Wywiad z protoprezbiterem Pawłem Wołkowem, proboszczem cerkwi św.
Wywiad z protoprezbiterem Pawłem Wołkowem, proboszczem cerkwi św. Mikołaja w Caracas (Wenezuela)
Historia Kościoła rosyjskiego w Wenezueli bierze swój początek w roku 1948 kiedy inżynier K.E. Gartman zbudował na terenie swojego gospodarstwa tymczasową drewnianą cerkiewkę. W 1950 roku w Valencii pojawiła się cerkiew ikony Matki Bożej "Znak" (cs. Znamienije). A w roku 1953, również w Caracas, zaczęto budowę pierwszej murowanej świątyni - cerkwi Zaśnięcia Matki Bożej. Sobór katedralny pod wezwaniem świętego Mikołaja został wybudowany w 1955 roku w stołecznej dzielnicy Dos Caminos. Jednak w ostatnim czasie liczebność rosyjskiej diaspory drastycznie się zmniejszyła. Niski poziom życia, wzrost przestępczości i kurs rządu na budowę socjalizmu zmusił wielu rosyjskich emigrantów zostawić kraj, który został kiedyś ich drugą ojczyzną. Obecnie nad rosyjskimi wspólnotami w Caracas, Valencii, Maracay i Barquisimeto opiekę duszpasterską sprawują jedynie dwaj duchowni należący do jurysdykcji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego za Granicą. W stolicy Wenezueli tę misję pełni już od dwudziestu ośmiu lat protoprezbiter Paweł Wołkow. Obecnie ojciec Paweł ma osiemdziesiąt sześć lat, ale każdej niedzieli celebruje Liturgię i naucza parafian. Bezpośrednio przed rozpoczęciem Dni Rosji w krajach Ameryki Łacińskiej wenezuelski duchowny udzielił wywiadu serwisowi Pravoslavie.ru.
Ojcze Pawle, proszę opowiedzieć o Waszej parafii.
Wcześniej mieliśmy wielu parafian - w Caracas byli nasi emigranci. I ludzie chodzili do świątyni Bożej. Pierwsza świątynia została wybudowana w dzielnicy Altavista - mała drewniana tymczasowa cerkiew. Zawsze była wypełniona - zawsze było w niej wielu wiernych tak, że wszyscy się nie mieścili. Ale nie stawali z boku cerkwi, o nie! Z uwagą uczestniczyli w służbie Bożej. Z czasem ludzie stamtąd rozproszyli się po całym mieście - znajdowali bardziej odpowiadające im miejsca, bogacili się. Młodzież dorastała, wielu z nich wyszło za mąż albo się ożeniło z tutejszymi, z cudzoziemkami. I w taki sposób nasza kolonia się rozproszyła. Nie tylko w znaczeniu fizycznym - również w znaczeniu duchowym się rozproszyła. I już ich dzieci - bardzo wiele z nich - straciły swoją twarz. Z resztą my, starzy, również stracili swoje oblicze. Wielu z nas, ludzi starych i w wieku podeszłym, straciło rosyjską mentalność. Rozwodnieni jesteśmy.
Ilu ludzi przychodzi do świątyni na służbę?
Na służbę przychodzi przykładowo dwudziestu-trzydziestu ludzi, niekiedy czterdziestu-pięćdziesięciu. W zależności od pory roku i święta. Kiedy są wakacje w szkole, rzecz oczywista, ludzie wyjeżdżają z miasta.
Słyszałem, że wielu parafian nie uczęszcza na Liturgię, ponieważ boi się chodzić po ulicach.
Boją się przychodzić, bo nie ma gdzie zostawić samochodu. A kupić samochód jest bardzo trudno. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś ukradł moje stare, wysłużone auto z 1980r.
Dziś Wenezuela nie jest uważana za najbezpieczniejszy kraj. Kiedy to się zaczęło?
Już w 1958 roku. Oczywiście, nie w takim stopniu, ale wszystkie te procesy się pogłębiają - kradzieże i temu podobne. Oprócz tego przyczyna jest w tym, że ludzie uciekają ze wsi. Chłopa się niszczy, można tak powiedzieć, i biegnie on do miasta. Jeżeli w mieście mieszka iluś milionów ludności, to i ja tam przetrwam! Albo pracę jakąś znajdę, albo zacznę kraść. Taka jest ludzka natura.
Czy władze Wenezueli pomagają świątyni?
Nie, ale my od nikogo nie oczekujemy pomocy.
Ale parafia musi płacić opłaty komunalne?
I kosztuje to niemało. Państwo uważa, że świątynia jest swego rodzaju instytucją komercyjną. Dlatego i ceny są odpowiednie - znacznie większe ceny. Za wszystko - za wodę, za elektryczność i tak dalej.
Ile jest w Wenezueli rosyjskich parafii i ilu kapłanów?
Na to pytanie bardzo trudno opowiedzieć. Dlatego że ludzie nasi są rozproszeni po całym kraju. W Barquisimeto mamy świątynię świętego Mikołaja Cudotwórcy. W Valencii - świątynia Kurskiej ikony Matki Bożej. W Maracay - świątynia świętych apostołów Piotra i Pawła. Również w innych miejscach są wspólnoty. Zdarza się, że nie ma świątyni, ale ludzie są. Ale sprawą najważniejszą jest niedobór kapłanów, duchowieństwa. Nie tak dawno pojawił się stosunkowo młody ksiądz Cyryl Żołtkiewicz.
Czyli tylko dwóch kapłanów?
Tylko dwóch kapłanów.
Ilu Rosjan żyło tu wcześniej?
Myślę, że w Wenezueli było dwa albo dwa i pół tysiąca rosyjskich emigrantów. Ale zaczęli wyjeżdżać. W ostatnim czasie wyjechało bardzo wielu z nich. Do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, również do Europy - porozjeżdżali się ludzie. Również do Rosji niektórzy wyjechali.
Czy można mówić o tym, że rosyjska diaspora w Wenezueli żyje jednym życiem?
Tego się u nas nie obserwuje. Od samego początku rosyjska emigracja zbierała się tutaj z całego świata, z różnych krajów, z różnym wychowaniem, przyzwyczajeniami i tak dalej - im trudno było się zgrupować. Gromadzili się tylko wokół świątyni. Cerkiew jednoczyła. I świątynie były budowane.
Kto budował sobór św. Mikołaja?
Nasi ludzie. Dawali po groszu i budowali. I wybudowali sobie świątynię Bożą. Ludzie, którzy jeszcze czują i wiedzą, że oni są prawosławni - czyli nie stracili oblicza - ci przychodzą do Bożej świątyni. Ale są i tacy, co stracili swoją twarz. Co oznacza stracić swoje oblicze? Oznacza to utratę prawosławnej wiary. Takiemu człowiekowi wszystko jedno - katolicka, prawosławna albo jakaś inna religia. Ci ludzie są już bez oblicza. Są nikim i niczym.
Jaki wkład w rozwój Wenezueli wnieśli rosyjscy specjaliści?
Znaczny wkład. Zapraszali tu naszych ludzi z Europy: uchodźców - specjalistów. Władze w tym kraju wtedy starały się przede wszystkim podnieść poziom życia. Pracownicy, budowlańcy, inżynierowie - wszyscy oni byli przyjmowani z wielką radością. Jak i ludzie od ziemi - agronomi i ludzie zdolni wziąć kilof, łopatę, coś siać - chłopi. Emigracja maleńka, ale jednak dała niemało. I nasza emigracja była w tym kraju szanowana.
Jak Wasza rodzina trafiła do Wenezueli?
Na początku moja matka przybyła tu z siostrami. A ja dotarłem później - z Jugosławii. Jugosławia była do II wojny światowej naprawdę wspaniałym krajem. Cudowni ludzie i wspaniałe morze - Adriatyk. I wszystkie grupy etniczne w Jugosławii przed wojną żyły w pokoju i zgodzie ze sobą.
W jakim zawodzie Ojciec pracował? Jak zarabiał na chleb?
Jestem stomatologiem. Kiedy tu przyjechałem, w 1952 roku, dostałem się na studia i otrzymałem tu dyplom, żeby można było pracować. Otworzyłem gabinet i pracowałem do końca - do osiemdziesięciu lat. Po osiemdziesiątych urodzinach skończyłem pracować.
A teraz ile Ojciec ma lat?
Ile mam teraz? Tylko 86. Młodzieniaszek ze mnie, prawda?
Ma ojciec 86 lat i każdej niedzieli sprawuje posługę w świątyni. Skąd się biorą siły?
Siły? Pan obdarza siłami. Jeśli człowiek pracuje do osiemdziesięciu, dziewięćdziesięciu, stu lat - znaczy, że jest potrzebny. Jeśli człowiek nie jest potrzebny, to usycha i znika. To już Pan wie. Jak dotąd jestem z jakiegoś powodu potrzebny: dla innych, dla parafian, dla świątyni. Również dla siebie - z powodu niedoskonałości człowieka Pan go toleruje.
Ile lat posługuje Ojciec jako kapłan?
No, jestem dość starym człowiekiem. Ale kapłanem jestem młodym - tylko od 1980 roku - dwadzieścia osiem lat
Proszę opowiedzieć o swoich dzieciach.
Jest ich troje. Starszy syn ma 60 lat, jest dentystą. Średni syn pracuje w świątyni. I młodsza córka również jest dentystką.
Co ojciec sądzi o przyszłości rosyjskiej diaspory w Wenezueli?
Cóż mogę powiedzieć? Każdy ma swoją drogę. Mogę powiedzieć o sobie. Swoją przyszłość jako emigrant już przygotowałem. Wybudowałem sobie dom trzypiętrowy - mocny, trwały. Tylko Pan chyba wyobraża sobie trzypiętrowy dom z balkonami, oknami i tak dalej...nie, nie taki. On ma w dół trzy piętra, jak bunkier - wspaniały dom. Oto moja przyszłość. Na którym piętrze będę mieszkał - nie potrafię powiedzieć. Czy to na dolnym, czy na średnim, czy na górnym - jak Pan położy. Jest to na południowym cmentarzu.
Chciałbym życzyć Ojcu wielu lat życia, zdrowia i sił w dalszym pełnieniu swojej posługi duszpasterskiej. rozmawiał: Cyryl Parmienow tłumaczenie: Andrzej Nieścierowicz zdjęcia: C. Parmienow oraz M. Radionow
— oprac: Andrzej Nieścierowicz i Michał Kalina
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.