śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 18 grudnia 2013

O duchowości w „mieście, które nigdy nie śpi” – wywiad z ks. Wiaczesławem z USA

O poszukiwaniu prawdziwej duchowości w „mieście, które nigdy nie śpi” rozmawiałam z ks.

0 czytelników poleca

O poszukiwaniu prawdziwej duchowości w „mieście, które nigdy nie śpi” rozmawiałam z ks. Wiaczesławem Krawczukiem. To właśnie tu, w centrum Brooklynu, znanego ze swej społecznej i etnicznej różnorodności, ks. Wiaczesław niesie posługę jako proboszcz soboru Przemienienia Pańskiego w Nowym Jorku już od 21 lat. Ksiądz Wiaczesław pełni funkcję dziekana miasta Nowy Jork, jest ojcem, duchowym przewodnikiem, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem.

Ojciec pochodzi z Siemiatycz, z Podlasia, co sprowadziło ojca do Ameryki? Już w seminarium pracowałem z młodzieżą i dużo podróżowałem. Jestem z pokolenia, któremu przyszło żyć w trudnych czasach politycznych, czasach zmian. Lubiłem podróżować, zwiedzać ciekawe miejsca w Grecji, Rosji, na Ukrainie, ale jednocześnie bałem się, że te moje podróże będą źle widziane przez władze. Miałem kontakt z Cerkwią w Nowym Jorku, znałem już tam kilku duchownych poprzez seminarium i zaproponowano mi przyjazd do parafii w Buffalo. Otrzymałem błogosławieństwo od ówczesnego metropolity – władyki Bazylego – na roczny urlop. I tak od 1988 roku zaczęła się moja historia w Ameryce. Szybko się zaaklimatyzowałem i do dzisiaj dobrze się tu czuję. Pomimo różnicy kultur i wyznań, ludzie mają dla siebie szacunek, witają się, rozmawiają i żyją w symbiozie, co w Polsce często wygląda inaczej.

Czy jest coś, czego księdzu brakuje albo wydaje się trudniejsze w realizacji tu, w Ameryce? Inaczej wygląda praca na parafii i jest znacznie bardziej wymagająca. Proboszcz musi być bardzo dyplomatyczny, moi parafianie tworzą jedność, ale muszę podchodzić do każdego bardzo indywidualnie ze względu na różnorodność kulturową i potrzeby. Staram się, by każdy człowiek dobrze czuł się w naszej cerkwi, by znalazł tu swoje miejsce, by przychodził, aby zaspokoić swoją potrzebę modlitwy i duchowości. To ogromna odpowiedzialność, ale robię co w mojej mocy, aby parafianie byli ze mną. I mogę szczerze powiedzieć, że są! Większość mieszka daleko od naszego soboru. Niektórzy jadą na nabożeństwo godzinę albo nawet i dwie. Mijają po drodze wiele amerykańskich parafii, ale przyjeżdżają do nas – bo my stanowimy duchową rodzinę, w której znajdują oparcie.

Większość parafian to Polacy? Powiedziałbym, że wierni to ogromna mozaika narodowościowa. Najwięcej jest Amerykanów, później są Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, Białorusini, ale także Włosi, Francuzi, Niemcy, Anglicy, Grecy, są nawet Japończycy, Chińczycy i Filipińczycy. Ci ostatni zazwyczaj to małżonkowie osób o słowiańskim pochodzeniu, którzy przyjmują sakrament chrztu albo ślubu w naszym soborze.

Jakimi językami ksiądz się posługuje i czy wszyscy akceptują jęz. słowiański w Cerkwi? Na co dzień używam kilku języków. Najczęściej angielskiego i polskiego, ale też rosyjskiego i ukraińskiego. Jeśli chodzi o nabożeństwa, mamy taki zwyczaj, który był wprowadzony na długo zanim objąłem obowiązki proboszcza, że w jedną niedzielę zaczynamy nabożeństwo po angielsku, a po wielkim wyjściu nabożeństwo prowadzone jest po słowiańsku. W następną niedzielę jest odwrotnie. Słowiański to nasz język duszy i tak rozumieją to też wierni i nie mamy z tym żadnego problemu.

W soborze przechowywana jest kopia Poczajowskiej Ikony Matki Bożej. Tak, to prawda. Ikona trafiła do nas z błogosławieństwa patriarchy Tichona. Pewna rosyjska rodzina straciła córkę i będąc w Moskwie kupiła ikonę poczajowską ku pamięci swojej córki. Będąc na audiencji u patriarchy, poprosili go o wyświęcenie ikony dla naszej parafii. Rodzinę tę znał patriarcha z czasów, kiedy był biskupem Ameryki. I tak do dzisiaj ikona jest w naszej cerkwi. Bardzo cieszy nas obecność tak wielkiej świętości.

Wiem, że jesteście bardzo zżyci na parafii, organizujecie wspólne posiłki i spotkania. Tak, to prawda. Co niedzielę po nabożeństwie zapraszamy na herbatę i kawę, by ludzie mogli się spotkać i porozmawiać. Wspólnie świętujemy wigilię Bożego Narodzenia i inne cerkiewne święta. Organizacje cerkiewne, takie jak siestryczestwo, bractwo i cerkiewna szkoła organizują obiady dla wszystkich, ale także wspólnie celebrujemy rocznice czy jubileusze naszych najwierniejszych parafian. A wszystko po to, by moi parafianie czuli, że stanowimy jedną rodzinę, która potrzebuje wsparcia i miłości.

A ile prawosławnych cerkwi jest w Nowym Jorku? Bardzo dużo. Mówi się, że około 40, tych słowiańskich, na przykład rosyjskich, bułgarskich, ukraińskich czy serbskich. Prawosławie jest tu bardzo obecne.

A kto pomaga księdzu w cerkiewnych posługach? Jestem proboszczem, a w służbach pomaga mi teraz ksiądz z Mińska. On prowadził swoją małą parafię misyjną, ale huragan Sandy zniszczył ją w zeszłym roku i tak trafił do nas. Bardzo chętnie zapraszam też na nabożeństwa księży z Polski, którzy przyjeżdżają tu, by odwiedzić swoich bliskich.

Odpowiedział mi ksiądz na następne pytanie... Czy odwiedzają was duchowni z Polski? Tak, bardzo często. I to nie tylko duchowni, ale również biskupi. Metropolita Sawa zaszczycił swoją wizytą, arcybiskup Adam, arcybiskup Jeremiasz, kilkakrotnie arcybiskup Abel. Ostatnio był tu też wraz z rodziną ks. Włodzimierz Kaniuk z Hańczowej, przyjeżdżają czasem z wizytą bądź na wakacje. Mam też stały kontakt z duchownymi z Polski, dzwonimy do siebie, piszemy, ja też, jeśli mogę, staram się przyjeżdżać do Polski przynajmniej raz do roku. A w 2014 chciałbym zawieźć naszego biskupa Michała do Polski na Grabarkę. Mam nadzieję, że się uda.

Skąd czerpie ksiądz duchową siłę, tę tajemniczą energię, którą później przekazuje ksiądz ludziom? Nie wydaje się to takie proste tu, w Nowym Jorku. Gdy studiowałem w akademii teologicznej w Warszawie, często jeździłem na Atos, aby przypatrzeć się wzorcom, mistrzom teologii, teraz staram się także wyjeżdżać na Ukrainę na przykład, czy do Rosji, tam gdzie można przybliżyć się do prawdziwej wiary i gdzie ta duchowość jest bogatsza. Ale najbardziej odnajduję te siły na naszej Świętej Górze Grabarce. Jest ona wyjątkowym miejscem do kontemplacji i spotkania z Bogiem. Gdy byłem małym chłopcem, przychodziłem tu z moją ukochaną babcią na nabożeństwa. Teraz najchętniej wracam tu z moimi dziećmi, by pokazać im, jak głęboka jest nasza prawosławna wiara i tradycja.

New York, Brooklin, 2 X 2013

Serdecznie dziękuję księdzu Wiaczesławowi za spotkanie, wyjatkową gościnność, wspólny czas i za bezcenne rozmowy o życiu za oceanem.

Z ks. Wiaczesławem Krawczukiem rozmawiała Agata Łuczko-Descampe – z wyksztalcenia romanistka, absolwentka bialostockiego uniwersytetu. Studia kontynuuje w Belgii (romanistyka oraz marketing). Pracuje w Brukseli w miedzynarodowej firmie finansowej. Lubi powroty w rodzinne strony Podlasia, literaturę, eseistykę, dietoterapię i polskie filmy PRL-u oraz westerny.

— Agata Łuczko-Descampe

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →