Rozmowa z siostrą Ines, ihumenią monasteru pw.
Rozmowa z siostrą Ines, ihumenią monasteru pw. Świętej Trójcy w Gwatemali
Ihumenia Ines (Ayau Garcia) jest przełożoną jedynej parafii prawosławnej w Gwatemali — funkcjonującej przy monasterze Świętej Trójcy «Ławra Mambre» (Patriarchat Antiocheński). Należy do wpływowego i znanego w swoim kraju rodu, z którego wywodzi się szereg wybitnych osobistości. W wieku 36 lat siostra Ines zmieniła nagle swoje życie opuszczając zakon katolicki, po czym została prawosławną mniszką.
Monaster Świętej Trójcy został założony przez siostrę Ines i siostrę Marię (Amistoso) w kwietniu 1986 roku. W 1989 roku inżynier Federiko Bauer ofiarował działkę pod budowę monasteru na brzegu jeziora Amatitlan położonego na wysokości 1188 m n.p.m. Monaster został wyświęcony w listopadzie 2007 roku w obecności osiemnastu duchownych, którzy specjalnie przyjechali z tej okazji do Gwatemali.
Świątynię monasterską zdobią freskami mistrzowie rosyjscy z Międzynarodowej Szkoły Ikonografii mieszczącej się w Kostromie i Stanach Zjednoczonych.
W dniu pamięci św. Mikołaja Cudotwórcy 1995 roku biskup (obecnie metropolita) Kościoła Antiocheńskiego w Meksyku, Wenezueli, Ameryce Centralnej i basenie Karaibskim Antoni (Chedraui), przełożona, mniszki mieszkające w monasterze i 25 parafian podpisali akt o założeniu Kościoła prawosławnego Gwatemali.
W 1996 roku władze Gwatemali powierzyły monasterowi kierowanie oraz utrzymanie sierocińca Dom Rafaela Ayau w stolicy kraju. Obecnie przebywa w nim nieco ponad 100 chłopców i dziewczynek — od niemowląt po szesnastolatków.
W lutym 1997 roku została wyświęcona cerkiew Przemienienia Pańskiego w budynku sierocińca. W razie nieobecności kapłana nabożeństwa odczytuje lektor, dwa chóry dziecięce śpiewają na przemian po jednym wierszu. Parafianie świątyni to Gwatemalczycy, Arabowie, Grecy, Rosjanie, Ukraińcy.
Monaster Świętej Trójcy posiada dużo ziemi, gdzie uprawiane są warzywa oraz prowadzone hodowle ryb i królików. Cała produkcja jest wykorzystywana na potrzeby sierocińca.
W lipcu 2009 roku matka Ines przyjechała do Rosji w celu zwiedzenia miejsc świętych i poszerzenia relacji z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Ihumenii towarzyszyły siostra Maria oraz dwóch wychowanków sierocińca.
Siostro Ines, jak siostra poznała prawosławie? W wieku dwudziestu lat złożyłam śluby zakonne w Kościele katolickim i zostałam przyjęta do klasztoru zakonu Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Dano mi do poczytania rozmowy świętego Serafina z Sarowa z Mikołajem Motowiłowem oraz teksty prawosławnej liturgii. Po przeczytaniu poczułam się dotknięta do głębi duszy. Jedna z zakonnic przywiozła kilka prawosławnych ikon, m.in. reprodukcję ikony Trójcy Andrzeja Rublowa. Byłam urzeczona i zapałałam chęcią poznania, gdzie są korzenie tego wszystkiego. Od tamtej pory zaczęłam odmawiać modlitwę Jezusową.
Studiowałam teologię przez dziesięć lat — u salezjanów w Gwatemali, zakonników Świętego Ducha w Meksyku, u znanego teologa ojca Jeana Danielu we Francji, u jezuitów w Belgii i Salwadorze. Cały czas męczyło mnie pytanie: gdzie się znajdują skarby, z którymi się zetknęłam na początku swojego życia mniszego? Pewnego razu w Brukseli moja nauczycielka zaprowadziła mnie na rosyjską służbę wielkanocną. Była ona celebrowana w kaplicy urządzonej na pierwszym piętrze prywatnego domu. Ale również wtedy nie znalazłam odpowiedzi na moje pytanie.
Nie odczuwałam chęci niesienia posługi w Ameryce Łacińskiej, w tym okresie z powodu rozpowszechnienia tzw. teologii wyzwolenia stosunki państwa i Kościoła były mocno napięte. Po otrzymaniu zezwolenia pojechałam na Filipiny. Tam, ku mojemu zdziwieniu, spotkałam siostry z zakonu Wniebowzięcia Marii Panny, które szukały tego samego, co ja. Dowiedziałyśmy się o katolikach rytu bizantyjskiego i wpadłyśmy na pomysł reformowania naszej wspólnoty według rytu wschodniego. Niestety, większość sióstr się rozproszyła, niektóre zaś wyszły za mąż. Została jedynie Filipinka siostra Maria i ja.
