śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 14 marca 2014

“To nie jest aż tak trudne – pojechać na Madagaskar”. Cz. III

Metropolita Madagaskaru Ignacy w ciągu 30 lat głosił Dobrą Nowinę w Korei Południowej, Indiach i na Madagaskarze.

0 czytelników poleca

Metropolita Madagaskaru Ignacy w ciągu 30 lat głosił Dobrą Nowinę w Korei Południowej, Indiach i na Madagaskarze. Wraz z panią Matiną, współpracowniczką madagaskarskiej misji mającą piętnastoletni staż, odwiedził niedawno Srietienskie Seminarium Duchowe w Moskwie, gdzie spotkał się ze studentami i opowiedział szczegółowo o głoszeniu Ewangelii w krajach egzotycznych.

Odpowiedzi na pytania:

Jeżeli w tym społeczeństwie związki się rozpadają, a dzięki własnym siłom ludzie nie są w stanie nawet zapewnić sobie wody, to czy obecnie, po ochrzczeniu i nauczeniu podstaw wiary, związki małżeńskie są bardziej trwałe? Czy ten problem całkowicie się rozwiązuje po tym, jak ludzie przyjmują chrzest?

Władyka: Na Madagaskarze bardzo rozpowszechniony jest konkubinat. Po urodzeniu dziecka przez kobietę mężczyzna często ją rzuca. Wtedy cały ciężar wychowania i utrzymania dziecka spada na kobietę, mężczyźni w niczym kobietom nie pomagają. Przed chrztem zawsze prowadzimy katechizację, ponieważ rozpowszechnione jest tam wielożeństwo. Bardzo tego pilnujemy. Gdy mężczyzna ma wiele żon, zmuszamy go do wybrania jednej z nich, w przeciwnym wypadku nie chrzcimy go. Gdy pragną wziąć ślub cerkiewny mężczyzna i kobieta, którzy mieszkają razem, to na początku ich chrzcimy. Są oczywiście rodziny, które się chrzci w pełnym składzie, ale takich rodzin jest niewiele. Te rodziny, które przyjmują chrzest, są bardziej trwałe, ponieważ traktujemy tę sprawę bardzo poważnie.

Miałem styczność z misją na Haiti. Haiti leży na tej samej szerokości, co Meksyk, ale o ile w Meksyku ludzie potrafią jakoś dawać sobie radę, jeśli chodzi o wyżywienie, to mieszkańcy Haiti nie są w stanie tego zrobić, mimo że dookoła rośnie pełno rozmaitych owoców. Problem polega na tym, że ludzie wstępują tam do Cerkwi jak do służby pomocy. W związku z powyższym rodzi się pytanie: a czy będą oni pomagać chociażby sobie nawzajem?… Są gotowi przyjąć jakąkolwiek wiarę chrześcijańską, jakiegokolwiek misjonarza, ponieważ oczekują od niego żywności, pomocy medycznej. Czy na Madagaskarze się obserwuje podobne zjawisko?

Właśnie dlatego powinno się katechizować przez dłuższy czas, żeby zrozumieć, dlaczego człowiek chce przyjąć prawosławie: ze względu na pomoc materialną czy ze względu na przyczyny duchowe.

Czy rzeczywiście ludzi zmienia długa, trwająca dziesięć lat katechizacja?

Matina: Również dręczyło nas kiedyś to pytanie, ale Pan Bóg szybko obdarzył nas odpowiedzią na nie. Coś wam opowiem. W naszej cerkwi było dziecko – parafianin o imieniu Panagiotis. Miejscowy Afrykańczyk. Przychodził do cerkwi co niedzielę i dostawał od nas pomoc. Ale w pewnym momencie przestał przychodzić do świątyni. Zarówno ja, jak i niektórzy parafianie myśleli: gdzie on się podział? Czyżby się zobojętnił i prawosławie przestało go interesować? Być może powrócił do starej religii? Czy może po prostu wykorzystał nas dla otrzymania jakichś dóbr materialnych? Pewnego razu znowu zobaczyliśmy go w świątyni. Po Boskiej Liturgii podeszliśmy do niego i powiedzieliśmy: „O, witamy! Czemy tak długo cię nie było?”. Odpowiedział: „Nie widzieliście mnie długo, ponieważ niestety nie mogłem tu znaleźć żadnej pracy. Zmuszony byłem odejść daleko stąd – tam, gdzie do tej pory nie ma żadnej cerkwi. Ale modlę się codziennie”. W tym momencie wyciągnął z kieszeni czotki, które były zupełnie rozerwane od częstej modlitwy: „Odmawiam modlitwę Jezusową, modlę się po prawosławnemu. I za każdym razem, jak tu wracam, w pierwszej kolejności idę do świątyni”. To upewniło nas, że ludzie faktycznie mają wewnątrz prawdziwą wiarę. Czasem nawet głębszą, niż nasza.

Władyka: Są ludzie z dalekich wsi nie wiedzący nic o kulturze miast, o cywilizacji. Widząc nas, zwłaszcza mnie, uciekają, żeby się schować, ponieważ się nas boją. Generalnie boją się białych, jeszcze bardziej mnie – z brodą i ubranego w riasę. Gdy spotykamy na drodze kobietę albo dzieci i się zatrzymujemy, żeby ich czymś poczęstować, uciekają i się chowają. Dzieje się tak bardzo często. W niektórych miejscach widzieliśmy prawie nagich ludzi, ponieważ panuje tam okres prahistoryczny.

A co mówicie ludziom, którzy nigdy nie słyszeli o Chrystusie?

Zaczynam od stworzenia świata. Opowiadam o stworzeniu świata, prorokach - i tak stopniowo dochodzimy do Nowego Testamentu. Nie słyszeli o tym, nie wiedzą nic. Pewnego razu zapytano mnie, co to jest Narodzenie Chrystusa. W takich przypadkach należy, zaczynając, bardzo cofać się w czasie. Nie sądzę, by protestanci robili to jakościowo. Czytają z ludźmi Ewangelię, tłumaczą jakieś proste rzeczy, a później zaczynają śpiewać własne piosenki. Co im powiedzą, skoro nie mają sakramentów? Myślę że dlatego właśnie miejscowi katolicy i protestanci przechodzą na prawosławie. Kiedy spotykam katolików i protestantów, mówię im: „Zaraz opowiem o prawdzie, a wy sami się decydujcie, gdzie chcecie być”. Protestanci i katolicy nie mówią im prawdy na temat istniejących między nami różnic. Protestanci bardziej wolą śpiewać piosenki. Ich Kościół nie ma głębi.

Kiedy władyka chrzci człowieka, jak szybko po tym wydarzeniu człowiek ma szansę zobaczyć kapłana? Jak długie są te przerwy i co ludzie robią w tym czasie?

Mamy niewielu kapłanów, każdy jeździ do 2-3 wiosek. Co najmniej raz na miesiąc kapłan powinien pojechać na wieś i odsłużyć Liturgię. W następną niedzielę, kiedy kapłan jedzie do innej wioski, przyjeżdża katecheta. Sprawuje jutrznię czy wieczernię, czyta Ewangelię albo Apostoła, tłumaczy.

Katecheci to mężczyźni czy kobiety?

Kobiet jest mało, ale są. Jednak przeważnie są to mężczyźni. Samochodów nie ma, tak jak i dróg, dlatego chodzą na pieszo lub też dojeżdżają rowerem. Szybko się znaleźć w innym miejscu jest ciężko.

Gdy w trakcie Liturgii do Eucharystii podejdą ludzie ewidentnie chorzy, na przykład na gruźlicę, to czy parafianie będą narzekali, że razem z nimi do Kielicha przystępuje chory? Jaki mają do tego stosunek?

W takich przypadkach sprawiam wrażenie, że nie wiem nic na temat choroby tego człowieka i udzielam mu sakramentu. Od Eucharystii człowiek się nie zarazi. Nie warto tych rzeczy się obawiać.

Czy zdolni młodzi ludzie mają możliwość wyjazdu z wyspy na kontynent w celu zdobycia wykształcenia?

Tylko gdy mają pieniądze – inaczej nie wyjadą. Za bilet trzeba zapłacić, czyli powinno się mieć pracę. Zwykle właśnie ludzie wykształceni wyjeżdżają, pozostali zostają na wsi. Dzieci bogatych mogą wyjechać. Jadą do Francji i kontynuują swoją edukację. Dzieci z biednych rodzin nie mogą wyjechać tak łatwo. Są zdolne dzieci, ale z powodów finansowych nie mogą się rozwijać. Oczywiście, jest to problem na Madagaskarze.

Jak często wyjeżdżają do wiernych protestanci?

Raz na miesiąc albo dwa. Nie spotyka się ich często. Ich misja jest mniejsza. Kościół u nich istnieje dla dochodu. Wierni powinni płacić pastorowi, który do nich jeździ. Za darmo on nie pojedzie. Katolicy co miesiąc powinni część środków przekazywać Kościołowi. Są księża katoliccy, którzy odmawiają udzielenia Eucharystii tym, którzy nie płacą dziesięciny. Wielu przechodzi z katolicyzmu na prawosławie z tego powodu, że nie mają czym płacić.

Drogi władyko, przykład misji w tak dalekim kraju sprawił na nas duże wrażenie.

Kiedy zostaniecie kapłanami, powinniście służyć Cerkwi w sposób prawdziwy. Żeby to nie był zawód, lecz posługa. Widzę, że jesteście gorliwi. Bądźcie czujni, żeby nie zejść z tej drogi. Chcę wam życzyć, byście rzeczywiście służyli Ewangelii. Ktoś z was zostanie księdzem, ktoś mnichem. Niech wasze obowiązki rodzinne nie zajmują całego czasu. Oczywiście, należy dbać o rodzinę, jednak nie warto sześć i pół dnia spędzać z rodziną, zaś w cerkwi jedynie pół dnia. Bądźcie uważni, kiedy wyjdziecie stąd i zostaniecie kapłanami. Zawsze pamiętajcie, po co nimi zostaliście. Zawsze pamiętajcie, że diabeł bardziej walczy z duchownymi, i kusi ich. Nie zauważysz jednego, drugiego, trzeciego, a później diabeł już cię wiąże i zapominasz o swoim celu, swoim kierunku. W naszej misji są pracownicy, ale są też wolontariusze, którzy pracują w ciągu miesiąca-dwóch. Jeżeli będziecie mieli w przyszłości czas – poświęćcie go misji. Zarówno w charakterze świeckich (na początku), jak również kapłanów (w przyszłości) – możecie służyć misji. W Grecji księżom przysługuje miesięczny urlop. W ciągu tego miesiąca często przyjeżdżają na Madagaskar i pomagają nam. Nie znają miejscowego języka, więc pomagają za pomocą tłumaczy. Ktoś pomaga w seminarium, ktoś udziela chrztu razem z miejscowymi księżmi. Wy też możecie uczestniczyć w tym programie posługi wolontaryjnej. Wielu Rosjan przyjeżdża na małą wysepkę Mauritius obok nas – widziałem ich tam. A wy możecie przyjechać do naszej misji. To nie jest aż tak trudne – pojechać na Madagaskar.


Rozmowę przetłumaczył z greckiego Konstantin Norkin

Tekst przygotowała Olga Rożniowa

Polski przekład: Andrzej Nieścierowicz

Zdjęcia: Wladimir Chodakow/ Pravoslavie.ru

www.pravoslavie.ru


— Andrzej Nieścierowicz

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →