śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 31 lipca 2026

Przyjął postać niewolnika

W głoszeniu Ewangelii i naszym własnym rozumieniu śmierci Chrystusa na krzyżu istotne jest, aby nasze czytanie Pisma Świętego nie było obciążone łagodnym tonem parafrazy. Chrystus ogołocił samego siebie i przyjął postać niewolnika. Stał się tym, co w ówczesnej kulturze było najniższe z najniższych:

0 czytelników poleca

Uwielbiam „głębokie zanurzanie się” w historię – wykraczanie poza zbiorcze materiały naukowe i przedzieranie się przez strony nudnych szczegółów. Nie mogę robić tego codziennie ani nawet często. Ale pomaga to poznać detale, które często są pomijane w ogólnych opracowaniach. Moją ostatnią wyprawą była książka zatytułowana „Niewolnicy w Grecji i Rzymie” (J. Andreau i R. Descat, 2006). Łatwo wyciągnąć wnioski na temat starożytnego niewolnictwa z filmów lub programów telewizyjnych, albo po prostu z jego miejsca w retoryce argumentów o pracy niewolników. O wiele ciekawiej jest, jeśli się temu bliżej przyjrzeć.

Niewolnicy byli wszędzie. Byli niewolnicy prywatni, domowi, górniczy, a nawet niewolnicy miejscy (pracujący na ulicach, w wodociągach, prowadzący dokumentację, księgowość i wykonujący wiele innych zadań). Niewolnicy mogli posiadać niewolników. Można było urodzić się w niewoli, zostać skazanym na niewolę, pojmanym w niewolę i tak dalej.

Niewolnicy nie byli postrzegani jako równi wolnym ludziom. W świecie rzymskim (pogańskim) uważano, że tylko wolny człowiek ma coś, co nazywano geniuszem.

Każdy Rzymianin, mężczyzna i kobieta, ma ducha – geniusza właśnie, który u kobiet od pewnego czasu nazywany jest Junoną. Ten geniusz jest ubóstwioną personifikacją indywidualnej osobowości, wszystkich zalet i wad danej osoby.

Niewolnicy nie mieli geniusza. To odpowiednik naszego późniejszego wypaczenia, które głosiło, że afrykańscy niewolnicy nie mieli dusz. Autorzy pracy, którą czytałem, zastanawiali się nad niewolnikami, którzy otrzymali wyzwolenie (stawali się wolni). Czy nabywali geniusza? Wydaje się, że nigdy nie zostało to omówione w starożytnej literaturze, którą posiadamy.

Warto zaznaczyć, że podziały klasowe noszą w sobie ślady tej idei. To swego rodzaju kulturowy przesąd, który nie chce umrzeć. Mamy dusze, choć nie jesteśmy co do nich pewni. A czy oni (kimkolwiek ci oni są) są naprawdę ludźmi? Okazjonalne traktowanie endemicznej biedoty jest, jak sądzę, przesiąknięte sugestią, że czegoś jednak tym innym brakuje. Jeśli ich wyedukujemy, być może otrzymają dusze – prawdziwe dusze. Tymczasem godność każdej jednostki ludzkiej nadal należy do najważniejszych nauk wiary chrześcijańskiej.

Bycie niewolnikiem miało pewne osobliwe wady. Pan miał prawo ukarać niewolnika, poddać go torturom i skazać na śmierć, istniały jednak pewne formy, które należało uszanować. Nie było usprawiedliwienia dla pana, jeśli zabił niewolnika potajemnie i ukrył ten fakt. Z pewnością tak się działo, ale nie było to normalną praktyką. Jeśli pan chciał skazać jednego ze swoich niewolników na śmierć, musiał zaangażować w karę swoją rodzinę i kilku przyjaciół, a egzekucja musiała zostać przeprowadzona publicznie, szczególnie na oczach innych niewolników – jako przykład.

Niewolnicy mogli składać zeznania w sprawie sądowej – ale informacje od niewolnika musiały zostać uzyskane za pomocą tortur, aby mogły zostać uznane za wiarygodne. Nawet wtedy pozwalano na dalsze tortury.

Najwyraźniej ukrzyżowanie było powszechną formą egzekucji niewolników. I ten fakt coś mi przywiódł na myśl.

Święty Paweł w słynnym fragmencie Listu do Filipian 2,5 opisuje „umysł, który był w Chrystusie Jezusie” podczas Jego ukrzyżowania. Mówi tam, że Chrystus: 
„… sam siebie pozbawił wszelkiej sławy, i przyjął na siebie postać sługi, i stał się podobnym do ludzi … i stał się posłusznym do śmierci, nawet śmierci krzyżowej …”.

To fragment z Nowej Biblii Króla Jakuba – tłumaczenia generalnie dość wiernego. Niemniej jednak próby parafrazowania (rozszerzania słów) często tracą pierwotny wydźwięk tekstu. Chrystus nie „pozbawił się wszelkiej sławy” (co brzmi, jakby angielski dżentelmen udawał ulicznego sprzedawcę), ale dosłownie „ogołocił samego siebie”. Ponadto „przyjęcie postaci sługi” usuwa żądło. „Sługa” brzmi jak umowa ekonomiczna. A On raczej „przyjął postać niewolnika” (doulos). To potoczne określenie niewolnika – po prostu tego rodzaju „nie-człowieka”, który często pada ofiarą ukrzyżowania.

Zastanawiam się, czy w naszej współczesnej kulturze „dusza” nie została czasem zredukowana do wartości ekonomicznej i istoty ludzkie poniżej pewnej zdolności zarobkowej tracą swoją wartość. Nie są pionkami – po prostu nie ma ich nawet na szachownicy. Bez wartości stajemy się zbędni. Jeśli zarabiasz wystarczająco dużo, stajesz się w jakiś sposób widoczny, obdarzony (!) wartością, którą należy zauważyć. Podejrzewam, że moje rozważania są w dużej mierze trafne. To właśnie w takim świetle należy dostrzec prawdziwie radykalny charakter chrześcijaństwa. Każdy z nas ma nieskończoną wartość.

W głoszeniu Ewangelii i naszym własnym rozumieniu śmierci Chrystusa na krzyżu istotne jest, aby nasze czytanie Pisma Świętego nie było obciążone łagodnym tonem parafrazy. Chrystus ogołocił samego siebie i przyjął postać niewolnika. Stał się tym, co w ówczesnej kulturze było najniższe z najniższych: istotą ludzką zbyt nikłą, by mogła posiadać duszę. Była to już forma ukrzyżowania, która została rozszerzona do rozległych grup ludzi w całym imperium.

Święty Paweł żył w tej samej kulturze. Warto zauważyć, że konsekwentnie określał siebie jako „niewolnika Chrystusa”, co wielokrotnie łagodzono do określenia „sługa Chrystusa”. Tłumacze wzięli to sobie do serca i przełożyli to na sformułowanie, które z łatwością wypowiedziałby nawet najbardziej przymilny polityk. A św. Paweł nazywał siebie niewolnikiem. Nie tylko nawet nazywał siebie niewolnikiem, ale śmiało napisał, że „nie ma ani niewolnika, ani wolnego… w Chrystusie Jezusie”. Św. Paweł nie jest wojownikiem sprawiedliwości z I wieku. Nie mówi Rzymowi, co powinien robić w kwestii praw człowieka. Mówi nam (i stawia swoje życie za własnymi słowami), czym już jest sprawiedliwość Królestwa Bożego (nawet taka, jaka objawia się w Kościele). Św. Paweł, dumny obywatel Rzymu, wyzbywa się samego siebie, by stać się niewolnikiem Chrystusa. To jest sprawiedliwość Boża. Chrystus stał się niewolnikiem, abyśmy my mogli zostać królami.

Istnieje cudowna historia, ukryta między wierszami listów św. Pawła. To historia Onezyma. Onezym był najwyraźniej zbiegłym niewolnikiem, którego Paweł spotkał w Rzymie. Jego pan, Filemon (tak, ten Filemon), otrzymał list od św. Pawła (z więzienia), niesiony przez nie kogo innego, jak właśnie zbiegłego niewolnika. Św. Paweł napisał:
„...mając wielką śmiałość w Chrystusie, by nakazać ci, co trzeba, w imię miłości jednak proszę, takim będąc, jako Paweł starcem, a teraz i więźniem Jezusa Chrystusa, proszę cię za moim dzieckiem, które zrodziłem w okowach moich, Onezymem, kiedyś ci nieużytecznym, a teraz tobie i mnie bardzo użytecznym, którego odsyłam ci. Ty zaś jego tak jakby moje serce przyjmij. Którego to ja chciałem zatrzymać przy sobie, aby zamiast ciebie posłużył mi w okowach dla Ewangelii. Bez twojej woli nie chciałem jednak niczego uczynić, aby dobroć twoja nie była z przymusu, lecz z dobrej woli. Może bowiem dlatego oddalił się od ciebie na krótko, abyś na wieki go odzyskał już nie jako niewolnika, lecz jako kogoś więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego, szczególnie dla mnie, ale o wiele bardziej dla ciebie, tak według ciała, jak i w Panu” (Flm 1,8–16).

Tradycja głosi, że Onezym został później mianowany biskupem. Niektórzy uczeni sugerują, że to on jako pierwszy zebrał listy św. Pawła, które obecnie stanowią tak dużą część Nowego Testamentu (co pomaga wyjaśnić obecność tego osobistego listu do Filemona w zbiorze).

Dystans między niewolnikiem a biskupem w ówczesnej kulturze wskazuje na to, jak głęboko Ewangelia Chrystusa zmieniła swoich wyznawców. Nie widzimy „ewolucji” ani „stopniowej zmiany świadomości”. Przeciwnie, pełne implikacje Ewangelii są obecne od samego początku.

Dla nas Chrystus przyjął postać niewolnika, wyzbywając się samego siebie. Tylko w Jego służbie odkrywamy doskonałą wolność. Chwała Bogu.

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →