W odległości dzięsięciu minut na piechotę od męskiego monasteru pw.
W odległości dzięsięciu minut na piechotę od męskiego monasteru pw. Trójcy Świętej mieszczącego się w Jordanville (USA, stan Nowy Jork), znajduje się założona w 1987 roku wspólnota żeńska, poświęcona męczennicy wielkiej księżnej Elżbiecie. Założycielkami wspólnoty są: mniszka Joanna (Pomazańska) oraz Elżbieta (Zwikla). Siostry we wspólnocie są niezwykle twórczymi osobowościami. Urodzona w Petersburgu siostra Teodora szyje szaty liturgiczne oraz pisze ikony. Informatyk z Toronto, siostra Barbara, została mistrzynią w dziedzinie produkcji świec woskowych, kadzideł, ekologicznie czystych kremów. Współzałożycielka wspólnoty siostra Elzbieta, oprócz ojczystego niemieckiego, mówi w kilku językach, w tym również w rosyjskim, którego się nauczyła już będąc w Stanach. Rzadko kiedy wybiera się gdzieś bez... aparatu fotograficznego.
Prezentujemy rozmowę z mniszką Elżbietą z Jordanville (na zdjęciu).
Siostro Elżbieto, proszę opowiedzieć o sobie i o tym, jak Siosta trafiła do wspólnoty św. Elżbiety.
Urodziałam się na północy Niemiec. Mając osiemnaście lat chciałam razem z przyjaciółmi zwiedzić kraje południowe i w ten sposób trafiłam do Grecji. Tam po raz pierwszy zetknęłam się z prawosławiem. Mieszkałam w Grecji przez trzy lata, a następnie udałam się do Izraela.
Przez pół roku mieszkałam dosłownie w odległości pięciu minut od Grobu Pańskiego. Pokochałam prawosławie i podjęłam decyzję o przyjęciu chrztu.
Ksiądz jednak skierował mnie na Cypr, gdzie w 1982 roku przyjęłam święty chrzest z imieniem Maria. Przez parę lat mieszkałam i pracowałam we Francji.
Do Jordanville przyjechałam w 1985 roku, ale na początku miałam małą nadzieję na to, że powstanie tu żeńska wspólnota monastyczna. Myslałam nawet o wyjeździe do monasteru Leśnieńskiego we Francji. Jednak władyka Laur (ówczesny pierwszy hierarcha Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza Granicami Rosji) nie dał mi na to swojego błogosławieństwa. Zapewnił mnie, że monaster żeński tu powstanie.
Zostałam tam, i w 1987 roku zostałam nowicjuszką. Na samym początku wraz z siostrą Joanną byłyśmy „ukrytymi nowicjuszkami”, ubierałyśmy się w świeckie ubrania, dopiero po roku założyłyśmy szaty mnisze. Mieszkałyśmy w domu siostry Joanny; moja cela znajdowała się tam, gdzie później została założona nasza obecna kaplica domowa.
Przez pierwsze dziesięć lat swojego pobytu w Jordanville pracowałam na cmentarzu monasterskim – zajmowałam się kwiatami, sprzątałam groby. Władyka Laur błogosławił mi również na szycie. Miejsca dla pracowni nie było, pierwsze swoje wyroby szyłam w jednym z pokoi monasterskiego domu pielgrzyma. Wzięłyśmy stary podriasnik, rozprułyśmy go i zrobiłyśmy według niego wykrój. Do tej pory szycie jest moim głównym obowiązkiem.
Potem przyszły do nas inne siostry. Niektóre z nich zostały, inne wyjechały do innych monasterów Ameryki oraz Europy.
Kto był autorem pomysłu nazwania wspólnoty imieniem mniszki męczennicy wielkiej księżnej Elżbiety?
Postanowiłyśmy tak wspólnie z siostrą Joanną. Nasz ojciec duchowy, obecny przełożony monasteru Trójcy Świętej archimandryta Łukasz, napisał ikonę naszej przyszłej świętej patronki.
Również w życiu mniszym władyka Laur nadał mi imię Elżbieta. Interesującym jest, że imię Elżbieta było moim drugim imieniem w Niemczech przed przyjęciem prawosławia. Ale o tym nikt nie wiedział. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że dostałem imię świętej Elżbiety Fiodorowny, tym bardziej że wielka księżna była również moją rodaczką.
Jak dawno zajmuje się Siostra fotografią?
W sposób poważny – trzy lata temu. Ale nie było to dla mnie zupełnie nowe. Zawsze lubiłam naturę, kwiaty. W Niemczech mieliśmy obok domu duży ogród, gdzie czas od czasu robiłam zdjęcia.
W życiu świeckim oraz mniszym interesowałam się równiez malarstwem, ale to zajęcie pochałania dosyć dużo czasu, którego właśnie zawsze brakuje. Na zdjęciu zaś rezultat jest widoczny natychmiast. W dodatku zawsze mnie fascynowało, że fotografia pozwala odtworzyć chwile, które w codziennej bieganinie przechodzą obok nas: w toku spraw po prostu nie zauważamy otaczającego nas piękna.
W mojej rodzinie wszyscy w większym czy mniejszym stopniu interesują się fotografią. Młodsza siostra jest zawodowym fotografem, tata robi amatorskie filmy.
Około trzech lat temu dostałam od ojca profesjonalny aparat cyfrowy, od tego czasu również fotografuję.
Jakieś parę dni temu wzięłam aparat i poszłam do ogrodu. A ludzie mi powiedzieli, ze dzień jest szary i nic dobrego mi nie wyjdzie. Ale zdjęcia zrobione techniką makro pozwalają na uwidocznienie zadziwiających barw wiosny: jaskrawo-czerwonych, różowych, łagodnie zielonych, słoneczno-żółtych...
I to bez względu na ponury, pochmurny dzień. Kilka prostych chwytów – i zamiast szarego dnia i wyraźnych granic na zdjęciu powstaje abstrakcja z aluzją do rzeczywistości, czymś przypominająca akwarelę.
Lubię robić zdjęcia również w mieście: współczesne linie gmachów, należących do krajobrazu miejskiego, ludzi...
Dla kogoś te wspólczesne motywy urbanistyczne mogą się wydawać ponure i brzydkie, ale ja uważam, że piękno można znaleźć wszędzie, dlatego fotografowanie jest dla mnie jednakowo fascynujące w każdym miejscu.
Siostro Elżbieto, mogą nam zarzucić, że mniszka nie powinna marzyc. Ja jednak zapytam: czy ma Siostra jakieś marzenia?
Moje marzenie jest proste. Bym nadal miała możliwość zajmowania się twórczością, znajdowania wyładowania dla początku twórczego, który, uważam, jest obecny u wszystkich nielicznych sióstr naszego monasteru. Ktoś pisze ikony, ktoś szyje złotymi nićmi. Cieszę się bardzo, że mimo głównego obowiązku, zajmuję się również fotografią. Chciałoby się, by było tak również w przyszłości.
Czy próbowała Siostra kiedyś policzyć zdjęcia zrobione w ciągu trzech lat?
Dzięki możliwościom techniki cyfrowej zrobiłam ich bardzo wiele. Część z nich jest umieszczonych na mojej stronie internetowej. W ciągu jednego „wyjścia” robię czasem setki zdjęć, z czego przechowuję dziesięć-dwadzieścia, i tylko jedno zdjęcie uważam za rzeczywiście wyjątkowe.
Z mniszką Elżbietą (Zwikla) rozmawiała Tatiana Wiesiełkina
Nowy Jork
Obok, zdjęcia mniszki Elżbiety
za pravoslavie.ru
— Andrzej Nieścierowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.