śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 21 lutego 2013

Muchy i pszczoły

Chciałbym rozpocząć od przytoczenia słów Natalii Gorbaniewskiej, znanej rosyjskiej poetki i dziennikarki, która kiedyś, na potrzeby pewnego opracowania, udostępniła mi jeden ze swoich tekstów.

0 czytelników poleca

Chciałbym rozpocząć od przytoczenia słów Natalii Gorbaniewskiej, znanej rosyjskiej poetki i dziennikarki, która kiedyś, na potrzeby pewnego opracowania, udostępniła mi jeden ze swoich tekstów. Pani Natalia pisze: Wypowiedziana agresja nie znika. Wydaje nam się, że poprzez praktykowanie takiej niepohamowanej agresji językowej wypuścimy ją z siebie, a przecież wypuściliśmy ją na zewnątrz! Wypuściliśmy, a ona wcale nie znikła. Taka postawa powoduje, że ogólny stan gotowości do agresji tylko się zwiększa. Zmąciwszy samego siebie idziesz dalej, a wyrzucone słowa już zawisły w powietrzu i ktoś je przyjmie. Ten ktoś naprawdę zakopie kogoś w ziemi lub uderzy w taki sposób, że się nie podniesie. Jak tylko zaczynamy odnosić się do kogoś nie jak do człowieka, to tracimy właśnie swoje, a nie jego człowieczeństwo. W tym tkwi sedno sprawy.

Agresja językowa w internecie wydaje się dzisiaj powszechna. Prokurator generalny Andrzej Seremet podpisał w ubiegłym roku wytyczne dla prokuratorów w sprawie ścigania „mowy nienawiści” w sieci. Ściganie nienawiści przez prawo powinno iść jednak w parze z pracą nad sobą i świadomością społeczną. Kiedy pytam znajomych, po co czytają agresywne treści nieznanego pochodzenia, słyszę, że czytają te wpisy z przymrużeniem oka, jakoby dla rozrywki. Jednakże to, co czytamy, mówi sporo o tym, kim jesteśmy indywidualnie i jako kultura. Anonimowe portale i profile na portalach społecznościowych, wszechobecne agresywne komentarze w sieci to fikcja na miarę naszych czasów: pretensjonalna, pozerska, wyrachowana, arogancka, schlebiająca sobie, protekcjonalna, wygadana, powierzchowna i wykolejona. Udało jej się utrafić w głębokie pokłady niepokoju, nieufności, podejrzliwości i łatwowierności.

Jeżeli przyjrzymy się wpisom walczącym z wiarą, łatwo zauważymy, że pociągają one ludzi, którzy są nieufni do Cerkwi, ogólnie rzecz biorąc, mają negatywny stosunek do jakichkolwiek struktur opartych na autorytecie. Samoczynnie nasuwa się wtedy pytanie: Czy twórcy tych stron, profili i komentarzy nie występują przeciwko prawosławiu? I prawosławnej eklezjologii (na jednym z takich portali, w dziale odszczepieńcy, możemy znaleźć również PAKP). Czynią oni aluzje do licznych grup i ruchów, jednak szczególnym uwielbieniem darzą interpretację historii i nauczania Cerkwi własnego autorstwa (nomen omen anonimowego).

Niektóre z takich portali i profili mają w nazwie „prawosławny”. Wykorzystując uprzedzenia i słabość czytelników, autorzy zarzucają Cerkwi ogólne zakłamanie, a jednak oferują historię alternatywną opartą na ich „faktach”. Dają do zrozumienia, że czytelnik prawdy gdzie indziej nie znajdzie, a autorzy oferują ukrytą wiedzę na temat rzeczywistości. Autorzy opierają się wyłącznie na niewielkiej kolekcji przesortowanych tekstów o tematyce teologicznej, resztę uzupełniają teksty powstałe w kręgu podobnych sobie środowisk, często za granicą. Z łatwością nazywają ludzi odszczepieńcami i heretykami. Zuchwale atakują również Cerkiew w Polsce, pokazują tym samym, że nie są to osoby prawosławne, a jedynie pod takowe się podszywające. Zastanawia mnie jedna rzecz: jeżeli ci ludzie nie należą do Cerkwi, to zapewne nie uczestniczą w sakramentach (bo przecież Cerkwi w Polsce nie uznają). Nic więc dziwnego, że z taką łatwością przychodzi im atak na Cerkiew, która jest Ciałem Chrystusa. Rodzi się więc pytanie: komu służą?

Treści tych anonimowych autorów przez swój śmiały styl, sensacyjność i negatywne nastawienie doskonale pasują do społeczeństwa zorientowanego na amoralną, lekką i wizualną rozrywkę. Na próżno oczekiwać tam traktatów o wierze, nadziei i miłości, co już powinno zapalić lampkę w umyśle przypadkowego czytelnika.

Ujmując to prosto, są to zwolennicy rebelii, ludzie „robiący sceny i skandale” i szkalujący osoby, które wedle własnych preferencji upatrzyli. Nie ma wątpliwości, że autorytet – czy to religijny, społeczny, czy też jeszcze inny – nie znajduje wysokiego poważania w dzisiejszej kulturze Zachodu. Kwestionowanie i atakowanie autorytetów stało się rytmem przejścia dla wielu młodych i – nabytą przez uzależnienie – praktyką licznych dorosłych osób. Wszystkie te elementy można odnaleźć na tego typu portalach, profilach i w komentarzach, oraz, co również jest ważne, są one składnikiem ich sukcesu i kontrowersji, jakie wzbudzają.

Po przeczytaniu tych wpisów czytelnik może odnieść wrażenie, że przeszedł inicjację wprowadzającą w zakazany, niebezpieczny świat, w którym prawda ukryta za fasadą ortodoksyjnego chrześcijaństwa odkrywa się w całej chwale. Obietnica tajemnej wiedzy przybywa spowita w atrakcyjnej oprawie. Proponowanym przewodnikiem do świata religii są jedynie anonimowi autorzy, którzy, niczym biskupi Rzymu, znajdują „nieomylnie” prawdę. W ten sposób autorzy celebrują własne „ja” i „własną prawdę”, jednocześnie bojąc się ujawnić nazwiska. Można zaryzykować stwierdzenie, że pisać można, co się chce, pod warunkiem, że odbiorca będzie wiedział, z kim i z jakim tekstem będzie miał do czynienia.

Jak można ufać ludziom krytykującym cały świat, którzy sami boją się wystawić na krytykę i opinię rodziny, sąsiadów, znajomych? Bo z tym musieliby się zmierzyć, gdyby pod publikowanymi treściami podpisali się z imienia i nazwiska, ale brak odwagi cywilnej im na to nie pozwala, bo bez twarzy łatwiej jest przyprawić komuś gęby.

Nie jestem zwolennikiem cenzury, przyprawia ona o dreszcz pokolenie moich dziadków i rodziców, wysoko cenię ludzi potrafiących w klarowny sposób przedstawić opinie na trudne i drażliwe tematy, no i najważniejsze – podpisują się pod nimi! Warto zauważyć, że to właśnie na anonimowych portalach istnieje cenzura zakrojona na szeroką skalę, a wyznacznikiem cenzury jest, o dziwo, „głupota”! Czytamy: Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i cenzurowania komentarzy zawierających beznadziejnie głupie i nachalne spostrzeżenia. Jeżeli czytelnik napisze komentarz – w subiektywnym odbiorze redakcji – „głupi”, to nie ma co liczyć na jego publikację. Chociaż treści są płytkie, to stanowią zmyślną broń w kampanii na rzecz podważenia wiary prawosławnej. Chociaż nie jest to dobre pisarstwo, sprzyja szybkiej, kierowanej emocjami i powierzchownej lekturze, jaka dominuje na masowym rynku.

Autorzy szukają publiczności, której będą mogli podać własne twierdzenia w przystępnej formie. Zamieszcza się tam podstawowe twierdzenia wiary, które są wymieszane z pomówieniami, oszczerstwami i teoriami spiskowymi. Reasumując, panuje tam bałagan, tak żeby nieobyty z tematem czytelnik nie mógł krytycznie podejść do zamieszczanych tam treści. Strony te działają na więcej niż jednym poziomie, będąc powieścią kryminalną, teorią spiskową i manifestem religijnym, wszystko za jednym zamachem. Jak łatwo można zauważyć, na takich stronach i profilach autorzy upajają się własnym wywrotowym programem, przez co ich nadrzędnym celem nie jest bynajmniej krzewienie prawd ewangelicznych i niesienie światu Bożej miłości. Można odnieść wrażenie, że jest to narzędzie do atakowania doktryny chrześcijańskiej i podważania wiary tych, którzy nie mają dostatecznej wiedzy, by odpowiedzieć na wiele oskarżeń kierowanych przeciwko Cerkwi. Wykorzystanie ignorancji odbiorców, by serwować im mieszankę faktów i fikcji, oraz „zdobywać punkty” dzięki brudom wyciąganym z życia prywatnego opisywanych ludzi.

Starzec Paisjusz Hagioryta pisze: Ludzie dzielą się na dwie grupy – muchy i pszczoły. Mucha, jeżeli znajdzie się nawet w pięknym miejscu, to i tak upatrzy jakieś nieczystości i na nich usiądzie. Wiadomo, co później roznosi po świecie. Natomiast pszczoła nawet w jakimś brudnym i zaniedbanym miejscu będzie szukała kwiatów, żeby na nich spocząć i czerpać z nich nektar. Tak też czynią i ludzie.

Tomasz Tarasiuk, absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Prawosławnego Seminarium Duchownego w Warszawie (w trakcie studiów udział w programach i stażach w Rosji, USA, Bułgarii). Naukowo związany z Instytutem Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, gdzie pracuje nad rozprawą doktorską. Zawodowo pracuje w Stowarzyszeniu Interwencji Prawnej w Warszawie. Członek redakcji portalu Cerkiew.pl.

— Tomasz Tarasiuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →