Gdybym miał zaryzykować zgadywanie, jaka jest najczęściej wyznawana namiętność, o której słyszę podczas spowiedzi, powiedziałbym, że jest to gniew. Prawie każdy go doznaje.
Gdybym miał zaryzykować zgadywanie, jaka jest najczęściej wyznawana namiętność, o której słyszę podczas spowiedzi, powiedziałbym, że jest to gniew. Prawie każdy go doznaje. Według wielu świętych gniew i źle ukierunkowane pragnienie to dwie główne namiętności, z których pochodzą wszystkie wady i grzechy. Źródła gniewu mogą być różne, ale wydaje mi się, że u ludzi tutaj, w zachodniej Kanadzie, których spowiadam, dominują szczególnie dwa.
Pierwszym źródłem jest, jak mi się wydaje, oczekiwanie kulturowe. W Kanadzie i w Ameryce Północnej ogólnie - szczególnie wśród klasy uprzywilejowanej (zwykle pochodzenia europejskiego, pracującej lub lepiej sytuowanej finansowo, a najbardziej jest to widoczne wśród ludzi lepiej wykształconych) - istnieje oczekiwanie kulturowe, że życie będzie, może i powinno być sprawiedliwe. My w Ameryce Północnej generalnie mamy egalitarne założenia i oczekiwania. Oczekujemy, że sądy, instytucje, przedsiębiorstwa i inni ludzie ogólnie będą nas traktować sprawiedliwie i równo. A gdy tak nie jest, gdy ja lub ktoś, z kim się utożsamiam, jest traktowany niesprawiedliwie, wpadam w gniew.
Złość pochodząca z tego źródła, jeśli źródłem nie jest konkretna niesprawiedliwość, której doświadczam, często ma swe korzenie w polityce, z utożsamianiu się z konkretnym stanowiskiem politycznym, partią lub poglądem. To znaczy, chociaż ja sam nie jestem bezpośrednio dotknięty rzeczywistą i natychmiastową niesprawiedliwością, identyfikuję się z tymi, którzy są lub wydają się być nią dotknięci. Niektórzy chrześcijanie, szczególnie ci mocno zainteresowani działaniem politycznym, twierdzą, że taki pośrednio nabyty gniew jest dobrą rzeczą, ponieważ motywuje do politycznej pracy na rzecz zmiany niesprawiedliwych systemów. Ojcowie Kościoła pustyni i tradycji filokalicznej widzą jednak rzeczy inaczej.
W tej konkretnej starożytnej tradycji gniew lub jakakolwiek namiętność nie jest odpowiednią motywacją do żadnego działania. Ta tradycja poważnie traktuje napomnienie Jezusa, aby myśleć o innych jako o lepszych od siebie. Zamiast postrzegać problem niesprawiedliwości jako kwestię źle skonstruowanych systemów lub nawet konkretnych ludzi, którzy egoistycznie uciskają innych, Ojcowie i Matki pustyni widzą problem ucisku jako problem duchowy. Dla nich uciskający jest również ofiarą, ofiarą swoich namiętności, którymi kierują siły demoniczne. A kiedy postrzegasz swojego uciskającego również jako ofiarę, możesz zacząć mieć dla niego litość, możesz nawet zacząć kochać swojego wroga.
Nie oznacza to jednak, że należy być po prostu popychadłem - jak ludzie często myślą w tym momencie rozmowy. Oznacza to jednak, że należy pozwolić litości i miłości ugasić ogień gniewu w swoim sercu. Oczywiście, należy działać, osobiście i politycznie, w każdy możliwy i właściwy sposób, aby uczynić świat lepszym miejscem, ale nie z gniewem płonącym w swoim sercu. Gniew oślepia i ogłusza. Gniew powstrzymuje nas od jasnego myślenia i od zwracania uwagi na ludzi i kochania ich w naszej obecności właśnie teraz. Gniew odpędza Ducha Świętego i stale prowadzi nas do mówienia i robienia rzeczy, których później żałujemy. Gniew nie jest drogą.
Jedną z technik, która okazała się pomocna w zmaganiach z gniewem tego rodzaju, z rodzajem pochodzącym z niesprawiedliwości w moim życiu lub na świecie, było przemyślenie moich założeń kulturowych. Moje założenie, że świat będzie, może lub powinien być sprawiedliwym miejscem, musi zostać ponownie rozważone. Jezus powiedział przecież: „w świecie macie ucisk” i „jeśli Mnie prześladowali, i was prześladować będą”. A czy Pismo nie mówi wszędzie - poza odniesieniami do eschatonu — że bogaci i potężni zazwyczaj depczą biednych, a zatem Pan musi im pomóc? Ta niesprawiedliwość i ucisk są częścią tego, jaki jest ten upadły świat. Jak myślisz, skąd ewolucjoniści (społeczni lub biologiczni) wzięli pomysł przetrwania najsilniejszych? Ja lub ci, z którymi się utożsamiam, nie jesteśmy konkretnie atakowani, poza tym, że jestem biedniejszy, słabszy, mniej uprzywilejowany lub mniejszy w jakimkolwiek zakresie od tego, który chce mi odebrać to, co uważam za moje: moje prawo, mój przywilej, moją własność, moje miejsce parkingowe.
Przyznanie, że taki jest świat, nie oznacza, że to jest w porządku. Nie jest w porządku, że silni uciskają słabych, ale mimo to tak w dużej mierze funkcjonuje świat. Oczywiście, istnieją pewne systemy, które wydają się być z natury mniej niesprawiedliwe niż inne. W jednym obszarze źli faceci mogą nosić sportowe stroje i mieć kastety, a w innym mogą nosić markowe garnitury i teczki. Sposoby, w jakie bogaci i potężni osiągają swoje, mogą być różne, ale prawie zawsze osiągają oni to, co sobie założyli. Taki jest świat. I oczywiście jako chrześcijanin, zawsze gdy jest to możliwe, muszę działać w sposób, który nie jest z tego świata. I tak bardzo, jak to możliwe, muszę stawiać opór i nie być współwinnym ucisku i przemocy. To jest droga Jezusa, droga krzyża. Jednak droga krzyża nie jest drogą gniewu. Jest drogą miłości pełnej poświęcenia.
A co więcej, modlimy się. Pismo Święte, a zwłaszcza Psalmy, są pełne otuchy, że moc ciemiężyciela, a nawet moc samego diabła, jest ograniczona przez Boga. Oczywiście, systemy polityczne i systemy sprawiedliwości można ulepszyć i uczynić bardziej sprawiedliwymi, ale ostatecznie to Bóg wyzwala nas od naszych wrogów. A jeśli nie będziemy trwać przy Bogu, jeśli przede wszystkim nie uznamy, że naszą jest duchowa walka rozgrywana w tym upadłym i niesprawiedliwym świecie, jeśli przede wszystkim nie opanujemy własnego gniewu, to nawet jeśli uda nam się osiągnąć nasze zewnętrzne cele, zastąpimy tylko jednego dyktatora innym, jeden skorumpowany system innym, jeden pełen luk zbiór praw innym. A i tak gniew pozostanie. Przynajmniej tak najczęściej wydaje się to dziać w historii.
Innym powszechnym źródłem gniewu, nie bez związku z pierwszym, jest coś bardziej osobistego. Ma związek z tym, że nie mogę postawić na swoim. Mój przyjaciel ksiądz zwykł często mawiać, że każda moja myśl zaczyna się od założenia, że jestem dobry, mam rację i jestem niewinny. I do tego dodałbym co najmniej jedno: i że już wyraźnie widzę sytuację. Próbując rozwiązać problem, prawie zawsze zakładamy, że nasze rozwiązanie jest najlepsze, a gdy inni nie widzą tego w ten sam sposób, frustruje nas to i prowadzi do gniewu. Jak często rodzice i dzieci, żony i mężowie, pracownicy i pracodawcy mówią mi, że zmagają się z gniewem, ponieważ jedno nie chce zrobić (lub nie pozwala im zrobić) tego, co drugie mówi im, że jest najlepsze. Dziecko jest złe na rodziców, ponieważ rodzice go nie słuchają (tj. nie pozwalają mu robić tego, co ono uważa za najlepsze). Rodzice są źli na dziecko, ponieważ ono nie chce słuchać (tj. nie robi tego, co rodzice uważają za najlepsze). I tak dalej.
W listach św. Barsanufiusza i Jana znajduje się oświecająca historia, która porusza problem gniewu wynikającego z niepostawienia na swoim. Jan z Ber-Szeby [inny niż przyjaciel św. Barsanufiusza, św. Jan] był przywódcą (ale najwyraźniej nie igumenem) w klasztorze, który prowadził pewne prace budowlane. Ponieważ był wykwalifikowany i doświadczony w architekturze, powierzono mu zadanie sporządzenia planów. Po tym, jak sporządził plany, niektórzy bracia, nieświadomie dla niego, wprowadzili do planu zmiany, które go „trochę zepsuły”. Św. Barsanufiusz pisze do tego Jana i radzi mu, aby poradził sobie ze swoim gniewem, mając w umyśle następującą myśl: „Czy stałem się poddany Bogu, aby podporządkować sobie innych?” Według św. Barsanufiusza gniew zostaje przezwyciężony, gdy przypominamy sobie, że jesteśmy poddani Bogu, więc naszym zadaniem nie jest podporządkowanie sobie innych, zmuszanie ich do podporządkowania się nam - nawet jeśli mamy rację!
Czy to oznacza, że bracia mieli rację, zmieniając plany architektoniczne bez rozmowy z Janem? Nie, z pewnością nie. Bracia zawiedli. Jednak to problem braci, z którym muszą się zmagać, a nie Jana. Gniew Jana wziął się z jego (samo)sprawiedliwego oburzenia, że początkowo nie został w pełni wysłuchany ani nie konsultowano z nim zmian w jego planie. A fakt, że budynek był „nieco zepsuty”, tylko dodał pretekstu uzasadniającego jego gniew. Jednak rada św. Barsanufiusza dla Jana brzmi: pamiętaj, że nie jest twoją rolą ani odpowiedzialnością podporządkowanie sobie innych; twoją rolą jest raczej poddanie się Bogu.
Tak wiele gniewu, z którym się zmagamy, ma taką naturę. Ktoś, kto powinien nas słuchać, tego nie robi. Tego, co my postrzegamy jako wyraźnie słuszne, wyraźnie dobre, wyraźnie zgodne z wolą Boga, ktoś inny w ogóle nie widzi. Temu, co postrzegamy jako nasz autorytet, naszą wiedzę specjalistyczną, nasze uprzywilejowane lub nasze unikalne spojrzenie, inni wydają się w ogóle nie okazywać szacunku. I tak wpadamy w złość. Nastolatki są złe, ponieważ rodzice nie szanują ich unikalnego spojrzenia na własne życie. Rodzice są źli na dzieci, ponieważ nie szanują autorytetu i doświadczenia, które oni mają do zaoferowania. Parafianie (lub duchowni) posiadający wiedzę specjalistyczną, doświadczenie lub obawy w jednej dziedzinie są źli na innych parafian (lub duchownych), ponieważ ich wiedza specjalistyczna, doświadczenie lub obawy wydają się być ignorowane - lub przypisuje się im mniejszą wagę, niż uważają, że powinny ją mieć. I tak (samo)usprawiedliwione oburzenie podsyca gniew, a gniew skutkuje ślepotą, głuchotą i dalszymi sporami.
Ale możesz argumentować, że ja jestem rodzicem, księdzem, ekspertem lub tym, na którego wynik będzie miał największy wpływ. Mam prawo, by mnie wysłuchano. Mam prawo, by inni byli mi posłuszni. Tak rzeczywiście może często być. Niemniej jednak gniew, zwłaszcza ciągły gniew, nigdy nie jest pomocną ani właściwą reakcją. A św. Barsanufiusz zaleca, aby przezwyciężyć gniew, przypominając sobie, że ty - jeśli rzeczywiście jesteś chrześcijaninem - poddałeś się Bogu, ale nie po to, by podporządkować sobie innych. I znowu, niektórzy mogą argumentować, że ze względu na moje stanowisko władzy, nie poddając się mi, mojemu planowi, mojej mądrości, mojej radzie czy decyzji, nieposłuszny tak naprawdę nie poddaje się Bogu. OK. Niech tak będzie. Nieposłuszny nie poddaje się Bogu, więc pozwól Bogu zająć się nim. Niech Bóg się rozgniewa, bo jeśli Bóg doświadcza gniewu (i nie jest to tylko biblijny antropomorfizm), to gniew Boga jest bez grzechu. Czy możesz to powiedzieć o swoim gniewie?
Poddajmy się Bogu i powściągnijmy gniew i zapalczywość, jak radzi nam Psalm 36, 8. Wtedy będziemy widzieć trochę wyraźniej. Wtedy będziemy trochę lepiej słuchać. Wtedy będziemy mogli podjąć bardziej odpowiednie działanie, działanie motywowane litością i miłością, działanie, które z większym prawdopodobieństwem niesie łaskę Bożą i przynosi uzdrowienie. W przeciwnym razie będziemy zaślepieni naszym gniewem i będziemy działać w gniewie, co prawie zawsze tylko pogarsza sprawę.
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Praying in the Rain
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.