śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 16 marca 2015

O nowych męczennikach na Bliskim Wschodzie – prawosławna perspektywa

Już od dłuższego czas dochodzą do nas informacje o coraz to nowszych aktach prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie: niszczone cerkwie i kościoły, porwania, zabójstwa… Co o tym myśleć?

0 czytelników poleca

Już od dłuższego czas dochodzą do nas informacje o coraz to nowszych aktach prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie: niszczone cerkwie i kościoły, porwania, zabójstwa… Co o tym myśleć? Jaką mieć postawę?
W niniejszym artykule odpowiedź daje władyka Tomasz (Joseph) – biskup o arabsko-amerykańskim pochodzeniu, który przynależy do Cerkwi antiocheńskiej w USA.

Nasze pytania
Na wstępie po prostu proszę was o modlitwę o pokój całego świata, dobrą stałość świętych Bożych Cerkwi i zjednoczenie wszystkich [jedno z wezwań ektenii przyp. tłum.].

W ostatnich miesiącach zdjęcia i opowieści o chrześcijanach zabijanych za swoją wiarę na Bliskim Wschodzie zalały źródła naszych wiadomości i nasze media społecznościowe. Widzimy ścinane głowy i strzały, czasem dostępne w formie makabrycznych nagrań video w Internecie, które zostały po to nakręcone, by niektórych zainspirować do dołączenia się do ich twórców, zaś innych skulić w strachu. Widzieliśmy porwanych biskupów, księży zastrzelonych na ulicy kiedy udzielali pomocy cierpiącym, a także niewinnych ustawionych w rzędzie, kiedy nożami ścinano im głowy.

Chrześcijanie nie są jedynymi cierpiącymi na Bliskim Wschodzie – muzułmanie, druzowie, jazydzi i inni także są celem armii takfiryzmu [od słów wypowiedzianych przez charydżytów w trakcie bitwy pomiędzy sunnitami i szyitami po śmierci Mahometa: „takfir ła hidżra” – „ogłaszam cię nie wiernym i wychodzę”, które stało się wzorem dla przyszłym fundamentalistów muzułmańskich, przyp. tłum.]. Również umierają za swoją wiarę, i nawet mimo że my, chrześcijanie, nie podzielamy tej samej religii z nimi, solidarnie z nimi cierpimy, bowiem Chrystus umarł i zmartwychwstał także i dla nich, nawet jeśli oni w to nie wierzą.

Pytamy Boga: „Dlaczego?”. Pytamy jeden drugiego: „Co można zrobić?”. Zastanawiamy się nad odpowiedzią na tą przerażającą nową rzeczywistość, duch takfiryzmu, stan umysłu który religijne zarzuty wobec innych czyni sposobem na życie, egzekwowanym poprzez śmierć i cierpienia tych, którzy nie akceptują ideologii tych armii, które rozprzestrzeniają się na starożytnej, uświęconej ziemi.
Jak mamy rozumieć to, co się dzieje? Nie doskwiera nam brak analiz w wiadomościach ani debatach pomiędzy liderami politycznymi, lecz ich odpowiedzi nas nie satysfakcjonują, nieprawdaż?

Nieustanne świadectwo Cerkwi prawosławnej
Chrześcijanie, którzy należą do Cerkwi prawosławnej, są dobrze zaznajomieni z męczeństwem, nawet jeśli my sami nie żyjemy w miejscach, gdzie nasze rodziny i znajomi są zabijani za Chrystusa. Męczeństwo kształtuje całą narrację naszej historii. Nasz kalendarz świętych jest pełen tysięcy imion męczenników, a są miliony więcej tych, których imion nie znam. To męczeństwo jest tym, co wprowadziło całą koncepcję publicznego kultu świętych.

Często myślimy o męczeństwie jako czymś należącym przede wszystkim do wczesnej historii Cerkwi, jeszcze przed jej legalizacją w czwartym wieku w Imperium Rzymskim, tymczasem wiele męczeństw było po tym, jak już chrześcijańskie ziemie zostały podbite, i został wprowadzony nowy porządek. Także i dwudziesty wiek był świadkiem męczeństwa chrześcijan wraz z nadejściem komunizmu, zwłaszcza we wschodniej Europie, na skalę prawdopodobnie większą niż wszystkie wcześniejsze męczeństwa razem wzięte.
Ale nie jest to zbyt wielkie pocieszenie, jeśli patrzymy na straszne obrazy z Bliskiego Wschodu i mówimy „Tak, widzieliśmy to już wcześniej”. Niemniej jednak możemy w tym wszystkim odnaleźć piękno i nadzieję, i wynika to z historycznego doświadczenia męczeństwa, które prawosławni chrześcijanie znają z bliska.

Powód prześladowań
Prześladowcy chrześcijan zawsze ich widzieli jako swego rodzaju zagrożenie dla ich własnego porządku społecznego. Większość chrześcijan nie była zabita wyłącznie w akcie nienawiści. Raczej, chrześcijanie byli postrzegani jako zagrożenie dla pogańskiego Rzymu. Byli oni zagrożeniem dla muzułmańskich najeźdźców, najpierw tych arabskich, a potem Turków otomańskich. Byli zagrożeniem dla sowietów, których eksterminacja chrześcijan była najbardziej „udana” ze wszystkich. To zagrożenie jest widoczne w tym, jak zazwyczaj męczeństwo przebiegało – daje się [chrześcijanowi] możliwość dostosowania się do religijnych/ideologicznych porządków danych czasów, czy to pogańskich, czy muzułmańskich, czy komunistycznych; natomiast śmierć jest zadawana tym, którzy odmówili dostosowania się.

Obecni prześladowcy chrześcijan działają w ten sam sposób – ich wizja nowego kalifatu na Bliskim Wschodzie nie zakłada miejsca zarówno dla muzułmanów, którzy nie przyjmują ich interpretacji islamu, jak i dla chrześcijan czy ludzi innych wyznań, a potępianie i oskarżanie przez nich tych, którzy odmawiają dostosowania się, jest motywacją do zabicia. To źródło arabskiego terminu takfir – oskarżenie o niewierność w celu właściwego uporządkowania społeczeństwa.

Powinniśmy zaznaczyć, że nie wszyscy poganie, muzułmanie czy nawet komuniści traktowali chrześcijan jako zagrożenie. Były okresy pokoju pomiędzy tymi wszystkimi społecznościami, gdzie koegzystencja była możliwa. Ale mówimy tu o tych, dla których pokój i koegzystencja są niemożliwe, dla których każdy, kto nie pokłoni się ich ideologii, musi zostać wyeliminowany.

A więc, dlaczego chrześcijanin jest zagrożeniem? Bo wierzy w Zmartwychwstanie.

Esencja chrześcijaństwa i męczeństwa
Chrześcijaństwo jest jedyną na świecie wiarą, której genezą i określającym ją wydarzeniem jest śmierć i zmartwychwstanie Boga, któremu oddaje cześć. I wierzymy, że również i my możemy uczestniczyć w Jego śmierci, a zatem i w Jego zmartwychwstaniu. Możemy dołączyć do Niego w pokonaniu samej śmierci. A jeśli śmierć może być zwyciężona, to znaczy, że nie ma króla, cesarza, premiera, prezydenta czy kalifa, który może rościć sobie prawo do ostatecznej władzy nad nami.

Wystarczy tylko spojrzeć na reakcje męczenników: czasem się śmieją w obliczu męczeństwa. Czasem śpiewają. Czasem, umierając, wciąż głośno nauczają – tak często przecież umierają z imieniem Jezusa na ustach, modląc się nawet za tych, co ich zabijają. Umierają z radością!

Zatem jeśli odczuwamy ból z powodu ich straty i ubolewanie w naszych sercach nad nimi i ich rodzinami, i dążymy wszystkimi możliwymi środkami do przyniesienia pokoju tej niespokojnej ziemi, nie smucimy się jak ci, którzy nie mają nadziei (1 Tes 4,13). Ziemska władza może zabić ciała chrześcijan, ale nie może mieć ostatecznej władzy nad nimi, jako że chrześcijanie już dołączyli do ich powstałego Zbawiciela w zwyciężaniu śmierci.

Smucimy się śmiercią męczenników, lecz nasz żal zostanie całkowicie zatopiony w radowaniu się. Radujemy się z nimi w ich zwycięstwie nad pokusą, ich zwycięstwie nad troskami tego świata, ich zwycięstwie nawet nad śmiercią – ostatnim wrogiem (1 Kor, 15, 26).

Z angielskiego na polski przetłumaczyła Dominika Kovačević
Śródtytuły pochodzą od tłumacza
Oryginalny artykuł ukazał się na stronie antiochian.org

— tłum. Dominika Kovačević

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →