śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 2 września 2023

Nie możemy czy nie chcemy - czyli o woli Bożej w naszym życiu

Musimy zrozumieć, że są takie momenty w życiu człowieka, które dosłownie wywracają całe jego życie do góry nogami - a całe jego przyszłe życie zależy od tego, czy zaakceptuje wolę Bożą w tej sytuacji, czy nie. Być może nic takiego nam się nie przydarzy, ale musimy być naprawdę gotowi na takie chwile

0 czytelników poleca

O tym, jak nauczyć się dostrzegać to, czego Bóg od nas oczekuje w tej czy innej sytuacji, i przestać być więźniem własnego “ja”.

Człowiek oddalił się od Boga poprzez odrzucenie Bożej woli i wszystkie złe rzeczy, które przytrafiły się w życiu nam i całej ludzkości na przestrzeni całej jej historii, wydarzyły się właśnie z tego powodu.

Bożą wolą dla człowieka jest jego dobre istnienie. Bóg stworzył Adama i Ewę do tego dobrego istnienia i dał im wszystko, czego w tym celu potrzebowali. Ale fakt, że człowiek w pewnym momencie nie zdołał zaufać Bogu, stał się punktem wyjścia, od którego zaczęło się przeciwstawianie własnej ludzkiej woli - woli Stwórcy.

Aby przywrócić wolę człowieka do jedności z wolą Bożą, Chrystus dokonał czynu odkupienia. Mamy w Ewangelii wystarczające wskazówki co do tego, jaka jest wola Boża w stosunku do człowieka. W każdym z nas tkwi zdolność do uczenia się wypełniania tej woli, tak aby coraz bardziej stawała się ona naszą wolą dla nas samych. Jednak w naszej skażonej grzechem naturze jest wiele tego, co sprzeciwia się Bożej woli względem nas i dlatego też tak naturalny i niepodważalny wydaje się proces doprowadzenia naszej woli do harmonii z wolą Tego, Który kocha nas bezwarunkową i nieporównywalną miłością, zawsze związany z przezwyciężaniem i przerastaniem samego siebie.

Co pomaga nam nauczyć się akceptować wolę Bożą i żyć zgodnie z nią? Przede wszystkim jest dla nas istotne to, co mówi Czcigodny Serafin z Sarowa: nasze umysły muszą pływać w słowach Pisma Świętego. Oznacza to, że musimy znać Ewangelię tak dobrze, abyśmy mogli odpowiedzieć na każdą życiową sytuację, każdą pokusę, każdą próbę - słowami Ewangelii, a co najważniejsze, abyśmy odpowiadali nie tylko ustami, ale także sercem.

Ponadto człowiek musi nabyć jedną niezbędną i niezmienną umiejętność - przy każdej okazji zadawać sobie pytanie: "Jaka w tej sytuacji jest wola Boga?". Pisał o tym w szczególności czcigodny Nil Sorski. I trzeba przyznać, że jeśli ktoś naprawdę prowadzi chrześcijańskie życie, w większości przypadków odpowiedź na to pytanie nie będzie dla niego trudna. Czasami zdarzają się trudne sytuacje: mnich abba Doroteusz mówi, że kiedy mamy do czynienia z dwoma rodzajami zła, musimy wybrać mniejsze, a kiedy mamy do czynienia z dwoma rodzajami dobra, musimy wybrać większe - jest to coś, co wymaga pewnego doświadczenia i umiejętności. Jednak w większości codziennych sytuacji zrozumienie woli Bożej nie wymaga żadnych specjalnych darów duchowych ani szczególnego wysiłku.

Jest tylko jedno "ale". Czasami zaczynamy szukać odpowiedzi na pytanie, co podoba się Bogu nie tam, gdzie jest to bezpośrednio wyrażone. Szukamy jej w spekulatywnych konstrukcjach i teoriach, szukamy jej w kategoriach zysku, szukamy jej w naszych pomysłach na to, jak powinno wyglądać nasze życie - i zapominamy zwrócić się w tych poszukiwaniach do słów Samego Boga i nauczania Jego Cerkwi. A nawet jeśli to robimy, czasami odrzucamy tę odpowiedź, woląc jej nie "widzieć" i nie stosować wobec siebie. Jak wiele jest sytuacji, gdy osoba może dość jasno odpowiedzieć podczas spowiedzi na pytanie, czego Bóg zasadniczo oczekuje od człowieka w tej lub innej sytuacji, ale nie może uznać, że jest to wymagane konkretnie od niej. "Byłoby dobrze, ale w mojej sytuacji jest to nierealne...", "byłoby to możliwe, ale nie w dzisiejszych czasach...". Prawie nigdy nie jest tak, że ktoś mówi: rozumiem, że taka jest wola Boża, ale nie zrobię tego, bo... nie chcę. Warto spróbować zrozumieć, zagłębić się, a w wielu przypadkach zdamy sobie sprawę, że naprawdę nie chcemy i to jest największa przeszkoda. Ten wewnętrzny dialog - o tym, dlaczego nie możemy wypełnić woli Bożej - nie powinien płynąć w nas w sposób cichy i niezauważony. Musimy się zatrzymać i powrócić do momentu, w którym w naszych decyzjach postąpiliśmy wbrew naszemu sumieniu. Zwykle jest to moment, w którym nagle poczuliśmy się niekomfortowo i chcieliśmy pomyśleć o czymś innym.

Aby nauczyć się wypełniać wolę Bożą, powinniśmy starać się nabrać pewnej bezstronności wobec tego, co nas spotyka. Musimy nauczyć się akceptować to, co nam się przydarza, jako obiektywną rzeczywistość, jako fakt życia. Czasami może to być bardzo trudne. Jedynym możliwym sposobem w tym przypadku jest podążanie naprzód, ale małymi krokami, tak jak osoba sparaliżowana uczy się najpierw poruszać palcami u nóg, potem podnosić łyżkę do ust, a dopiero po pewnym czasie pojawia się kwestia ponownej nauki chodzenia.

Oczywiście nie trzeba też "wymyślać" Bożej woli dla nas. Tak samo jak nie trzeba wymyślać dla siebie drogi zbawienia - jest to coś, co sam Bóg przygotowuje dla każdego z nas. Najważniejsze ćwiczenie dla nas jest następujące: nauczyć się rozumieć, że wszystko, co nam się przydarza, nie jest przypadkowe - jest Bożym działaniem w naszym życiu. A łaska Boża czasami polega na tym, że sam Bóg czyni z nami to, co nam się nie podoba, ale jednocześnie może nas obudzić z lenistwa i pociągnąć do zbawienia. Czasami są to rzeczy elementarne: chcemy wygrzewać się w cieple, ale musimy wyjść na zewnątrz, gdzie pada śnieg i deszcz. Przychodzimy zmęczeni po pracy, a winda w bloku jest zepsuta i musimy iść na piechotę na dziesiąte piętro. Chcemy usłyszeć od kogoś miłe słowo, ale zamiast tego słyszymy coś takiego, że wydaje się, iż ta osoba przygotowywała się przez dziesięć lat, by nam to powiedzieć i sprawić jak największy ból. Budzimy się i chcemy cieszyć się życiem - a boli nas głowa. Każdy z nas może przypomnieć sobie niezliczoną ilość takich momentów. I w każdym z nich mamy tendencję do irytowania się i pogarszania naszej sytuacji: po wejściu do bloku bez windy i jednoczesnym przeklinaniu wszystkiego i wszystkich, wracamy do domu już nie tylko zmęczeni, ale rozgoryczeni i zdruzgotani. Albo, na przykład, człowiek tak bardzo martwi się nieżytem żołądka, który powoduje u niego dyskomfort i którego nie może wyleczyć pstryknięciem palców, że dostaje wrzodów żołądka.

