Bez względu na to, co dzieje się w życiu, bez względu na tragiczne i piętnujące wydarzenia, nic nie może postawić Boga w trudnej sytuacji i sprawić, że powie On: „Nie mogę nic zrobić dla tego człowieka, jest tak zraniony, że nie mogę mu pomóc”. Tylko my tak mówimy.
Im więcej ran zostanie zadanych człowiekowi w jego życiu, tym bardziej uprzywilejowana jest jego pozycja przed Bogiem.
Jak mówi św. Dawid, złamanym i pokornym sercem Bóg nie wzgardzi. Bóg przemienia to serce i człowiek staje się współczujący. Po pewnym czasie ból, niesprawiedliwość i rany stają się dla niego czymś dobrym, upiększają go, a on staje się bardziej błogosławiony, dojrzalszy, jego serce jest na nowo ukrwione, uczy się wielu rzeczy o ludzkiej naturze i słabości, uczy się komunikować z bliźnim.
Bez względu na to, co dzieje się w życiu, bez względu na tragiczne i piętnujące wydarzenia, nic nie może postawić Boga w trudnej sytuacji i sprawić, że powie On: „Nie mogę nic zrobić dla tego człowieka, jest tak zraniony, że nie mogę mu pomóc”. Tylko my tak mówimy.
Jednak Duch Święty przenika do głębi serca. Jak mówi bardzo piękna modlitwa liturgiczna: „Bóg zna potrzeby każdego z nas”. Bardzo często nie wiemy, czego tak naprawdę potrzebujemy. Ale Bóg wie i staje się dla nas tym, czego nam potrzeba, jak mówi ta sama modlitwa: „Ty jesteś Lekarzem naszych dusz i ciał”. Bóg jest jedynym lekarzem naszych dusz i ciał i zna nasze potrzeby. Zapewne pamiętacie, jak w Starym Testamencie Żydzi na pustyni często szemrali przeciwko Bogu. Zesłał im mannę, która była pokarmem dla wszystkich, ale dla każdego z nich stała się tym, czego potrzebował. Jeśli ktoś, na przykład, potrzebował wapnia, stawała się wapniem. Dla innego był to cukier, a jeszcze innego - żelazo. Bóg znał potrzeby każdego.
Kiedy obcujemy z Bogiem, kiedy się modlimy, kiedy przyjmujemy Eucharystię, kiedy jesteśmy w jedności z Nim, łaska Boża przemienia i uzdrawia naszą duszę, według Bożej wiedzy. My tego nie wiemy. A czy w naszym codziennym życiu, podczas jedzenia, zastanawiamy się: „Teraz, kiedy zjem tę potrawę, stanie się ona wapniem, fosforem, żelazem”? Skąd możemy wiedzieć te rzeczy! Po prostu jemy, a kiedy organizm jest zdrowy, sam przekształca to w niezbędne pierwiastki. Każdy organ pobiera odpowiednią ilość witamin, białek itp. Nie określamy naszym umysłem, który organ powinien przyjmować jaki procent fosforu lub żelaza. Nie, organizm robi to sam. Jest to o wiele bardziej realne, gdy działa Bóg. Doświadczenie dowodzi, że łaska Boża całkowicie uzdrawia człowieka i wszystkie dotychczasowe urazy stają się w nim wielkimi zaletami.
* * *
Kogo opłakiwać będzie święty, gdy usłyszy o morderstwie? Będzie opłakiwał mordercę, a nie zamordowanego. Nie płacze nad ofiarą, a nad przestępcą; ofiara jest ofiarą i jako ofiara ma prawo do Bożej pomocy i do ludzkiego współczucia. Bóg jest zobowiązany wymierzyć swą sprawiedliwość, która jest Jego łaską, ale kto ulituje się nad tym mordercą, przestępcą i złoczyńcą? Kto na niego spojrzy? Z jakim nastawieniem on się zwróci i do kogo? Czy zwróci się do Boga, a jeśli tak, to co Mu powie? Z krwią kapiącą ze swych rąk? Tak więc człowiek ten staje się bestią i jest bardziej godny litości niż ten, który stał się ofiarą.
W Paterikonie znajduje się tego przykład. Abba Gelasiusz zasadził warzywa, aby móc z ich pomocą przeżyć cały rok na pustyni. Ktoś przyszedł, wyrwał je z korzeniami i nic nie zostawił. To pustynia, nie ma sklepu, do którego można by pójść po zakupy, jeśli nie masz jedzenia - głodujesz. Sąsiedzi przyszli i powiedzieli mu:
- Co się stało? Biada ci, Abba Gelasiuszu, ileż wycierpiałeś! Pozostaniesz głodny!
On zaś zaśmiał się i powiedział:
- Biada mi? Biada temu, kto to uczynił!
Pozostanę głodny. Świat się nie skończy. Ale biada człowiekowi, który posunął się tak daleko, że wyrwał trzy warzywa w ogrodzie.
Biada więc człowiekowi, który zabił. Szkoda tego, który umarł. Ale bardziej szkoda tego, który go zabił. Należy go opłakiwać gorzkimi łzami, bo nie ma gdzie skłonić głowy, do kogo się zwrócić. Do ludzi? Oni go odrzucili. Do Boga? Nie może, nie ma odwagi. Do samego siebie? Spogląda w głąb i widzi mordercę. Jakie pocieszenie będzie miał ten człowiek?
Zapewne słyszeliście o przykładzie kapitana statku, który spowodował śmierć stu osiemdziesięciu osób. Popełnił samobójstwo. Zastanówcie się: nie daj Boże, żeby to się stało, ale co by było, gdybyśmy byli na miejscu tego człowieka? Wszyscy by go obwiniali. Tak, racja, katastrofa statku, sto osiemdziesiąt osób utonęło. Wszyscy rzucili się na niego, a kto z nich by go usprawiedliwił? Pomyśl o położeniu, w jakim się znajdował. Czy wiesz, co to znaczy dla człowieka wpaść w rozpacz? Nie mieć się czego chwycić, dojść do punktu, w którym śmierć jest lepsza niż życie, wyobraźcie sobie, jakie trzeba mieć życie, by postanowić zabić się, uznając to za wybawienie! Wyobraźcie sobie, przez co trzeba przejść. Teraz zaprotestujecie: czy należy opłakiwać takiego człowieka? Myślę, że Boże miłosierdzie jest bezgraniczne; nie możemy powiedzieć, że Bóg jako Ojciec nie smuci się również z powodu tego człowieka - kiedy widzi, jak Jego dziecko, człowiek, którego stworzył i kochał do końca, upada - czy to przez grzech, czy przez niefrasobliwość - w tak tragicznym stanie. Wielu ludzi cieszyło się z jego śmierci i mówiło: "Zasłużył na to!". Nie należy w ten sposób mówić. Z drugiej strony widzimy, czym jest rozpacz i czym jest nadzieja.
Jakże wspaniałą rzeczą jest to, co mówimy o św. Bogarodzicy - że jest nadzieją niemających nadziei. Dla nich zawsze jest nadzieja, nie ma jednej nadziei, ale jest Jeden, który jest Nadzieją. On jest Nadzieją świata: Bóg. Każdy człowiek - zarówno morderca, jak i ten, który popełnił te tragiczne błędy - ma nadzieję. Nie można mu powiedzieć: „Nie ma dla ciebie nadziei, jesteś potworem! Nędznym i wstrętnym”. On naprawdę nim jest, z wielkiej litery, ale dla tych potworów i wszystkich innych istnieje Bóg. Nic na świecie nie może przewyższyć miłości Boga. Nawet szatan. A co dopiero mówić o człowieku. Nawet sam diabeł nie jest w stanie sprawić, by Bóg powiedział mu: „Wiesz, jestem tobą zmęczony, nie chcę cię więcej widzieć!” Nie. Bóg swą nieskończoną miłością obejmuje nawet demony i uważa je za swoje dzieci. Dlatego święty ojciec mówi bardzo ważne słowo - i dzięki temu można zrozumieć, co oznacza teologia prawosławna i jak wiele cennych treści zawiera. Mówi: "Nie nazywaj diabła złym, ponieważ bluźnisz Bogu". Diabeł, jak mówi, nie jest zły ze względu na swą naturę, ale ze względu na swą wolę. Jego natura nie jest zła, został stworzony dobrym, ale jego wola jest zła".
Dlatego człowiek może powiedzieć, że zło nie istnieje, ale to on daje mu życie poprzez swoją wolność i wolną wolę. Dlatego święci kochali wszystkich bez różnicy, a występki i wady ludzi nie mogły umniejszyć ich miłości. Dlatego Chrystus uczy, by nikogo nie osądzać, nie oceniać po pozorach, ani mordercy, ani przestępcy. Nie można potępiać innych. Każdy ma nadzieję na zbawienie, ponieważ sam Bóg jest Nadzieją niemających nadziei, tych, którzy są w całkowitej rozpaczy. Modlę się, abyście nigdy nie znaleźli się w takim stanie, w takiej egzystencjalnej, skrajnej rozpaczy, ale jeśli tak się stanie, pamiętajcie, że nigdy nie można pozostać bez nadziei, ponieważ istnieje Nadzieja świata – Chrystus.
Wielu mówi: "Potępiamy coś takiego, kogoś takiego!"... Ale kogo potępiacie? Bóg nie potępia nawet diabła, a wy potępiacie ludzi? Można odrzucić grzech - tak, odrzucić to, co się stało - ale nie można odrzucić człowieka! Tutaj widzimy potęgę Boga, Boga, naszego Ojca, ponieważ ten Ojciec nigdy się nie zmienia i trwa jako Ojciec i Nadzieja.
Ochroń nas Boże, gdyż wierzę, że gdyby Bóg nas nie ochraniał, to - mówiąc za siebie - robiłbym wszystko, mordował i tym podobne. Czy zastanawialiście się kiedyś, że w pewnym momencie możemy okazać się mordercami, stać się powodem śmierci ludzi? Cóż dziwnego? Każdy z nas mógłby być przyczyną śmierci stu osiemdziesięciu osób i znaleźć się na miejscu tego, który popełnił samobójstwo. Co byśmy czuli, gdzie byśmy stali? Gdzie znaleźlibyśmy pocieszenie? I jakże pocieszające jest, gdy wszyscy cię potępiają, mieć w sobie tę nadzieję: że Bóg cię akceptuje. Jest Ktoś, kto cię nie odrzuca, nie nienawidzi, nie potępia. Przypomnijcie sobie przypadek kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, do której Chrystus powiedział: „Nikt cię nie potępił? Nikt nie pozostał. I ja cię nie potępiam”. Kto jest bezgrzeszny i kto może osądzać innego człowieka, czując, że jest pierwszym pośród potępionych? Co mogę zrobić innemu? Co ja mogę uczynić? Dlatego nie pozostawiajmy człowieka bez nadziei. Czymkolwiek by on nie był, jak wielką bestią by nie był, niemożliwe jest, aby drzwi Boga pozostały dla niego zamknięte.
Jako duchowni często to widzimy - podczas spowiedzi słyszymy wiele rzeczy. Jako człowiek możesz powiedzieć: "Cóż to za człowiek? Co za wady i brudy! Nie ma nic, w co by się nie wpakował”. Ale jako duchowni wiemy: czy Bóg zamyka drzwi przed tym człowiekiem? Nie. "Ojcze, nie mogę się poprawić, taki już jestem". A ty mu odpowiadasz: "Miej nadzieję w Bogu, nie rozpaczaj! Bóg, moje dziecko, ma moc by cię zbawić, tylko daj Mu swoją wolność. Powiedz: Mój Boże, pomóż mi, zbaw moją duszę! A Bóg zna sposoby, aby cię zbawić”.
Nie jest możliwe by niekończącymi się wadami i odstępstwami postawić Boga w sytuacji bez wyjścia. Czegokolwiek byś nie zrobił, mój synu. Diabeł też nie może. I nie tylko to, ale za każdym razem, gdy diabeł odnosił jakiś sukces, Bóg sprawiał, że sukces diabła zamieniał się w jego porażkę. Diabeł doprowadził człowieka do upadku, ale Bóg przyszedł i stał się Człowiekiem, i wywyższył człowieka bardziej niż wcześniej. Bóg nie tylko ratuje człowieka z diabelskich sieci, ale tworzy większą sieć, łapie w nią diabła, a na koniec Bóg, będąc nieskończenie mądrzejszy i pełen miłości, obala wszystkie diabelskie sieci, aby służyły dziełom Bożym. Dzieje się to, co mówi starzec Paisjusz: "Tam, gdzie diabeł orze, Bóg w końcu sieje. Przeklęty diabeł idzie, bije się ze zmęczenia, aby orać, a kiedy już dobrze zaorał i mówi, że nie może więcej orać - Bóg przychodzi, aby siać i żąć ".
Starzec Paisjusz zwykł mawiać, że diabeł plącze rzeczy tak bardzo, tworząc kłębek, że jeśli Bóg powie mu „Rozplącz to teraz” - nie będzie w stanie tego zrobić. Czasami rzeczy są tak poplątane. Ale Boża mądrość i siła stoi ponad tym wszystkim. Dlatego pozwala mu orać, trudzić się, a potem przychodzi Bóg, który ma ostatnie słowo. On jest Tym, który powie "tak" i "nie". Dlatego człowiek nie powinien mieć żadnych obaw. Trzeba mocno wierzyć, że diabeł nie jest w stanie zwyciężyć miłości Boga. Jest to dogmat wiary.
metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)
za: dvery.bg
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.