Przyszły starzec Makary przyszedł na świat, jako Michał Nikołajewicz Iwanow, 20 listopada 1788 r. w rodzinie orłowskich dworzan, w okolicach Kaługi. Już od dzieciństwa odznaczał się cichą i skromną naturą. Lubił książki i muzykę. Wolał samotność od zabaw z rodzeństwem i rówieśnikami.
Przyszły starzec Makary przyszedł na świat, jako Michał Nikołajewicz Iwanow, 20 listopada 1788 r. w rodzinie orłowskich dworzan, w okolicach Kaługi. Już od dzieciństwa odznaczał się cichą i skromną naturą. Lubił książki i muzykę. Wolał samotność od zabaw z rodzeństwem i rówieśnikami. Do tego był dzieckiem chorowitym i delikatnym. Mimo wszystko pierwsze lata dzieciństwa przyszłego starca upłynęły spokojnie. Szczęśliwe życie jakie wiódł w domu rodziców zostało gwałtownie przerwane dopiero gdy chłopiec skończył osiem lat. Zmarła wówczas jego matka, która pośród swoich dzieci młodego Michała zawsze traktowała w sposób szczególny. Świadczą o tym słowa, które zwykła o nim powtarzać „moje serce czuje, że to dziecko będzie kimś niezwykłym”.
Po zdobyciu niezbędnego wykształcenia Michał rozpoczyna karierę urzędniczą jako księgowy. Okazuje się być bardzo solidnym pracownikiem i wszelkie powierzone mu obowiązki wykonuje wręcz wzorowo. Gdy ma osiemnaście lat umiera mu ojciec, po którym dostaje rentę i osiada w rodzinnym majątku jako właściciel ziemski. Nie czuje się jednak w tej roli zbyt dobrze. Można przypuszczać, że już wtedy myślał o zostaniu mnichem. Świadczy o tym dobór lektur i ascetyczny tryb życia jaki prowadził.
Przełomowym momentem w życiu przyszłego starca okazuje się być pielgrzymka do Pustelni Płoszczańskiej, którą odbywa w 1810 r. Ku zaskoczeniu rodziny podejmuje decyzję o pozostaniu tam na stałe. W liście do braci zrzeka się swojej części majątku. Po miesięcznym nowicjacie (cs. posłuszaniju) zostaje postrzyżony w riasofor. Pięć lat później składa śluby małej schimy z imieniem Makary. Zostaje też wyświęcony na diakona. Zaś w 1817 r. przyjmuje godność kapłana. Życie w Pustelni Płoszczańskiej musiało być na pewno niełatwym doświadczeniem dla młodego mnicha. Położony w środku lasu, z dala od ludzkich siedzib, monaster był dość biedny. Wszelkie prace mnisi musieli wykonywać samodzielnie. Biorąc pod uwagę to jak wątłego zdrowia był Makary, taki surowy tryb życia musiał pozostawić swój ślad również na jego zdrowiu fizycznym.
Kilka lat później, z woli Bożej, do Pustelni Płoszczańkiej przybywa starzec Atanazy. W młodości był oficerem huzarów i w trakcie kampanii tureckiej, za panowania carycy Katarzyny II, znalazł się w Mołdawii gdzie poznał starca Paisjusza Wieliczkowskiego. Stał się jego żarliwym uczniem. Później został mnichem i pod koniec życia zamieszkał w Pustelni Płoszczańskiej, by tam dożyć swych dni. Makary został jego duchowym dzieckiem. Starzec jednak umarł w 1823 r., zaś Makary musiał stawić czoło nowym obowiązkom, które przyszło mu pełnić. W 1827 r. zostaje wyznaczony na spowiednika mniszek z monasteru św. Trójcy w Sewsku. Wkrótce w życiu o. Makarego ma miejsce kolejne przełomowe wydarzenie. W Pustelni Płoszczańskiej na pół roku zatrzymuje się starzec Lew, zmierzający akurat do Optinoj Pustyni. Zostaje duchowym przewodnikiem o. Makarego. Po wyjeździe starca obaj pozostają ze sobą w kontakcie listownym. W 1834 r. Makary otrzymuje błogosławieństwo na przejście do Optinoj Pustyni. Od tego momentu, przez kolejne siedem lat, nie odstępuje swego duchowego ojca „na krok”.
Po śmierci starca Lwa, ojciec Makary zostaje uznany za jego następcę i przejmuję po nim posługę starczestwa. Zostaje również przełożonym skitu. Teraz rzeczywista doskonałość jego duchowego życia staje się jawna dla wszystkich. Dane, przez Łaskę Bożą, dary duchowego rozsądzenia, jasnowidzenia, serdecznej miłości i ojcowskiej troski o tych, którzy do niego przychodzili nie mogły skryć się od świata i przyciągały do niego mnóstwo ludzi wszelkich stanów. Duchowa mądrość i osobiste doświadczenie nadawały moc słowom przepełnionego Łaską starca. Dając rady i wskazówki zawsze brał pod uwagę różnice charakterów ludzi oraz różne stopnie ich duchowej doskonałości.
Doświadczenie Boga we własnym sercu uzewnętrzniało się również w śpiewie o. Makarego. Jeden z jego uczniów, o. Leonid Kawielin, wspominał:
W Wielki Czwartek, sam pośrodku cerkwi, śpiewał hymn „Świątynię Twą, Zbawicielu mój, widzę przystrojoną…” I to jak śpiewał! Wydawało się, że słowo „widzę” miało w jego ustach dosłowne znaczenie i że jego śpiew wyrażał tylko to, co rzeczywiście widziały jego duchowe oczy. Głos starca drżał od fali uczuć, łzy spływały z bladych policzków i serca słuchających przenikało wzruszenie. Twarz jego była biała i jasna jak twarz Anioła Bożego
Starca przepełniała miłość nie tylko do ludzi, ale również do całego Bożego stworzenia. Niczym Adam w Raju żył w harmonii z otaczającą go przyrodą. Uwielbiał przechadzać się po skicie i kontemplować piękno rosnących tam kwiatów, podziwiając mądrość Bożą zawartą w Jego stworzeniu. Kochał również zwierzęta, z którymi żył w wielkiej przyjaźni. Zimą troszczył się o ptaki i codziennie sypał im ziarna konopi na specjalną półeczkę za oknem. Jego współczucie do nich było tak wielkie, iż dbał nawet o to, by silniejsze ptaki, jak sójki, nie zabierały pożywienia słabszym. Małym sikorkom sypał ziarno do szklanego baniaczka, do którego tylko one mogły wlecieć.
Wrażliwość starca szła w parze z ogromną siłą ducha. Pewnego razu przyprowadzono do niego człowieka uznanego powszechnie za obłąkanego. Leczony bezskutecznie przez wielu lekarzy w Rosji i poza jej granicami, człowiek ów, napadów szału doznawał najczęściej w obecności przedmiotów sakralnych. Zauważył to jego wierzący przyjaciel i przyprowadził do o. Makarego. Chociaż chory nigdy nie słyszał o starcu, w pewnym momencie zaczął krzyczeć: Makary idzie, Makary idzie!. Ledwie starzec wszedł do pokoju opętany rzucił się na niego z wielkim wrzaskiem i z całej siły go spoliczkował. W odpowiedzi Makary nadstawił drugi policzek. Porażony wielką pokorą starca zły duch natychmiast opuścił cierpiącego człowieka, który długo jeszcze leżał odrętwiały u nóg starca, a potem, nie pamiętając o swoim czynie, wstał uzdrowiony.
Uczniowie o. Makarego wspominają również o jego wprost fenomenalnej pamięci, która stanowiła prawdziwy dar Boży. Robiło to ogromne wrażenie na przychodzących do niego ludziach. Starzec bowiem pamiętał bardzo dokładnie kto do niego przychodził, z czego się spowiadał i w jakiej sprawie pragnął zasięgnąć duchowej porady. Nawet, jeśli pomiędzy kolejnymi wizytami mijało kilka lat o. Makary potrafił dokładnie odtworzyć ich przebieg i odnieść się do konkretnych wydarzeń z życia danej osoby. Nietrudno sobie wyobrazić radość na przykład pewnej staruszki, która przychodząc do starca drugi raz w życiu, zostaje powitana słowami: A witaj Dario! Jak tam dzieci, zdrowe? Co słychać u Twojej Irinuszki, przecież, zdaje się, to już trzy lata, jak wyszła za mąż?. Wstrząśnięta i zachwycona tak nieoczekiwaną uwagą i pamięcią o niej, staruszka już na wstępie zapominała w połowie o zgryzotach, z jakimi przyszła, a także pozbywała się nieśmiałości i lęku towarzyszących jej w drodze do wielkiego starca.
Starzec Makary, chociaż był człowiekiem słabego zdrowia, tryskał energią, a każdy dzień miał wypełniony po brzegi. Wstawał codziennie na dźwięk cerkiewnego dzwonu o drugiej w nocy, czasem, gdy pracował do późna lub nie czuł się najlepiej, przed trzecią. Następnie budził swych uczniów i wspólnie z nimi rozpoczynał poranne modlitwy, na które składały się psalmy i Akatyst (cs. Akafist) do Matki Bożej. Potem uczniowie odchodzili pozwalając starcu na samotną modlitwę. O szóstej nad ranem ponownie wołał uczniów na czytanie godzin kanonicznych (cs. czasow). Później pił szklankę wody lub dwie herbaty i brał się do pisania albo czytania. Od tej pory jego cela (cs. kielia) była otwarta dla wszystkich chcących się z nim zobaczyć. Po obiedzie Makary zamykał się na pół godziny lub godzinę bądź też udawał się na samotny spacer po ścieżkach skitu, zatrzymując się często przy rosnących na jego terenie kwiatach, na których piękno był bardzo wrażliwy. To dzięki jego staraniom teren skitu zamienił się w piękny ogród. Następnie znów przyjmował pielgrzymów, aż do zamknięcia monasterskich wrót. Po kolacji i modlitwach wieczornych wracał do pracy umysłowej, która ciągnęła się jeszcze do późnej nocy.
Z początkiem lat pięćdziesiątych zdrowie starca zaczęło się coraz bardziej pogarszać. Postanowiono wówczas wysłać Makarego do Moskwy na leczenie, gdzie zamieszkał u metropolity Filareta. Kuracja odniosła zamierzony skutek i stan zdrowia starca nieco się polepszył.
Dwa lata przed śmiercią starzec Makary przyjął wielką schimę. Dokładnie w święto, szczególnie przez niego czczonej, Włodzimierskiej Ikony Matki Bożej, zaczęła się jego ostatnia choroba. Mimo choroby starzec nie zaprzestał przyjmowania pielgrzymów. Każdemu z nich starał się coś dać na pamiątkę, krzyżyk, ikonę, czy też książkę. Zmarł rankiem 7 września 1860 r,, otoczony uczniami, godzinę po tym jak po raz ostatni przyjął Świętą Eucharystię. W uroczystej procesji, przypominającej raczej święto Paschy niż pogrzeb, przeniesiono o. Makarego do monasterskiej cerkwi, a następnie pochowano na cerkiewnym cmentarzu obok starca Lwa. Kolejne rocznice śmierci starca Makarego stały się jedynymi dniami w roku, kiedy na teren skitu wpuszczano kobiety, aby w tamtejszej cerkwi mogły pomodlić się o spokój duszy ukochanego ojca.
***
26 lipca 1996 r. starzec Makary, wraz z innymi optińskimi starcami, został kanonizowany przez Kościół Prawosławny w Rosji. Dzień jego pamięci obchodzimy 7/13 września oraz 10/23 października.
oprac. Grzegorz Szmyga
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.