śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 30 kwietnia 2004

Sześć pierwszych soborów (325-681)

Życie Kościoła we wcześniejszym okresie bizantyńskim zdominowało siedem Soborów Powszechnych. Sobory te spełniały podwójną rolę. Po pierwsze określały one widzialną organizację Kościoła, krystalizowały pozycję pięciu wielkich biskupstw zwanych również patriarchatami.

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Życie Kościoła we wcześniejszym okresie bizantyńskim zdominowało siedem Soborów Powszechnych. Sobory te spełniały podwójną rolę. Po pierwsze określały one widzialną organizację Kościoła, krystalizowały pozycję pięciu wielkich biskupstw zwanych również patriarchatami. Po drugie, co o wiele ważniejsze, Sobory raz na zawsze sformułowały naukę Kościoła o podstawowych dogmatach chrześcijańskiej wiary – Trójcy Świętej i Wcieleniu. Wszyscy chrześcijanie zgodnie uważają je za „misteria” niedostępne ludzkim możliwościom poznania i wyrażenia w słowach. Gdy podczas Soborów biskupi redagowali definicje prawd wiary, nie pojmowali swych starań jako wyjaśnianie misterium - usiłowali jedynie wykluczyć pewne niewłaściwe i fałszywe sposoby mówienia i myślenia o nim. Chcąc uchronić ludzi przed zejściem na drogę błędów i herezji próbowali otoczyć misterium swego rodzaju parawanem.
Prowadzone podczas Soborów dyskusje mogły niekiedy wydawać się abstrakcyjne i odbiegające od tematu, niemniej jednak ich natchnieniem był bardzo praktyczny cel, jakim jest ludzkie zbawienie. Jak naucza Nowy Testament, grzech oddziela ludzi od Boga i swym własnym staraniem człowiek nie jest w stanie przełamać tej spowodowanej przez swą grzeszność ściany odosobnienia. Bóg przeto przejął inicjatywę: stał się człowiekiem, został ukrzyżowany, powstał z martwych i uwolnił ludzkość z niewoli grzechu i śmierci. To główne przesłanie chrześcijańskiej wiary i to właśnie tę wieść o odkupieniu Sobory starały się ochraniać. Herezje były groźne i wymagały potępienia, ponieważ zniekształcały nauczanie Nowego Testamentu, wznosząc pomiędzy ludźmi i Bogiem przegrodę, a przez to uniemożliwiając człowieczeństwu osiągnięcie pełnego zbawienia.
Apostoł Paweł wyraził tę wieść o odkupieniu w kategoriach uczestnictwa. Chrystus dzielił z nami nasze ubóstwo, abyśmy mogli uczestniczyć w bogactwach Jego Boskości: „Pan nasz Jezus Chrystus, będąc bogatym stał się dla nas ubogim, abyśmy zostali wzbogaceni Jego ubóstwem” (2 Kor 8, 9). W Ewangelii świętego Jana ta sama myśl pojawia się w nieco innej postaci. Chrystus stwierdza, że daje Swym uczniom udział w Boskiej chwale i modli się, aby mogli dostąpić jedności z Bogiem: „Chwałę, którą Mi Ojcze dałeś, im przekazałem, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we Mnie. Aby byli tak doskonałą jednością” (J 17, 22 - 23). Te i podobne im teksty greccy Ojcowie pojmowali w dosłownym ich znaczeniu i ośmielali się mówić o „przebóstwieniu” człowieka (gr. theosis). Dowodzili, iż skoro ludzie mają uczestniczyć w Boskiej chwale i stać się „doskonałą jednością” z Bogiem, w konsekwencji oznacza to, że muszą być „przebóstwieni” – powołani są do tego, aby przez łaskę stać się tym, czym Bóg jest z natury. To właśnie dlatego święty Atanazy podsumował cel Wcielenia stwierdzeniem: „Bóg stał się człowiekiem, abyśmy my mogli stać się bogiem”.
