Chleb w Cerkwi to symbol Chrystusa.
Chleb w Cerkwi to symbol Chrystusa. On sam powiedział „Ja jestem Chlebem Życia” (J 6, 48). O ile ziemski chleb karmi ludzkie życie, to Chrystus – niebiański Chleb – czyni ludzkie życie uczestnikiem pełni Bożego Żywota w wieczności. Nieodłączną częścią liturgicznego życia Cerkwi jest prosfora, dlatego też posługa prosfornika (tj. wypiekającego prosfory) ma wyjątkowe znaczenie. Za widzialną prostotą tej pracy kryje się wiele subtelności, tajemnicy i skrytych czynów. O tym opowiada jeden z najstarszych mieszkańców moskiewskiego Sreteńskiego Monasteru – igumen Cyprian (Parts). Z wywiadu dowiemy się, dlaczego Bóg stworzył pszenicę, dlaczego wszędzie, na całej ziemi, można upiec prosforę, i dlaczego posługa prosfornika – którą ojciec Cyprian pełni już ponad dziesięć lat – uważa się za tak ważną w monasterach.
Ojcze, dlaczego w monasterach posługę prosfornika uważa się za jedną z najważniejszych?
Życie liturgiczne, jak wiemy, nie może istnieć bez prosfory. A Cerkiew nie może żyć bez Liturgii. To znaczy, drugim według ważności miejscem, po świątyni, jest przestrzeń, w które piecze się prosfory – w które piecze się specjalny chleb do sprawowania Liturgii.
Kto powinien, i kto może piec prosfory? Jaki obyczaj istniał na Rusi?
W monasterach, oczywiście, do tej posługi byli wyznaczani bracia bądź siostry z monasteru. Zaś dla świątyń parafialnych prosfory zgodnie z prawiłem piekły albo wiodące pobożne, dostojne życie wdowy, albo niezamężne panny - nazywały się one „prosfirnje”.
Było to spowodowane uświęconą bojaźnią wobec prosfory. Dlatego też, z pobożności, do masy dla prosfory ludzie zaczęli dodawać święconą wodę – właściwie, to nie jest obowiązkowy wymóg, ale z nabożności tak się robi.
Jeśli w wiejskiej parafii posługę niesie „biały” duchowny [tj. żonaty w odróżnieniu od „czarnego” mnicha, przyp. tłum.], a jego matuszka [tj. żona] umie piec prosforę, oczywiście, ona będzie to robić, no bo kto inny? I to jest normalne. Tu należy odstąpić od prawdziwych warunków.
Obecnie w monasterach, rzecz jasna, prosfory pieką tylko bracia i siostry – i na własny użytek, i na sprzedaż. Parafialne świątynie również pieką same, ale częściej – kupują.
W starych czasach prosfory mogli piec wszyscy, i to przedstawiało dar [parafian] dla świątyni: z tych zaś wybierało się najlepsze, na których potem sprawowano Liturgię. Praktycznie wszystkie gospodynie umiały piec chleb – dla nich to była zwyczajna sprawa, i każda z nich, jeśli była tylko wocerkowlena [tj. świadomie i aktywnie uczestnicząca w życiu Cerkwi, przyp. tłum.] i znała wymogi (że do tego potrzeba zakwasu, soli, wody, mąki), mogła w domu upiec prosforę, a następnie przenieść ją do cerkwi.
W Grecji do dzisiaj prosforę można kupić w sklepie, i przynieść do świątyni jako swoją ofiarę dla niej.
A co należy czynić, by wobec pieczenia prosfory nie zniknął modlitewny stosunek pełen bojaźliwego szacunku?
On nie znika. Nie zauważyłem tego: ani w parafiach, ani w monasterach, gdzie miałem możliwości być w pomieszczeniach do pieczenia prosfory, ani w prywatnych pracowniach do pieczenia prosfory nie widziałem, by ten stosunek w jakiś sposób się degradował. Nie sądzę, by było tu jakieś niebezpieczeństwo.
Miałam okazję przeczytać, że pieczenie prosfory określa się mianem cerkiewnej sztuki. Jak wy uczyliście się piec prosfory?
Wcześniej nie mieliśmy specjalnego pomieszczenia do pieczenia prosfor w monasterze, a ja musiałem zaopatrywać świątynię w prosfory, kiedy byłem starostą cerkiewnym. „Pewnego pięknego dnia” z powodu mojej pomyłki stało się tak, że nie było małych prosfor dla wiernych na następny dzień. Były prosfory na Liturgię1, ale w te dla narodu nie zaopatrzyliśmy się wcześniej, nie kupiliśmy ich. To był piątek, a prosfory były potrzebne na sobotę rano, a po prosfory szliśmy właśnie w soboty, z tym że w ciągu dnia.
Nie mogliśmy zostawić ludu bez prosfor. Co robić? W trapezie [tj. jadalni monasterskiej] mieliśmy jedną współpracowniczkę, Ljubę, która kiedyś piekła prosfory i znała się na rzeczy. Kończyła zmianę, kiedy przyszedłem do niej do kuchni, i powiedziałem „Ciociu Ljubo, czy piekliście kiedyś prosfory?”. „Piekłam. A co, istnieje taka potrzeba?”. „Tak, nie mamy ich”.
Znaleźliśmy amerykańską mąkę – okropną, wybieloną mąkę – i francuski zakwas, i z tego piekliśmy pierwsze prosfory, w kuchence, gdzie przedtem piekło się słodkie ciasto. Prosfory były - tak przypuszczam - okropne, pachniały słodkim ciastem, ale ostatecznie: były, i naród był zadowolony.
A nam to się spodobało, i zdecydowaliśmy, byśmy sami spróbowali piec. Wtedy u mnie na posłuszaniu [zadanie, ofiara, praca, posługa służąca wzrostowi duchowemu, praktykowana zwłaszcza w seminariach i monasterach, przyp. tłum.] był hierodiakon Kleopa, i razem zaczęliśmy piec nocą w kuchni. Oczywiście, wytrzymaliśmy tylko miesiąc - po prostu padaliśmy z nóg: nocami nie spaliśmy, może nie każdej nocy, ale, jakby nie było. Lecz wśród nas pojawiły się nasze prosfory. I wtedy poprosiliśmy ojca namiestnika o własne pomieszczenie dla prosfor. On nam pobłogosławił na to, i wszystko przygotowaliśmy po remoncie, już w nowym budynku monasterskim. To było 2000 roku.
Przed chwilą powiedzieliście: okropna amerykańska mąka, francuski zakwas… A wielu mogłoby pomyśleć wręcz przeciwnie: że to cudowne. Jaka powinna być mąka, a jaki zakwas? Dlaczego tak skrytykowałem amerykańską mąkę? A no, Amerykanie – nie zawsze, ale bardzo często – wybielają mąkę chlorem. Dla ładnego koloru mąki. A tak naprawdę, tym psują ją.
Francuski instant-zakwas nie jest odpowiedni do pieczenia prosfory. On błyskawicznie rośnie, a to nie jest dobre, gdy naraz się piecze wielką partię prosfor – człowiek nie jest w stanie śledzić, one po prostu „uciekają”. Stąd też, lepszy jest nasz rodzimy zakwas.
Co ważne, nie ma miejsca na Ziemi, w którym by żyli ludzie – poza pojedynczymi północnymi wyspami, gdzie nic się nie psuje – a nie ma zakwasu i bakterii mlecznego kwasu: Pan Bóg tak wszystko przygotował, by prosforę móc wszędzie upiec.
A co zadziwia, to to, że my proskomidię sprawujemy na chlebie pszenicznym, a tylko pszenica ma wyjątkowe cechy służące do pieczenia. Żadne inne żyto nie ma takowych. Pan stworzył pszenicę, by właśnie z niej można było piec ten chleb na zakwasie, na którym można sprawować Liturgię.
Ojcze, a dlaczego Grecy służą na jednej prosforze, u a nas służy się na pięciu?
Taka jest tradycja. Nie jest ona dogmatycznego charakteru. Nie ma pierwszorzędnej różnicy, czy Liturgię służy się na jednej prosforze czy na dwóch (jak to często bywało na Atosie) czy na pięciu, czy na siedmiu. Można celebrować i na jednej prosforze. Bo, jak jest tylko jedna prosfora, co robić? Można sprawować Liturgię, czemu nie? W takim wypadku trzeba wydzielać z tej jednej, tak jak to robią Grecy: centralna część to Agnec (Baranek – służący do Eucharystii), a z reszty pozostałe części: Bogurodzica, dziewięć czynów świętych, za zdrowie, za pokój duszy… U Greków na pieczątce – jeśli ktoś kiedyś widział – jest w istocie wszystkich pięć pieczątek. To sprawa lokalnej tradycji. W najważniejszych sprawach musi być między nami jedność, a w reszcie dozwolona jest różnorodność. To właśnie taki przykład.
Staroobrzędowcy w drugiej połowie XIX wieku udali się na Atos by wyjaśnić, kto naprawdę jest w błędzie: oni, czy „nikonowcy” [staroobrzędowcy rosyjscy sprawują Liturgię na siedmiu prosforach, a ci, co przyjęli reformy patriarchy Nikona, na pięciu, przyp. tłum.]. Atos to przecież prawdziwa strażnica cerkiewnego predania [tj. tradycji, przekazu, dziedzictwa i nauczania, przyp. tłum.] i obrzędów. Zwrócili się oni do ojca duchowego monasteru św. Pantelejmona, mnicha wielkiej schimy Hieronima – nie pamiętam nazwiska, ale był znany ze swojej ascezy. On im odpowiedział: „Tak jak służyliśmy w starych czasach na Atosie, tak służymy i teraz”. A służyli na dwóch prosforach: jedna - Agnec, a druga – reszta. Przy tym wprost im wyjaśnił, czemu: z powodu biedy.
Trzeba było służyć Liturgię również w mniszych celach, i by mniej zużywać, z powodu biedy w pustelniach pozwalano celebrować na dwóch prosforach i nie ma w tym żadnego problemu. To zwyczajna, normalna rzecz. U nas kiedyś służyło się na siedmiu prosforach. I znowu, nic nie działo się strasznego. A ile prosfor się przygotowuje, kiedy ma służyć władyka? Siedem. Pięć zwyczajnych plus dwie dla hierarchy. I w ten sposób mamy liczbę siedmiu prosfor. To sprawa lokalnej praktyki i nie ma żadnej potrzeby, by w tej sprawie ustanawiać jakieś normy.
Wróćmy do tej nocy, której z ciocią Ljubą pierwszy raz piekliście prosfory… Czy późniejszą wiedzę zdobyliście drogą doświadczenia, czy się gdzieś uczyliście? I, czy tak w ogóle, można się tego gdzieś nauczyć?
Na początku uczyliśmy się od cioci Ljuby. A potem poprzez zdobywanie doświadczenia, i na swoich błędach.
Piekliśmy małe prosfory, a na Liturgię przez długi czas nie udawało nam się – te kupowaliśmy w Danilowskim Monasterze. I pewnej niedzieli, na Liturgię, zgodnie z obyczajem, przyszedł ojciec namiestnik, i pyta: „Ojcze Cyprianie, a czyje są prosfory, na których dzisiaj służymy?”. „Danilowskie, ojcze”. „Dlaczego Danilowskie? Mamy swoją pracownię prosfor”. „Ojcze, ale wciąż nie umiemy, musimy się uczyć…” On mówi „W porządku. Od teraz nie kupujemy prosfor, pieczemy sami”. Od razy zacząłem w duchu liczyć, ile nam zostało Danilowskich prosfor, i zrozumiałem, że o ile w tygodniu nam wystarczy, to na niedzielę nie mamy prosfory-Agnca. Co robić? Gdzie się nauczyć? Zwróciłem się o pomoc do mniszki, którą znałem, a zajmowała się pieczeniem prosfor. Zadzwoniłem do niej do Zaczatjewskiego Monasteru – to była matuszka Sergia, wyjątkowa osoba, teraz już świętej pamięci. Mówię jej: „Matuszko, może nauczycie mnie piec prosfory?” Ona odpowiada: „Może lepiej, jak się będziecie uczyć od ojca Hadriana z Nowospaskiego Monasteru?”. Mówię „Matuszko, a mogę jednak u was?”. „No, możecie, przyjdźcie”. „A kiedy pieczecie?”. „W czwartek”.
Cały dzień pracowałem u nich. Oczywiście, już sam miałem jakieś doświadczenie, ale tutaj widziałem swoje poważne błędy, nauczyli mnie ugniatać dolną część, i żeby była ona okrągła…
I tu był jeszcze jeden haczyk: pracowałem u nich piekąc cały dzień, a te mniszki pieką na sprzedaż, i nie mogłem powiedzieć matuszce Sergii „Dajcie mi prosfory za darmo”. Może by mi i dała, ale nie poprosiłem… Na pieczenie na nasze potrzeby został mi tylko piątek wieczór. Ale, dzięki Bogu, zobaczyłem swoje błędy, poprawiłem się w przygotowaniu masy do ugniatania, i, jak myślicie? Już pierwszego wieczoru wyszły absolutnie normalne prosfory. Miłosierdzie Boże!
Oczywiście, modliłem się, i modliłem – do świętej męczennicy Barbary, ponieważ tego wieczoru przypadało jej wspomnienie… Prosfory tak dobrze wyszły! Niedziela, Liturgia, ojciec namiestnik widzi prosfory: normalne, na Służbę… „Ojcze Cyprianie, czyje to są prosfory?”. „Nasze, ojcze”. „Co to wam się stało?”. „Ojcze, Boże Miłosierdzie”.
Najlepiej uczyć się od innych prosforników, pracować w pracowniach do pieczenia prosfor, by na miejscu nam pokazano, jak należy piec – w podręczniku nie da się wszystkiego opisać. Nie mogę sobie wyobrazić, jak można pokazać sposób robienia dolnych części, jeśli człowiek tego nie widzi, jeśli nie czuje ciasta w ręku.
By człowiek nauczył się piec prosfory, musi piec razem z dobrym prosfornikiem, a nawet odwiedzać i inne pracownie – wymiana doświadczenia jest bardzo ważna.
Jak wygląda dzisiaj pracowania prosfor Monasteru Sreteńskiego?
Przypomina małą piekarnię. Nic nadzwyczajnego. Kuchenka, maszynka do ugniatania ciasta i taka do jego walcowania, by otrzymać homogeniczną, zwartą strukturę. Stoły do rozwałkowania ciasta, półki do „odpoczynku” ciasta, na których prosfory znajdują się przed pieczeniem.
A kto piecze? Mnisi, nowicjusze, czy kogoś wynajmujecie?
Nie wynajmujemy. Prosfory na Liturgię piekę sam, a że to mała ilość - wyrabiam się, pomoc mi nie jest potrzebna, sprzęt to umożliwia. A małe prosfory… W pracowni są u nas, w ramach posłuszania, seminarzyści – oni pomagają przy rozwałkowywaniu, ponieważ w dwie i pół godziny musimy wyrobić około trzech tysięcy prosfor.
Jak często pieczecie?
Wedle potrzeby. To zależy od święta: im więcej świątecznych dni, tym więcej trzeba piec. A prosfory na Liturgię pieczemy trzy razy na dwa tygodnie.
Czy studenci lubią ten rodzaj posłuszania?
Wiecie, bez względu na to, ilu już mieliśmy studentów teologii jako pomocników, nie zadaje się pytania „Czy lubisz to posłuszanie?” Pracują gorliwie, starają się. Jestem wdzięczny chłopakom za pomoc i ich gorliwość – oni przychodzą pracować tu wieczorem, po kolacji, kiedy to jest ich czas wolny, a ta praca to dla nich dodatkowe obciążenie. Ale, trzymają się, pracują. Czasem są na tym posłuszaniu latami, dopóki nie ukończą seminarium. To znaczy, chcą. Zrozumcie, pieczenie prosfor… By człowiek to robił, musi mu to się podobać. Ludzie są różni: ktoś pisze ikony, ktoś lubi zajmować się stolarką. Ot: podoba się człowiekowi taka praca, zna się na niej. I wobec tej pracy – pieczenia prosfor – trzeba się odnosić w ten sam sposób. Inaczej nie odniesiemy sukcesu. A czy rozumiecie, czemu to tak? Jednak mamy pracę z żywymi stworzeniami: grzyby zakwasu są żywe… O, w tym rzecz. Człowiekowi musi podpasować pole bitwy, by przejąć nad nim z sukcesem kontrolę.
A więc, jeśli pracujemy mechanicznie, to się nie uda?
Mechanicznie – nie, nie uda się. Wcześniej tego nie rozumiałem, jeszcze zanim zacząłem zajmować się pieczeniem. Zupełnie inaczej odnosiłem się wobec prosfor. Po pierwsze, nie wiedziałem, jaki to trud. Po drugie, zupełnie nie rozumiałem odpowiedniego podejścia: co to za problem – upiec prosforę? Tak dotarłem do jednego wybitnego prosfornika, wspomianego o. Hadriana z Nowospaskiego Monasteru. Poprosiłem go: dajcie mi przepis. A on „Wiesz, co to jest gluten? A czy wiesz, co jest wskaźnikiem deformacji glutenu?”. To charakterystyka mąki. Pomyślałem sobie „Po co on mi to wszystko mówi? Potrzeba mi tylko przepisu”.
A wtedy, kiedy sam zacząłem piec, zrozumiałem, że nie przypadkowo mi o tym mówił, ponieważ jeśli nie zwraca się na te rzeczy uwagi, nie można należycie upiec prosfor. Albo człowiek musi mieć ogromne doświadczenie, albo po prostu trzeba rozumieć, jakie procesy tam zachodzą.
W każdym razie, w pieczeniu prosfor, zrozumieniu procesu pieczenia – właściwe, chleba, tyle że specjalnego – mogą pomóc książki o pieczeniu chleba, zwyczajne książki, które można kupić. One pomagają człowiekowi zrozumieć, co tam się dzieje, a to nie zaszkodzi. Nie tylko: te książki pomogły mi i w innej sprawie – bo, my w pracowni pieczemy i zwykły chleb dla braci. W zasadzie, w pieczeniu prosfor pierwsza rzecz, to przekazywanie doświadczenia. A druga to własne doświadczenie, które jest niezastąpione. A książki do pieczenia chleba wspomagają jako podręcznik.
Z igumenem Cyprianem (Partsem) rozmawiała Anastazja Rachlina. Materiał ukazał się na serbskiej wersji portalu pravoslavie.ru 1 Na proskomidii korzysta się z pięciu prosfor. Z pierwszej wykrawa się Agnca (Baranka), który później zostaje przemieniony w Ciało Chrystusa. Z pozostałych czterech kapłan wykrawa cząsteczki ku wspomnieniu Przenajświętszej Bogurodzicy i świętych - w tym tego, którego autorstwa jest sprawowana Liturgia - a także za żywych i zmarłych członków Cerkwi.
Tłumaczenie z języka serbskiego: Dominika Kovačević
— Dominika Kovačević
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.