Zakonnice mojego zakonu, mającego duży wpływ na Filipinach, kazały mi opuścić kraj, motywując to tym, że rozdmuchuję nastroje rewolucyjne. Udałam się do Jerozolimy, gdzie nareszcie zetknęłam się z prawdziwym prawosławiem. Siostra Maria przyjechała do mnie, razem podróżowałyśmy po Ziemi Świętej, poznawałyśmy obrzędy liturgiczne, rozmawiałyśmy z kapłanami.
Jak siostry rodzina odebrała przyjęcie prawosławia przez siostrę? Mój ojciec jest bardzo wykształconym człowiekiem. Ale kiedy poinformowałam go o chęci zjednoczenia się z prawosławiem, powiedział: O czym ty mówisz? Coś takiego w przyrodzie nie istnieje! Jednak nasza rozmowa go zaintrygowała. Kilka miesięcy później tata pojechał do Turcji. Po przybyciu na miejsce wziął taksówkę i poprosił o zawiezienie go do świątyni prawosławnej, gdzie można zobaczyć nabożeństwo. Później statkiem dotarł do Ziemi Świętej, gdzie zrobił to samo. Od tamtej pory prawosławie stało się dla niego rzeczywistością. Mama od razu pochwaliła moją decyzję. Ona interesowała się Rosją, dużo o niej czytała, z ciekawością przeczytała książkę o działalności Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na Alasce. Kiedy antiocheński władyka Antoni (Chedraui) w trakcie pierwszej wizyty do Gwatemali sprawował sakramenty związane z przyłączeniem do Kościoła prawosławnego Arabów, to mama również podeszła do bierzmowania. Później prawosławie przyjął również mój ojciec.
W jaki sposób znalazły się siostry w Kościele antiocheńskim? Siostra Maria i ja zdecydowałyśmy założyć w Gwatemali prawosławny monaster. Wracając z Izraela wpadłyśmy do Chambésy, gdzie złożyłyśmy wizytę u metropolity Szwajcarskiego Damaskinosa (Popandreu) (Kościół konstantnopolitański). Udzielił on błogosławieństwa na otwarcie monasteru i powiedział, że powinniśmy wejść do jurysdykcji jednego z patriarchatów prawosławnych. Wykonanie polecenia władyki wcale nie było proste. Kościoły lokalne mające swoje przedstawicielstwo w Ameryce Łacińskiej nie interesowały się ludnością rdzenną. Patriarchat konstantynopolitański opiekował się Grekami, patriarchat antiocheński — Arabami, Kościół rosyjski — Rosjanami. Dopiero po okresie dziesięciu lat pod swój omoforion przyjął nas metropolita Kościoła antiocheńskiego Antoni (Chedraui). Do rejestracji parafii potrzebowaliśmy 25 podpisów obywateli Gwatemali. Nie mieliśmy aż tylu parafian. Podpisali się moi krewni, krewni innej mniszki — siostry Yvonne oraz nasi znajomi.
Dlaczego planując budowę świątyni monasterskiej wasza wspólnota wybrała staroruski styl cerkiewny? Szczerze kochamy Rosję i Rosyjski Kościół Prawosławny. Krzyże na naszych kopułach są bizantyjskie. Wszystko pozostałe jest rosyjskie: zarówno architektura, jak i ikony z freskami. Ludzie widząc rosyjskie kopuły rozumieją od razu, że mają przed sobą świątynię prawosławną. Parafia trzyma się rosyjskich zwyczajów liturgicznych, posługuje się kalendarzem juliańskim. Mniszki noszą rosyjskie szaty mnisze.
Gdzie znajduje się monaster? Wznieśliśmy monaster w odległości 20 kilometrów od Gwatemala City, u podnóża góry. Wokół jest las, niedaleko położone jest jezioro Amatitlan. Teren jest bardzo ładny, co prawda nie pasujący dla świętego monasteru, ponieważ mamy tu do czynienia z problemami charakterystycznymi dla przedmieść wielkich miast Ameryki Łacińskiej — przemocą oraz handlem narkotykami.
Ile sióstr liczy monaster? W monasterze żyją trzy mniszki. Ja, siostra Maria (Amistoso) oraz siostra Yvonne (Sommerkamp), która przyszła do monasteru po pięciu latach od jego założenia. Ona jest Gwatemalką mającą niemieckie korzenie. Wcześniej było więcej mniszek.
Kto sprawuje nabożeństwa? Stałego kapłana na razie nie ma. Dwa razy w miesiącu przyjeżdżają do nas grupy misjonarzy i wolontariuszy ze Stanów, Norwegii, Japonii i zawsze jest wśród nich kapłan. Byli też u nas rosyjscy księża: protoprezbiter Bazyli Mowczaniuk — proboszcz parafii pw. św. św. apostołów Piotra i Pawła w mieście Jarcewo obwodu smoleńskiego oraz protoprezbiter Igor Kropoczew — pracownik wydziału misyjnego diecezji kiemierowskiej.
Proszę opowiedzieć o monasterskim sierocińcu. Nasz sierociniec jest najstarszy i największy w kraju. Mieści się w sercu Gwatemala City. Został założony w 1857 roku przez mojego przodka — Rafaela Ayau, filantropa i bardzo sprawiedliwego człowieka. Prowadzenie domu dziecka wzięły w swe ręce zakonnice z organizacji dobroczynnej Caridad przybyłe z Francji na zaproszenie dona Rafaela. W 1960 roku rząd wysłał członków Caridad z kraju i sam zajął się prowadzeniem sierocińca. Po okresie czterdziestu lat prezydent Alvaro Arsu przekazał dom dziecka będący w tragicznym stanie naszemu monasterowi. Żaden inny polityk raczej by się nie odważył na taki krok. Oni boją się prawosławnych chrześcijan. Arsu się nie bał, ponieważ miał w swoim rodzie prawosławnych.
Z powodu zmian w prawie społecznym nasz dom dziecka stał się bardziej podobny do internatu. W ciągu dwunastu lat przeszło przez niego ponad tysiąc dzieci z biednych i niezamożnych rodzin. Wszystkie dzieci są wychowywane w duchu prawosławnym. Wiele wróciło do swoich krewnych, ale nie urywają kontaktu z monasterem, uczęszczają na niedzielne liturgie. Około trzystu wychowanków zostało adoptowanych przez prawosławne rodziny, głównie ze Stanów Zjednoczonych.
Rosyjski ambasador w Gwatemali Mikołaj Władimir opowiedział mi o tym, że Rosja przyznaje stypendia dla młodych ludzi z różnych krajów w celu zdobycia przez nich wyższego wykształcenia. Skorzystałyśmy z tej możliwości. Przyjechała z nami do Moskwy dwójka naszych dzieci — Reina i Edgar Rolando. We wrześniu zaczną oni studiowanie informatyki i inżynierii na jednym z uniwersytetów rosyjskich.
Jakie stosunki ma monaster Świętej Trójcy z Kościołem katolickim? Jesteśmy nastawieni pokojowo. Natomiast Kościół katolicki prowadzi z nami wojnę — bardzo ostrożnie, ukrycie. Przytoczę jeden przykład. Po wysłaniu wniosku o zarejestrowanie parafii w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, nie widzieliśmy o jego losie przez kilka lat. Kiedy prezydent Arsu zwrócił się do monasteru z prośbą o przyjęcie pod opiekę domu dziecka, powiedziałam, że nie możemy na to się zgodzić, ponieważ oficjalnie nas nie ma. Prezydent polecił swojemu adwokatowi rozwiązanie tej sprawy. Okazało się, że nasze dokumenty przez cały ten okres leżały w kurii. Katolicy po prostu zniszczyli je. Na szczęście prezydent Arsu nadał parafii Świętej Trójcy status podmiotu prawnego.
Wspólnoty protestanckie, których obecnie są setki, nie obchodzą katolików. Prawosławie natomiast wywołuje u nich lęk. Przyczyn takiej sytuacji jest kilka. Ale głównym powodem jest to, że hierarchia katolicka się boi, że Kościół prawosławny będzie porywał owce z jego owczarni. Kardynał Gwatemali sam się do tego przyznał ambasadorowi Rosji. Tym niemniej kontaktowania się z Kościołem katolickim uniknąć nie można. W Gwatemali dominuje katolicyzm. Mój ojciec jest osobą publiczną. Byłam zakonnicą katolicką przez szesnaście lat. Kardynał jest kuzynem mojego ojca chrzestnego i zna mnie od dziecka.
Jakie siostry zdaniem perspektywy ma prawosławie w Gwatemali? Jestem pewna, że prawosławie ma wielką przyszłość w naszym kraju. Dwóch kapłanów, jeden już 20 lat temu, drugi niedawno, opuścili Kościół katolicki i zaczęli prowadzić swoje wspólnoty do prawosławia. Łącznie jest to ponad sto tysięcy osób. Uważają się za prawosławnych chrześcijan, choć nie zostali oficjalnie przyłączeni do Cerkwi. Według moich obserwacji, mało wiedzą o chrześcijaństwie wschodnim. Są wśród nich zarówno Latynosi (potomkowie Hiszpanów), jak i Indianie. Obydwie grupy mają zamiar prosić o przyjęcie do Kościoła rosyjskiego.
Jakie ma siostra wrażenia po pobycie w Rosji? Brakuje słów, by opisać uczucia, które przeżywam przebywając tu. Zadziwia mnie wszystko: architektura i wnętrze świątyń i monasterów, architektura miast i wsi, natura... Szczególny podziw wzbudza bogobojność ludzi, ich głęboka wiara, którą przenieśli przez dziesięciolecia bezbożnego reżimu komunistycznego.
Rozmawiał Miguel Palasio/pravoslavie.ru
— tłum. Andrzej Nieścierowicz, Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.