Aby jednak to „stawanie się bogiem”, to theosis było możliwe, Chrystus Zbawiciel musi być zarówno w pełni Bogiem, jak i w pełni człowiekiem. Nikt poza Bogiem nie może zbawić człowieka, a zatem jeśli Chrystus ma nas zbawić, musi być Bogiem. My ze swej strony możemy uczestniczyć w tym, co dla nas uczynił, jeśli jest On doprawdy takim samym jak my człowiekiem. Przez Wcielonego Chrystusa, który jest Boski i ludzki jednocześnie, utworzony został most pomiędzy Bogiem i człowieczeństwem. „Ujrzycie niebiosa otwarte” – obiecał nasz Pan – „aniołów Bożych wstępujących do nieba i zstępujących z nieba do Syna Człowieczego” (J 1, 51). Tej drabiny używają nie tylko aniołowie, ale i rodzaj ludzki.
Chrystus jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem. Każda herezja podkopywała jakąś część tego decydującego stwierdzenia. Chrystus uważany był za mniej niż Boga (arianizm) albo też Jego człowieczeństwo oddzielane było od Jego Boskości w taki sposób, że zamiast jednej stawał się On dwiema różnymi osobami (nestorianizm). Doszło również do tego, że nie był postrzegany jako prawdziwy człowiek (monofizytyzm, monoteletyzm). Każdy Sobór bronił stwierdzenia o pełni Boskości i człowieczeństwa w Chrystusie. Dwa pierwsze z nich, zwołane w IV wieku, skoncentrowały się na tej pierwszej kwestii (Chrystus jest w pełni Bogiem) i sformułowały dogmat o Trójcy Świętej. Cztery następne, w V, VI i VII wieku, zwróciły się ku drugiej części (pełni Chrystusowego człowieczeństwa) oraz usiłowały wyjaśnić, jak człowieczeństwo i Bóstwo mogą być połączone w jednej Osobie Chrystusa. Siódmy Sobór Powszechny zwołany w obronie świętych ikon na pierwszy rzut oka zdaje się nieco odróżniać, jednak podobnie jak sześć poprzednich niewątpliwie zajmował się zagadnieniami związanymi z Wcieleniem Boga i zbawieniem człowieka.
Głównym osiągnięciem Soboru w Nicei w 325 roku było potępienie arianizmu. Ariusz, kapłan z Aleksandrii, utrzymywał, że Syn był niżej Ojca i wytyczając linię pomiędzy Bogiem a stworzeniem, umieścił Syna po stronie tego, co stworzone – co prawda nazywał Go najwyższym stworzeniem, niemniej jednak tylko stworzeniem. Jego zamiarem była niewątpliwie obrona wyjątkowości i transcendencji Boga, ale konsekwencją jego nauczania, tego, że czynił Chrystusa mniejszym od Bogu, było uniemożliwienie naszego przebóstwienia. Sobór stwierdził, iż Chrystus może zjednoczyć nas z Bogiem, jeśli Sam jest w pełni Bogiem, bowiem nikt oprócz Samego Boga nie może otworzyć ludziom drogi do zjednoczenia. Chrystus jest „współistotny” (gr. homoousios) Ojcu. Nie jest ani półbogiem, ani najwyższym stworzeniem, ale Bogiem w tym samym znaczeniu, co Bóg Ojciec: „Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego”. Jak obwieścił Sobór w zredagowanym wówczas Symbolu Wiary – jest „zrodzony, nie stworzony, współistotny Ojcu”.
Sobór w Nicei zajmował się również widzialną organizacją Kościoła. W szczególności wyróżnił trzy wielkie ośrodki: Rzym, Aleksandrię i Antiochię (kanon 6). Zdecydował również, iż honorowe miejsce tuż po tych trzech wspomnianych ośrodkach powinno zajmować biskupstwo Jerozolimy, pozostające dotychczas w jurysdykcji metropolity Cezarei (kanon 7). Konstantynopol nie był rzecz jasna wymieniony, gdyż nie był jeszcze oficjalnie uznany za nową stolicę Cesarstwa. Doszło do tego pięć lat później, a do tego czasu pozostawał ciągle w jurysdykcji metropolity Heraklei.
Zapoczątkowane w Nicei dzieło kontynuował drugi Sobór Powszechny zwołany w 381 roku w Konstantynopolu. Sobór ten rozszerzył i przyjął Nicejski Symbol Wiary, rozwijając w szczególności naukę o Duchu Świętym, „który od Ojca pochodzi i którego wraz z Ojcem i Synem czcimy jednocześnie i uwielbiamy”, potwierdził, że jest On Bogiem tak, jak Bogiem jest Ojciec i Syn. Wprowadził również zmiany do kanonu 6 Soboru w Nicei. Status Konstantynopola, ówczesnej stolicy Cesarstwa, nie mógł być dłużej lekceważony i zostało mu przyznane drugie z kolei miejsce - po Rzymie i przed Aleksandrią. „Biskup Konstantynopola powinien mieć przywileje honoru zaraz po biskupie Rzymu, ponieważ Konstantynopol jest Nowym Rzymem” (kanon 2).
Za soborowymi definicjami kryje się praca teologów, którzy zadbali o precyzję słów używanych przez Sobory. Najwyższym osiągnięciem świętego Atanazego Aleksandryjskiego było wydobycie pełni znaczenia kluczowego słowa Nicejskiego Symbolu Wiary, jakim było homoousios - jeden w istocie czy naturze, współistotny. Uzupełnieniem jego wysiłków były starania Ojców Kapadockich – świętego Grzegorza z Nazjanzu, w Kościele prawosławnym znanego jako Grzegorz Teolog (?329-?390), świętego Bazylego Wielkiego (?330-379) i jego młodszego brata świętego Grzegorza z Nyssy (zm. 394). Podczas gdy Atanazy uwydatniał jedność Boga – Ojciec i Syn są tej samej natury (gr. ousia), Kapadocjanie podkreślali Jego troistość – Ojciec, Syn i Duch Święty są trzema Osobami (gr. hypostasis). Zachowując subtelną równowagę pomiędzy troistością i jednością w Bogu, nadali pełnię znaczenia klasycznemu streszczeniu trynitarnego dogmatu – trzy osoby jednej natury. Nigdy przedtem i nigdy później Kościół nie dysponował czterema tak wybitnymi teologami w zasięgu jednego pokolenia.
Po roku 381 arianizm szybko przestał być żywym problemem z wyjątkiem niektórych części Zachodniej Europy. Spornym przejawem prac Soboru były postanowienia zawarte w kanonie 3, które w podobny sposób uraziły zarówno Rzym, jak i Aleksandrię. Stary Rzym zastanawiał się, gdzie skończą się roszczenia Nowego Rzymu – czyż Konstantynopol nie będzie wkrótce domagał się pierwszego miejsca? Rzym postanowił zatem zlekceważyć rażący go kanon i papież formalnie nie uznawał roszczeń Konstantynopola do drugiego miejsca aż do czasu soboru laterańskiego (1215). (Konstantynopol pozostawał wówczas w rękach krzyżowców i we władaniu łacińskiego patriarchy.) Kanon ten był również wyzwaniem dla Aleksandrii, która na Wschodzie zajmowała dotychczas pozycję wiodącą. Nadchodzące siedemdziesięciolecie było świadkiem ostrej polemiki pomiędzy Konstantynopolem i Aleksandrią, w której zwycięstwo pozostawało tymczasem po stronie tej drugiej. Pierwszym wielkim sukcesem Aleksandrii był synod „Pod Dębem”, w czasie którego Teofil Aleksandryjski doprowadził do usunięcia i wygnania biskupa Konstantynopola, świętego Jana Chryzostoma, tj. „Złotoustego” (?334-407). Słynący z płynnej wymowy i krasomówstwa – jego kazania często musiały trwać co najmniej godzinę, albo i dłużej – Jan w przystępnej formie wyrażał pojęcia teologiczne wprowadzone przez świętego Atanazego czy Kapadocjan. Prowadził prosty i surowy tryb życia, przepełniony był głębokim współczuciem dla ubogich i gorliwym oddaniem sprawiedliwości społecznej. W Kościele prawosławnym jest on chyba najbardziej kochanym ze wszystkich Ojców, a jego dzieła czytane są w najszerszych kręgach wiernych.
Drugi wielki sukces Aleksandrii to zwycięstwo odniesione przez siostrzeńca i następcę Teofila, świętego Cyryla Aleksandryjskiego (zm. 444), który na przeprowadzonym w 431 roku III Soborze Powszechnym w Efezie doprowadził do potępienia innego biskupa Konstantynopola, Nestoriusza. Jednakże w grę wchodziło tam o wiele więcej, niż rywalizacja pomiędzy tymi dwoma biskupstwami. Uciszone po roku 381 sporne kwestie dogmatyczne pojawiły się ponownie, skupiając się teraz nie na Trójcy, lecz na Osobie Chrystusa. Cyryl i Nestoriusz byli zgodni co do tego, że Chrystus był w pełni Bogiem, jednym z Trójcy, jednakże różnili się w opisie Jego człowieczeństwa oraz pod względem sposobu wyjaśnienia połączenia Bóstwa i człowieczeństwa w jednej Osobie Chrystusa. Reprezentowali różne tradycje czy też szkoły teologiczne. Nestoriusz, wychowanek szkoły antiocheńskiej, podtrzymywał integralność człowieczeństwa Chrystusa, jednakże na tyle zdecydowanie rozróżniał człowieczeństwo od Bóstwa, iż zdawał się być niebezpiecznie blisko rozważań nie o jednej Osobie, lecz o dwóch osobach współistniejących w tym samym ciele. Cyryl z kolei, zwolennik odmiennej tradycji aleksandryjskiej, zaczynał raczej od jedności Osoby Chrystusa, a nie od rozróżnienia Jego człowieczeństwa i Boskości, ale też nie wypowiadał się o człowieczeństwie Chrystusa tak wyraźnie, jak czynili to antiocheńczycy. Posuwając się zbyt daleko, oba te podejścia mogły doprowadzić do herezji, ale Kościół potrzebował ich obydwu, aby sformułować zrównoważony obraz całego Chrystusa. Tragedią dla chrześcijaństwa było to, że zamiast równoważyć się wzajemnie, te dwie szkoły zaczęły się ze sobą ścierać.
Nestoriusz wzmógł kontrowersję nie zgadzając się na to, aby Marię Pannę nazywać „Bogurodzicą” (gr. Theotokos). Tytuł ten był już przyjęty w pobożności ludowej, jednak w mniemaniu Nestoriusza zdawał się pociągać za sobą pomieszanie człowieczeństwa Chrystusa z Jego Boskością. Twierdził, iż Maria – i tutaj widoczne jest jego antiocheńskie „rozróżnianie” – może być nazywana jedynie „Matką Człowieka” lub, co najwyżej, „Matką Chrystusa”, albowiem jest ona matką jedynie człowieczeństwa Chrystusa, a nie Jego Boskości. Cyryl wspierany autorytetem soboru odpowiedział następującym tekstem: „Słowo stało się ciałem” (J 1, 14): Maria jest Matką Boga, „zrodziła bowiem cieleśnie Słowo będące z Boga, które stało się ciałem”. Zrodzony przez Marię nie był człowiekiem luźno związanym z Bogiem, ale jedną i niepodzielną osobą, która jednocześnie jest Bogiem i człowiekiem. Tytuł Theotokos stoi na straży jedności osoby Chrystusa – odmawianie Marii tego tytułu to rozwarstwianie Wcielonego Chrystusa na dwoje, burzenie mostu pomiędzy Bogiem i człowieczeństwem oraz wznoszenie w Osobie Chrystusa jakiejś wewnętrznej przegrody. Jak widać w Efezie nie chodziło jedynie o tytuły używane w ludowej pobożności, ale o samą kwestię zbawienia. W dogmacie o Wcieleniu słowo Theotokos jest równie istotne, jak termin homoousios w dogmacie o Trójcy Świętej.
Aleksandria wyszła zwycięsko z jeszcze jednego starcia na drugim soborze w Efezie w roku 449, ale zgromadzenie to – jak odebrała to ogromna część chrześcijańskiego świata –posunęło jej pozycję zbyt daleko. Następca Cyryla, Dioskur z Aleksandrii twierdził, że w Chrystusie jest tylko jedna natura (gr. physis) – Zbawiciel składa się co prawda z dwu natur, ale po Jego Wcieleniu jest w Nim tylko „jedna wcielona natura Boga Słowa”. Twierdzenie to nazywane jest zwykle „monofizytyzmem”. To prawda, że Cyryl osobiście używał takiego słownictwa, jednak Dioskur pominął równoważące stwierdzenia, które Cyryl wprowadził w 433 roku jako ustępstwo wobec antiocheńczyków. Wielu miało wrażenie, że Dioskur negował integralność człowieczeństwa Chrystusa, choć niemal na pewno jest to niewłaściwa interpretacja jego stanowiska.
