śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 13 lutego 2011

Miarą dojrzałości narodu jest to, czy potrafi przyznać się do błędów (wywiad)

Wystawę „Cerkiew 1938” poświęconą burzeniu cerkwi na Lubelszczyźnie i południowym Podlasiu można od tygodnia oglądać w budynkach Akademii Krakowskiej im.

0 czytelników poleca

Wystawę „Cerkiew 1938” poświęconą burzeniu cerkwi na Lubelszczyźnie i południowym Podlasiu można od tygodnia oglądać w budynkach Akademii Krakowskiej im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego (budynek A, ul. Herlinga-Grudzińskiego 1). Poniżej prezentujemy wywiad z posłem na Sejm, prof. Janem Widackim, współorganizatorem wystawy, który ukazał się w krakowskim wydaniu „Gazety Wyborczej”. Rozmawia Julita Kwaśniak.

Skąd pomysł organizacji wystawy właśnie w murach Krakowskiej Akademii?

Wychodzę z założenia, że szkoła wyższa nie tylko kształci, lecz także wychowuje. Dlatego staramy się realizować w Krakowskiej Akademii różne wystawy. Ja zainicjowałem i współorganizuję cykl ekspozycji pod hasłem: "Wszyscy obywatele Rzeczypospolitej ", który przygotowuję razem z moim biurem poselskim, akademią i środowiskami mniejszości narodowych i etnicznych. Tytuł cyklu pochodzi z tekstu preambuły konstytucji. Ma nam przypomnieć, że obywatelami Polski są także Romowie, Niemcy, Słowacy, Łemkowie, Żydzi, Białorusini czy Ormianie, wszyscy ci, którzy od wieków żyją z nami i mieszkają obok nas.

Czy w przygotowaniach uczestniczą przedstawiciele zainteresowanych mniejszości?

Temat ekspozycji zawsze jest konsultowany z daną mniejszością. To jej przedstawiciele decydują, o czym chcą nam opowiedzieć. Nawet jeśli mówimy o rzeczach trudnych, zawsze robimy to po to, by się do siebie zbliżyć. Pierwszą wystawę przygotowaliśmy razem ze Stowarzyszeniem Romów w Polsce. Kolejna powstała przy współpracy z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Niemców na Śląsku Opolskim. Zatytułowaliśmy ją "Dwujęzyczna Europa - Zweisprachiges Europa", bo opowiada o zjawisku dwujęzyczności w Europie jako o czymś normalnym.

Trzecia wystawa opowiada o mniejszości wyznania prawosławnego.

Tak. Trzecią ekspozycję zorganizowaliśmy z mniejszością białoruską i ukraińską. W 2008 roku zapytaliśmy jej przedstawicieli, co chcieliby pokazać, a oni nieśmiało zaproponowali temat burzenia cerkwi na Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i południowym Podlasiu w 1938 roku. Na początku zaskoczył mnie ich wybór. Zastanawiałem się, dlaczego właśnie o tym chcą przypomnieć Polakom, a nie na przykład pochwalić się swoim dorobkiem? Wytłumaczyli mi wtedy, że chcą opowiedzieć o swojej przemilczanej traumie. "Dla nas ma to wymiar symboliczny" - usłyszałem. Po tych słowach byłem pewien, że powstanie bardzo trudna, ale potrzebna wystawa.

Jej przygotowanie wymagało pewnie wiele pracy.

