Ewangeliczne i życiowe spojrzenie na bogactwo i ubóstwo
Prawdziwe bogactwo
Pewien bogacz postanowił pokazać swemu małemu synkowi, czym jest prawdziwe ubóstwo i jak chłopcu się poszczęściło, że urodził się w bogatej rodzinie. W tym celu wsiedli w jeden z lepszych samochodów ojca i wyruszyli do dalekiej wsi na brzegu morza, której mieszkańcy zajmowali się gospodarstwem i połowem ryb. Zamieszkali w domu jednej z najbiedniejszych miejscowych rodzin, która przyjęła gości z otwartymi ramionami, choć nikt im za to nie zapłacił ani centa.
Ojciec i syn mieszkali z rodziną przez dobę. W tym czasie zdążyli poobserwować ich życie, posiedzieć z nimi przy jednym stole, porozmawiać i poznać ich. Nocą domownicy podzielili się z nimi miejscem do spania - gościnni gospodarze i ich dzieci postanowili przespać tę noc w jednym pokoju, by przybyli goście, ojciec z synem, mogli zająć drugi pokój.
Kiedy nadszedł czas wyjazdu, ojciec odetchnął z ulgą: pragnął jak najszybciej wrócić do swojego komfortowego i bogatego świata. A syn ze łzami w oczach żegnał się z ludźmi, którzy ich ugościli – wydawało się, że on zupełnie nie chce wracać.
- Synku, - powiedział ojciec – Dlaczego jesteś taki smutny? Chciałem pokazać ci drugą stronę życia i wydaje mi się, że w ciągu tej doby obrazowo ci to zaprezentowałem.
- Ale tato – powiedział chłopiec – zobaczyłem tak dużo i wcale nie chce mi się wracać. Teraz wiem, jak bardzo bogaci mogą być ludzie: my w domu przyjmujemy tylko gości zaproszonych, a ci ludzie cieszą się z każdego, kto do nich przyjdzie. W naszej willi mieszka jeden pies, a ci ludzie dają dom aż trzem psom! Pośrodku naszego podwórza jest wykopany basen, a za ogrodzeniem ich domu – całe przepiękne morze. Z naszego domu nie widać gwiazd, dlatego że w sadzie jest zbyt dużo światła – tutaj gwiazdy są widzialne, jak na dłoni. Ten świat jest zadziwiający!
Po tych słowach ojciec nie był w stanie sam wypowiedzieć ani słowa. Myślał o tym, jak dziecko o wiele szybciej niż dorosły potrafi dostrzec prawdziwe bogactwo.
za: elitsy.ru
tłum. Justyna Pikutin
***
"Biednych bowiem u siebie zawsze macie..."
Nie ma wątpliwości, że św. Łukasz w swojej Ewangelii bardziej niż pozostali trzej ewangeliści podkreśla wagę troski o biednych i potrzebujących. Tam, gdzie św. Mateusz wspomina Chrystusa mówiącego w Kazaniu na Górze: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest Królestwo Niebios” (Mt 5, 3), widzimy, jak Łukasz przekazuje te same słowa Chrystusa w następującej formie: „Błogosławieni ubodzy, albowiem wasze jest Królestwo Boże” (Łk 6:20). „Ubodzy duchem” stają się po prostu „ubogimi”, bez żadnego dodatkowego określenia.
W tym kontekście Chrystus mówi do jednego z przywódców faryzeuszy: „Gdy urządzasz obiad lub wieczerzę, nie spraszaj swoich przyjaciół, braci, krewnych ani bogatych sąsiadów, aby i oni cię zaprosili, i było ci odpłacone. Ale gdy urządzasz przyjęcie, zaproś biedaków, kaleki, kulawych, ślepych. A błogosławiony będziesz, bo nie mają ci czym odpłacić, odpłacone bowiem ci będzie w [Dniu] zmartwychwstania sprawiedliwych” (Łk 14, 12-14).
Kiedy Chrystus stwierdza konieczność zaproszenia wszelkiego rodzaju ubogich, chce nam powiedzieć, że jeśli chcemy zaprosić Go, aby przyłączył się do nas na uczcie, to musimy na nią zaprosić ubogich i w ten sposób wyślemy Jemu specjalne zaproszenie, a ich obecność na uczcie będzie Jego osobistą obecnością.
Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem czytaliśmy w cerkwiach przypowieść o uczcie (Łk 14,15 - 24), która pojawia się bezpośrednio po fragmencie zaczerpniętym z Ewangelii Łukasza powyżej, aby jeszcze bardziej podkreślić centralne miejsce zdobywania zbawienia poprzez miłość do ubogich. Albo, jak powiedział święty Cyryl z Aleksandrii: „Ponieważ byli zatwardziali w sercach, Chrystus dał im przypowieść, w której wyjaśnia im naturę czasu, który dla nich ustanawia”. Sama przypowieść mówi o człowieku, który wydaje wystawną ucztę i zaprasza na nią wiele osób. Żaden z zaproszonych nie przyjmuje jego zaproszenia, podając różne wymówki. Następnie pan wysyła swojego sługę na place i ulice miasta, aby zaprosić „biednych, kalekich, niewidomych i chromych”, którzy natychmiast przyjmują jego zaproszenie. Na końcu przypowieści osoba zapraszająca mówi: „Nikt z tych ludzi, którzy byli zaproszeni [a odrzucili zaproszenie], nie posmakuje mojej uczty”.
Ten, kto zaprasza w przypowieści, symbolizuje Boga. Jak mówi Cyryl z Aleksandrii: „Porównanie przedstawia prawdę, ale samo w sobie nie jest prawdą”. Cyryl zastanawia się, kogo reprezentuje sługa w przypowieści. Odpowiada: „Kto jest tym wysłanym? Jest sługą. Może jest Chrystusem. Chociaż Bóg - Słowo jest Bogiem z natury i Synem Bożym, który nam Boga ogłosił, ogołocił się i przybrał postać sługi”.
Tradycja Kościoła wskazuje, że w tej przypowieści Chrystus utożsamia się z ubogimi wszelkiego rodzaju - to znaczy z tymi zaproszonymi. Jednocześnie identyfikuje się ze sługą, który został wysłany, aby ich zaprosić. Chrystus jest tym, który zaprasza i jednocześnie jest zaproszonym! Powiedzieliśmy, że On jest zapraszającym i zaproszonym, ponieważ ten, który zaprasza, jest identyczny ze swoim sługą, bowiem sługa ma nie mniejszą godność niż on.
W Boże Narodzenie zostaliśmy wezwani do naśladowania Chrystusa, dlatego zapraszaliśmy Go na ucztę w osobach bliskich Mu ubogich. W ten sposób dwukrotnie przypominaliśmy Chrystusa: odgrywając rolę zapraszającego i troszcząc się o zaproszonych ubogich, tak jak troszczymy się o samego Chrystusa. Tutaj spotykamy się ze słowami Chrystusa skierowanymi do Jego uczniów na krótko przed aresztowaniem: „biednych bowiem u siebie zawsze macie, Mnie zaś - nie zawsze” (J 12, 8).
Tak, ubogich mamy zawsze przy sobie i zawsze mamy w nich Chrystusa.
o. Georges Massouh
za: Notes on Arab Orthodoxy
tłum. Gabriel Szymczak
fotografia: anndrop /orthphoto.net/
— tłum. Justyna Pikutin i Gabriel Szymczak
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.