Dopiero dwa lata później, w roku 451, cesarz Marcjan zwołał w Chalcedonie nowe zgromadzenie biskupów, które Kościół Bizancjum i Zachód uznały za IV Sobór Powszechny. Wahadło przechyliło się teraz na stronę Antiochii. Odrzucając monofizyckie poglądy Dioskura, sobór oświadczył, że będąc jedną, niepodzielną osobą, Chrystus nie tylko składa się z dwóch natur, ale też jest w dwóch naturach. Biskupi z entuzjazmem przyjęli Tomos świętego Leona Wielkiego, papieża Rzymu (zm. 461), w którym wyraźnie zaznaczone jest rozróżnienie pomiędzy dwoma naturami, jak również uwydatniona jest jedność Chrystusa. W swym wyznaniu wyrazili wiarę w „jednego i tego samego Syna, doskonałego w Bóstwie i doskonałego w człowieczeństwie, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka [...] który ma być uznany w dwóch naturach bez zmieszania, bez zmiany, bez podzielenia i bez rozłączania. Odmienność obu natur w żaden sposób nie została naruszona przez ich zjednoczenie, lecz właściwości każdej z nich są zachowane zjednoczone w jednej osobie i w jednej hipostazie”. Postanowienie Chalcedonu, jak widać, skierowane jest nie tylko przeciw monofizytom („w dwóch naturach, bez zmieszania, bez zmiany”), ale również zwolennikom Nestoriusza („jednego i tego samego Chrystusa [...]bez podzielenia i bez rozłączania”).
Chalcedon był jednak czymś więcej niż tylko porażką aleksandryjskiej teologii; była to klęska aleksandryjskich roszczeń do władzy zwierzchniej na Wschodzie. Chalcedoński kanon 28 potwierdził kanon 3 z Konstantynopola, przyznając Nowemu Rzymowi honorowe miejsce tuż po Starym Rzymie. Papież Leon odrzucił ten kanon, ale Wschód zawsze uznawał jego słuszność. Sobór ten uwolnił również Jerozolimę spod jurysdykcji Cezarei i wyznaczył jej piąte z kolei miejsce pośród wielkich biskupstw. W ten sposób doszło do ukształtowania systemu znanego później wśród prawosławnych jako pentarchia, w której pięciu wielkim biskupstwom okazywane były w Kościele szczególne względy, a pośród nich ustanowiony został porządek pierwszeństwa. W szeregu ważności stanęły: Rzym, Konstantynopol, Aleksandria, Antiochia i Jerozolima. Wszystkie z nich przypisywały sobie apostolskie fundamenty. Cztery pierwsze były najważniejszymi miastami Cesarstwa Rzymskiego, piąte zaś zostało uwzględnione, ponieważ było miejscem, gdzie Chrystus cierpiał na Krzyżu i zmartwychwstał. Biskup każdego z tych miast otrzymał tytuł patriarchy. Tych pięć patriarchatów podzieliło między siebie cały znany świat na obszary swej jurysdykcji. Wyjątkiem był Cypr, któremu niezależność przyznał Sobór w Efezie i od tego czasu jest jednym z samodzielnych Kościołów lokalnych.
Mówiąc o prawosławnym pojęciu pentarchii można popełnić dwa błędy, których koniecznie trzeba unikać. Po pierwsze system patriarchów i metropolitów jest kwestią eklezjalnej organizacji. Jeśli jednak odnosimy się do Kościoła nie z punktu widzenia porządku eklezjalnego, a z perspektywy prawa Bożego, trzeba wówczas stwierdzić, że wszyscy biskupi w istocie są sobie równi bez względu na to, jak skromne czy wyniosłe jest miasto, nad którym każdy z nich roztacza swą duszpasterską opiekę. Wszyscy biskupi mają taki sam udział w sukcesji apostolskiej, wszyscy posiadają taką samą sakramentalną władzę i wszyscy są wyznaczonymi przez Boga nauczycielami wiary. Gdy pojawiają się wątpliwości i dyskusje dotyczące dogmatów, niewystarczająca jest wyrażana wówczas opinia samych tylko patriarchów, bowiem uczestniczyć w Soborze Powszechnym, zabierać głos i współdecydować może biskup każdej diecezji. System pentarchii nie osłabia istotnej równorzędności wszystkich biskupów, ani też żadnej lokalnej wspólnoty nie pozbawia znaczenia przypisywanego jej przez świętego Ignacego.
Po drugie prawosławni wierzą, że pośród tych pięciu patriarchów szczególne miejsce zajmuje papież. Kościół prawosławny nie uznaje przedłożonego w roku 1870 w rozporządzeniach soboru watykańskiego I i obowiązującego obecnie w Kościele rzymskokatolickim dogmatu o władzy papieskiej, ale jednocześnie nie odmawia świętemu i apostolskiemu biskupstwu Rzymu honorowego pierwszeństwa wraz z prawem (na ściśle określonych warunkach) przyjmowania i wysłuchiwania apelacji ze wszystkich części chrześcijańskiego świata. Zauważmy, że użyte zostało tu słowo „pierwszeństwo”, a nie „zwierzchnictwo”. Prawosławni uważają papieża za biskupa, który „przewodniczy w miłości” - jak ujął to święty Ignacy. Zdaniem prawosławnych błędem Rzymu jest zamiana tego pierwszeństwa, czy raczej „przewodnictwa w miłości”, na zwierzchnictwo zewnętrznej władzy i jurysdykcji.
O pierwszeństwie, które przypadło w udziale Rzymowi zdecydowały trzy następujące czynniki. Po pierwsze Rzym to miasto, w którym męczeńską śmierć ponieśli święci Piotr i Paweł, a Piotr był jego biskupem. Kościół prawosławny przyznaje świętemu Piotrowi pierwszeństwo pośród Apostołów, nie pomija słynnych ewangelicznych „tekstów Piotrowych” (Mt 16, 18 - 19; Łk 22, 32; J 21, 15 - 17), chociaż prawosławni teolodzy nie pojmują ich w ten sam sposób, jak współcześni komentatorzy rzymskokatoliccy. Choć wielu teologów prawosławnych stwierdziłoby, że następcą Piotra jest nie tylko biskup Rzymu, ale wszyscy biskupi, większość z nich uznaje jednak jednocześnie, że biskup Rzymu jest następcą Piotra w pewnym szczególnym znaczeniu. Po drugie biskupstwo Rzymu pierwszeństwo swe zawdzięczało pozycji zajmowanej w Cesarstwie przez miasto Rzym – było stolicą, głównym miastem antycznego świata i w pewnym stopniu pozostawało nim nawet po powstaniu Konstantynopola. Po trzecie chociaż zdarzało się, że papieże popadali w herezje, ogólnie rzecz biorąc w ciągu pierwszych ośmiu wieków historii Kościoła biskupstwo Rzymu znane było z czystości wiary. Gdy w czasie wielkich sporów dogmatycznych Wschodnie patriarchaty chwiały się, Rzym w większości wypadków nie ustępował. Znękani zmaganiami z herezjami mogli z ufnością zwrócić się do papieża. Nie tylko biskup Rzymu, ale każdy biskup ustanowiony jest przez Boga, aby był nauczycielem wiary, jednakże przez to, że w ciągu tych kilku pierwszych stuleci biskupstwo Rzymu nauczało wiary z niezwykłą wiernością prawdzie, w praktyce chrześcijanie zwracali się z prośbą o wskazówki przede wszystkim do Rzymu.
Podobnie jak w przypadku patriarchów, tak i w odniesieniu do papieża stwierdzić jednak trzeba, iż pierwszeństwo przyznawane Rzymowi nie burzy istotnej równości wszystkich biskupów. Papież jest pierwszym biskupem w Kościele – ale jest pierwszym pośród równych.
Efez i Chalcedon stały się opoką prawosławia, ale były też ciężkim kamieniem obrazy. Arianie stopniowo jednali się z Kościołem i nie stanowili już dużej schizmatyckiej grupy. Do naszych jednak czasów przetrwali chrześcijanie, którzy należą do Kościoła Wschodu (często, aczkolwiek niesłusznie, nazywani „nestorianami”), którzy nie akceptują postanowień Efezu i za nieprawidłowe uważają nazywanie Marii Panny Bogarodzicą. Po dziś dzień istnieją również niechalcedonianie, którzy są zwolennikami monofizyckiej nauki Dioskura oraz odrzucają postanowienia Chalcedonu i Tomos świętego Leona Wielkiego. Kościół Wschodu niemal całkowicie znajdował się poza terytorium Cesarstwa Bizantyńskiego i niewiele więcej daje o sobie znać w historii Bizancjum. Jednakże znaczne grupy niechalcedonian, szczególnie w Syrii i Egipcie, pozostawały w zasięgu władzy cesarza i czynione były wielokrotne, choć bezowocne, starania o przywrócenie ich do łączności z Kościołem w Bizancjum. Często niestety zdarza się, iż różnice teologiczne stają się jeszcze bardziej bolesne pod wpływem napięć kulturowych i narodowościowych. Egipt i Syria zamieszkiwane w przeważającej mierze przez ludność innego niż greckie pochodzenia i języka, przeciwstawiały się władzy greckiego Konstantynopola zarówno w kwestiach religijnych, jak i politycznych. W ten sposób schizmę eklezjalną pogłębiał separatyzm polityczny. Gdyby nie wpływ tych czynników nieteologicznych, obie strony mogłyby zapewne dojść do teologicznego porozumienia i po Chalcedonie. Wielu współczesnych teologów skłonnych jest sądzić, iż różnice pomiędzy przeciwnikami a zwolennikami postanowień Soboru w Chalcedonie wynikały głównie z terminologii, a nie z teologii. Obie strony pojmowały słowo „natura” (gr. physis) na różne sposoby, ale obu chodziło o potwierdzenie tej samej podstawowej prawdy – tego, że Chrystus Zbawiciel jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem, a jednak pozostaje On jedną Osobą, a nie dwoma.
Postanowienia Chalcedonu zostały uzupełnione przez dwa późniejsze sobory, które odbyły się w Konstantynopolu. V Sobór Powszechny (553) powtórnie objaśnił rozporządzenia Chalcedonu z aleksandryjskiego punktu widzenia. Posługując się bardziej konstruktywną od tej używanej w Chalcedonie terminologią, usiłował wyjaśnić jak dwie natury Chrystusa jednoczą się, aby utworzyć jedną Osobę. VI Sobór Powszechny (680-681) potępił herezję monoteletów, którzy utrzymywali co prawda, że Chrystus ma dwie natury, ale twierdzili, iż skoro jest On jedną Osobą, ma zatem tylko jedną wolę. W odpowiedzi na to Sobór stwierdził, że skoro Chrystus ma dwie natury, musi mieć również dwie wole. Monoteleci umniejszali pełnię człowieczeństwa Chrystusa, bowiem pozbawiona ludzkiej woli natura ludzka byłaby niekompletna i stanowiłaby czystą abstrakcję. Skoro Chrystus jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem, musi mieć zarówno ludzką, jak i Boską wolę.
W ciągu pięćdziesięciu lat przed zwołaniem VI Soboru, Bizancjum stanęło w obliczu nagłego i niepokojącego zjawiska, jakim było pojawienie się islamu. Najbardziej uderzającym przejawem muzułmańskiej ekspansji była jej szybkość. W 632 roku, gdy zmarł Mahomet, jego władza w bardzo małym stopniu wychodziła poza Hejaz, jednak w ciągu niespełna piętnastu lat jego arabscy zwolennicy zawładnęli Syrią, Palestyną i Egiptem; w ciągu pięćdziesięciu lat stanęli u wrót Konstantynopola i byli bliscy jego zdobycia; w ciągu stulecia przetoczyli się przez całą północną Afrykę, przemierzyli Hiszpanię i zmusili Europę Zachodnią do walki o swój byt w bitwie pod Poitiers. Inwazja Arabów nazywana była „eksplozją odśrodkową, wyrzucającą we wszystkich kierunkach małe grupy jeźdźców w poszukiwaniu żywności, łupów i podbojów. Stare cesarstwa nie były w stanie im się oprzeć”. Chrześcijaństwo przetrwało, ale nie bez trudności. Bizantyńczycy utracili swe wschodnie rubieże, a trzy Patriarchaty Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimy znalazły się pod kontrolą niewiernych. W obrębie chrześcijańskiego Cesarstwa Wschodu, Patriarchat Konstantynopola nie miał już rywala. Bizancjum nigdy nie było już odtąd wolne od muzułmańskich ataków i choć utrzymywało się jeszcze przez osiem następnych stuleci, w końcu jednak uległo.

[Niniejszy tekst (prezentowany tutaj bez przypisów) pochodzi książki biskupa Kallistosa Ware „Kościół prawosławny”, wydanej przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, w grudniu 2002. Wszystkich zainteresowanych historią, nauczaniem, wiarą i nabożeństwem Kościoła prawosławnego zachęcamy do lektury tej książki (dostępnej w sklepiku www.cerkiew.pl).]

— bp Kallistos (Ware), tłum. o. Włodzimierz Misijuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →