Rozmowa z biskupem Burundi i Rwandy - Sawą Rwanda, Burundi i wschodnie Kongo należą do najbardziej niespokojnych regionów kontynentu afrykańskiego.
Rozmowa z biskupem Burundi i Rwandy - Sawą
Rwanda, Burundi i wschodnie Kongo należą do najbardziej niespokojnych regionów kontynentu afrykańskiego. Od 1990 roku praktycznie nie kończy się tam szereg wojennych konfliktów oraz wojen domowych. Rozprzestrzenione są tam choroby, epidemie i głód.
W takich warunkach niesie tam swoja posługę bardzo stary już Patriarchat Aleksandryjski w osobie jednego z jego stosunkowo młodych arcybiskupów – biskupa Sawy. Urodził się on na greckiej wyspie Rodos, ukończył seminarium duchowne, a następnie wydział teologii na Uniwersytecie Ateńskim. Postrzyżyny mnisze oraz chirotonię przyjął na początku lat 90. XX wieku, służył w parafiach diecezji metropolitalnej na Rodos. Na zaproszenie (świętej pamięci) patriarchy Piotra VII był on przyjęty do grona duchowych Patriarchatu Aleksandryjskiego oraz wybrany na proboszcza patriarszej cerkwi pw. św. Sawy w Aleksandrii, kierował wydziałem prasowym i stosunków publicznych. W 2001 roku działał jako patriarszy przedstawiciel w Aleksandrii, a także ekonom hierarchy. Był również członkiem komisji synodalnej zajmującej się edukacją. 6 października 2009 roku został jednogłośnie wybrany przez Święty Synod Patriarchatu Aleksandryjskiego na arcybiskupa sprawującego rządy w diecezji Burundi i Rwandy.
Rozmowa z biskupem Sawą dotyczy specyficznych właściwości życia diecezji oraz misji prawosławnej w tym niespokojnym rejonie.
- Władyko, co możecie powiedzieć na temat przeżyć religijnych Afrykańczyków? Czy jest coś, co odróżnia ich od europejczyków, a w szczególności od Greków?
- Afrykańczycy szukają prawdy, mają potrzeby duchowe, na które nie są w stanie odpowiedzieć inne kościoły, im potrzebna jest prawda. Prawosławie jest wciąż „nowe” dla Afryki i dlatego powinniśmy być wyrozumiali. W Grecji oraz w Europie dzwony cerkiewne dzwonią już dwa tysiące lat, natomiast w Afryce są dopiero od pół wieku, jednak, nie patrząc na to, Afrykańczycy je słyszą i chcą się uczyć, a my staramy się nieść im dobrą nowinę o zbawieniu nie patrząc na niesprzyjające i ciężkie warunki.
- Jak oceniacie pozycję misji prawosławnej w Waszej diecezji i ogólnie w Afryce? Na przykład w porównaniu z katolikami i protestantami.
- Misja prawosławna nie otrzymuje pomocy od nikogo innego jak tylko od prostych prawosławnych ludzi. Próbuje ona na wszelkie sposoby łagodzić cierpienia Afrykańczyków, których wszyscy wykorzystywali i eksploatowali, w tym przedstawiciele innych religii. Nie zapominajcie o roli jaką odegrali oni w aktach ludobójstwa w Rwandzie, a także o tym, jak niektóre protestanckie kościoły narzucały swoją konfesję ludności. Misjonarzy innych wyznań wspierają ich centra, my natomiast trudzimy się sami, całkowicie bezinteresownie, a wszystko to dla dobra Afrykańczyków, którzy również są dziełem Bożym.
- Jak w przepisach państw, na które rozciąga się wasza diecezja, odzwierciedlone jest miejsce Kościoła prawosławnego?
- Państwa pozytywnie odnoszą się do działalności cerkwi. Dostrzegają oni jej inność, pamiętają jednak również o złych rzeczach których doznali od pseudo-chrześcijan, Afrykańczycy są ostrożni i uważni. Wkład kościoła prawosławnego w edukacje, ochronę zdrowia, rolnictwo itd. na terytorium całej Afryki jest wyjątkowy.
- Stosunkowo niedawno Ruanda była areną krwawej wojny domowej. Czy działalność misjonarska w waszej diecezji związana jest z zagrożeniem życia misjonarzy?
- W tym rejonie praca misjonarska zawsze jest niebezpieczna. Pokładamy jednak nadzieję na łaskę Bożą i ochronę Matki Bożej. Często bywam w niebezpiecznych miejscach wschodniego Kongo i udaje nam się to wszystko przeżyć, cieszymy się z tego oraz dziękujemy Bogu, że znieśliśmy te próby. Są tam chrześcijanie, misjonarskie centra i parafie, których nie można pozostawić. Tak więc, wkład prawosławnych centrów misyjnych w tym rejonie trudno jest przecenić.
- Jakiego języka używacie do odprawiania nabożeństw? Czy są plany aby tłumaczyć teksty Liturgii i nabożeństw na języki lokalnych narodów i plemion?
- W każdym regionie używa się języków lokalnych, w Burundi – języka rundi, języka greckiego (ponieważ mieszka tam 30 Greków) oraz francuskiego, który został wprowadzony w czasach pierwszych kolonistów. Języka francuskiego używano dopóki wszystkie księgi cerkiewne nie zostały przetłumaczone na języki lokalne lub na inne języki, jak na przykład suahili, na który również przetłumaczono wszystkie księgi liturgiczne.
- Jaką działalność charytatywną prowadzi wasza diecezja? Czy macie własne szpitale lub szkoły?
- Społeczeństwo w Burundi nie ma możliwości otrzymania pomocy medycznej, nie istnieją również systemy opieki zdrowotnej. W najpoważniejszych sytuacjach chorych przewożą do Kenii lub Republiki Południowej Afryki, jednak traci się przez to dużo drogocennego czasu, a ponadto, mało kto może pozwolić sobie to opłacić. Państwo z powodu słabej sytuacji ekonomicznej nie może zapewnić szkoleń dla kadry medycznej, analfabetyzm jest bardzo wysoki dlatego też wszyscy czekająca na pomoc od misji, a my z kolei staramy się zrobić wszystko co możliwe z pomocą prawosławnych chrześcijan. Jednak sytuacja we wschodnim Kongo jest wyjątkowa i tam stale wszystko się zamienia z powodu wojny partyzanckiej, która nadal trwa. We wschodniej części Konga zawsze jest wielu biednych i cierpiących ludzi.
Diecezja prowadzi ważną misjonarską i społeczno-humanitarną działalność, taką jak:
- realizacja pracy w centrum misjonarskim pw. św. Bazylego w Uwire (wschodnie Kongo), gdzie uczy się 450 uczniów (w szkole początkowej) oraz 150 dzieci w przedszkolach;
- otwarcie szkoły w Buramate (Burundi), gdzie uczy się 1600 osób;
- rozdysponowanie produktów żywnościowych wśród uchodźców w rejonie Gangara w Burundi;
- rozdysponowanie produktów żywnościowych w aresztach śledczych oraz tymczasowych w Burundi;
- pomoc samotnym matkom, wdowom lub kobietom porzuconym przez mężów;
- 60 stypendiów dla uczniów oraz studentów;
- pomoc ubogim;
- dostarczanie lekarstw społeczeństwu (szczególnie od malarii, tyfusu brzusznego, żółtej febry, cholery oraz szczepionek przeciw meningokokom);
- cotygodniowa dystrybucja racji żywnościowych dla 250 osób;
- rozdawanie zeszytów i przyborów szkolnych uczniom oraz studentom.
Aktualnie buduje się u nas: centrum misjonarskie w Gangare (Burundi) z cerkwią, stołówką i szpitalem (budowa zbliża się ku końcowi); centrum misjonarskie w Carame (Burundi) z cerkwią, stołówką, centrum medycznym, szkołami; stołówkę oraz szpital polowy w obozie dla uchodźców w Buramate (Burundi), gdzie również znajdują się Pigmeje; centrum misjonarskie w Buramate. Odbudowywane są również szkoły w kamanolskim centrum misjonarskim (wschodnie Kongo) we współpracy z międzynarodową organizacją IRC (ang. International Red Cross). Aktualnie staramy się zorganizować szpital w już istniejącym budynku w Gangare oraz przerabiamy oddany nam budynek w centrum stolicy na klinikę. Oczywiście, współpracujemy również z różnymi greckimi organizacjami humanitarnymi.
- Jak rozwiązujecie problem kształcenia nowych duchownych? Jak wielki jest to problem w waszej diecezji oraz skąd bierzecie młodych kandydatów na księży?
- Niestety, nasz region jest uważany za jeden z najtrudniejszych, dlatego problem ten można rozwiązać tylko poprzez przyciągnięcie rdzennych Afrykańczyków, którzy wysyłani są do seminariów duchownych Patriarchatu Aleksandryjskiego w Aleksandrii, Kenii i Kinszasie, dzięki temu mamy możliwość uzupełnienia duchownymi nasze stale powiększające się parafie. To poważny problem, o tyle, że potrzebni nam są również greccy duchowni, aby Afrykańczycy nabrali doświadczenia przez pewien czas służąc razem z nimi, jednak sytuacja w rejonie Wielkich Jezior jest niebezpieczna, a wojna partyzancka nie sprzyja napływowi duchownych-ochotników pragnących tu służyć.
- Władyko, jak myślicie, czy poważne zamieszania polityczne ogarniające szereg afrykańskich krajów, w pierwszej kolejności kraje arabskie, może wywrzeć wpływ na Patriarchat Aleksandryjski jako całości?
- Cerkiew nie wplątuje się w politykę i na nią też nie wpływają żadne polityczne zmiany. Patriarchat Aleksandryjski trwa już 2 tysiące lat bez jakichkolwiek problemów. Egipt szanuje Patriarchat, podobnie postępują inne kraje arabskie w północnej Afryce. Będzie on nadal z Aleksandrii (bez problemów) kierować oraz regulować pracę misjonarską, która jest prowadzona na całym ogromnym kontynencie afrykańskim.
Źródło: pravoslavie.ru
— Anna Łukaszuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.