Czymże jest ludzka wiedza w obliczu wszechmocnego Stwórcy? Niczym, prócz próżności i głupoty. Wiara wie tylko jedno – że z Bogiem wszystko jest możliwe.
W dzisiejszej Ewangelii spotykamy się z zupełnie inną sceną niż ta, którą zakończyliśmy czytanie w ubiegłą niedzielę. W wersecie poprzedzającym dzisiejszy fragment słyszymy, że gdy Jezus powrócił nad Jezioro Galilejskie po uzdrowieniu opętanego przez demony Gerazeńczyka, mieszkańcy Betsaidy z radością Go przyjęli, bo wszyscy na Niego czekali (Łk 8, 40). Mieszkańcy Dekapolu prosili Go, aby odszedł, a mieszkańcy Galilei nie mogli się doczekać Jego powrotu. Mieli bogate doświadczenie z Jego nauczaniem i cudami, i z wiarą i utęsknieniem wyczekiwali Go.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jednak, że nie każda wiara jest taka sama. Niektórzy mają małą, słabą wiarę, łatwo chwiejącą się pod wpływem zewnętrznych niepowodzeń i przeciwności; inni mają silną wiarę, wielką wiarę - wiarę, która może przenosić góry, wiarę, która szybko uzyskuje spełnienie wszystkich swoich próśb przez Boga. Ledwie Pan powrócił przez Jezioro Galilejskie do Betsaidy, gdy przełożony miejscowej synagogi, Jair, podszedł do Niego i poprosił, aby przyszedł i położył ręce na jego umierającej córce, aby mogła zostać uzdrowiona. Rzeczywiście okazał wiarę, ale jak wiemy, jego wiara nie była doskonała. To nie była wiara rzymskiego setnika, która wzbudziła zdumienie Chrystusa; to nie ta wiara, która wie, że samo słowo Pana wystarcza, by czynić cuda i wskrzeszać umarłych. Miłosierny Pan jednak nigdy nie odrzuca tych, którzy Go szukają, lecz przyjmuje ich tam, gdzie są, i prowadzi ich krok po kroku ku doskonałości.
Wielki tłum, który witał Jezusa, tłoczył się wokół Niego, gdy On próbował przedrzeć się do domu Jaira. Wyobraźcie sobie niepokój ojca, gdy tłum blokuje drogę Chrystusowi i powstrzymuje Go, podczas gdy życie młodej dziewczyny wisi na włosku. Pośród tego zgiełku, niezauważona i nieznana wszystkim, zrozpaczona kobieta, od dwunastu lat cierpiąca na krwotok, zakradła się do Chrystusa w tłumie i dotknęła rąbka Jego szaty, mając głęboką wiarę w uzdrowienie.
W tym samym roku, może w tym samym miesiącu, a nawet tego samego dnia – ojciec przepełniony został radością, a kobieta wstydem. Dwanaście lat wcześniej urodziła się córka Jaira i dwanaście lat wcześniej kobieta zaczęła krwawić. Jakże inaczej przeżywali i spędzali te lata – jedno z nich w domowym szczęściu i ojcowskiej czułości, drugie z cielesną chorobą i wewnętrzną beznadzieją. Rok po roku Jair miał przyjemność obserwować, jak jego córka dorasta, dojrzewa i osiąga szczyt kobiecości; pozostała jego jedynym dzieckiem i cieszyła się niepodzielnym uczuciem jego ojcowskiego serca. Rok po roku kobieta znosiła cierpienie, obserwując, jak jej zdrowie stopniowo się pogarsza, a majątek topnieje do zera, ponieważ płaciła najzdolniejszym lekarzom za leczenie, które jednak nie przynosiło żadnych efektów. Była chora nie tylko fizycznie, ale zgodnie z Prawem Mojżeszowym była rytualnie nieczysta, niezdolna do życia i uczestnictwa w normalnym społeczeństwie. Wstyd i rozpacz pozbawiły ją sił, których nie odebrała jej fizyczna choroba.
A teraz zobacz, jak te dwie osoby zbliżają się do Pana: obie z wiarą, ale nie z tą samą wiarą. Oboje wiedzieli, że nie mają nikogo innego, do kogo mogliby się zwrócić, ale nie tak samo cenili Jego moc. Długie lata cierpienia kobiety zrodziły wiarę żarliwszą niż wiara Jaira, który cieszył się dobrodziejstwami rodziny, zdrowia, prestiżu i majątku. Kobieta w swojej wierze wiedziała, że dotknięcie Pana przyniesie jej uzdrowienie. I ta wiara nie zawiodła się ani nie przyniosła rozczarowania. Natychmiast gdy chwyciła rąbek szaty Jezusa, poczuła, jak jej krwawienie ustało, a ciało odzyskało siły i zdrowie.
Wszechwiedzący Pan znał ją jeszcze przed jej narodzeniem i oczywiście był świadomy jej obecności pośród tłumu. Kiedy Go dotknęła, Ewangelia mówi, że poczuł, że moc – δυναμις – wyszła z Niego (por. Mk 6,30; Łk 8,46). Następnie odwrócił się w tłumie i zadał pytanie, które wydawało się niedorzeczne: Kto Mnie dotknął? Zmieszany Piotr udzielił logicznej odpowiedzi: Mistrzu, tłumy Cię otaczają i cisną Cię, a Ty pytasz, kto Mnie dotknął? Biedna, młoda dziewczyna umiera. Czemu zatrzymujesz się i tracisz czas na tak niedorzeczne pytanie? Rozejrzyj się, Mistrzu, po wszystkich tych ludziach wokół Ciebie. Czy nie byłoby bardziej stosowne zapytać: »Kto mnie nie dotknął?«” „Nie, Piotrze” – mówi Pan – „wielu dotyka Mnie fizycznymi rękami i nic nie zyskuje; ale tylko jeden z nich dotknął Mnie rękami wiary i uchwycił się nieskończonego źródła niewyczerpanej mocy, ukrytego we Mnie. Powtarzam więc: »Kto Mnie dotknął?«”
Kobieta wiedziała, że nie może dłużej pozostawać w ukryciu i (wciąż bojąc się publicznego wstydu, jaki mogłaby na siebie narazić za złamanie prawa swojej nieczystości) upadła na ziemię i we łzach wyjawiła wszystko przed wszystkimi. Chrystus pocieszył ją i wyjaśnił wszystkim, co było przyczyną jej uzdrowienia, mówiąc: Wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju. Jair podszedł do Chrystusa przed nią, ale jej wielka wiara sprawiła, że jej prośba została wysłuchana.
Niewątpliwie w trosce o córkę Jair nie miał cierpliwości do tego wzruszającego widowiska. Skoro nie wierzył, że Chrystus może uzdrowić samym słowem, tym bardziej nie był zdolny do głębokiego przekonania, że ma tę samą moc wskrzeszania umarłych. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu: „Powiedziałem temu Rabbiemu, że moja córka jest bliska śmierci. Każda chwila się liczy. Jeśli ta kobieta w tłumie będzie nas dłużej powstrzymywać, może być za późno”. I tak się stało, że gdy Pan odprawił kobietę, z domu Jaira przybyli posłańcy z przerażającą wiadomością o śmierci córki. Ci ludzie małej wiary udzielili pogrążonemu w żałobie ojcu rozsądnej rady: „Nie trudź już Rabbiego. Teraz, gdy młoda dziewczyna nie żyje, cóż więcej może zrobić?”. Właśnie wtedy, gdy wszystko wydawało się stracone, gdy sytuacja była najbardziej beznadziejna i rozpaczliwa, Chrystus znalazł okazję, by pogłębić wiarę Jaira. Słysząc niedowierzającą radę posłańców, Jezus musiał uśmiechnąć się w duchu, zwracając się do Jaira i dodając mu otuchy: „Nie bój się, tylko uwierz, a będzie zbawiona. Śmierć mogła ją pochłonąć, ale bądź pewien, że stoi tu ktoś potężniejszy od śmierci, który słowem może wydobyć duszę zmarłą z piekła”.
Kiedy w końcu dotarli do domu Jaira, Pan odesłał wielki tłum, w tym nawet większość swoich uczniów, pozwalając wejść tylko Piotrowi, Jakubowi i Janowi, a także rodzicom zmarłej dziewczyny. Wskrzesił już syna wdowy z Nain przed wielkim tłumem i nie był zainteresowany otwartym okazywaniem swojej boskiej mocy. W domu zastał zwyczajową lamentację, płacz, zawodzenie i jęki. Ponownie Pan przemawia dziwnie do tłumu i mówi: Nie płaczcie, nie umarła bowiem, ale śpi. Jakże głupie wydawały się te słowa, dlatego nieświadomy tłum wyśmiał Go. Łukasz, jedyny spośród ewangelistów, mówi nam, że uczynili to, wiedząc, że ona nie żyje. Wiedzieli, ale co tak naprawdę wiedzieli? Czymże jest ludzka wiedza w obliczu wszechmocnego Stwórcy? Niczym, prócz próżności i głupoty. Wiara wie tylko jedno – że z Bogiem wszystko jest możliwe.
Pan wypędził wszystkich z pokoju dziewczynki, z wyjątkiem trzech uczniów i dwojga rodziców. Gdy zostali sami przy zwłokach dziewczynki, Chrystus wziął ją za rękę i zbudził, jakby ze snu, dwoma prostymi słowami: Talitha kum – Dziewczynko, wstań. Cud był tak wielki, że chociaż Pan nakazał rodzicom, aby nikomu nie mówili o tym, co się stało, Mateusz opowiada, że wieść o tym rozeszła się po całej okolicy (Mt 9,26). Chociaż działo się to w prywatnej komnacie, w obecności zaledwie garstki osób, cudu nie dało się ukryć. Przez resztę życia dziewczyna, która zmarła, wszędzie, gdzie się udała, dawała żywe świadectwo wszechmocy i współczucia Chrystusa.
W końcu zarówno Jair, jak i kobieta otrzymali to, czego szukali u Pana. Jednak cuda uzdrowień, których doświadczyli, nie miały trwałego znaczenia. Ostatecznie kobieta, Jair i jego córka umarli zgodnie z naturalnym biegiem tego świata.
Możemy zadać sobie pytanie, dlaczego Pan pozwolił, by te problemy w ogóle ich dotknęły i dlaczego dopuszcza, by problemy pojawiały się w naszym życiu. Bożym celem we wszystkim tym jest to, abyśmy mogli zbliżyć się do Niego. Mogą one mieć dla nas niewiele sensu lub nie mieć go wcale; ale przypomnijmy sobie, jak często to, co z ludzkiego punktu widzenia jest bezsensowne, ma doskonały sens z perspektywy Pana, który nie tylko wie wszystko, ale kocha nas bardziej, niż kiedykolwiek moglibyśmy pojąć. Nasz dzisiejszy świat szczególnie konfrontuje nas z tragediami, które wydają się całkowicie bezsensowne, przypadkowe i niewytłumaczalne. W obliczu takich spraw naszą jedyną nadzieją jest przyjście do Pana z silną wiarą, absolutną wiarą setnika czy kobiety krwawiącej. Otrzymamy rozwiązanie naszych ziemskich problemów zgodnie z wolą Bożą; ale co najważniejsze, nasze dusze zbliżą się do Pana i znajdą w Nim odpoczynek i pocieszenie. Amen.
igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)
za: holycross.org
fotografia: palavos /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.