Prawdopodobnie najrozsądniejszą rzeczą do zrobienia w takich sytuacjach jest powiedzenie sobie: "Oto stoję przed tą okolicznością jak przed pewnymi zamkniętymi drzwiami i nie jestem w stanie ich otworzyć. Mogę zabijać się o te drzwi, ale nie otworzą się one dopóki nie będzie na to woli Boga, lub mogę po prostu zaakceptować tę sytuację i oszczędzać swoje siły, aby uczynić coś więcej". Na przykład, jeśli ktoś spóźnia się na autobus, którego potrzebuje, jest tak zły na siebie, tak beszta kierowcę, który nie zauważył go w oddali i odjechał, że marnuje wszystkie swoje emocje, wszystkie swoje siły, a w końcu zniechęca się i mówi: "W takim razie nigdzie nie pojadę". Dzieje się tak, ponieważ w głębi duszy wydaje nam się, że autobus, jeśli bardzo tego zechcemy, zawróci i przyjedzie po nas. Ale świat nie kręci się wokół nas, a wolą Boga nie jest zadowalanie nas we wszystkim. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej, ponieważ w takich sytuacjach natychmiast pomyślimy o najbardziej korzystnych możliwościach: poczekać na następny autobus, zadzwonić po taksówkę lub pójść pieszo.

Zasadniczo jest to coś, czego nie tylko wierzący, ale każdy człowiek powinien się nauczyć, aby jego życie nie składało się z ciągłej serii niepowodzeń i rozczarowań, które wybijają go z rutyny. Ale dla chrześcijanina podstawą zaakceptowania tego, czego nie może on zmienić, jest coś znacznie głębszego: to nie tylko pewne okoliczności, które budzą w nas oburzenie, ale przede wszystkim to szkoła pokory, bez której nie ma prawdziwej miłości ani do Boga, ani do ludzi. I jeśli podejmiemy wysiłek i spróbujemy stanąć na pierwszym stopniu tej pokory, Bóg wesprze nas w naszym zamiarze i będzie nam łatwiej wspinać się dalej.

Św. Jan Chryzostom mówi, że aby osoba skąpa nauczyła się dawać, może na początku dawać tylko to, czego sama nie potrzebuje. Od tego o wiele łatwiej jest przejść do dzielenia się tym, czym wcześniej nie chciała się dzielić, ponieważ człowiek ma umiejętność dawania, a ta umiejętność wpływa na jego ukształtowanie. W ten sam sposób możemy postępować, ucząc się żyć zgodnie z wolą Bożą. Na początku po prostu uczymy się ją akceptować, przynajmniej tam, gdzie nie możemy niczego zmienić. Potem człowiek stopniowo rozwija zdolność do działania zgodnie z wolą Bożą, a następnie - do wypełniania woli Bożej w całym swoim życiu. I jeśli bezzwłocznie zaczniemy ćwiczyć się w tym w niektórych najprostszych sytuacjach, z pewnością z Bożą pomocą staniemy się silniejsi.

Musimy zrozumieć, że są takie momenty w życiu człowieka, które dosłownie wywracają całe jego życie do góry nogami - a całe jego przyszłe życie zależy od tego, czy zaakceptuje wolę Bożą w tej sytuacji, czy nie. Być może nic takiego nam się nie przydarzy, ale musimy być naprawdę gotowi na takie chwile. Ponieważ tak czy inaczej nasze ludzkie życie poprzez wszystko, czym żyjemy, wraca do momentu ukrzyżowania Zbawiciela - momentu, w którym albo będziemy w tłumie krzyczącym "ukrzyżuj", albo będziemy z Nim na Golgocie. I dopiero wtedy robi się naprawdę ciężko. Ale właśnie po to pracujemy nad sobą - aby być razem z Chrystusem.

igumen Nektariusz (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: andrey-ma /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →