śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 4 kwietnia 2023

Ihumenia Tamar Mardżaniszwili – historia mniszki uznanej za świętą

O ihumenii gruzińskiego monasteru Bodbe w latach 1902-1907, przeniesionej do Moskwy, zesłanej na Sybir, uznanej za świętą w 2016 roku.

0 czytelników poleca

Tamar Mardżaniszwili, ihumenia monasteru Bodbe, która przyjęła śluby mnisze w wieku 20 lat, całe swoje życie spędziła na zmaganiu się z rosyjskimi egzarchami i rewolucjonistami. Przesiedloną na Sybir mniszkę Cerkiew Gruzińska uznała za świętą.

Tamar była dzieckiem Aleksandra Mardżaniszwili i Elżbiety Czawczawadze. Jej matka należała do gałęzi rodu Czawczawadze pochodzącej z Kwareli. Nie była jednak spokrewniona z Ilją Czawczawadze (gruzińskim pisarzem i działaczem społecznym, uznanym za świętego). Wg niepotwierdzonego przekazu, Elżbieta i Ilja byli nawet w sobie zakochani, ale Elżbieta została ostatecznie żoną Aleksandra Mardżaniszwili, inżyniera wojskowego. Mardżaniszwili zamieszkał w majątku rodziny Czawczawadze.

Tamar miała dwóch braci, reżysera Kote Mardżaniszwili oraz pilota w porcie Poti, kapitana żeglugi morskiej Włodzimierza Mardżaniszwili. Ten ostatni (także związany z teatrem) założył w Gruzji teatr dla dzieci.

Utalentowana muzycznie książęca córka

Tamar urodziła się 1 kwietnia 1869 roku. Miała dobry głos i słuch, dlatego po skończeniu instytutu kaukaskiego dla kobiet wyjechała do Petersburga, by studiować w konserwatorium muzycznym.

Jednak zmarł jej ojciec, a następnie matka. Zmusiło to ją do powrotu i zajęcia się zarządzaniem rodzinnym majątkiem w Kwareli.

W wieku 20 lat Tamar, przy okazji gościnnego pobytu u ciotki w Sighnaghi, odwiedziła monaster Bodbe. Już wtedy postanowiła przyjąć śluby mnisze. Rodzina i bliscy byli przeciw, zamykali ją w domu albo siłą zabierali na przyjęcia. Wspominała potem, jak siedziała w teatrze, a w kieszeni przesuwała palcami węzełki czotek. W końcu, jesienią 1889 roku, wykradła się z domu i złożyła śluby w monasterze św. Nino w Bodbe. Otrzymała imię Juwenalia (gruz. Iubenalia). Takie samo, jak imię ówczesnej ihumenii monasteru Bodbe.

„Tamar bardzo się zbliżyła do ihumenii, pewno z racji jej wykształcenia i duchowości. Ihumenia kierowała jej nowicjatem.” - mówi mniszka monasteru Bodbe Rachela (Buadze).

Monaster Bodbe wydał książkę o Tamar Mardżaniszwili, w której można przeczytać, że młoda mniszka razem z innymi, podobnie myślącymi, zaczęła kopać pieczarę, gdzie chciała żyć w odosobnieniu. Zabrakło jednak na to czasu. Po kilku latach wyznaczono ją na ihumenię monasteru; mniszka Juwenalia została ihumenią Juwenalią II.

Napaść na ihumenię

To okres, kiedy Gruzińską Cerkwią zarządzali rosyjscy egzarchowie (Rosja odebrała autokefalię Cerkwi Gruzińskiej w 1811 roku, na ponad 100 lat). Nabożeństwa odbywały się w języku rosyjskim. Sytuacja polityczna była niestabilna i napięta. Nowa ihumenia wznowiła w monasterze Bodbe nabożeństwa w języku gruzińskim. Chroniła wszystkich, którzy w tym trudnym czasie potrzebowali pomocy. Stworzyła w monasterze szkołę dla lokalnych dziewcząt, chciała też założyć podobną instytucję dla kobiet, ale usunięto ją z monasteru i przeniesiono do Moskwy.

„Niektórzy uważają, że miała kontakty z powstańcami. A rosyjscy egzarchowie nie mieli zaufania do Gruzinów. Prawdopodobnie chcieli na jej miejsce wyznaczyć kogoś narodowości rosyjskiej.” - mówi mniszka Rachela.

Jesienią 1907 roku, około trzy miesiące po zabójstwie Ilji Czawczawadze, uzbrojona grupa zaatakowała powóz jadący z Tbilisi do Bodbe. W środku siedziała ihumenia, jej szwagierka z dwójką małych dzieci oraz nowicjuszka Elene Wacznadze. Ihumenia chciała wysiąść z powozu, bo uważała, że celem napadu była jej śmierć, ale towarzyszące jej kobiety nie pozwoliły na to.

W wyniku ataku zginął woźnica oraz chroniący je żołnierz, ciężko ranny został konduktor i służący. Zabito wszystkie cztery konie, powóz podziurawiono kulami. Jednak pozostałym nic się nie stało.

Niedługo po tym ihumenia otrzymała wiadomość z Petersburga, od metropolity Włodzimierza: „Nie bój się, przeniosą Cię do Moskwy”. I rzeczywiście, w ciągu około dziesięciu dni wyznaczono ją na przełożoną wspólnoty Opieki Matki Bożej w Moskwie. Przeniesienie do Moskwy było dla niej, i nie tylko dla niej, równoznaczne z wygnaniem.

Jej duchowa córka, mniszka Serafina (Osorgina), w swojej książce pt. „Wspomnienia o matce Tamar”, pisze: „Wbrew jej woli przeniesiono ją z jej ukochanego monasteru Bodbe do Moskwy i wyznaczono przełożoną wspólnoty Opieki Matki Bożej. Matka Tamar nie lubiła wspominać tego okresu swojego życia... Niewiele o nim mówiła, myślę, że nie lubiła zbytnio moskiewskiej wspólnoty.”

Po jakimś czasie Tamar Mardżaniszwili założyła w Rosji skit, w którym główna cerkiew poświęcona została św. Serafimowi Sarowskiemu oraz ikonie Bogarodzicy „Znak”, a dolna cerkiew – świętej Nino. W czasie pierwszej wojny światowej obok skitu powstał szpital. Leczyli się tu ranni należący do tzw. pułku megrelskiego (Megrelia to jeden z gruzińskich regionów).

„Tamar robiła, co mogła, by ich ocalić. Przez jakiś czas asystowała nawet podczas operacji chirurgicznych.” - pisze w swoich wspomnieniach matematyk Andro Bicadze.

W 1915 roku ihumenia Juwenalia przyjęła śluby wielkiej schimy, tj. najwyższy stopień życia monastycznego, i znów otrzymała imię Tamar.

„W tej osobie o bardzo małym ciele wyczuwało się niezwykłą siłę ducha. Najpierw wielu się wstrzymywało, by do niej podejść i porozmawiać. Ale ta początkowa rezerwa, a raczej zawstydzenie, obawa, znikała w momencie, kiedy Tamar na ciebie spojrzała. W jej spojrzeniu było dużo ciepła, miłości i troski. Miała wspaniałe, wielkie, czarne oczy. Mimo zaawansowanego wieku, jej twarz zachowała niezwykłe piękno i ślady gruzińskiego pochodzenia. Bardzo kochała Kaukaz, cieszyła się z odwiedzin bliskich i krewnych. Kochała ojczyznę, mniszki i dzieci...” - pisze mniszka Serafina.

Więzienie i Sybir

W 1931 roku matka Tamar została aresztowana i zesłana w okolice Irkucka. Oskarżono ją o sympatyzowanie z chłopami występującymi przeciwko władzy radzieckiej.

„Trudno powiedzieć, czemu ją aresztowali, prawdopodobnie znów dlatego, że nie wzbudzała zaufania władz. Mieszkała wtedy koło Moskwy, razem ze swoimi siostrami. Miały niewielki warsztat i szyły kołdry. W czasach likwidowania monasterów, kiedy mniszki żyły wśród ludzi, takie warsztaty pozwalały im się utrzymać. Po aresztowaniu osadzono ją w celi razem z kryminalistkami. Nawiasem mówiąc, one też odnosiły się do niej z szacunkiem. Ludzie o dużej sile ducha mają wyjątkowy urok, ulegają mu także kryminaliści, w odróżnieniu od bolszewików.” - opowiada mniszka Rachela.

Do listów wysyłanych z zesłania matka Tamar często dołączała zasuszone kwiaty. Pisała, że w syberyjskim chłodzie te kwiaty przynoszą jej radość. Pisała też wiersze:
„I wierzę, że poza bezładem
dusza dostrzeże wyśniony ogród,
gdzie wszystko w świetle
bez końca kwitnący sad.”

Jej brat, Kote Mardżaniszwili, próbował pomóc swojej zesłanej na Syberię siostrze. Zwracał się do wielu znajomych i osób wpływowych. I faktycznie matkę Tamar zwolniono dwa lata przed terminem, ale Kote tego nie doczekał. Zmarł nagle w 1933 roku.

Matka Tamar wróciła do zbudowanego przez siebie skitu schorowana – na Syberii nabawiła się gruźlicy gardła. Nie pozostała długo przy życiu. Zmarła 10 czerwca 1936 roku, w wieku 67 lat. Po wielu latach najpierw została uznana za świętą przez Cerkiew Gruzińską, a następnie przez Cerkiew Rosyjską.

„Określono ją mianem Wyznawcy. Tak się dzieje wtedy, kiedy osoba doświadcza wygnania, tortur, ale nie ponosi przy tym śmierci. Kiedy także Rosyjska Cerkiew uznała ją za świętą, jej szczątki zostały ekshumowane z Cmentarza Wwiedieńskiego w Moskwie i pochowane w założonym przez nią skicie. Skit ten działa do dziś. Cząstkę relikwii świętej przekazano także nam, monasterowi Bodbe. W Gruzji nie mamy tradycji ekshumowania szczątków świętych, stało się tak tylko w przypadku ojca Gabriela, ale w Cerkwi Rosyjskiej jest taki zwyczaj.” - mówi matka Rachela.

W jednym ze swoich listów Tamar Mardżaniszwili pisze:
„Jeśli chodzi o mnie, żyję i za wszystko dziękuję Bogu. W tym za jakiekolwiek trudności czy słabości. We wszystkim objawia się tylko wielka łaska Boża. Byłam tak rozpieszczana przez życie, że często wystarczyło nie tylko wypowiedzieć jakieś życzenie, a zaledwie pomyśleć, i już się działo tak, jak chciałam. Tak było od dzieciństwa po dziś dzień. W ten sposób nie jest łatwo dostać się w raju, ale myślę, że Bóg w swojej łaskawości nie chce mnie tego pozbawić. Teraz proszę tylko o jedno, niech w życiu dzieje się tylko to, co podoba się Bogu”.

Artykuł, którego autorką jest Tea Topuria, opublikowany został 27 stycznia 2023 r. w gruzińskim wydaniu on-line Radia Wolność (Radio Liberty Georgia Service). Z języka gruzińskiego przetłumaczyła Justyna Jakubowska (objaśnienia w nawiasach pochodzą od tłumaczki).

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →