczy.
Rzeczywiście, kiedy Aleksander Newski bronił ziemi rosyjskiej przed wrogami, jego serce pozostawało w pokoju, to znaczy nie było w nim miejsca na nienawiść i złość.
Tak, dlatego bardzo ważny jest, bez względu na sytuację - nawet gdyby to było nieobiektywne sędziowanie czy złamanie reguł walki - szacunek do rywala i brak odpowiedzi na agresję. Podałbym jeszcze taki przykład. Można wyjść na ring i walczyć bez jakichkolwiek negatywnych emocji, a można uderzać piłeczkę tenisową, łamiąc rakiety i nienawidzić swojego rywala. Bardzo duże znaczenie w tej kwestii ma wychowanie. Kiedy przyprowadzono mnie na salę, to pierwsze, co nam powiedział trener, było: „Będziecie mieć taką wiedzę, której nawet wielu dorosłych nie posiada. Będziecie mieli wielką siłę, ale jej nigdy nie wolno używać poza ringiem, chwalić się nią lub używać z brawurą.”
Istnieje opinia, że w każdych zawodach, gdzie udział biorą dwie osoby, wzrasta pycha zwycięzcy i zazdrość zwyciężonego...
Stykamy się z tym na każdym kroku i nie tylko w sporcie. I tutaj ważne jest prawidłowe wychowanie – trzeba tłumaczyć młodym ludziom, że rywalizują oni nie dla własnej pychy lub próżności, a ku chwale swojej szkoły sportowej, swojego miasta, swojego kraju. W każdym rodzaju działalności można się zetknąć z tymi wadami i cokolwiek byśmy robili, radość zwycięstwa i gorycz porażki będzie zawsze obecna. Trzeba umieć poprawnie ją przyjmować – gdy odniesie się porażkę, nie trzeba rozpaczać. Ale traktować to jako swoje niedociągnięcie, natomiast po osiągnięciu zwycięstwa nie wolno unosić się dumą i przypisywać go tylko sobie.
Pana rywale zawsze bardzo ciepło o Panu mówią. Czy utrzymuje Pan z nimi kontakt?
Oczywiście, w miarę możliwości utrzymujemy kontakt. Trzeba w każdej sytuacji pozostawać człowiekiem, nieważne, kim się jest. Przecież człowiek to obraz Boży. Były takie walki, kiedy naszą drużynę w internecie próbowano obrzucić błotem. Jednak po walce podchodzono z tekstem: „przepraszam, nie bierz tego do siebie...”
A wpływa na Pana taka presja?
Nie. Staram się tego nawet nie czytać i w żaden sposób nie reagować na to. Wiem, że jeżeli podchodzi się do ludzi z miłością i dobrem, to i oni odpłacą tym samym. Nawet jeżeli na początku jest coś negatywnego, to przy dobrym podejściu lód się łamie i ludzie zmieniają swój punkt widzenia.
Dziś, w czasach bardzo niestabilnej sytuacji geopolitycznej, właśnie prawosławie uznawane jest przez wiele osób za czynnik jednoczący. Czy rzeczywiście prawosławie dzisiaj może posiąść taką siłę i zjednoczyć ludzi, jak Pan myśli?
Sformułowałbym to trochę inaczej. Zawsze jednoczyliśmy się z naszymi prawosławnymi braćmi, innymi narodami, w imię Chrystusa. Według mnie to bardziej poprawne sformułowanie – właśnie Pan nas jednoczy. A zwyciężyć można tylko z wiarą, tylko z Bożą pomocą. Przecież nie ma w prawosławiu takiego przykazania, które byłoby sprzeczne z naszym sumieniem. W związku z tym przypominają mi się słowa św. mnicha Sergiusza z Radoneża: „Miłością i jednością się zbawimy.” Dziś to aktualne jak nigdy.
Jacy najbardziej czczeni święci są szczególnie bliscy Pana sercu?
Takich ludzi, którzy prowadzili święte życie, jest wiele. Oczywiście, to ojciec Serafin z Sarowa, mnich Sergiusz z Radoneża, św. spraw. Fiodor Uszakow. Już dwa lata jeżdżę do Serbii, gdzie szczególna cześć należy się carowi Łazarzowi i księciu Miłoszowi. Wydarzenia kosowskie – to nasze Kulikowe pole. Bardzo przeżywam za naród serbski, im też przyszło przeżyć wiele. Ze współczesnych to patriarcha Paweł, grecki starzec Paisjusz Hagioryta. To do nich właśnie trzeba równać – do naszych świętych, którzy swoim życiem, swoim czynem dowiedli swojej świętości.
Fiodorze, Pana zwycięstwa inspirują całkowicie różnych ludzi. I przede wszystkim Pana sukcesy motywują młodzież. Takie pojęcia jak sport i patriotyzm są bardzo bliskie. Jak Pan uważa, co trzeba robić, żeby w Rosji rośli zdrowi ciałem i duchem ludzie?
Wszyscy powinniśmy się starać żyć tak, żeby nie zhańbić swojego imienia i imienia Chrystusowego. A w tym celu, oczywiście, trzeba się zajmować wychowaniem dzieci i młodzieży. Przecież często staramy się dzieci nakarmić, obuć, ubrać, to znaczy stworzyć wszystkie warunki i dobra ziemskie, ale zapominamy o duchowym składniku wychowania dziecka. Nawet nie duchowym, ale czasem po prostu zapominamy o elementarnej moralności. Stąd właśnie potem wychodzą wielkie nieszczęścia – narkomania, alkoholizm, dzieci zapominają o rodzicach. Właśnie dlatego wychowanie przede wszystkim powinno być w duchu moralności, opartej na wierze.
Duży wpływ na młode umysły wywiera telewizja. Dziś pojawiło się wiele audycji, które nie tylko nie wspierają rozwoju moralności, a przeciwnie, deprawują. Jak Pan uważa, czy państwo powinno wpływać na tę sytuację?
Wydaje mi się, że nadszedł czas, kiedy taką „wolność” należy ograniczyć. Powinna być wolność dobra, a nie wolność w propagandzie zła i przemocy. Myślę, że teraz już wiele ku temu zmierza – nasz prezydent, W.W. Putin przysłuchuje się głosowi Kościoła. Poza tym, te wydarzenia, które teraz mają miejsce na arenie międzynarodowej w stosunku do Rosji, mogą przyspieszyć ten proces. Jednak przy tym należy pamiętać, że wszystko zaczyna się w rodzinie i właśnie rodzice ponoszą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci. Trzeba wychowywać dziecko tak, żeby nie tylko mogło odróżnić dobro od zła, ale i w każdej sytuacji być na stronie dobra. Kiedy założone są podstawy, do wychowania dołącza nauczyciel, szkoła... A propos, wiele zależy od trenera: zdarzają się takie chwile w życiu, kiedy trener ma większy autorytet niż rodzice, dlatego do jego wyboru należy podchodzić bardzo uważnie.
We współczesnym społeczeństwie wzrasta rola internetu w życiu codziennym. Czy często Pan korzysta z internetu i czy pozwala Pan swoim dzieciom korzystać z portali społecznościowych?
Oczywiście, z internetu korzystam, ale tylko celowo: otrzymuje tam tylko potrzebne mi informacje. Lubię bywać na prawosławnych stronach, takich jak pravoslavie.ru, strona Patriarchatu, regularnie czytam żywoty świętych. Ale na portalach społecznościowych kont nie mam.
Co do dzieci, to moje młodsze córki jeszcze nie dorosły do internetu, a starsza już się nauczyła filtrować informacje – czytać tylko to, co dla niej niezbędne. Poza tym, z żoną śledzimy to, co ją interesuje.
Czy według Pana, może internet być wykorzystywany jako przestrzeń jednocząca prawosławnych, przestrzeń do komunikacji, oświaty duchowej, prowadzenia działalności misyjnej?
Tak, oczywiście, może. Należy zawsze pamiętać, że internet jest jak instrument – to miecz obosieczny, którym można zarówno ranić, jak i pomagać. Tam jest wiele negatywnych informacji, ale jednocześnie są pożyteczne i potrzebne. Właśnie dlatego widzę duże perspektywy prawosławnego portalu społecznościowego „Jelicy”, który pozwala się zjednoczyć prawosławnym na całym świecie, rozmawiać, dzielić się doświadczeniem i pomagać sobie nawzajem.
Na zakończenie rozmowy, czego by Pan życzył użytkownikom sieci „Jelicy”?
Chciałbym życzyć, abyśmy z większą miłością traktowali siebie nawzajem, przychodzili z pomocą w odpowiednim momencie, zawsze współczuli i słyszeli bliźniego swego. W jedności nasza siła.
Źródło: http://elitsy.ru/communities/32/50267/
— Anna Dyjakowska
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.