Mimo że moja rodzina pochodzi z Kresów, ja sam do pewnego czasu nic nie słyszałem o burzeniu cerkwi. Po raz pierwszy przeczytałem o tym dopiero na początku lat 80. w książce prof. Jerzego Kłoczowskiego "Historia Kościoła w Polsce". A przecież to się działo u nas, w Polsce. Nawiasem mówiąc, ten fakt z naszej historii pozostaje prawie zupełnie nieznany. Autorzy wystawy, Grzegorz Kuprianowicz i Sławomir Wyspiański, zbierali materiały z archiwów prywatnych i cerkiewnych. Przygotowali też specjalną stronę internetową opowiadającą o wystawie i wydarzeniach z 1938 roku. Moje biuro poselskie zapowiedziało otwarcie tej wystawy m.in. na Facebooku. Rozesłaliśmy wiele zaproszeń. W odpowiedzi dostałem, obok pochwał za inicjatywę i zapytań o szczegóły, także obelżywe e-maile, zarzucające mi brak patriotyzmu, niecelowość robienia takiej wystawy, zaprzeczanie faktom, które wystawa miała pokazać. Oczywiście, nie zabrakło też ordynarnych inwektyw. Wszystko to pokazało, jak wciąż jeszcze jesteśmy nietolerancyjnym i ksenofobicznym społeczeństwem. Internauci pytali mnie też np., dlaczego nie robimy wystaw o tym, jak carat zabierał cerkwie unickie w XIX wieku albo o tym, jak Ukraińcy mordowali Polaków na Wołyniu.

No właśnie. Dlaczego?

Domagamy się od naszych sąsiadów, by bili się w piersi za wszystkie krzywdy wyrządzone narodowi polskiemu. Ale dopóki sami nie rozliczymy ze swoją przeszłością, nie bardzo mamy moralne prawo, by wymagać tego od innych. Pamiętajmy, że miarą wielkości i dojrzałości narodu jest też to, czy potrafi on stawić czoła swojej historii i przyznać się do błędów. Jeśli jesteśmy dziedzicami husarzy spod Wiednia, szwoleżerów spod Samosierry czy powstańców styczniowych, to jesteśmy też dziedzicami tych, którzy burzyli cerkwie czy przegrzebywali żydowskie cmentarzyska w pobliżu obozów śmierci w poszukiwaniu złotych zębów. To jest prawda o nas i trzeba ją znać, choćby tylko po to, by ją ocenić i na przyszłość nie powtarzać starych błędów. Na tym polega nauczycielska rola historii. Tej roli nie spełni historia niepełna, zmitologizowana, polukrowana

I temu ma służyć "Cerkiew 38"?

Rzymianie mawiali, że historia jest nauczycielką życia, a Józef Szujski dodawał, że "fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki". A więc w naszym interesie narodowym jest, aby historia nie była zafałszowana, aby jej fragmenty nie były przemilczane. I w jakimś ułamku temu służyć ma ta wystawa.

I udaje się?

Niestety, w ciągu dwóch lat zaprezentowano ją przede wszystkim w środowiskach prawosławnych. Nikt poza tym nie chce tej wystawy pokazywać. Nikt nie chce też rozmawiać o wydarzeniach z 1938 roku, a to tylko pogłębia traumę pokrzywdzonych. Są też tacy, którzy zaprzeczają, że takie wydarzenia miały kiedykolwiek miejsce. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Przypomnijmy chociażby sejmową dyskusję z 2008 roku (w 70. rocznicę burzenia cerkwi) nad uchwałą przepraszającą naszych prawosławnych rodaków za ten barbarzyński proceder. Wtedy z sali obrad padły głosy, że to niemożliwe, żeby Polacy dopuścili się takich czynów. Niektórzy starali się uzasadnić postępowanie polskiego rządu i twierdzili, że w gruncie rzeczy było ono słuszne. Byli też i tacy, którzy w ogóle podważyli sens przypominania takich wydarzeń. To absurd. Pamięć o nich należy się naszym współobywatelom! Jeśli oni wciąż noszą w sobie tę krzywdę i chcą ją nam pokazać, to trzeba im to ułatwić.

Dzisiaj powinniśmy wyciągnąć lekcję z tamtych wydarzeń. Fałszywie pojęty patriotyzm i fałszywie pojęta racja stanu zawsze prowadzą do tragedii. Nie wolno też przymykać oczu na nawet najbardziej bolesną i wstydliwą prawdę. Dzięki temu w przyszłości możemy uniknąć podobnych błędów. Dajmy historii szansę, by była naszą nauczycielką.

źródło:
Gazeta Wyborcza Kraków

— Tomasz Sulima

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →