Było to poszabasowe przedpołudnie w Jerozolimie, jakich wiele.
Było to poszabasowe przedpołudnie w Jerozolimie, jakich wiele. Ludzie po wielkim dniu święta szabasu krążyli po wąskich uliczkach, załatwiając różne sprawy, głośno rozmawiali, handel kwitł po przerwie… Interesy były nawet bardziej ożywione niż zwykle w pierwszym dniu tygodnia, bowiem zgodnie ze starożytnym obyczajem, to właśnie dzisiaj rodziny musiały wybrać zwierzę na ofiarę do zabicia na przypadającą już w ten piątek Paschę… Słońce prażyło, w końcu to już miesiąc Nisan…
U bram tego dużego miasta, w wiosce, gdzie stało kilka chatek, stał uwiązany, wraz ze swoją matką, bezimienny osiołek. Obserwował ludzi zmierzających do miasta, wychodzących z niego… W rozmowach dało się poczuć ożywienie, słyszał jakieś pojedyncze słowa… Łazarz, Jezus z Nazaretu, po czterech dniach, grobu, wskrzeszenie, wczoraj, mesjasz, Betania…
Betania… Wiedział, że to gdzieś blisko, ale nigdy nie postawił kopyta w tej miejscowości. Bo był młody, nikt nawet go wcześniej nie dosiadał, co najwyżej kładziono na jego grzbiecie jakieś rzeczy w celu łatwiejszego transportu. Oczywiście, dla człowieka łatwiejszego, bo nikt nie zwracał uwagi, czy może mu nie będzie za ciężko. W ogóle, to często się z niego naśmiewano. Wszyscy do jazdy woleli albo wielbłądy z dostojnych arabskich karawan, albo konie rzymskich żołnierzy… Nawet takie owce bardziej szanowano, bo z nich przynajmniej jest wełna. A co można mieć z osiołka? Ani nic do jedzenia, ani nic do okrycia, ani nie wygląda tak ładnie… Mały, szary, z takimi wielkimi uszami i dziwnym ogonem nie wiadomo do czego.
Z daleka słyszał – musieli głośno krzyczeć, skoro doszło to do tych jego nieszczęsnych uszu – „Hosanna!”. Nagle wokół niego zrobił się ruch. Do pala, u którego był uwiązany, zbliżyło się kilku mężczyzn, a w oddali słyszał słowa „Pan go potrzebuje”.
Ciekawe, kogo. Spojrzał na mamę, ta miała minę, jak to u osiołków, niewyrażającą niczego. Taka była przynamniej jego opinia na ten temat. Przecież nieraz słyszał „Głupi jak osioł”.
Mężczyźni podeszli do niego i zaczęli go odwiązywać. Oni również dyskutowali z ożywieniem, ale już nie o jakimś Łazarzu, tylko o… oślicy i osiołku. I znowu: Bo Pan go potrzebuje.
Odwiązany, rzucił ostatnie przeraźliwe spojrzenie matce, bo czuł, że jego życie ma się zmienić. Pomyślał chwilę z przestrachem, czy może to on ma stać się ofiarą na to święto Paschy… Ale nie, przecież osiołków nie ofiarowują, one są takie bezwartościowe, nie mają żadnej symboliki…
Przyprowadzili go do mężczyzny o długich ciemnych włosach, odzianego w tunikę. Na pierwszy rzut oka – niczym się nie wyróżniał. Lecz ten mężczyzna obdarzył go takim spojrzeniem, jak dotychczas nikt inny, nawet jego matka. Pełne… Nie, to niemożliwe! Miłości?! I współczucia?…
A więc to jest ten PAN.
A przecież: Pan go potrzebuje…
Chyba nie mnie?! Ja nie jestem godny, ja nie jestem przygotowany…
Mężczyźni zarzucili na niego płaszcze.
Bo Pan go potrzebuje…
Ale ja nie do tego zostałem stworzony! I nikt mnie nigdy nie potrzebował…
Jezus (tak zwracali się do tego mężczyzny ludzie wokół, coraz liczniej gromadzący się w pobliżu Góry Oliwnej) usiadł bokiem na tych płaszczach.
Przez moment przemknęła osiołkowi kolejna strachliwa myśl, że nie podoła nieść takiego ciężaru… Ale nie, okazało się to bezpodstawną obawą. Ciężar był lekki i słodki (!)…
Ponieważ to był PAN, który go dosiadał, już wiedział, że ma ruszyć tymi swoimi krótkimi nóżkami. Zaczął odczuwać więź z PANEM. To był zupełnie inny Pan niż ten jego dotychczasowy… Tamten może go i karmił, ale nie było w tym ani uczucia (no, może co najwyżej pogarda), ani szczęścia… Tylko spełnienie jakiejś powinności. Więc czasem był krnąbrny, nie na darmo ludzie mówią „uparty jak osioł”. A tu nic z tych rzeczy. Nie dostał jakiegoś materialnego jedzenia, ale nie czuł głodu. Miał wyraźny nakaz, ale był posłuszny. Bo przecież Pan go potrzebuje…
Zbliżali się coraz bardziej do miasta, do Jerozolimy, i zaczęły się dziać jeszcze dziwniejsze rzeczy. Ludzie, którzy normalnie nie odrywali się od swoich interesów i plotek, zwłaszcza po szabasie, stali. Niektórzy zaczęli wchodzić na drzewa: jedni, by mieć lepszy widok na Tego, który go dosiadał, inni zaczęli zrywać gałązki i rzucać je prosto pod kopytka osiołka. Wielki tłum się zrobił, im byli bliżej centrum, tym gęstszy. I różne okrzyki, nie tylko owe „Hosanna!”, ale i „Syn Dawida”, i „na wysokości”, i „Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie!”. Nawet płaszcze rzucali mu pod nogi, czuł się jak jakiś królewski rumak z opowieści mniej lub bardziej prawdziwych, szedł powoli po purpurze… Nigdy czegoś takiego nie zarzucono na jego grzbiet, a co dopiero, by po takim cennym materiale stąpał, depcząc go…
Już zaczął rozumieć, że to TEN Jezus od TEGO Łazarza, od słowa mającego moc sprawczą („Łazarzu, wyjdź!”), od wskrzeszania i wyzwalania ze smrodu upadku („Panie, już cuchnie!”), od Zmartwychwstania (tak podobno miała powiedzieć jedna z sióstr owego Łazarza), od zdjęcia opasek na oczy, przez które widać tylko mrok… Tak sobie gorączkowo opowiadali ludzie rano, i nie miał powodów, by temu nie wierzyć, skoro tak Go witano w tym mieście, które zdawało się już zapomnieć o takich sprawach…
Poważna sytuacja, reprezentacyjna. A jak ja wyglądam… Ale nie, przecież Pan go potrzebuje… Nikt nie zwracał uwagi na jego wygląd… Wszyscy patrzyli na osiołka z szacunkiem. Niektórzy między sobą mówili „Zacheusz to przepowiedział”, „Wypełnienie proroctwa”… Czyli wygląd osiołka stał się nawet atutem.
Siostro, Bracie! Jak wiemy z kart Pisma Świętego i hymnografii Cerkwi, to nie jest kolejna opowieść „ku pokrzepieniu serc”. To się zdarzyło naprawdę. Zwykły osiołek stał się narzędziem do tak wielkich, zbawczych dzieł mających miejsce w Jerozolimie w miesiącu Nisan dwa tysiące lat temu, które Cerkiew nie tylko wspomina czy odtwarza, ale przeżywa na nowo co roku w okresie Wielkiego Tygodnia. To na źrebięciu oślicy Chrystus Bóg jechał wezwać Adama, tj. poprowadzić całą ludzkość do prawdziwej Paschy. I Ty, i ja – każdy z nas – jest takim osiołkiem. Z takimi samymi wątpliwościami, z takim samym statusem. A każdy z nas jest przecież stworzeniem Bożym, dokonanym z Jego Miłości. Bądźmy nie jak ten osiołek z powiedzeń, ale jak ten osiołek z Ewangelii: posłuszny Woli Bożej, choćby nawet jej nie rozumiał; rozpoznający w Chrystusie swego Stwórcę i Zbawcę; niemający wątpliwości, nieulegający opinii innych; pokorny, choć powołany do wielkich rzeczy. Każdy z nas może, a tak naprawdę powinien, zbawić siebie i innych. Musimy tylko zdecydowanie opowiedzieć się za Chrystusem, za Jego Ewangelią. A On przeobrazi naszą naturę: będziemy, niczym ten osiołek, takimi samymi, a jednak innymi – lepszymi w każdym sensie.
Nas – prawosławnych chrześcijan, często uważanych za małych, niejednokrotnie ignorowanych tak jak to jest z osiołkami – Pan potrzebuje. Dla dzieła Paschy wiekuistej.
Dominika Kovačević – studentka arabistyki. Posiada serbsko-polskie pochodzenie. Pasjonuje się liturgiką i hymnografią, prawosławiem orientalnym, językami obcymi oraz szeroko pojętą historią. Jak przystało na Serbkę, poza okresami postnymi usposobiona rozrywkowo. Ulubiona forma spędzania wolnego czasu to słuchanie muzyki skrajnie różnych gatunków i oglądanie klasycznych kreskówek, a przede wszystkim spotkania ze znajomymi.
— Dominika Kovačević
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.