śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 8 marca 2014

“To nie jest aż tak trudne – pojechać na Madagaskar” – metropolita Ignacy o misji na Madagaskarze, w Korei, Indiach. Cz.

Metropolita Madagaskaru Ignacy w ciągu 30 lat głosił Dobrą Nowinę w Korei Południowej, Indiach i na Madagaskarze.

0 czytelników poleca

Metropolita Madagaskaru Ignacy w ciągu 30 lat głosił Dobrą Nowinę w Korei Południowej, Indiach i na Madagaskarze. Wraz z panią Matiną, współpracowniczką madagaskarskiej misji mającą piętnastoletni staż, odwiedził niedawno Srietienskie Seminarium Duchowe w Moskwie, gdzie spotkał się ze studentami i opowiedział szczegółowo o głoszeniu Ewangelii w krajach egzotycznych.

„Jak jest w twej celi, tak jest również w twej duszy” Dla mnie i mojej towarzyszki Matiny jest wielkim zaszczytem być dzisiaj w waszym monasterze. Dziękujemy ojcu Ireneuszowi i młodym ludziom, którzy przygotowali dla nas wycieczkę. Z zadowoleniem zobaczyłem, jak wspaniale jest wszystko u was urządzone. Święci Ojcowie mówią: „Jak jest w twej celi, tak jest również w twej duszy”. Skoro macie taki porządek i czystość w monasterze, to znaczy, że tak samo macie w waszych duszach. Jesteśmy Grekami. Pochodzę z Grecji, natomiast siostra Matina jest z Australii, ale ma pochodzenie greckie. Trudzimy się na Madagaskarze na rzecz misji chrześcijańskiej. Przez kilka lat mieszkałem na Atosie. Spełniłem wszystkie moje świeckie obowiązki i wstąpiłem do monasteru. Na Świętej Górze przebywałem w monasterze Stauronikita. Później dostałem błogosławieństwo starca na prowadzenie misji. Pojechałem tam ze względu na pragnienie pracy dla dobra ludzi, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa. Również z tego powodu, że duchowni są w każdym prawosławnym kraju, natomiast wybrać się w tamte strony i prowadzić tam posługę – to bardzo trudne.

***

Jak posługiwałem w Korei Na początku pojechałem do Korei, gdzie spędziłem kilka lat. W Korei większość ludzi wyznaje buddyzm. Są fanatycznie przywiązani do swojej religii. Rodziny są trwałe, ludzie są przywiązani do siebie. Dlatego jest ciężko, by tylko jedna osoba w rodzinie zmieniła wiarę. Gdy żona, mąż albo dzieci chcą to zrobić, to rodzina - albo też rodzice - sprzeciwiają się temu. Z tego powodu wielkich konwersji na prawosławie w Korei ogólnie rzecz biorąc nie było. Potem zrodziło się we mnie pragnienie pomagania ludziom również w ich trudnościach materialnych. A ponieważ w Korei nie ma potrzeby działalności dobroczynnej, pojechałem do Indii.

***

Indie

W co wierzą w Indiach Przez czternaście lat mieszkałem w Indiach, gdzie prowadziliśmy działalność charytatywną. W tym kraju państwo jest wrogo nastawione do chrześcijan. W Indiach chrześcijanie żyją głównie w Malabarze [gdzie istnieje Cerkiew malankarska, przyp. red.]. W tamtejszym regionie Madras, gdzie Dobrą Nowinę głosił apostoł Tomasz, znajduje się jego grób. Tam sytuacja jest nieco prostsza i łagodniejsza, nie ma aż tak surowego stosunku wobec chrześcijan. W Indiach około osiemdziesięciu procent wierzących stanowią hinduiści, około dwudziestu procent – muzułmanie. Jeden-dwa procent stanowią chrześcijanie wszystkich wyznań. Głoszenie Chrystusa jest zabronione. Do tej pory poganie w Indiach mają świątynie, zabija się zwierzęta ofiarne. Ganges dla nich jest świętą rzeką. Nad jego brzegi przychodzą ludzie dla codziennych ablucji, docierają tam z bardzo odległych regionów – Ganges ma dla nich takie znaczenie jak dla nas Jordan. W miejscowości, w której mieszkałem, również była świątynia, miejsce czczenia bogini. Przychodzili tam ludzie z całych Indii – przynosili swe dary i ofiary, by bogini ich oczyściła. Oni mają bardzo brudne świątynie, można się pobrudzić już przy samym wejściu. Ich bogowie są okropni, mają okropne, budzące lęk twarze. Pewna bogini ma dziesięć rąk, i w każdej ręce ma ściętą głowę.


Chrześcijanie są prześladowani. Na nich nawet polują

Chrześcijanie są dyskryminowani. Nie mogą być urzędnikami państwowymi. Chrześcijańskim dzieciom zabrania się uczyć w szkołach, otrzymywać ogólne wykształcenie. W niektórych wioskach wręcz polują na chrześcijan. Wielu z nich nawet nie śpi w swoich własnych domach. W dzień pracują na polach, natomiast w nocy idą do innej wsi i śpią tam, ponieważ boją się o swoje życie.

Były czasy, kiedy hinduiści-fanatycy palili świątynie chrześcijańskie, zabijali księży katolickich, gwałcili katolickie zakonnice. W sąsiednim stanie pewien pastor protestancki jechał z własnymi dziećmi w celach misyjnych do jakiejś wioski. Wieczorem został na nocleg razem z dziećmi w samochodzie, ponieważ nie miał do kogo pójść. Przyszli do nich fanatycy-hinduiści i spalili samochód z ludźmi w środku. Pewnego razu wybraliśmy się do sąsiedniego stanu w celu rozpoczęcia tam misji, wynajęliśmy dom. Zaczęły się zamieszki i zmuszeni byliśmy opuścić tamtą miejscowość. To jest tak samo, jak gdybym trafił do waszego kraju w przeszłości – prawdopodobnie zostałbym przez komunistów wygnany.

***

MADAGASKAR

Jak trafiłem na Madagaskar Wtedy pojechałem na Madagaskar. Jest to kraj trzeciego świata, położony na południowym wschodzie od Afryki. Nie zapoczątkowałem misji na Madagaskarze – wcześniej pojechał tam inny kapłan o imieniu Nektariusz z Australii, mający greckie korzenie. Rozpoczął misję w 1994 roku. To on założył podwaliny dla Kościoła prawosławnego w tym kraju. Pracował tam przez dziesięć lat, został pierwszym biskupem Madagaskaru, ale zginął w wypadku samochodowym. Ze względu na to, że byłem wówczas wolny, patriarcha aleksandryjski skierował właśnie mnie na to miejsce w celu kontynuacji posługi władyki Nektariusza. Matina była członkiem misji jeszcze za czasów biskupa Nektariusza. Po jego śmierci zaczęliśmy pracować wspólnie. Mamy również innych wolontariuszy, lecz, co prawda, niewielu.


To jest prawdziwa przygoda

Na Madagaskarze prowadzimy misję oraz działalność charytatywną. Naszym głównym celem jest misja. Występują tam również inne misje – katolickie, protestanckie. Są sekty. Robimy wszystko, co jest w naszych siłach, żeby oświecić ten naród, żeby uniknął fałszu, żeby poznał prawdę Prawosławia.
Misja zakłada również wyjazdy na wieś. Często jeździmy, prowadzimy katechizację ludzi chcących poznać prawosławie.

Warunki są dosyć ciężkie. To nie jest Rosja, Europa czy Ameryka – są to odrębne wioski, rozsiane po kraju. Do dnia dzisiejszego trwa tam okres prahistoryczny. Dróg nie ma, samochody są stare, wyjazd na znaczną odległość to prawdziwa przygoda. Do tej pory na drogach jest niebezpiecznie. Grasują rozbójnicy, którzy mogą cię ograbić. To, o czym pisze apostoł Paweł w swoich Listach, jest dotychczas aktualne dla krajów afrykańskich. Żywność i wodę bierzemy z domu, ponieważ po drodze nic nie można znaleźć – wszystko jest bardzo brudne i można złapać infekcję.


Pragnienie Prawosławia

Jest to bardzo ciężkie, ale musimy jeździć. I jeździmy. Mieszkańcy wiosek są bardzo prości, życzliwi, przyjmują nas z wielką miłością. Nie myślcie, że mamy świątynie w każdej wiosce - nie wyjeżdżamy wszędzie. Zatrzymujemy się gdzieś w cieniu, gdzie nie jest gorąco, na świeżym powietrzu. Tam możemy się zebrać i porozmawiać. Widok wiosek jest odpychający – brud, bezład. Domy to zwykłe chałupy z gliny albo gałęzi. W wielu miejscowościach brakuje nawet wody – przynosi się ją z daleka. Ale najbardziej wzruszające jest pragnienie, które ludzie mają w stosunku do prawosławia.


Jak jedna rodzina

Zajmujemy się oświatą już dosyć długo. Okres katechizacji jest stosunkowo długi, dopiero po jego zakończeniu ludzie zostają ochrzczeni. Chrzest odbywa się w pobliskiej rzece, zaś przy jej braku – w jakiejkolwiek chałupie w specjalnie robionym w tym celu naczyniu. Wszyscy niezależnie od wieku chrzczeni są w takiej chrzcielnicy, ubrani w białe szaty. Chrzest odbywa się w ciszy, ludzie cierpliwie czekają na swoją kolej. Chrzcimy ich, oni zaś dołączają się do Ciała Chrystusowego, do Cerkwi. Na koniec siadamy wszyscy razem i spożywamy posiłek jak jedna rodzina. Nie myślcie, że podczas takiej agapy obecne są stoły i krzesła – siadamy na ziemi i jemy jakieś proste jedzenie. Tym nie mniej radość ludzi jest wielka, ponieważ zostają dziećmi Bożymi poprzez łaskę Świętego Ducha.


Liturgie pod otwartym niebem

Stale budujemy świątynie w różnych wioskach – mamy około siedemdziesięciu pięciu cerkwi. Jest też 35 wspólnot, które nie mają świątyni z powodów finansowych. Liturgie wówczas są celebrowane po prostu na ulicy, pod otwartym niebem w jakimś cieniu. Stawia się dwa stoły, rozkłada na nich naczynia i wszystko, co jest potrzebne, i w ten sposób sprawuje się Liturgię. Ludzie, którzy tam mieszkają, mają skromne wymagania. Są zadowoleni z tego, co mają: nie ma żadnych ławek, więc siadają wprost na ziemi i uczestniczą w Liturgii. Nabożeństwo rozpoczyna się o siódmej rano, gdyż wierni budzą się bardzo wcześnie. Misja ma również inne obowiązki. Prowadzi m.in. seminarium, którego poziom, rzecz jasna, nie jest bardzo wysoki. Można je nazwać szkołą niedzielną. Absolwenci zostają duchownymi, gdyż mamy na Madagaskarze duże zapotrzebowanie na kleryków. Niektórzy zostają diakonami, inni – kapłanami, jeszcze inni – katechetami.

Tłumaczenie ksiąg liturgicznych i Pisma Świętego

Kolejnym rodzajem naszej posługi jest tłumaczenie ksiąg liturgicznych i Pisma Świętego. Ponieważ ludzie dopiero rozpoczynają swoją drogę w nowej wierze, niezbędne są książki, gdyż wierni nie mają możliwości dowiedzenia się albo usłyszenia czegoś od innych, tak jak my. Przetłumaczyliśmy dostateczną liczbę ksiąg dla sprawowania nabożeństw i głoszenia kazań, dlatego nabożeństwa są już celebrowane za ich pomocą. Oczywiście, w tych wioskach nie wszyscy umieją czytać: mniej więcej czterdzieści procent mieszkańców to analfabeci. Ale dobrze znane pieśni liturgiczne śpiewane są wspólnie. Wszystko jest tłumaczone z języka angielskiego i francuskiego na miejscowy język madagaskarski. Wszyscy duchowni i katecheci znają miejscowy język. Grecy z misji również posługują się miejscowymi językami. Mimo że nie znają tych języków doskonale, są w stanie się porozumieć.


Bardzo duża liczba konwersji

Na Madagaskarze wszystko jest prostsze, niż w Korei czy w Indiach. Ruchy religijne cieszą się tu swobodą. Bardzo duża jest liczba konwersji na prawosławie. Ludzie mogą tu łatwo zmienić religię, albo, na przykład, przejść z katolicyzmu na protestantyzm czy prawosławie. W odróżnieniu od Indii, mamy dobre stosunki z państwem. Oprócz prowadzenia misji zajmujemy się dobroczynnością. Odpowiada za to Matina, to jest jej działka. cdn.

Rozmowę przetłumaczył z greckiego na rosyjski Konstantin Norkin
Tekst przygotowała Olga Rożniowa Polski przekład: Andrzej Nieścierowicz Zdjęcia: Władimir Chodakow/Pravoslavie.ru

www.pravoslavie.ru


— Andrzej Nieścierowicz

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →